28 paź 2011

Wizyta



Pod koniec stycznia 2010 doszło w Brukseli do spotkania śp. gen. F. Gągora oraz ruskiego szefa sztabu generalnego gen. N. Makarowa. Spotkanie to określano na stronie polskiego sztabu jako „przełom w relacjach wojskowych Polski i Rosji” (http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_385.html) i w komunikacie wydanym przez rzecznika prasowego SG płk. S. Michalskiego (pełniącego tę funkcję wtedy i obecnie) dodawano:


W trakcie spotkania generała Franciszka GĄGORA z generałem Nikołajem MAKAROWEM omówiono perspektywy dwustronnej współpracy wojskowej obydwu państw. Obie strony zgodziły się, że współpraca taka jest w interesie Sił Zbrojnych Polski i Rosji i nie ma zasadniczych przeszkód do jej prowadzenia.

Uzgodniono, że w maju br. gen. N. Makarow na zaproszenie szefa SG WP złoży oficjalną wizytę w Polsce w trakcie której zostaną uszczegółowione kierunki dalszej bilateralnej współpracy wojskowej Polski i Rosji. Wizytę poprzedzi spotkanie specjalnej polsko-rosyjskiej wojskowej grupy, która dokona wstępnych, roboczych ustaleń i uzgodnień przygotowujących spotkanie Szefów Sztabów Generalnych. Obrady grupy roboczej zorganizuje strona rosyjska w Moskwie. (podkr. F.Y.M.)


Na stronach SG poza informacjami o wizycie śp. gen. Gągora w USA (http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_406.html), gdzie przypominał (nomen omen), że „obrona kolektywna powinna pozostać spoiwem i podstawową misją NATO” oraz o odwiedzeniu Słowenii w marcu 2010 (http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_410.html), nie ma wzmianki o żadnych innych zagranicznych jego (czy innych członków SG) wyjazdach. Jako ciekawostkę można tu dodać wzmiankę o wielkanocnym spotkaniu ówczesnego szefa MON z członkami SG oraz śp. ks. bp gen. T. Płoskim (http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_411.html):


31 marca br. w siedzibie SG WP odbyło się wielkanocne spotkanie Ministra Obrony Narodowej z kierowniczą kadrą SG WP oraz przedstawicielami współpracujących ze Sztabem Generalnym instytucji. Oprócz kierownictwa Sztabu Generalnego na czele z szefem SGWP gen. Franciszkiem GĄGOREM kierowniczą kadrę dowódczą sił zbrojnych reprezentowali na spotkaniu m.in. Dowódca Operacyjny SZ RP gen. broni Bronisław KWIATKOWSKI, szef Inspektoratu Wsparcia SZ RP gen. broni Zbigniew TŁOK–KOSOWSKI, Dowódca Wojsk Lądowych gen. dyw. Tadeusz BUK, dowódca Sił Powietrznych gen. broni Andrzej BŁASIK, Komendant Główny ŻW gen. bryg. Marek WITCZAK oraz dowódca garnizonu Warszawa gen. Kazimierz GILARSKI. Tradycyjnie oprawę liturgiczną spotkania zapewnili przedstawiciele Ordynariatu Polowego WP na czele z ks. biskupem gen. Tadeuszem PŁOSKIM.


Skoro więc przybycie do Polski Makarowa oraz spotkanie szefów sztabów planowano na maj, to kwietniowy wylot na katyńskie uroczystości delegacji prezydenckiej, której część stanowili dowódcy poszczególnych wojsk polskich, stanowił idealną wprost okazję do zorganizowania spotkania „grupy roboczej”, a więc na oddzielenie generalicji od reszty uczestników (pod pretekstem takiego spotkania). Czy akurat w Moskwie, tego nie sposób powiedzieć – równie dobrze Ruscy mogli zaproponować jakieś miejsce nieodległe w stosunku do Smoleńska/Katynia (by nie budziło podejrzeń pod kątem możliwości punktualnego dotarcia dowódców do Katynia). Może nawet sam Smoleńsk, tylko np. jakiś czas przed planowanym przylotem reszty delegacji? Należałoby zbadać, czy gdzieś tamtego dnia nie wybierali się przedstawiciele ruskiego sztabu na jakieś spotkanie.


16 kwietnia 2010 ciało śp. gen. Gągora powraca do Polski (http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_419.html). Parę dni wcześniej rzecznik SW wydaje dość osobliwe oświadczenie, które być może nie zostało wtedy zauważone – przytoczę jego fragment:


Uczestnictwo kierowniczej kadry Sił Zbrojnych RP w delegacji lecącej samolotem Tu-154M nie wiąże się z jakimkolwiek złamaniem obowiązujących w tym zakresie procedur wojskowych. Informuję, iż fakt uczestnictwa przedstawicieli kierowniczej kadry Sił Zbrojnych RP w składzie delegacji lecącej samolotem Tu-154M do Smoleńska nie wiązał się z jakimkolwiek złamaniem obowiązujących w tym zakresie procedur wojskowych.


Po katastrofie samolotu CASA w lutym 2008 roku Sztab Generalny WP wydał rozkaz w którym określił zasady przemieszczania się kierowniczej kadry sił Zbrojnych wojskowym transportem powietrznym. Rozkaz ten zalecał, aby w planowaniu przelotów na jednym statku powietrznym nie przebywał dowódca jednostki wojskowej i jego zastępca. W przypadku tragicznego lotu do Smoleńska ta procedura została w pełni zachowana. Z chwilą wylotu Szefa Sztabu Generalnego i Dowódców Sił Zbrojnych ich zastępcy automatycznie przejęli dowodzenie w kraju. Organizatorem lotu decydującym o składzie delegacji lecącej wraz z Prezydentem RP była kancelaria Prezydenta RP. Wszyscy dowódcy lecący na pokładzie zostali zaproszeni przez Zwierzchnika Sił Zbrojnych. Towarzyszenie Prezydentowi w tej podróży ze względu na jej charakter dowódcy traktowali nie tylko jako obowiązek, ale przede wszystkim jako honor, zaszczyt i żołnierską powinność.


Pomimo tragedii, którą wspólnie przeżywamy
nie ma mowy o jakimkolwiek paraliżu decyzyjnym w polskiej armii. Jesteśmy w pełni zmobilizowani do sprawnego działania. Utrzymany jest odpowiedni poziom gotowości bojowej. Zachowana jest dyscyplina i właściwe wykonawstwo zadań. (podkr. F.Y.M. - por. też oświadczenie Michalskiego z 9 maja 2010 http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_426.html) wskazujące, że to kancelaria Prezydenta ulokowała Dowódców na pokładzie tu-154m)


Miejsce śp. gen. Gągora zastępuje zrazu gen. M. Stachowiak, który zdąży wziąć udział jedynie 4 maja 2010 w spotkaniu komitetu wojskowego „UE” (http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_424.html), trzy dni później bowiem na szefa sztabu mianowany zostaje gen. F. Cieniuch (http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_425.html):


7 maja br. Marszałek Bronisław Komorowski wypełniający obowiązki Prezydenta RP - Zwierzchnika Sił Zbrojnych - powołał generała broni Mieczysława CIENIUCHA na stanowisko szefa SG WP. Uroczystość miała miejsce w Pałacu Belwederskim.


W uroczystości udział wzięli m.in.: Minister ON Bogdan Klich, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Stanisław Koziej, Przewodniczący Sejmowej Komisji Obrony Stanisław Wziątek, kierownictwo kancelarii Prezydenta RP, kierownicza kadra resortu Obrony Narodowej i Sztabu Generalnego WP oraz czasowo pełniący obowiązki dowódców Sił Zbrojnych i duszpasterstwa wojskowego.


Jak wiemy aż za dobrze, po 10-tym Kwietnia zbliżenie warszawsko-moskiewskie postępuje w tempie ekspresowym, ale co w takim razie z bilateralnymi relacjami wojskowymi? Czy doszło do powołania jakiejś nowej „grupy roboczej” mającej przygotować wizytę Makarowa nad Wisłą? Na początku czerwca wojsko zajęte jest pomocą powodzianom (http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_450.html), ale lato tamtego roku jest bardzo gorące i już pod koniec czerwca dochodzi do spotkania szefów sztabów Polski i... Białorusi (http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_476.html) pod kątem współpracy wojskowej (por. też http://www.zw.wp.mil.pl/pl/1_3.html; tu także zdjęcia z wizyty):


Na zaproszenie Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w dniach 29 - 30 czerwca br. z oficjalną wizytą w Polsce przebywa Szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych - Pierwszy Zastępca Ministra Obrony Republiki Białoruś generał major PIOTR TICHONOWSKI.


29 czerwca po uroczystym powitaniu w siedzibie Sztabu Generalnego WP przy ul. Rakowieckiej w Warszawie, gen. TICHONOWSKI odbył rozmowy z generałem broni Mieczysławem CIENIUCHEM. Bezpośrednio po zakończeniu rozmów szefowie sztabów generalnych Polski i Białorusi podpisali oficjalny komunikat dotyczący ożywienia bilateralnej współpracy wojskowej.


To spotkanie musiało być bardzo owocne, skoro w sierpniu (2010) przybywa Makarow do Polski (http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_462.html):


Na zaproszenie Szefa Sztabu Generalnego WP w dniach 24 - 25 sierpnia br. z oficjalną roboczą wizytą w Polsce przebywał Szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej generał armii Nikołaj MAKAROW. 24 sierpnia po uroczystym powitaniu w siedzibie Sztabu Generalnego WP w Warszawie, generał armii Nikołaj MAKAROW spotkał się z generałem Mieczysławem CIENIUCHEM oraz uczestniczył w rozmowach dwustronnych.


W czasie rozmów strona polska przedstawiła problematykę dotyczącą transformacji Sił Zbrojnych RP oraz zaangażowania Polski w operacje poza granicami kraju. Strona rosyjska zaprezentowała kierunki zmian w Siłach Zbrojnych Federacji Rosyjskiej.
W czasie spotkania dyskutowano również o możliwych obszarach współpracy pomiędzy Siłami Zbrojnymi Rosji i Polski.


Można by jeszcze z kronikarskiego obowiązku dodać, że Makarow wraz z szefem białoruskiego MON dowodził m.in. słynnymi manewrami Zapad-2009 (http://www.altair.com.pl/start-3468) skierowanymi przeciwko Polsce, ale to już chyba bez znaczenia, skoro czasy się tak bardzo po 10-tym Kwietnia zmieniły. Zresztą, jak to już gdzieś kiedyś elegancko ujął płk Michalski „jesteśmy skazani na tę współpracę” (http://konflikty.wp.pl/kat,1020223,title,Polska-jest-skazana-na-te-wspolprace,wid,12428480,wiadomosc.html?ticaid=1d448&_ticrsn=5). On, jako rzecznik SG, na pewno wie, co mówi, cokolwiek by to „skazanie” miało znaczyć.



http://www.sgwp.wp.mil.pl/pl/1_422.html (inf. o pogrzebie śp. F. Gągora)

http://fakty.interia.pl/swiat/news/polska-i-rosja-rozwazaja-wspolprace-wojskowa,1430948,4

http://www.sgwp.wp.mil.pl/plik/file/publikacje/Cieniuch_Armia_luty2011.pdf wywiad z Cieniuchem, a kto po lewej na zdjęciu? :) Marian Moraczewski (por. http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/w-polskiej-zonie.html)

http://www.sgwp.wp.mil.pl/plik/File/polska-the%20times.pdf wywiad z F. Gągorem (01-09-2010)


19 paź 2011

"Były maje, były bzy..."


















...była też pierwsza moskiewska narracja, a potem nastały następne etapy (a z nimi nowe ich mądrości). Z biegiem dni, z biegiem lat (bo to właściwie drugi rok idzie od „katastrofy”) pewnych śladów pojawia się tak wiele, że zaczyna być widoczna jakaś ścieżka w smoleńskim lesie, z rozmaitych niezwykłych przypadków układa się logiczny ciąg, a wśród rzeczy dotąd tajemniczych i nawet mrocznych pojawia się słoneczny promyk. Jak to mawiają ci, którzy wciąż z pewnej choroby serca (umiejscowionego po lewej stronie) wyleczyć się nie mogą, „w komunizmie liczył się człowiek” (ewentualnie „w komunizmie najważniejszy był człowiek”, bo sentymentalne wersje tej ludowej wiedzy pojawiają się różne). W neokomunizmie jest podobnie, choć oczywiście nie tak samo (widzimy gołym okiem, że dekoracje są nieco odmienne). Liczy się człowiek – to święta prawda – tylko trzeba wiedzieć, jaki człowiek. To musi być właściwy człowiek na właściwym miejscu. Co innego bowiem taki człowiek jak S. Pyjas, a co innego taki jak choćby Cz. Kiszczak. No więc właściwy człowiek się liczy – niewłaściwy niekoniecznie. Ot, i cała prawda o sowieckiej antropologii.



Dobrze, ale kto to jest właściwy człowiek? To jest taki człowiek, który wie, co robić we właściwej chwili. Niewłaściwy człowiek nie wie, co robić i np. zamiast służyć socjalizmowi i internacjonalizmowi (bez względu na to, czy mówimy o komunizmie czy o neokomunizmie, bo czasy i dekoracje się zmieniły, ale nieśmiertelne ideały pozostały, nie tracąc nic ze swej aktualności), to się pakuje w niewłaściwe znajomości i zabiera za niewłaściwe działania; i w rezultacie bałagani, zamiast przykładać rękę do sierpa lub do młota w budowie nowego ładu. Właściwy człowiek wie, kiedy sięgnąć po młot, kiedy po sierp i jaki z nich robić użytek. Zna swój warsztat, pilnuje go i nie robi bajzlu w socjalistycznym porządku. Prosta historia. Należy dodać jedynie, że właściwi ludzie nie rodzą się na kamieniu, lecz zwykle wyrastają w kuźniach socjalistycznych talentów, szlifowani są intelektualnie i ideowo tak jak diamenty w smoleńskiej fabryce „Kristall”, po to, by z czasem przerosnąć nauczycieli.



Gdzie zaś porządek jest idealny i gdzie się wzorcowo szlifuje ludzki kruszec? Oczywiście w wojsku. Komunizm zresztą jako w istocie wojskowa dyktatura (stąd też państwa komunistyczne są zawsze zorganizowane na zasadzie kompleksowego zmilitaryzowania – sama bowiem bezpieczniacka inwigilacja i zastraszanie by nie wystarczały, musi być jednak pod ręką porządny sowiecki knut) atmosferę „jednostki wojskowej” wprowadza gdzie tylko się da (zaś w latach 80. był wyjątkowy renesans uwojskowiania najważniejszych peerelowskich instytucji). Czerwoni bowiem wychodzą z założenia, że ład społeczny jest wtedy, gdy właściwy człowiek wydaje właściwe rozkazy właściwym ludziom, którzy je właściwie wykonują. I tak jak w hali produkcyjnej po naciśnięciu włącznika zapala się światło w kolejnych jarzeniówkach, tak na rozkaz jakiegoś trepa-genseka, niesie się jasność po wszystkich sferach zmilitaryzowanego państwa. Prosta historia, powtarzam.



Prostota sowietyzacji ma kolosalne znaczenie w zrozumieniu rzeczywistości neokomunizmu, w jakiej przyszło nam od ponad 20 lat żyć. W niej wzorce z poprzedniego systemu zastosowano ponownie, choć w ulepszonej, tzn. już nie tak siermiężnej jak za „Kraju Rad” i permanentnej „walki o pokój”, formie. W „transformowanym państwie” bowiem funkcjonuje identyczny, choć może nieco bardziej skryty za zasłoną „nowoczesności”, błyskotek, eleganckich ubrań, szerokich uśmiechów i wszelakiego luksusowego blichtru, system z właściwymi ludźmi na właściwych miejscach dokonujących właściwych działań we właściwym czasie. Ten parametr „właściwy” należy odczytywać tak samo jak w komunizmie – w poprzednim reżimie wszak nie trzeba było ZAWSZE, tj. o każdej porze dnia i nocy, służyć władzy. Wystarczyło to robić od czasu do czasu. Można było służyć dość rzadko (zwłaszcza pracując w jakichś newralgicznych obszarach). Można było nawet działać w taki sposób, jakby w ogóle się nie służyło sowieckiej władzy (obracając się np. w kręgach opozycyjnych), tylko raz, w jakiejś właściwej chwili, przysłużyć się w ten właściwy sposób (składając donos, przekazując cenną informację, wykradając jakiś dokument etc.).



Ten może przydługawy wstęp ma posłużyć za swoisty punkt odniesienia do wczorajszych odkryć, jakich w blogosferze dokonano, a które nie powinny pójść w zapomnienie, gdyż stanowią „światełko w tunelu”. Tunelu nie byle jakim, bo okęckim. Kiedyś zresztą, bo w styczniu br., trochę mimochodem, bo artykuł dotyczył trochę innych spraw, podano w „Naszym Dzienniku” w art. „Jak oficer polityczny stał się ekspertem” kilka istotnych faktów dotyczących jednego z autorów książki „Ostatni lot” (http://naszdziennik.pl/index.php?dat=20110103&typ=po&id=po21.txt), T. Białoszewskiego:



Białoszewski po katastrofie w Smoleńsku nader chętnie udziela się mediach jako ekspert lotniczy. W Polskim Radiu powiedział m.in., że gen. Błasik mógł wywoływać "dodatkowe emocje" u załogi rządowego samolotu. W TVN 24 nazywany publicystą lotniczym mówił, że to pilot odgrywa decydującą rolę. W "Polsce Zbrojnej" napisał artykuł "Smoleńska droga podejścia". Zwieńczeniem jego działalności w tym względzie była wydana ostatnio wespół z płk. Robertem Latkowskim książka "Ostatni lot".


W okresie PRL Białoszewski swoją karierę związał z wojskiem. W latach 80. był kierownikiem klubu żołnierskiego w Wyższej Oficerskiej Szkole Radiotechnicznej w Jeleniej Górze. Po ukończeniu zaocznie 2-letniej szkoły pedagogicznej w Poznaniu został awansowany ze stopnia chorążego na podporucznika. Został wówczas oficerem politycznym w szkole radiotechnicznej, bynajmniej nie zajmując się sprawami techniki wojskowej.


Przejawem jego działalności na niwie kulturalnej było prowadzenie Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. Dalszą karierę związał z telewizją. W 1988 r., będąc już kapitanem, trafia do Naczelnej Redakcji Programów Wojskowych w Warszawie. Przez dziennikarzy telewizyjnych jest kojarzony z tematami wojskowymi. - Należał do redakcji wojskowej - mówi redaktor Wojciech Reszczyński. - Był i jest związany z wojskiem – ocenia.


W 1990 r. w ramach ogólnopolskiego konkursu został prezenterem telewizyjnym. W okresie 1990-1993 prowadził niektóre wydania dzienników telewizyjnych. Zajmował się też publicystyką, głównie o charakterze wojskowym i historyczno-wojennym.

http://naszdziennik.pl/index.php?dat=20110103&typ=po&id=po21.txt



Wbrew sugestiom autora powyższego tekstu, Z. Baranowskiego, nie oburzałbym się na wojskowo-festiwalowo-medialną drogę Białoszewskiego (jak i na to, że ten ostatni jest pewnie takim samym publicystą lotniczym, jak Osiecki (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/ekspert-prezentuje-swoje-badania.html), wierny uczeń radzieckiego docenta S. Amielina (http://freeyourmind.salon24.pl/304592,fotoamator-specjalnego-znaczenia)). Podejrzewam bowiem, m.in. po lekturze raportu komisji zajmującej się likwidacją WSI (http://naszdziennik.pl/dodatek/wsi/raport.pdf), że jest dużo więcej takich błyskotliwych karier w mainstreamie, tylko nie o wszystkich jeszcze napisano (z pewnością aneks do raportu, by nam w tym wiele pomógł). Wprawdzie prowadzenie kołobrzeskiego sowieckiego festiwalu w latach 80. (a potem trafienie w 1988 r. w stopniu kapitana do Naczelnej Redakcji Programów Wojskowych powołanej w epoce jaruzelszczyzny na fundamencie wcześniejszych „redakcji wojskowych” TVP) wymagało oprócz właściwej prezencji odpowiedniego „kośćca ideowego”, no ale przecież „takie były czasy” :)



Nawiasem mówiąc o NRPW pisał w 2004 r. (jeszcze w „Życiu”) L. Misiak w artykule „Mundurowi w TVP” (zacytuję ze względu na wątek związany z nominacjami), opisując m.in. karierę J. Brandta, jednego z „wojskowych redaktorów naczelnych” NRPW:



Przygoda ppłk. Janusza Brandta z telewizją zaczęła się 1985 r. Był wówczas, jak mówi, podporucznikiem.

- Wygrałem konkurs na producenta programu "Poligon" - wspomina. - Do TVP przyjmował mnie w 1989 r. płk Włodzimierz Szymański z Głównego Zarządu Politycznego WP, który w stanie wojennym był w telewizji komisarzem wojskowym. W Naczelnej Redakcji Programów Wojskowych pracowałem od 1989 r. Pensje otrzymywaliśmy z Zarządu Polityczno-Wychowawczego MON. Od 1992 do 1994 r. byłem szefem NRPW. Funkcję tę powierzył mi Bronisław Komorowski, ówczesny minister obrony narodowej. Moim poprzednikiem był pułkownik Krzysztof Pomes, ważna postać w Radiokomitecie. Pracował w różnych redakcjach, m.in. w Teleexpresie, ale także w kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego
.”

http://pl.indymedia.org/pl/2004/09/9140.shtml



Mały jest ten świat, prawda? Poza tym (znów wbrew sugestiom „NDz”), jeśli chodzi o „warstwę merytoryczną” trylogii „Ostatni lot”, to zapewnić ją mógł płk R. Latkowski, było nie było długoletni dowódca 36 splt (od 11 listopada 1986 do 5 lutego 1999 wg ustaleń K. Galimskiego i P. Nisztora w książce „Kto naprawdę ich zabił?”, s. 21; choć do 36 splt trafić miał już w 1976 r.), który, dla wzmocnienia swojej wiarygodności w tzw. dziennikarskim śledztwie dot. „katastrofy”, w książce zamieścił też swoje zdjęcie z Janem Pawłem II.



Właściwie to nie powinienem może mówić o trylogii, skoro, po pierwsze, swój bestseller (pod klasycznym tytułem) opublikował najpierw smoleński fotoamator Amielin (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/blogerzy-gubernatora.html), następnie ukazała się praca nawiązująca do radzieckiego klasyka, autorstwa trójgłowego smoka warszawskiego, tj. właśnie Białoszewskiego, Latkowskiego i Osieckiego, potem zaś powstała (pod tym samym tytułem), lipcowa kontynuacja ich dzieła, przy czym, jak się dowiadujemy ze strony firmy (http://www.tbb.pl/) Białoszewskiego w dziale „nasze latanie” (http://www.tbb.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=6&Itemid=7):



Druga książka, będąca kontynuacją naszego dziennikarskiego śledztwa, została ukończona i przesłana do druku pod koniec lipca 2011 r., kilka dni przed zakończeniem prac komisji ministra Jerzego Millera. Zakładaliśmy, że fakty i informacje, do których dotarliśmy, uzasadniają jej wydanie. Jednak już po wstępnej, pobieżnej analizie i krótkiej burzy mózgów doszliśmy do wniosku, że wycofujemy ją z druku po to, aby przedstawić - w świetle raportu komisji - nasz "protokół rozbieżności".



Trzecia więc książka „Ostatni lot” (licząc wraz z arcydziełem Amielina) została wycofana z druku, a powstała czwarta, udoskonalona, którą autorzy reklamują jako „jeszcze bliższą prawdy”: „Do lektury kolejnego, tak uzupełnionego tomu "Ostatniego lotu", który ukaże się w księgarniach na początku września, zachęcam i zapraszam już teraz. Sprawdźcie, jak blisko prawdy jesteśmy tym razem”. Mamy naturalnie nadzieję, że następny tom już będzie najbliżej prawdy albo też przedstawi prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.



Na stronie TBB, skoro już tu zawędrowaliśmy, jest też mowa o klientach firmy (http://www.tbb.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=3&Itemid=3) i w dziale „Instytucje, urzędy i osoby publiczne” czytamy m.in. „Poseł na Sejm RP Bronisław Komorowski; Ministerstwo Obrony Narodowej”, w czym, rzecz jasna, nie ma nic nadzwyczajnego, każda firma może sobie dobierać klientów wedle własnego uznania, ci zaś mogą zlecać jej to, w czym dana firma się specjalizuje lub też w czym jest najlepsza. Prosta historia znowu.



Nie rozstajemy się jednak ze stroną TBB, ponieważ pojawia się na niej wątek związany z około-okęckim spottingiem. Niektórzy paranoicy smoleńscy dziwowali się swego czasu, jak to się mogło stać, że na Okęciu 10-go Kwietnia, skoro tyle ciekawych rzeczy tam się działo, skoro nawet monitoring nawalił, to zabrakło też spotterów, fotoreporterów etc., no i zdjęć z porannych przygotowań do odlotu ze stołecznego lotniska jest tak niewiele. Właściwie, tyle co nic (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/anomalie.html). Otóż okazuje się, że na Okęciu spotterzy jak najbardziej są i to w samym 36 splt; i mają się znakomicie. Któż bowiem może mieć lepszy dostęp do przylatujących i odlatujących statków powietrznych, jak nie ktoś, kto na lotnisku osobiście pracuje? I to np. jako mechanik jaka-40 oraz śmigłowca mi-8 (http://www.tbb.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=8&Itemid=11).



To, że J. Grześkowiak, który ma swoją skromną podstronę na stronie TBB, przy okazji zrobił zdjęcia do trylogii Białoszewskiego-Latkowskiego-Osieckiego „Ostatni lot”, to już drobiazg. Grunt, że był na miejscu, co widać choćby po tej kolekcji: http://www.tbb.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=13:flota-36-splt&catid=8:grzekowiak&Itemid=11 - mógł zatem uwiecznić to, co się działo 10-go Kwietnia. Grześkowiak informuje, że „znaczną część życia spędza na lotnisku lub w jego okolicach. Jest tam w każdej wolnej chwili, a i w pracy "na płycie" zwykle miewa aparat w zasięgu ręki” oraz że „ma w swym prywatnym archiwum kilka tysięcy fotografii polskich i zagranicznych statków powietrznych wojskowych i cywilnych”. Nic dziwnego chyba, że po takich zapowiedziach apetyt nasz może bardzo wzrosnąć. Jeśli bowiem tyle było okazji i istnieje takie olbrzymie jest archiwum, to zapewne zebrało się trochę fotografii właśnie z 10-go Kwietnia rano? Może są w którymś z tomów trylogii? Chyba że wtedy, tragicznego sobotniego ranka, na Okęciu zapanowała zasada, że to obiekt wojskowy i obowiązuje zakaz fotografowania.



Dobrego fotografa/operatora poznaje się nie tylko po tym, co uwieczni, lecz i po tym, czego starannie nie umieści w kadrze. To tak jak z Amielinem, co więcej czasu spędził pod smoleńskimi drzewami niż np. przy wraku na Siewiernym. Tak czy tak widzimy, że analogicznie jak w przypadku okolic lotniska smoleńskiego, tak i na okęckim jacyś zdolni mechanicy pracują.







http://freeisoft.pl/2011/01/wspolautor-ksiazki-ostatni-lot-nie-jest-zadnym-ekspertem/

http://pl.wikipedia.org/wiki/Festiwal_Piosenki_%C5%BBo%C5%82nierskiej

http://www.tvp.pl/historia/cykle-dokumentalne/leksykon-prl/wideo/festiwal-w-kolobrzegu-czyli-piosenka-ogolnowojskowa/921286?start_rec=24

http://www.gk24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20111005/KOLOBRZEG/456250802 (możliwe, że festiwal powróci w przyszłym roku; może więc już w 2012 będziemy w Układzie Warszawskim? A przynajmniej wyjdziemy z NATO, tak jak zapowiadał kiedyś... kto to zapowiadał? :))

17 paź 2011

Czy to ten an-72?




Uzupełnienie do poprzedniego posta.

Ił 10-go Kwietnia?

























Z tych wieczornych zdjęć z Siewiernego (z 10-04) wynika, że na lotnisku było – nie licząc śmigłowców – aż pięć ruskich samolotów, o których za chwilę. Jak z kolei pamiętamy z „Superwizjera” (zrobionego przez rządową telewizję gabinetu ciemniaków „kilkanaście godzin po katastrofie”) M. Osipienko ze smoleńskiego MCzS twierdził (nazajutrz po tragedii), że rzeczy ofiar zabierane są z Siewiernego i transportowane do... Briańska, gdzie miał czekać polski samolot. Skąd jednak wziął się Ruskom ów Briańsk jako baza wypadowa polskiego transportu (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/briansk-i-okolice.html), skoro na Siewiernym mogły („po katastrofie”) bez problemu lądować nawet tak pokaźne samoloty jak tupolewy czy... iły? Jeśli mnie bowiem oczy nie mylą, to tam między tymi ruskimi maszynami na wieczornych zdjęciach sterczy ogon jakiegoś iła (drugi od końca). No chyba że jest to coś w rodzaju takiego An-72 (http://russianplanes.net/ID20834), ale nie wydaje mi się. Szkoda, że nie ma zdjęcia całej tej „eskadry” z przodu.



Raczej nie jest to „Frołow z Wnukowa”, czyli ił-76 z nr-em bocznym 78817, co wedle moskiewskiej legendy miał wieźć ruską „ochronę” dla polskiego Prezydenta (http://russianplanes.net/reginfo/7581) (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/stenogramy-z-wiezy.html), ani któryś z iłów o nr-ach 78845, 86870, 78840, 76649, 86825, bazujących swego czasu właśnie na smoleńskim Siewiernym (http://russianplanes.net/regs/RA-86825) (http://russianplanes.net/EN/REGS/RA-78845) (tu zdjęcie z wybroską http://russianplanes.net/EN/ID27078) (http://russianplanes.net/EN/ID32896) (http://russianplanes.net/ID32895) (http://russianplanes.net/reginfo/17136) (http://russianplanes.net/regs/RA-78840) (http://russianplanes.net/regs/RA-76649) (http://russianplanes.net/regs/RA-86825). Ten z wieczornych zdjęć wydaje się bowiem mieć czerwoną gwiazdę na pionowym stateczniku, podczas gdy iły z nr-ami 78817, 78845, 86870 etc. wciąż latające nad ruską ziemią, posiadają ruską flagę. Może więc nie jest to ił-76, a np. -78 (mający podobnie do -76-tki wyglądający ogon) (http://russianplanes.net/planelist/Ilushin/Il-76/78/A-50)? Te ostatnie mają takie właśnie malowania z sowiecką gwiazdą.



Nie jest to niewątpliwie żaden z sześciu iłów-76 należących do MCzS. Te bowiem zdobione są zwykle czerwonymi pasami i niebieskim między nimi oraz ruską flagą na stateczniku; jest jeszcze niebieski trójkąt w czerwonym kole otoczony gwieździstym zdobieniem (http://russianplanes.net/airline/Russian_Ministry_of_Emergency_-_EMERCOM) – taki jak choćby ten ił-76 pokazany przy artykule dotyczącym transportu do Moskwy ciał osób zabitych 10-go Kwietnia (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/czy-to-zdjecie-z-10-iv.html) (http://www.rian.ru/incidents/20100410/220573018.html) czy ten (http://russianplanes.net/ID44692).



Ił na wieczornych zdjęciach usytuowany jest (patrząc od prawej strony) między jakiem-42, którego już poznaliśmy na innych migawkach i fotografiach z Siewiernego (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/jak-42.html) a kremlowskim iłem-62mk (http://russianplanes.net/reginfo/2338), najprawdpodobniej, bo na tupolewa mi to nie wygląda. Ił-76 lub też -78 ma malowania wskazujące na to, że nie należy też do floty stricte kremlowskiej (w której zresztą nie są wymieniane iły-76 i -78 http://www.aviaport.ru/digest/2009/02/11/166675.html, http://russianplanes.net/airline/Russia_-_SLO). Można więc przypuszczać, że jest o prostu na składzie ruskich sił powietrznych (ewentualnie któregoś z siłowych resortów; ale czy np. do MSW? http://russianplanes.net/airline/Russian_Police_Internal_Forces vide malowania statecznika oraz u niektórych nowszych, kadłuba http://russianplanes.net/ID51774). Nie wygląda też na to, by był to białoruski ił-76 (http://russianplanes.net/airline/Belarus_-_Air_Forces; chyba że ta ewidencja nie jest zaktualizowana) ani ukraiński (http://russianplanes.net/airline/Ukraine_Air_Forces).



Jeśli jednak przeglądnie się malowania iłów-76 (http://russianplanes.net/st/Ilushin/Il-76M i http://russianplanes.net/planelist/Ilushin/Il-76/78/A-50), to poza 01-ką (http://russianplanes.net/reginfo/5370; ten jednak ma wielkie oznaczenie 01 pod czerwoną gwiazdą) żaden z używanych na przestrzeni ostatnich dwóch lat (chyba, że coś przeoczyłem) nie ma czerwonej gwiazdy na stateczniku, nawet w ruskich siłach powietrznych (które symboliki sowieckiej się wcale nie wstydzą oczywiście). Taką gwiazdę mają natomiast iły-78, jak choćby ten nr 30 (http://russianplanes.net/ID29648). Czasem się trafia także ił-78 z ruską flagą http://russianplanes.net/ID56446; http://russianplanes.net/reginfo/10090; http://russianplanes.net/reginfo/1718; http://russianplanes.net/reginfo/17388). Przy czym możemy chyba z góry wykluczyć iła-78 z nr-em burtowym 50, z tej racji, że ma wyraźny napis wielkimi literami pod tą gwiazdą (http://russianplanes.net/ID54540), którego nie widać nawet w zamazanej postaci na zdjęciu z Siewiernego (chociaż kiedyś tego napisu nie miał http://russianplanes.net/ID39942) (podobnie 31 http://russianplanes.net/reginfo/3203).



Wprawdzie wg ustaleń neoperelowskiego Ministerstwa Prawdy: „Jedynym samolotem, który przyleciał do Smoleńska 10 kwietnia (po „wypadku „prezydenckiego tupolewa””, jak się domyślamy – przyp. F.Y.M.), był Tu-134 z premierem Władimirem Putinem na pokładzie, który wylądował o 20.23. Poza nim w Smoleńsku lądowały tylko śmigłowce. Pierwszy przybył na miejsce o 14.27, czyli niemal 4 godziny po katastrofie” (http://www.tvn24.pl/1,1689516,druk.html), ale, jak wiemy skądinąd, agendy MP nie zawsze są dobrze poinformowane – albo inaczej: są poinformowane mniej więcej tak, jak Radio Erewań. Niewykluczone, że ruski car ponownie przybył samolotem (pod kątem planowanego spotkania z Tuskiem na pobojowisku) do Smoleńska w godzinach wieczornych, ale też na pewno był na Siewiernym, co widać na wielu zdjęciach, w godzinach popołudniowych 10-go. Pytanie więc, kto, o której godzinie i z czym zjawił się tym iłem 10-go? Może uda się gdzieś znaleźć jakieś inne zdjęcia samolotów z tamtego popołudnia i wieczoru?





P.S.

http://kommersant.ru/doc/1590665 o flocie kremlowskiej

http://russianplanes.net/reginfo/2862 Tu 154M, jakim Putin miał przybyć 7-04-2010 do Siewiernego

http://russianplanes.net/ID48432

http://pilot.strizhi.info/photos/v/Lipetsk_2010/

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090904/REPORTAZ/234211038

http://nicpon.perkunas.webd.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=174&Itemid=172 ił-96 Putina

www.youtube.com/watch?v=m9kgJNDJjgE mi-26 transportujący tu-134

http://russianplanes.net/reginfo/2407 informacja o ile należącym do KGB/FSB, który uległ katastrofie 2.12.2001 r.

http://russianplanes.net/city/Sescha

http://aillarionov.livejournal.com/331393.html#cutid1 forum A. Iłłarionowa

http://www.newsru.com/russia/13apr2010/samolet.html

www.youtube.com/watch?v=k2y9P5xjwcE ił-76

http://www.interfax.ru/society/news.asp?id=210746

http://altapress.ru/story/67973/ ił-y-76 w akcji przeciwpożarowej (jeden z nich zapewnił zrzut 40 ton wody)

http://www.km.ru/proisshestviya/2011/10/03/mchs-rf/il-76-vyletel-v-bratsk-dlya-tusheniya-lesnykh-pozharov

http://rss.novostimira.com/n_1521756.html

15 paź 2011

Katastrofa ekologiczna na Siewiernym
















Jak 21 kwietnia 2010 pisał portal „Smolnews” lotnisko Smoleńsk-Siewiernyj borykało się w tamtym czasie z poważnym problemem ekologicznym, ponieważ dostało się do ziemi na lotnisku aż 30 ton paliwa (http://www.smolnews.ru/news/56258) („В результате авакатастрофы 10 апреля на территории аэродрома разлилось 30 тонн топлива”). W jaki sposób tę zatrważającą ilość paliwa zmierzono, portal niestety nie pisał, bo i nie podał tych danych na swoim spotkaniu z mediami Konstantin Łazariew p.o. „głowy miasta”, a przecież wedle blisko 40-minutowych zapisów CVR, które mieli życzliwie odczytywać polscy badacze w Moskwie dla radzieckiego MAK, „prezydencki tupolew” miał mieć pod koniec swego lotu zaledwie 12 ton paliwa (10:33:25 „Aktualnie mamy 12 tonhttp://naszdziennik.pl/tu154m.pdf, s. 34, choć jeszcze 10 minut wcześniej było, wedle tych samych „stenogramów”, o tonę paliwa mniej: „Pozostało 11 ton”, s. 20; por. też http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/stenogramy-z-wiezy.html). Być może zmierzono to w podobny sposób, w jaki doc. S. Amielin, fotoamator specnazu, ustalił po wyglądzie drzew przebieg smoleńskiej katastrofy (co widać na zdjęciach 96-108: https://picasaweb.google.com/107906898396623830387/101; cała ta „rekonstrukcja” jest zamieszczona w jego wydanej po polsku książce, przypominam).



O ile jednak nad wyraz pracowity radziecki fotoamator pozostawił po sobie w swym albumie masę bezcennych zdjęć już 13 kwietnia 2010, z którego to albumu, jak ze źródła obfitości, korzystali potem radzieccy eksperci nad Wisłą (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/10/krotka-historia-pewnej-koordynacji.html), o tyle prace biodegradacyjne czy też utylizacyjno-puryfikacyjne gleby lotniska Siewiernyj jakoś nie zostały udokumentowane, a musiały być sporym logistycznym przedsięwzięciem i na pewno wydarzeniem dla samych smolan. Portal „Smolnews”, zapewne w związku z ekokatastrofą (choć nie tak dużą, bo zapewniano, że czystość wód w mieście nie jest zagrożona „Случившееся не повлияет на качество воды”), donosił przecież, że planowane są właśnie działania odkażające („работы по дезактивации”), aczkolwiek ustami Liubow Sawieliewej, naczelniczki oddziału nadzoru sanitarnego (http://www.67rospotrebnadzor.ru/structure.php), zapewniał, iż niezbędna tu będzie, jakżeby inaczej, pomoc specjalistów z Moskwy. Sawieliewa stwierdziła, że instytucja, w której pracuje nie zajmuje się pracami polegającymi na oczyszczaniu gleby z substancji niebezpiecznych: „Наша организация не занимается устранением последствий выброса в почву вредных веществ” (http://www.smolyane.com/kto-budet-ochishhat-pochvu-na-meste-avarii-samoleta-2/).



Kiedy więc przybyła moskiewska ekipa oczyszczająca glebę Siewiernego i jak wyglądały jej specjalistyczne prace? Może komuś uda się znaleźć jakieś doniesienia ruskich mediów na ten temat, gdyż mnie się to na razie nie udało? Nie podejrzewam zaś, by pozostawiono te 30 ton paliwa w smoleńskiej ziemi bez żadnego odkażania gleby, narażając smolan na zdrowotne ryzyko.



A propos oczyszczania w Smoleńsku i tamtejszych problemów ekologicznych, otóż pod informacją o szykujących się wiosennych, komunalnych porządkach i o corocznych pożarach śmietnisk (tu znowu wypowiedź Sawieliewej http://www.gorodnews.ru/mk/item.php?id=165), zamieszczoną na parę dni przed „katastrofą”, pojawia się (już z 12 kwietnia 2010) komentarz „Władimira”: „Как же не быть возгоранию мусора, если он не вывозится в городе уже вторую неделю. Создали новую контору по вывозу мусора, а она совсем ничего не делает. Нормальный ход. На что же тогда расходуются деньги? Все контейнеры в центре города погребены под грудами мусора. Пройдите по улицам Коммунистическая, Тенишевой... Ужас!!! Польский самолет ито упал на какую-то помойку, которую разгребали бульдозерами.



W wolnym tłumaczeniu: „Jakżeż nie może być zagrożenia pożarowego, jeśli nie wywozi się śmieci już drugi tydzień. Postawili nowe biuro ds. wywozu śmieci, które niczego nie robi. Normalka. Na co jeszcze idą pieniądze? Wszystkie kontenery w śródmieściu przysypane śmieciami. Przejdźcie się ulicami Komunistyczną, Tieniszewą... Zgroza! Polski samolot spadł na jakieś takie wysypisko, które rozpirzyli buldożerami”. Czy chodzi tu o buldożery pracujące „po katastrofie” czy wysypujące coś przed?

I już zupełnie na koniec, także na smoleńskich stronach odnalezione (http://www.smolensk2.ru/story.php?id=13277) doniesienie pt. „Czy miejscowi oszukują Polaków przyjeżdżających do Smoleńska?” a propos pradawnego wystąpienia min. K. Kwiatkowskiego. To jeszcze z przedpotopowych czasów, gdy Polska nieśmiało uskarżała się na to, że „miejsce katastrofy” niezbyt pilnie jest strzeżone przez ruską milicję. Relacja kończy się następującym zdaniem: „При этом, нередко пытаются продать не аутентичные найденные остатки президентского Ту-154 или одежды, найденной на месте катастрофы, а куски старой одежды и остатки других старых самолетов, которые находятся на аэродроме в Смоленске.” „Przy tym nierzadko starają się sprzedawać nie autentyczne, znalezione na miejscu katastrofy, części prezydenckiego Tu-154 lub odzieży, lecz starą odzież i fragmenty innych, starych samolotów, które znajdują się na lotnisku w Smoleńsku.” Skąd jednak mogły się wziąć szczątki innych samolotów na Siewiernym, które miejscowi próbowali sprzedawać? Może smolanie przechowują sobie w mieszkaniach jakieś kawałki tak na wszelki wypadek, a może prowadzą zbiórkę „obłomków” w tych okolicach http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/jak-sie-tnie-samoloty-na-siewiernym.html, no bo nie podejrzewamy, jak ci zdziwaczali paranoicy smoleńscy, że w lasku i na bagnistej polance leżały od dawna jakieś wysypane przez buldożery wraz ze śmieciami szczątki innych samolotów.





http://www.smollife.ru/index.php/novosti/obshhestvo/1574-v-smolenske-na-ajerodrome-lsevernyjr-provedut-dezaktivaciju-pochvy.html

http://www.smolyane.com/2010/04/page/2/