31 mar 2011

"Były dwie maszyny. Która się rozbiła?"

Na poniższy tekst zwróciła niedawno uwagę na swym blogu MMariola (http://mmariola.salon24.pl/292226,polski-1-0-1-kurs-79-czy-polski-121-kurs-259). Proszę spojrzeć na podawany czas:



Źródła wojskowe podają, że 15 min przed lądowaniem prezydenta służby kontrolne lotniska zabroniły lądować wojskowemu Ił-76 ze względu na złe warunki. On odleciał gdzie indziej. Pilotowi prezydenta też nie zalecali lądować. Ale zabronić mu nie mogli.



Ekspert wojskowy wyjaśnił "Gazecie", że na pół godziny przed lądowaniem samolotu prezydenckiego na lotnisku Siewiernyj miał wylądować wojskowy Ił-76 z Moskwy, który wiózł oddział funkcjonariuszy Federalnej Służby Ochrony (odpowiednik BOR-u). Pilotował lotnik ze Smoleńska dobrze znający miejscowe warunki. Dwa razy podchodził do lądowania. W końcu zawrócił na moskiewskie Wnukowo.



Kontroler lotów radził pilotowi samolotu prezydenta, by ten ze względu na mgłę lądował w Mińsku. Lotnisko w Smoleńsku nie ma automatycznego systemu naprowadzania. Do grudnia, było to lotnisko wyłącznie wojskowe, przede wszystkim dla samolotów transportowych, które są tu remontowane. Dopiero od tej pory jest wojskowo-cywilnym.”



http://wyborcza.pl/1,75478,7752603,Odradzano_ladowanie.html#ixzz1HzIOY6kf



Nie podejrzewamy, by dziennikarz „GW”, gazety tak bliskiej moskiewskiej prawdy, był źle poinformowany. Jeśli zaś zaglądniemy do stenogramów z wieży ruskich szympansów, to znajdziemy tam wprawdzie informację o próbach lądowania iła-76, ale już rad „kontrolera lotów”, by polska załoga „ze względu na mgłę lądowała w Mińsku”, raczej nie. Tym ostatnim jednak nie musimy się zbytnio przejmować, bo i dziś funkcjonariusze Ministerstwa Prawdy śpią spokojnie po blisko rocznej robocie propagandowej osłaniającej smoleńską zbrodnię.



Nie musimy się też przejmować tym, gdzie poleciał ił-76, skoro nie przejmuje się tym Ministerstwo Prawdy (Plusnin podczas drugiego podejścia mówi o zapasowym w Twerze (kawałek drogi ze Smoleńska), następnie zaś, po ustaleniach z centralą w Moskwie, jest mowa kursie na Juchnow w obwodzie Kałużskim (http://www.esosedi.ru/loc/rossiya/kaluzhskaya_oblast/yuhnovskiy_rayon/yuhnov/3067/index.html#lat=54742263&lng=35233155&z=13&v=2&mt=0)). Wprawdzie w Juchnowie lotniska raczej nie ma, więc może chodzi o bazę lotniczą Worotyńsku (bo w Adujewie jest ponoć już opuszczona), a może o samą Kaługę? A Kaługa tak jakoś znajomo znowu w smoleńskiej historii brzmi, bo tam przecież miano, wedle „raportu komisji Burdenki 2” postawić w stan gotowości siły „Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych” (na lotnisku Grabcewo?). Tak jak i w Briańsku (http://www.ourairports.com/airports/UUBP) (w Briańsku jest jeszcze jedno, stare, nieczynne lotnisko).



Ciekawić nas może zaś to, skąd wzięła się informacja, jakoby polski samolot miał lądować na Siewiernym pół godziny po ile-76, a nawet 15 minut po „zabronieniu lądowania” iłowi przez wieżę – skoro wieść gminna w ruskiej narracji niesie, że dopiero o 8.41 pol. czasu miało być „feralne przyziemianie” w smoleńskim lesie, czyli raptem ponad godzinę po drugim przyziemianiu iła-76? Może być wprawdzie zagadką to, że ruskie szympansy zabroniły lądować iłowi, ale już akurat polskiemu samolotowi z Prezydentem na pokładzie „zabronić nie mogły”, jak pisze nieoceniony funkcjonariusz MP, to jednak już meandry logiki, jaką wykłada się tylko w WUML-u przy Czerskiej i podręczniki tej logiki są nie do zdobycia nawet na czarnym rynku.



Wróćmy po tych wypisach z Czerskiej do klasycznej ruskiej narracji, bo ta nas dziś interesuje, a w jej przypadku najlepiej posłuchać samych przedstawicieli ruskich mediów, a nie bratnich żurnalistów znad Wisły, choćby ci ostatni chcieli jak najlepiej i ze szczerym zaangażowaniem przekazać moskiewską prawdę. Oto jeden z takich ruskich speców (oznaczę go dla wygody: R) pojawia się w rządowej telewizji TVN24 i proszę prześledzić jego wypowiedzi w kontekście całej, przebiegającej na gorąco od pierwszych komunikatów o „awarii” po komunikaty o „132 ofiarach”, rozmowy, gdyż jak na moje oko i ucho, nieco WYPRZEDZAJĄ te wypowiedzi oficjalny przekaz rządowej telewizji TVN24. Będą w tym stenogramie moje wtrącenia w nawiasach (m.in. dotyczące pol. czasu poszczególnych elementów relacji), które, mam nadzieję, nie przeszkodzą w lekturze :); wyciąłem też mniej istotne fragmenty lub zbędne powtórzenia.



Osobami telewizyjnego dramatu będą: J. Kuźniar (K), R. Poniatowski (Po), W. Olejniczak (O), P. Paszkowski (Pa), A. Dudek (D), J. Mróz (M), B. Tadla (T) oraz „Pan Władimir” (R). Jako zupełny przypadek traktuję to, że i w telewizji TVN24, i TVP Info (nie sprawdzałem jak w innych było), akurat tego dnia pojawili się przedstawiciele FR na żywo w studiu. Pewne wypowiedzi mogą być Państwu dość dobrze znane, ale inaczej one wyglądają, gdy się je czyta, a inaczej, gdy się je słyszy. Proszę w ramach prostego zadania arytmetycznego, policzyć, ile razy pada fraza „prezydencki jak-40” podczas tego dramatu.



K: „(…) Mamy informacje bardzo ogólne o tym, że były jakieś kłopoty z lądowaniem prezydenckiego samolotu jak-40 na lotnisku w Smoleńsku (którym lotnisku? – przyp. F.Y.M.). Polska delegacja wspólnie z osobami, które z p. Prezydentem leciały do Lasu Katyńskiego na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej – wyleciały z Polski o godz. 6.50. Kilka minut temu (w stosunku do 9.19 – przyp. F.Y.M.) te nieoficjalne informacje o tym, że były jakieś problemy z lądowaniem tej prezydenckiej maszyny do nas dotarły. Próbujemy zebrać jak najwięcej jak najbardziej potwierdzonych informacji, tak żeby nie przekręcić niczego (…). Wg tego oficjalnego rozporządzenia to był jak-40 (…) A teraz Las Katyński – tam jest nasz specjalny wysłannik, Rafał Poniatowski (…)”



Po: „W tej chwili (9.20 – przyp. F.Y.M.) dochodzą do nas informacje, które trudno potwierdzić, trzeba przyznać, ale staramy się je zbierać i w jakiś sposób weryfikować. Z tego, co dowiedzieliśmy się na lotnisku w Smoleńsku, panuje tam totalna mgła, w związku z tym samolot prezydencki, który podchodził do lądowania, nie wylądował, nie przyziemił... Świadkowie, z którymi rozmawialiśmy (ciekawe, jacy – przyp. F.Y.M.), wiedzą tylko tyle, że można było usłyszeć, że piloci dodali gazu – no tak po to, aby samolot wyprowadzić z podejścia do lądowania – po czym, jak wynika z naszych informacji – kontakt z samolotem się urwał...”



(W tym momencie nasuwa mi się skojarzenie z tym, co mówił S. Wiśniewski o tym, że wydawało mu się, że jakiś samolot wcześniej przed tupolewem wylądował i zaraz odleciał – czy nie mógł to być... prezydencki jak-40 pilotowany przez śp. gen. A. Błasika?)



...mówią ci, którzy są w tej chwili na lotnisku (ciekawe, jacy „ci” - przyp. F.Y.M.). Wiemy, że na lotnisku panuje naprawdę wielkie zamieszanie (z jakiego powodu? I na czym może polegać? Przecież nie doszło do trzęsienia ziemi czy przejścia tsunami, przecież nie szturmują wojskowego lotniska tysiące ludzi – przecież, jak wiemy z późniejszych relacji „wsie pogibli”, nie było pożaru i nie było kogo ratować – co więc mogło powodować „wielkie zamieszanie”? - przyp. F.Y.M.)... Uruchomiono służby ratownicze i trwa wielkie oczekiwanie na to, co będzie dalej. (…) Wiemy w tej chwili, podkreślam, jest spore zamieszanie w tej chwili wokół lotniska w Smoleńsku. Na samym lotnisku w Smoleńsku tam jeżdżą służby ratownicze i wszyscy czekają na dalszy rozwój wypadków (jeżdżą i czekają? - czy nie jeżdżą i czekają? - przyp. F.Y.M. - i co się ma jeszcze wydarzyć? Jakie wypadki, skoro już „po wszystkim”?)”.



K: „Rafał, jak daleko jest z Lasu Katyńskiego, z miejsca, gdzie jesteś na lotnisko wojskowe w Smoleńsku? Pod Smoleńskiem.”

Po: „Sądzę, że jest to jakieś 15 km, nie więcej. (…)”

K: „Dopytuję o to, bo widzę u ciebie, że nie ma ani grama mgły (…)”



No i Poniatowski jeszcze raz powtarza historię o pilotach, którzy dodawali gazu i o urwanym kontakcie z nimi. Kuźniar przypomina, że o 9.30 miały się planowo rozpocząć uroczystości katyńskie. I po chwili:



K: „(…) Ogromna mgła, bardzo gęsta mgła wokół lotniska wojskowego w Smoleńsku. Samolot prezydencki jak-40, który wystartował z Warszawy o 6.50 z wojskowego Okęcia, nie wylądował, nie przyziemił, potem słychać było (…) że piloci dodali gazu, próbowali podnieść tę maszynę... I przed sekundą dosłownie (9.23 – przyp. F.Y.M.) otrzymałem informację od rzecznika polskiej dyplomacji, rzecznika MSZ, p. Piotra Paszkowskiego, który potwierdził, że prezydencki samolot jak-40 rozbił się niedaleko lotniska wojskowego w Smoleńsku. (…) Rzecznik MSZ dodaje jeszcze, że samolot się zapalił, ale został ugaszony. (Kierując się do Olejniczaka) To był jak-40, jedna z najbardziej wysłużonych maszyn w polskiej służbie, prawda?”

(Jak bardzo Paszkowski był zorientowany w sytuacji na Siewiernym świadczy to, że podaje on dziennikarzom, iż Bahr miał nie tylko zawiadomić Sikorskiego „o wypadku”, ale i być świadkiem „wypadku” (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7752546,Katastrofa_samolotu_prezydenta__Nikt_nie_przezyl.html; materiał wideo zamieszczony na stronie))



Olejniczak jednak nie chce rozmawiać o jakach-40, tylko interesuje się losem ludzi na pokładzie. Kuźniar przyznaje, że nie wiedzą nic o losie pasażerów i niedługo później podaje nowe doniesienia:



K: „(…) Informacja sprzed kilku sekund dosłownie (9.25 – przyp. F.Y.M.). Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski potwierdza w rozmowie z TVN24, że wg wstępnych informacji prezydencki samolot jak-40, którym prezydencka para, prezydencka delegacja leciała (…) rozbił się, podchodząc do lądowania niedaleko wojskowego lotniska w Smoleńsku. (…) Maszyna rozbiła się niedaleko lotniska w Smoleńsku. Zapaliła się i została ugaszona. Tak informuje rzecznik MSZ (…), Reuters (…) powołując się na przedstawiciela lotniska wojskowego w Smoleńsku, informuje, że samolot się rozbił. To kolejne potwierdzenie tej nieprawdopodobnej, niewiarygodnej wiadomości. Mamy 2 źródła: Reuter i rzecznik MSZ-u. Prezydencki jak-40 rozbił się niedaleko wojskowego lotniska, na lotnisku w Smoleńsku.”



(I teraz pewna korekta w stosunku do tego, co Kuźniar mówił o 9.19)



K: „Te informacje... Ta informacja dotarła do nas około godz. 9., nie chcieliśmy jej państwu podawać, bo nie mieliśmy żadnych sprawdzonych informacji – nie robimy tego nigdy. Teraz mamy potwierdzenia z 2 źródeł (…) (po zapowiedzeniu gości mających przybyć do studia) 2 źródła potwierdzają: Agencja Reutera i rzecznik MSZ: maszyna jak-40, bardzo wysłużona maszyna w służbie polskich linii, które woziły najważniejsze osoby w państwie, rozbiła się niedaleko lotniska w Smoleńsku. (…) Przypomnę państwu informację sprzed chwili (…), która dotarła do nas ok. godz. 9-tej, ale nie było oficjalnego „tak, potwierdzam” - teraz już wiemy: rządowy jak-40 z prezydencką parą, z gośćmi pary prezydenckiej, rozbił się niedaleko Smoleńska.”



D: „(…) Przed chwilą to usłyszałem. Natomiast muszę powiedzieć, że jeżeli to jest prawda (tu Rusek się ogląda na Dudka), to to jest gigantyczna tragedia po prostu (…) mam ciągle nadzieję, że okaże się... Już wiemy, że awaria była, ale że jednak ktoś przeżył, no, trzeba mieć nadzieję...



(no i na scenę wkracza - o 9.30. - „pan Władimir”, pytany o lotnisko smoleńskie):



R: „To bardzo blisko Moskwy, 700 km. Jest dobre lotnisko. Nie wiem, w ogóle nie wiem, co się mogło stać? Może... Przecież trzeba było już od dawna zmienić te samoloty rządowe. Ile było tych różnych problemów z tupolewem.”



No właśnie. „Pan Władimir” zamiast szczegółowo o lotnisku, to już o „tych samolotach rządowych” i „różnych problemach z tupolewem”, a przecież w studiu rządowej telewizji TVN24 wszyscy są jeszcze na etapie „prezydenckiego jaka-40”! Poza tym skąd ta myśl o „zmianie samolotów rządowych”, skoro parę miesięcy temu tupolew wrócił z Samary, z najlepszych, ruskich rąk?



K (półprzytomnie): „Teraz już rzeczywiście nie ma sensu przynajmniej na razie wspominać. (przytomnie) Jeszcze będziemy na to narzekać (?? - przyp. F.Y.M.). Natomiast chciałem zapytać, czy to jest dobrze wyposażone lotnisko, skoro jest gęsta mgła. Czy są tam urządzenia, które pomagają pilotom wylądować w takich warunkach?”



R:To jest współczesne lotnisko, które jest przecież w centrum Rosji. To nie jakieś tam zacofane, nie jakieś tam na prowincji dalekiej, tak że to jest... bardzo dobre warunki. Nie wiem tylko, co było z pogodą tam, w tym... (Kuźniar się wtrąca o mgle, „nie wie, jak z deszczem”, na co Rusek) Gęsta mgła. Może samolot był nie dostosowany?”



Otóż to, lotnisko gites, tylko samolot nie ten. Wtrąca się Olejniczak, wracając do kwestii „prezydenckiego jaka”: „Bo my mówimy o jaku-40, to jest ten mały samolot. Polacy oglądając transmisje z wyjazdów premiera lub prezydenta, mają przed oczyma...



(Teraz bardzo ciekawy moment)



K: „Widok tupolewa, tak”.

O: „Widzą ten wielki samolot, tupolewa, dużo lepiej wyposażony, dużo mocniejszy. A to jest taki, samolot, który, ten jak, który jest niewielki, malutkim, można powiedzieć, samolotem. Współcześnie nie wiem, czy jeszcze produkowanym. I on służył, jeżeli już to, do lotów wewnątrz kraju, głównie i... Prezydent nie miał... Tam nie można było Prezydenta wziąć (…)

K: „(...) chociaż ja nie chcę spekulować, bo w tej oficjalnej rozpisce...



No i tu, jak pamiętamy, Kuźniar odkrywa, że Prezydent mógł lecieć tupolewem – przyp. F.Y.M. - wątek podchwytuje Olejniczak: „To tupolew”. Na co Kuźniar: „jest ogromny chaos informacyjny wokół tej sprawy”- no i wraca do naszego Ruska.



K: „Chciałem zapytać (…), jaka jest okolica tego lotniska pod Smoleńskiem. Czy tam jest las? Co tam jest?



R: „Zawsze w takiej tradycji rosyjskiej, że zawsze koło lotniska jest las. Jest jakiś pusty... przestrzenie na ziemi (?? - przyp. F.Y.M.), żeby właśnie samolot, który idzie do lądowania, żeby on był gdzieś nad lasem czy nad polem. Tak że nigdy nie ma takich dużych zabudowań (…) Smoleńsk też nie jest miastem, gdzie są wieżowce i tak dalej. Tak że w ogóle ten samolot jest używany na takich trasach, na której poleciał teraz, tzn. 700 km, to 500, 700 (?? - przyp. F.Y.M.).”



Olejniczak w międzyczasie analizuje rozpiskę i stwierdza: „Z tego wynika, że Prezydent leciał tupolewem, tu 154m.”



D: To jest dobra wiadomość (skoro wedle oficjalnych doniesień rozbił się „prezydencki jak” - przyp. F.Y.M.)

O: „To jest duża maszyna i na pewno bardzo dobrze wyposażona.”



Sytuacja więc jakby się uspokaja, ale z kolei do Mroza nie można się dodzwonić, więc Kuźniar przypomina, czego się od Mroza dowiedział i znowu jest nieco nerwowo, bo ponoć to Mróz miał przed 9-tą przekazać „pierwsze informacje”. Kuźniar zresztą ni z gruszki ni z pietruszki mówi (9.33): „Mieliśmy mnóstwo niesprawdzonych informacji, nieoficjalnych, mówiących o tym, że coś złego stało się niedaleko lotniska w Smoleńsku... i kilka minut temu dosłownie (9.33 – przypominam – przyp. F.Y.M.) rzecznik MSZ-u i Agencja Reutera potwierdziły, że prezydencka maszyna rozbiła się niedaleko lotniska pod Smoleńskiem w czasie lądowania.”



No i niedługo po próbie dodzwonienia się do Mroza, koło 9.34 dochodzi do udanego telefonicznego połączenia z Paszkowskim.



K: „Uporządkujmy te informacje. Wiemy, że były dwie maszyny. Która się rozbiła?

Pa (jakby nie dosłyszał pytania lub udał, że nie rozumie): „Tak, samolot rzeczywiście uległ rozbiciu przy podchodzeniu do lądowania w Smoleńsku. Najprawdopodobniej – ale to są wstępne informacje, nie w tej chwili przekazywane (czemu wstępne, skoro do „wypadku” doszło o 8.41? - przyp. F.Y.M. - co jest jeszcze do ustalania?) - zahaczył o drzewa. Tak że spadł, zapalił się. Akcja gaszenia samolotu została zakończona. Natomiast w tej chwili ekipy przystąpiły, no, do próby wydobycia pasażerów z pokładu samolotu.”



Widać więc, że Paszkowski nie ma bladego pojęcia, co się na Siewiernym dzieje i najpewniej przekazuje to, co Ruscy podają „do wierzenia”. Zauważmy, jak ewoluuje „wiadomość”. Fazy tej ewolucji są następujące: 1) awaria „prezydenckiego jaka-40”, 2) rozbicie/lekki pożar, ale ugaszony, 3) katastrofa „prezydenckiego tupolewa”, 4) akcja ratunkowa/wydobywanie pasażerów, a w fazie ostatniej, odwołując się do ruskich komunikatów 5) „wsie pogibli”. Tymczasem, jeślibyśmy sobie przypomnieli choćby relację moonwalkera, to cała historia wygląda dokładnie odwrotnie. Najpierw jest faza 5), a potem 4) i/lub 3) (wedle różnych relacji) i 2). Oczywiście „prezydencki jak-40” już nie istnieje w późniejszej ruskiej narracji. Najpierw więc ruscy milicjanci etc. ogłaszają, że „wsie pogibli”, a potem ruskie władze wysyłają straż i karetki, ale i tak właściwie „nie ma kogo ratować”. Niestety w polskich mediach ten scenariusz, nie wiedzieć czemu chronologicznie nie został odtworzony, a przecież ciekawą migawką byłyby stojące bezczynnie samochody ruskiego pogotowia. Z tego, co pamiętam, to koło 10.20 jakiś jeden „strażak” pokazany jest z jakimiś składanymi, żółtymi „noszami” i to wszystko, a tak to panowie w czarnych kurtkach popalają ruskie cygarety. No ale wróćmy jeszcze do studia rządowej telewizji TVN24.



K (jakby jeszcze nie był pewien): „Ale który samolot – jak-40 czy tupolew?

Pa: „Nie. To jest tupolew. Tu 154m.”

K: „Tym, którym leciała Para Prezydencka i jej goście, tak?

Pa: „Niestety tak.

K: „A skąd... (informacja o jaku-40? - przyp. F.Y.M.)”

Pa (ciągnie swój wątek, jakby znowu nie słyszał, choć przecież to tenże sam Paszkowski podawał niedawno sprawdzoną informację o prezydenckim jaku-40!): „...Niestety tak, ale w tej chwili na bieżąco spływają informacje. No, samolot uległ bardzo znaczącemu zniszczeniu. Zapalił się po rozbiciu... (skąd gość wie, o jaki samolot teraz chodzi i co się naprawdę z tymże samolotem dzieje, skoro gościa nie ma na lotnisku, skoro jeszcze niedawno twierdził coś zupełnie innego o innym samolocie i skoro na Siewiernym nie ma żadnej akcji wydobywania pasażerów? - przyp. F.Y.M. - skąd ma te bieżące informacje?). Akcja gaszenia dobiegła końca, natomiast, no, w tej chwili, tak jak mówię, ekipy przystąpiły do próby wydobycia pasażerów z tego bardzo zniszczonego samolotu (...)”

K: „Będę czekał, tylko nie chcę powielać informacji niesprawdzonych (…) Czy planowane jest wzmocnienie tej służby konsularnej, ambasadorskiej? Czy wysyłacie tam z Warszawy kogoś?

Pa (jakby znowu nie słyszał lub udawał, że nie rozumie): „Halo?”

K: „Czy wysyłacie z Wwy kogoś, kto będzie wspierał tych ludzi tam na miejscu, naszego ambasadora?

Pa: „Analizujemy całą akcję.”



Jak ta analiza wyglądała, to wiemy dziś znakomicie. W studiu już więc wiadomo, że chodzi o tupolewa i zaczynają się deliberacje o możliwej liczbie ofiar. Dochodzi do połączenia z Mrozem, ale ten niczego nie potwierdza i opowiada o „nieopisanym chaosie”. Jest to godz. 9.39, a więc 1h „po wypadku”. Mróz zdążył już jednak spotkać świadka, co mu opowiedział o „absolutnie roztrzaskanym samolocie” i zapewnia, że jeszcze niczego NIE można potwierdzić. No i minutę później pojawia się wstępna informacja o 87 ofiarach śmiertelnych. I po tym wszystkim proszę się jeszcze wczytać w wygłoszoną po tej właśnie wiadomości, wypowiedź „pana Władimira” (pytanego znowu o lotnisko!):



R: „Jest bardzo dobre. Jest i cywilne, i wojskowe. Tak że w ogóle to jest bardzo duża tragedia i w imieniu Rosjan składam od razu kondolencje od wszystkich Rosjan – od wszystkich Rosjan, bo bardzo przykre, że na ziemi rosyjskiej takie wydarzenie znowu jakieś przykre dla Rosji i dla Polaków. (I teraz finałowy akord – przyp. F.Y.M.) Myślę, że już Polacy nie będą obciążać tym wydarzeniem rosyjskiej jakiejś tam władzy i tak dalej.”



Już? Kiedy jeszcze nikt nie powiedział ani słowa o zamachu? Poza tym, z jakiej racji za „wypadkiem” miałyby stać od razu „władze rosyjskie”? Kuźniar jednak jakby wsłuchany w to, co mu ględzą do ucha (tak chyba dostaje wtedy część informacji), przechodzi nad wypowiedzią Ruska do porządku dziennego i po chwili znowu wraca do kwestii lotniska w sytuacji kryzysowej. W międzyczasie pojawia się Tadla mówiąca o „nieopisanym chaosie” na lotnisku.

K: „To jest lotnisko nowoczesne, jak pan mówi, dobrze zorganizowane. Jeżeli ma tam... mają... wylądować delegacje (? - przyp. F.Y.M.), to służba ochrony tego lotniska jest wzmacniana w takich sytuacjach? Oni tam mają odpowiednią liczbę służb, żeby pomóc ratować ewentualne...?”



R: „Wszystkie służby, które potrzebne. Tak że lotnisko jest nie jakieś tam zamrożone, niedziałające. To jest normalne lotnisko na co dzień. Tak że ja nie wiem, to po prostu jakaś, nie wiem, pomyłka straszna, że samolot zaczepił się za drzewo na przykład.”



Mało brakuje, a „pan Władimir”, mimo że przecież dopiero śledzi relacje „na gorąco”, by powiedział o pancernej brzozie, co połamała tupolewa.



R: „No, co to... Co to może być... Do...”

D: „Może mgła?

R: „Może mgła. Tak. Kiedyś zdarzyło się coś takiego...”

Ciekawe, kiedy.



Natychmiast wszcząć śledztwo

Rodziny ofiar osób zabitych w Smoleńsku powinny bezzwłocznie wystąpić na drogę prawną przeciwko rządowi, powołując się na fakt, że tenże rząd uniemożliwił wyjazd polskim specjalistom z medycyny sądowej, którzy bardzo szybko po „ogłoszeniu katastrofy” deklarowali swoją pomoc w badaniach dotyczących ciał ofiar tragedii.



Wywiad z prof. Karolem Śliwką, kierownikiem Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy, zamieszczony w książce „Smoleńsk. Kulisy katastrofy” autorstwa L. Misiaka i G. Wierzchołowskiego („Nowe Państwo” 3/2011, s. 51-54) nie pozostawia w tej kwestii żadnej, absolutnie żadnej wątpliwości i pozwolę sobie zacytować kilka fragmentów:



Katedra Medycyny Sądowej UMK w Bydgoszczy już rano w dniu katastrofy zorganizowała grupę najlepszych medyków sądowych różnych specjalizacji, w tym antropologów, genetyków, z całej Polski, z panią prof. Barbarą Świątek, krajowym konsultantem w dziedzinie medycyny sądowej, na czele. Zadzwoniłem do kolegów i wszyscy zadeklarowali chęć pomocy. Ci ludzie cały czas „siedzieli na walizkach” gotowi w każdej chwili jechać do Smoleńska. Na drugi dzień w południe dowiedziałem się – po wielu moich telefonach, jakie wykonałem do Rządowego Centrum Antykryzysowego – że nie jesteśmy potrzebni.



(LM i GW) - Czyli rząd poszukiwał patologów, którzy nie byli w Smoleńsku potrzebni, a z pomocy fachowców, którzy zadeklarowali chęć udziału, zrezygnował. Jak szybko zebrał Pan grupę chętną wo wyjazdu?



- Godzinę po katastrofie wysłaliśmy pismo do Prokuratury Generalnej i Naczelnej Prokuratury Wojskowej, a następnego dnia do Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Zaoferowaliśmy pomoc w badaniach medyczno-sądowych koniecznych w związku z katastrofą smoleńską. „Ze względu na rozmiary tragedii i związaną z tym koniecznością przeprowadzenia szeroko zakrojonych badań identyfikacyjnych badania te naszym zdaniem powinny być przeprowadzone przez 2-3 najlepiej przygotowane ośrodki w naszym kraju” - napisaliśmy. Podkreśliliśmy, że biegli z Zakładu Genetyki Molekularnej w Bydgoszczy mogliby pomóc w badaniach DNA z wykorzystaniem nowoczesnych technologii, a mają doświadczenie w identyfikacji ofiar katastrof i konfliktów zbrojnych. Uczestniczyli m.in. jako jeden z dwóch ośrodków europejskich w największej na świecie identyfikacji szczątków ofiar z grobów masowych Bośni i Hercegowiny. Napisaliśmy, że jesteśmy do dyspozycji prokuratury.

(…)

Biuro Prokuratora Generalnego poinformowało nas tylko, że przekazało nasze pismo do Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która zajmuje się katastrofą. Z NPW nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi.



Jest to także sprawa pozwalająca tymże rodzinom wytoczyć proces przeciwko prokuraturze wojskowej jako tej instytucji, która zaniedbała medyczno-sądowe, kryminalistyczne zabezpieczenie „miejsca zdarzenia”. Należy jak najszybciej zebrać grupę prokuratorów, którzy zajmą się nowym śledztwem.



Ja zaś powiem państwu, czemu nie wysłano w przeciągu paru godzin na Siewiernyj polskich ekspertów od medycyny sądowej zwłaszcza wyspecjalizowanych w rozpoznawaniu ciał po katastrofach. Dlatego, że mogliby stwierdzić, iż na Siewiernym nie doszło do katastrofy, a wielu ciał ofiar po prostu nie ma.



What's the time?

http://www.timezonecheck.com/




30 mar 2011

Proste pytania


















































Dlaczego 10 Kwietnia 2010 r. relacje wideo z Siewiernego zaczynają się dopiero od ca. 10.20 pol. czasu, skoro tylu dziennikarzy było w Smoleńsku i skoro „wypadek” wydarzył się o godz. 8.41 pol . czasu?



Dlaczego dopiero o godz. 9.55 pol. czasu zostaje podana informacja o tym, że „wszyscy zginęli”, skoro „wypadek” wydarzył się o godz. 8.41 pol. czasu i nie było akcji ratunkowej, nie było pożaru i nie było kogo ratować?



Dlaczego o godz. 9.19 pol. czasu pojawia się w TVN24 „potwierdzona” informacja MSZ o „problemach z lądowaniem prezydenckiego jaka-40”, skoro o godz. 8.41 pol. czasu doszło do „wypadku 'prezydenckiego tupolewa'”?:



Mamy informacje bardzo ogóle o tym, że były jakieś kłopoty z lądowaniem prezydenckiego samolotu jak-40 na lotnisku w Smoleńsku” (mówi J. Kuźniar z rządowej telewizji TVN24 o godz. 9.19 pol. czasu)



Dlaczego od pierwszych chwil doniesień o „awarii”, „problemach z lądowaniem” itd. nie podaje się nazwy lotniska, na którym doszło do zdarzenia?



Dlaczego o godz. 9.20 pol. czasu rządowa telewizja TVN24 donosi, że „na lotnisku panuje naprawdę wielkie zamieszanie”, skoro do „wypadku” doszło o 8.41 pol. czasu, nie było kogo ratować, „wsie pogibli” i nie było pożaru? Na czym polega problem z wielkim zamieszaniem?



Dlaczego o tejże godz. 9.20 pol. czasu w rządowej telewizji TVN24 mówi się: „Uruchomiono służby ratownicze i trwa wielkie oczekiwanie na to, co będzie dalej” - skoro w rzeczywistości na Siewiernym nie trwa żadna akcja ratunkowa? Na kogo/co więc się czeka? I kto czeka? Służby? Rząd? Dziennikarze? Ruscy?



Dlaczego o godz. 9.23 pol. czasu podawana jest w rządowej telewizji TVN24 informacja pochodząca od rzecznika MSZ jakoby: „samolot się zapalił, ale został ugaszony”, skoro żaden samolot się nie zapalił i żaden samolot nie był gaszony na Siewiernym?



Dlaczego ok. godz. 9.30 pol. czasu w rządowej telewizji TVN24 mówi się o blokadzie informacji, skoro „wypadek” wydarzył się o godz. 8.41 pol. czasu, „wsie pogibli”, nie było pożaru i nie było kogo ratować?



Dlaczego J. Mróz wysłannik rządowej telewizji TVN24, który tę telewizję przed godz. 9-tą pol. czasu zawiadomił o „problemach z lądowaniem polskiego samolotu”, a który wedle słów J. Kuźniara z godz. 9.33 pol. czasu relacjonował zdarzenia w następujący sposób: „słychać syreny alarmowe pogotowia, widać straż pożarną pędzącą na sygnale, widać milicję rosyjską pędzącą na sygnale, ale nikt nie chciał nic potwierdzić”, nie miał informacji o tym, że „wsie pogibli”, nie ma żadnego pożaru, nie ma kogo ratować?



Dlaczego J. Kuźniar (wiedząc, że J. Mróz, z którym rozmawiał chwilę wcześniej, przyleciał tamtego dnia jakiem-40 z innymi dziennikarzami) o godz. 9.34 pol. czasu pyta P. Paszkowskiego: „Uporządkujmy te informacje: wiemy, że były dwie maszyny – która się rozbiła?



Dlaczego o 9.34 pol. czasu P. Paszkowski mówi przez telefon na antenie: „...w tej chwili ekipy przystąpiły, no, do próby wydobycia pasażerów z pokładu samolotu”, skoro „wypadek” był o 8.41 pol. czasu, „wsie pogibli” i nie było ani pożaru, ani akcji ratunkowej?



Dlaczego na pasku informacyjnym rządowej telewizji TVN24 o godz. 9.34 pol. czasu pojawia się informacja o wydobywaniu pasażerów, skoro „wypadek” było o 8.41 pol. czasu, „wsie pogibli” i nie było ani pożaru, ani akcji ratunkowej?



Dlaczego na pytanie J. Kuźniara (9.35 pol. czasu): „Czy wysyłacie z Warszawy kogoś, kto będzie wspierał tych ludzi tam na miejscu, naszego ambasadora...?” P. Paszkowski odpowiada: „Analizujemy całą akcję”? I jaką akcję ma na myśli? Akcję serca?



Dlaczego o 9.39 pol. czasu J. Mróz wysłannik rządowej telewizji TVN24 będący na miejscu „wypadku” mówi: „...Chaos jest wręcz nieopisany. Nie można potwierdzić w tej chwili tak naprawdę żadnej informacji. Mi udało się porozmawiać z człowiekiem, który twierdzi, że był na miejscu. Widział samolot absolutnie roztrzaskany, bardzo wiele części płonęło. No. Tylko tyle. Nic poza tym. Żadnych absolutnie informacji potwierdzić w tej chwili z oficjalnych źródeł nie można” - skoro o godz. 8.41 pol. czasu doszło do wypadku, nie było pożaru, „wsie pogibli” i nie było kogo ratować?



Dlaczego dopiero o godz. 9.40 pol. czasu „Agencje podają, że zginęło 87 osób”, skoro „wypadek” wydarzył się o 8.41 pol. czasu, „wsie pogibli”, nie było pożaru i nie było kogo ratować?



Dlaczego ca. 9.43 pol. czasu podawana jest informacja o tym, że „ok. godz. 9-tej” miał się rozbić polski samolot, skoro do „wypadku” doszło o 8.41 pol. czasu?



Czy o godz. 9.47 pol. czasu J. Mróz wysłannik rządowej telewizji TVN24 mówi w odpowiedzi na pytanie o „przebieg akcji”: „Trudno w tej chwili powiedzieć, dlatego że BYŁEM ZATRZYMANY przez FSB... w tej chwili absolutnie odcięty, odizolowany, dlatego że polityka wobec mediów jest tak prowadzona, że nie udzielane są żadne informacje i panuje absolutna izolacja”?



Dlaczego B. Tadla w rządowej telewizji TVN24 mówi o godz. 9.52 pol. czasu, że panuje „totalny chaos na lotnisku”, jest „blokada informacji”, „samolot spadł 1,5 km od lotniska w Smoleńsku” i że FSB zabiera dokumentację świadków, tj. zdjęcia i notatki dziennikarzy?



Dlaczego o 9.56 pol. czasu J. Kuźniar podaje „dokładną godzinę katastrofy” „8.56”, skoro do „wypadku” doszło o 8.41 pol. czasu?



Dlaczego o 9.59/10.00 pol. czasu B. Tadla mówi: „Miejsce katastrofy zupełnie odizolowane i od FSB nie docierają do nas żadne informacje?” Czy FSB to jest jakaś nowa agencja prasowa?



Dlaczego o 10.10 pol. czasu Reuters podaje informację, że „polski prezydent zginął na pokładzie samolotu” skoro nikt nie widział jeszcze wtedy na Siewiernym ciała polskiego Prezydenta?



Dlaczego o 10.10 pol. czasu podawana jest liczba 132 osób zabitych na pokładzie tupolewa?



Dlaczego rządowa telewizja TVN24 nie wysłała 10 Kwietnia 2010 r. do Smoleńska swojego słynnego błękitnego helikoptera, skoro to taka bogata stacja?



Dlaczego polski premier w pierwszych godzinach „po wypadku” poleciał do Warszawy a nie do Smoleńska?





http://www.youtube.com/watch?v=PyTYeLy3aWI&feature=related

29 mar 2011

Samara






Ekspert prezentuje swoje badania





































Najwybitniejszy polski ekspert ds. katastrof lotniczych. Przez długie lata biegał tylko po polskim sejmie i świat niewiele o nim wiedział, ale któregoś dnia tenże śmiałek dobiegł aż na ruski Księżyc. I tam pozostał, by napisać swoją badawczą książkę o dość podobnym tytule, jak ekspercka praca innego wybitnego znawcy Księżyca, empirysty Siergieja Amielina, docenta z Katedry Elektroniki i Technik Mikroprocesorowych smoleńskiego oddziału Moskiewskiego Instytutu Energetyki, a zarazem fotoamatora ze Smoleńska, który trzy dni „po wypadku” przybył na „miejsce wypadku” (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100729&typ=po&id=po01.txt) i cały „wypadek”, co do najmniejszego szczegółu na Księżycu i co do każdego gwiezdnego pyłku zrekonstruował.



Jest tu więc w historii polskiego eksperta (http://www.youtube.com/watch?v=MxGGnHciylk&feature=related), który podążył słuszną ścieżką metodologiczno-badawczą radzieckiego uczonego, i nauka dla młodych adeptów żurnalizma – najpierw trzeba się nabiegać po odpowiednich korytarzach (przejść pewien intelektualny i sprawnościowy trening), odpowiednie rzeczy postudiować, by potem trafić do ekspedycji na ruski Księżyc. Na załączonych zdjęciach widzimy polskiego eksperta w sali lekcyjnej, gdzie zapewne za chwilę zaczną się zajęcia i pionierzy przyjdą z uwagą słuchać, jak to przebiegały badania na Księżycu radziecko-polskiej ekspedycji. Badania te zaczęły się, rzecz jasna od znalezienia przez radziecką ekspedycję „Dziwnej szpuli”, o czym opowiada pewna piosenka pt. „Dziwna szpula” (http://chomikuj.pl/yurigagarin/CSI+2010).


PS. Nie wiedzieć czemu, rozmowa "kontrolerów lotu" jest zilustrowana na ruskich kadrach zdjęciem wieży z Jużnego. Kiz dziadzi?, jakby powiedział Witkacy.

http://freeyourmind.salon24.pl/265753,dziwne-szpule

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/02/dziwne-szpule-2.html

http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/02/dziwne-szpule-3.html

Pionowo w dół












Szkoda, że dziadek ze "specjalnej komisji" się na koniec na plecach nie położył, by lepiej zobrazować lądowanie.