28 sie 2010

Lądowanie w lesie

video


Tak powinna była wyglądać katastrofa z 10.04.2010, gdyby była lotniczym wypadkiem. 26 czerwca 1988 r. w Habsheim we Francji airbus A320 podczas lądowania wleciał w gęsty las, ściął i zmiażdżył mnóstwo drzew, po czym spadł na ziemię. Oderwał mu się ogon i skrzydła, wybuchł pożar. Ze znajdujących się na pokładzie 136 osób (wraz z załogą) zginęło troje pasażerów – dwoje dzieci i usiłująca uratować jedno z nich, kobieta.


Śledztwo oprócz rutynowych badań zawartości czarnych skrzynek i wraku, objęło także dokładne pomiary drzew, które zniszczył lądujący airbus. Kapitan nie znał lotniska w Habsheim, nie wiedział, że w okolicy jest las, zszedł na wysokość 30 stóp, choć był przekonany, że jest na wys. 100 stóp. Usiłował potem poderwać samolot, ale już mu się nie udało (silniki nie zareagowały). Jak się okazało (po analizie zapisu FDR) w trakcie niezależnego dochodzenia samego kapitana, zawiodła pokładowa elektronika.


G. Wisnewski, z którym wywiad na temat katastrofy smoleńskiej opublikowany jest w najnowszym „Nowym Państwie” (8/2010) zwraca uwagę, że „kiedy samolot rozbija się w lesie, powinien być widoczny duży ślad po pożarze. To znaczy większa część maszyny byłaby spalona, doszłoby do pożaru powstałego na skutek uderzenia. Na zdjęciach zrobionych z powietrza nic takiego nie widać. Nie ma na nich również dużej ilości pościnanych drzew. Kiedy maszyna leci ponad ich wierzchołkami z prędkością 200-300 kilometrów na godzinę, to musi je pościnać. Następne pytanie: dlaczego nikt nie przeżył? Takie przymusowe lądowanie w lesie wcale nie musi oznaczać śmierci wszystkich pasażerów, istnieje szalenie dużo przykładów, kiedy wielu osobom udało się przeżyć, bo drzewa podchwytywały samolot – można sobie to próbować wyobrazić jako coś na kształt olbrzymich piór łapiących maszynę. Potem zrodziło się pytanie o ciała. Na zdjęciach nie było widocznych ani szczątków ludzkich, ani rzeczy osobistych ofiar.


Maszyna przecież była roztrzaskana, tak jakby pękła, a cała jej zawartość po prostu wyleciała – wszelkie przedmioty powinny w takiej sytuacji latać w powietrzu, wisieć na drzewach. Poza tym brakuje istotnych części samolotu. Na zdjęciach przedstawiających złożoną maszynę na lotnisku w Smoleńsku nie widziałem kokpitu i wielu innych elementów. Jedynym wytłumaczeniem byłoby totalne spalenie, ale przecież nie było żadnego pożaru. A jeżeli go nie było, to wszystkie te części powinny być na miejscu – rodzi się zatem niewytłumaczalna sprzeczność.


Jest jeszcze jedna kwestia, która mnie bardzo dziwi: szczegółowo zajmowałem się identyfikacją zwłok ofiar katastrof lotniczych i moim zdaniem w sprawie smoleńskiej istnieją duże problemy z ustaleniem tożsamości ofiar. Na przykład to, że nie wszystkie szczątki dotarły do Polski. To są rzeczy niewytłumaczalne. Tak jak i to, że ponoć w Moskwie leżą jeszcze fragmenty ciał. Niby dlaczego? W tak delikatnej kwestii możliwe jest tylko jedno rozwiązanie, absolutnie rzetelna identyfikacja ciał ofiar i zwrot wszystkich szczątków, to przecież oczywiste. Jeżeli identyfikacja zwłok nastręczała tyle trudności, to można sobie wyobrazić, co jeszcze „nie gra” w całej tej sprawie.”


Kwestia tego, jakie szczątki znajdują się w trumnach przywiezionych do Polski jest coraz poważniejsza, ponieważ jeśli wysadzono samolot (po awaryjnym wylądowaniu lub w trakcie niego, to jeszcze rzecz do ustalenia), to zapewne w drobny mak poszedł nie tylko kadłub, fotele, ale i ciała wielu ofiar. Czy na ich miejsce Rosjanie znaleźli „inne szczątki”, które „identyfikowali”?


http://www.bea.aero/docspa/1988/f-kc880626/pdf/f-kc880626.pdf (raport dot. katastrofy w Habsheim, po francusku)
http://www.youtube.com/watch?v=SCwYAzqvcrQ&feature=related zapis wypadku
http://www.crashdehabsheim.net/autre%20crash%20toronto%20af%20538.htm (inna katastrofa samolotu Air France z 2 marca 2005)

27 sie 2010

Operacja Smoleńsk

1.
„Najważniejsze to zdezorientować przeciwnika”, pisze W. Suworow pod koniec jednej ze swych książek o sowieckich siłach specjalnych. „Jeśli grup Specnazu jest wiele, trzeba udawać, że jest ich mało. Jeśli siły są niewielkie – operacja musi wyglądać na dużą. Jeśli zadanie polega na zniszczeniu lotniska, trzeba pokazać, że celem jest elektrownia i na odwrót. Czasem grupa ma za zadanie wysadzić cele położone na jednej linii, na zatłoczonym obszarze (rurociągi, linie wysokiego napięcia, drogi i mosty na nich). W takiej sytuacji zapalniki należy ustawiać najpierw z dużym opóźnieniem, potem – w miarę marszu grupy, opóźnienie systematycznie zmniejsza się. Ukończywszy zadanie grupa gwałtownie odchodzi w bok. Wybuchy następują na kierunku odwrotnym od tego, z którego grupa nadeszła. Jeśli przemieszczała się ze wschodu na zachód, to wybuchy następują w odwrotnej kolejności, stwarzając u przeciwnika fałszywe wrażenie o kierunku marszu dywersantów. Równocześnie z działaniami w zasadniczych, zapasowych i fałszywych rejonach możliwe były operacje grup zawodowych sportowców Specnazu, które działałyby szczególnie skrycie. Nad rejonem ich działania nieprzyjaciel nie powinien odnotować żadnej aktywności sowieckiego lotnictwa, co w znacznym stopniu ograniczało zastosowanie zrzutu spadochronowego. Jeśli jednak decydowałoby się na transport lotniczy, to zrzutowisko powinno znajdować się jak najdalej od miejsca planowanej akcji. W takiej sytuacji niezbędnym stawało się zapewnienie dywersantom środków transportu (np. motocyklów czy szybkich samochodów).

Działania małych grup starannie przygotowanych sportowców mogłyby być tak zamaskowane, że nawet akty dywersji i sabotażu wykonywane przez nie stwarzałyby u przeciwnika przekonanie, że w danym przypadku zdarzenie ma charakter losowy albo nie ma związku z działaniami bojowymi sowieckiego wywiadu czy w ogóle z terroryzmem. Dla takich grup pozostałą działalność Specnazu miała stanowić swego rodzaju przykrycie. Przeciwnik koncentrowałby swoją uwagę na zasadniczych, zapasowych i fałszywych rejonach działań Specnazu. A to właśnie uderzenia grup zawodowych sportowców miały być najbardziej bolesne” („Specnaz”, (rozdział: „Specnaz i maskirowka”) Warszawa 1999, s. 298-299, por. też s. 16 i n. na temat niszczenia „mózgu” wrogiego - z punktu widzenia sowietów – państwa; podkr. F.Y.M.).

Krótko mówiąc – jeśli ma to być zamach na jakąś delegację prezydencką – musi on wyglądać jak wyjątkowo nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Do tego, by zamach z wykorzystaniem samolotu wroga wyglądał jak wypadek, niezbędne jest uprzednio wykorzystanie szerokiej wiedzy na temat katastrof lotniczych i zaaranżowanie miejsca zdarzenia tak, by wyglądało jak powypadkowe. Katastrofy tego typu bowiem zdarzają się najczęściej przy startach lub lądowaniach statków powietrznych. (Zabicie polskiej delegacji prezydenckiej po starcie z Okęcia wymagałoby o wiele więcej zachodu dla specsłużb aniżeli podczas lądowania na „własnym terenie” w „sprzyjających warunkach”, o które mógł zadbać gen. Mgła i jego paru kolegów. Zamach dokonany w powietrzu byłby trudny do wyjaśnienia w kategoriach „nieszczęśliwego wypadku”/„błędu pilotów”; ktoś mógłby go przez przypadek zauważyć i zarejestrować, a poza tym szczątki po eksplozji mogłyby polecieć w przeróżnych kierunkach i trudno byłoby je zebrać w błyskawicznym czasie, by zabezpieczyć „materiał dowodowy”. Chwila lądowania była więc najlepszym z militarnego punktu widzenia momentem do przeprowadzenia ataku).

Specnaz zrzucany jest do swych operacji, jak pisze Suworow (s. 295 i n.), w kilku miejscach naraz. Zrzutowiska mogą być od siebie oddalone nawet o wiele kilometrów. Tworzy się zrzutowiska zasadnicze, pomocnicze i fałszywe (w celu zmylenia przeciwnika). Co więcej, dla skuteczniejszej maskirowki, wprowadzane w błąd są także poszczególne oddziały samego Specnazu biorące udział w akcji („Każdą grupę powinno się przed operacją izolować od innych i przygotowywać tylko do realizacji konkretnego zadania”).


2.
We wrześniu 2009 r. Rosja wraz z Białorusią przeprowadziła antypolskie manewry, o których śp. W. Stasiak mówił tak: nawiązujące nazwą w ogóle do ćwiczeń Układu Warszawskiego. Wtedy też używano nazwy „Zapad”. To taka pewnie analogia zamierzona jest. (…) Scenariusz natomiast jest niepokojący także ze względów symbolicznych. No, wiadomo, że oficjalne ogłaszanie czegoś takiego ma wywołać wrażenie jakiegoś zamieszania i jakiegoś zagrożenia. I w tym sensie jest to zły znak, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. To zły sygnał. Te ćwiczenia były przygotowywane od dawna, od długiego czasu, właśnie ogłaszane z taką formułą, więc nawet ostatnie miesiące, tygodnie nie miały wpływu na te intencje, bo jak powiadam, stało się to znacznie dawniej. (http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/artykul20143.html) (podkr. F.Y.M.).

Było to niedługo po słynnym przemówieniu śp. Prezydenta L. Kaczyńskiego na Westerplatte, podczas słuchania którego W. Putin nie krył swego poirytowania. Warto wspomnieć też o tym, że z kolei prezes PiS-u pytał wtedy w mediach po co właściwie zaproszono na rocznicowe uroczystości premiera Rosji, skoro ten ma taki a nie inny stosunek i do Polski, i do prawdy historycznej o II wojnie światowej, jej wybuchu i skutkach (http://wyborcza.pl/1,75478,6995462,PiS_atakuje_Tuska_za_Putina.html). Putin na pewno zapamiętał sobie to pytanie, tak jak i wypowiedź LK z Tbilisi podczas wojny w Gruzji.
Sam Prezydent mówił wtedy w radiowym wywiadzie tak (nawiązując do tego, co na Westerplatte plótł Putin): „dla mnie jest wątpliwe, czy akurat tego dnia powinniśmy usłyszeć, że przyczyną II wojny światowej, jednego z najbardziej tragicznych wydarzeń w dziejach, można by szukać analogii do okresu ekspansji mongolskiej, ale był układ wersalski, ten układ, który właśnie potwierdził, nie dał nam niepodległości, ale tę niepodległość potwierdził, potwierdził przynależność ziem byłego zaboru pruskiego do Polski (…) a z drugiej strony były tam elementy porównywania Katynia i różnych smutnych zdarzeń po wzięciu do niewoli bardzo znacznej ilości żołnierzy Armii Czerwonej w roku 1920, to one są nieporównywalne – i chciałbym to powtórzyć – nie da się porównać epidemii tyfusu i innych chorób (to jest nieszczęście, bo mnóstwo młodych ludzi zmarło) z rozkazem zamordowania 30 tysięcy ludzi, dlatego że są polskimi oficerami. Tego się nie da porównać i to musimy bardzo mocno powiedzieć.

I w końcu był wymiar geopolityczny tego, co się zdarzyło. Ja o tym mówiłem, bo to było widoczne na pierwszy rzut oka. Jeżeli mówiłem o owym nowym rusztowaniu, który niektórzy proponują, to mówiłem o tym, o czym mówił jeden z dwóch najwyższych przedstawicieli Federacji Rosyjskiej – pan premier Putin – mówiąc o nowej, wielkiej Europie czy o nowej Europie, którego podstawowym... najlepiej po prostu było powiedzieć o osi, ale nie używajmy tej nazwy, bo ona się fatalnie kojarzy, dlatego mówię rusztowanie o relacjach między Federacją Rosyjską a Republiką Federalną Niemiec. No, to nie jest koncepcja, która byłaby dla Polski do zaakceptowania. (http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/artykul19992.html) (podkr. F.Y.M.).

I na koniec jeszcze wygłosił słowa, które dziś pobrzmiewają jak memento: „Mnie ciągle przekonują, że przecież żyjemy w zupełnie innej Europie. Tak, panie i panowie, żyjemy w zupełnie innej Europie. Ale to nie oznacza, że nie ma możliwości jakiejkolwiek powtórki. Ona będzie inna, nie wyobrażam sobie totalitaryzmu w Europie z powrotem, przynajmniej w dającym się przewidzieć czasie. Wątpię, żeby w Europie mogła wybuchnąć wojna, chociaż nic nie jest wykluczone, ale to nie oznacza, że niektóre państwa mogą nie być całkowicie zdominowane przez obce wpływy, że interesy poszczególnych państw, czyli narodów mogą być w ogóle nieuwzględniane. To jest to zagrożenie początków XXI wieku. W Europie, bo w innych regionach świata dalej giną ludzie.”


3.
Pisałem na początku o aranżowaniu zamachu na wypadek. Problem tylko w tym, że to, co uchodzi w rosyjskich i polskojęzycznych mediach za miejsce katastrofy, nie za bardzo wygląda tak, jakby zaszedł tam zwykły lotniczy wypadek. Oczywiście, specjaliści zadbali o to, by nieco przyciąć drzew i porozrzucać części samolotowe tu i tam, ale wiemy, że nie doszło do wielkiego pożaru, jaki jest typowy dla lotniczych katastrof w rejonach leśnych czy górskich. Nie było też wielkiej eksplozji zbiorników z paliwem, a samolot nie rozleciał się wysoko w powietrzu nad „jarem”, nim spadł w kawałkach.

Samolot miałby natomiast niewłaściwie przyziemić z powodu piekielnej mgły i miałyby z niego pozostać szczątki wyglądające na jakieś 20% całej masy. To bardzo niewiele, jak na zwykły nieszczęśliwy wypadek. Bardziej prawdopodobne wydaje się strącenie samolotu za pomocą jakiejś maszyny (jeden oddział specsłużb), a następne wysadzenie go (drugi oddział), tak, że faktycznie pozostało te 20% wszystkiego (trzeci oddział zabezpiecza transport z pobojowiska najcenniejszych łupów z kokpitem włącznie). Czwarty oddział zajął się sprzątaniem po operacji i to zapewne on jest uchwycony na filmiku Koli.

Można ten zamach jak najbardziej nazwać nieszczęśliwym wypadkiem dla Rosji, ponieważ już Polacy nigdy nie będą patrzeć na Moskwę tak, jak jeszcze mogli po prezydenturze B. Jelcyna (kiedy piszę „Polacy”, to mam na myśli Polaków, a nie członków polskiej filii partii Jedna Rosja). Będą patrzeć na Rosję tak, jak hetman Stanisław Żółkiewski czy Zygmunt III Waza. Nowa Polska powinna bowiem powrócić (zwłaszcza w polityce zagranicznej) do śmiałych tradycji I RP – tradycje II RP są zbyt delikatne wobec Moskwy, która jest naszym śmiertelnym wrogiem. Wrogiem nr 1 w obecnych czasach.

Być może, gdy w Rosji dojdzie do kolejnego puczu i ludzi Putina spotka taki los, jak ludzi Stalina, to coś się we władzach FR zmieni, ale na razie się na to nie zanosi.


http://freeyourmind.salon24.pl/214691,kod-smolenski
http://freeyourmind.salon24.pl/219683,medytacje-smolenskie

25 sie 2010

Weterani maskirowki

Za parę dni minie 27 rocznica zestrzelenia przez Rosjan pasażerskiego samolotu linii koreańskich nad Morzem Japońskim. W nocy z 31 sierpnia na 1 września 1983 r. boeing 747 uznany przez sowietów za „samolot szpiegowski”, znajdując się już kilka kilometrów (po przelocie niewłaściwym kursem) poza sowiecką przestrzenią powietrzną, został trafiony w ogon jednym z pocisków wystrzelonych przez G. Osipowicza z myśliwca Su-15. Osipowicz, który po latach przyznał, że przed zestrzeleniem dokładnie widział dwa rzędy okien, stwierdził zarazem, że i tak nie miało to żadnego znaczenia, ponieważ nawet samolot pasażerski może być zamaskowaną szpiegowską maszyną.

R. Reagan nazwał wtedy to wydarzenie masakrą (zabito 269 osób). W swym przemówieniu (link poniżej) zawarł nie tylko słowa potępienia dla barbarzyńskiego działania Rosjan („nie było żadnego prawnego ani moralnego uzasadnienia dla tego, co sowieci zrobili”), ale przypomniał też, że ani rosyjskie, ani kubańskie samoloty pasażerskie nie były zestrzeliwane przez USA, nawet jeśli wkraczały w amerykańską przestrzeń powietrzną. Co więcej, mówił, Stany Zjednoczone, tak jak inne kraje cywilizowane, wierne są tradycji pomagania tym, którzy na morzu czy w powietrzu gubią szlak. Podkreślił też, że sowieckie władze zrazu zdecydowanie zaprzeczały temu, co zrobiono (tj., że zestrzelono cywilny samolot), a nawet ukrywały wiadomość o zestrzeleniu przed samymi Rosjanami, następnie jednak zaczęły twierdzić, że to był samolot szpiegowski i wprawdzie wkroczył w sowiecką przestrzeń powietrzną, ale potem nagle znikł z radarów i nie oddano żadnego strzału w jego kierunku; a później twierdziły, że ów samolot pełnił dla USA misję szpiegowską i mimo ostrzeżeń ze strony sowieckich myśliwców, nie wycofał się znad ZSSR, więc został strącony. W odpowiedzi na te wszystkie sowieckie wersje wydarzeń zaprezentowany został w trakcie przemówienia amer. prezydenta fragment podsłuchanej rozmowy pilota myśliwca z drugim pilotem i z dowództwem, w trakcie której mowa jest wprost o odpaleniu pocisku i „zniszczeniu celu”, mimo że pilot widział światła nawigacyjne jumbo jeta.

Pasażerski samolot został zaatakowany z tyłu. Nie nawiązano wcześniej z boeingiem żadnej łączności radiowej. Wbrew międzynarodowym przepisom nakazującym (w tego rodzaju sytuacjach, czyli gdy powietrzny statek cywilny zboczy z kursu i naruszy przestrzeń powietrzną obcego państwa) pokazanie się załodze, nawiązanie wzrokowego kontaktu, sowiecki myśliwiec (jak relacjonował po latach Osipowicz) oddał jedynie ostrzegawcze strzały.

Do badań zdarzenia ICAO (http://www.icao.int/) w ramach neutralnego dochodzenia zebrała specjalistów z USA, Japonii i Korei. Wysłano okręty i śmigłowce w celu odnalezienia szczątków samolotu oraz wydobycia czarnych skrzynek. Patrolowano wody i szukano przez 10 tygodni, po czym akcję przerwano. Rosjanie odmówili udziału w śledztwie, zasłaniając się tradycyjnym sowieckim świętym oburzeniem, że można podejrzewać armię czerwoną o jakieś niestworzone zbrodnie. Nie przeszkodziło to sowietom jednak wcale w wysłaniu (już 1 września 1983 r.) własnych jednostek poszukiwawczych (m.in. łodzi podwodnych) i wydobyciu szczątków oraz rejestratorów. O tym rzecz jasna, międzynarodowej opinii publicznej sowieci nie poinformowali ani wtedy, ani przez następne lata. Jak pisze badający sprawę J. Oberg (link poniżej) nawet w czasie największej „głasnosti” M. Gorbaczow zaprzeczał jakoby ZSSR był w posiadaniu czarnych skrzynek KAL-007. Rosjanie, w przeciwieństwie do jednostek amerykańsko-koreańsko-japońskich, wiedzieli dokładnie, gdzie boeing został zestrzelony, a zatem, w którym miejscu należało szukać jego szczątków.

Zapisów czarnych skrzynek (trzymanych w sejfie jednego z generałów KGB) przez blisko 10 lat nie upubliczniano i nie zamierzano upubliczniać z prostego względu – przeczyły one sowieckiej tezie o szpiegowskiej misji pasażerskiego odrzutowca. Dopiero w 1992 r. za czasów B. Jelcyna (i generalnej zawieruchy w Rosji) czarne skrzynki oficjalnie w Seulu przekazano przedstawicielom ICAO (w grudniu 1983 w swym pierwszym raporcie uznała z braku dowodów, że doszło do wypadku w sowieckiej przestrzeni powietrznej w wyniku błędu pilotów, którzy niewłaściwie ustawili przyrządy nawigacyjne).

W Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. nie było mowy o pomyłce. Nie mogło też być podejrzenia o jakąś „misję szpiegowską” tupolewa.



***
http://video.google.com/videoplay?docid=-4136846576945143477# jeden z filmów o KAL 007
http://video.google.com/videoplay?docid=-4136846576945143477#docid=2129793061915930837 materiał z fragmentem przemówienia Reagana i podsłuchanej (od 1'16'') rozmowy sowieckiego pilota z dowództwem
http://video.google.com/videoplay?docid=-4136846576945143477#docid=-7214790644390578276 przemówienie R. Reagana
http://cptransitive.com/All_Transcript_Combined_Timeline_of_Attack_and_Rescue_Mission (tu m.in. rozmowy dowództwa sowieckiego poprzedzające zestrzelenie boeinga)
http://www.jamesoberg.com/russian/kal007.html tekst Jamesa Oberga, który zajmował się badaniem katastrofy; autor publikuje także listę amer. użytecznych idiotów twórczo rozwijających propagandę i dezinformację sowiecką. Myślę, że w Polsce też już taka lista powinna zostać sporządzona a propos użytecznych idiotów obecnie pracujących dla Moskwy. Naukowców, dziennikarzy i innych „ekspertów”.
http://cptransitive.com/KAL_007_and_the_Soviet_Top_Secret_Memos (treść sowieckich tajnych notatek, których odkrycie poprzedziło przekazanie czarnych skrzynek organizacji ICAO; jest w nich mowa m.in. o możliwej „antysowieckiej histerii”, gdyby ujawniono zawartość zapisów, ponieważ nie potwierdzałyby one wersji ze „szpiegowską misją” boeinga)
http://smolensk2010.cba.pl/dziwna_katastrofa/drzewa_na_parkingu/index.html
http://www.rupor.info/analitika/2010/05/01/v-ubijstve-kachinskogo-viden-pocherk-putina/
http://www.vectorsite.net/avil76.html
http://smolensk2010.cba.pl/dziwne_sledztwo/wydobywanie_cial/index.html
http://www.newstube.ru/media/mesto-katastrofy-tu-154-foto-s-vozduxa
http://www.airliners.net/aircraft-data/stats.main?id=251
http://www.airforce-technology.com/projects/il76/
http://www.youtube.com/watch?v=haLYH4EoRtg&feature=related LK w Gruzji
http://www.youtube.com/watch?v=gaqckUE1-M0&feature=related upadek tureckiego samolotu
http://www.youtube.com/watch?v=98ag0rXU63I&feature=related awaryjne lądowanie na Heathrow
http://www.youtube.com/watch?v=n0IntHE3Yuc remont tupolewa
http://farm5.static.flickr.com/4019/4517970528_046b48b3eb_o.jpg zdjęcie satelitarne
http://awiacja.republika.pl/zsrr.htm (strona Pawła Szczepańca poświęcona historii lotnictwa, m.in. sowieckiego)
http://samoloty.najlepsze.net/
http://www.aviationcorner.pl/news.php
http://aeroweb.lucia.it/~agretch/RAP.html (Russian Aviation Page)
http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/artykul,624,Rosja_w_miedzynarodowym_handlu_bronia
http://www.rian.ru/analytics/20100407/219162833.html (komentarz po 7 kwietnia)
http://premier.gov.ru/events/news/10128/ (oficjalna ros. relacja z konferencji prasowej Putina i Tuska z 7 kwietnia)
http://dr3lo.livejournal.com/2124.html (blog proputinowski, ciekawe komentarze pod wpisem dotyczące 10 kwietnia)
http://delostalina.ru/
http://www.caa.co.uk/docs/33/CAP637.PDF (oświetlenie i sygnalizacja na lotniskach)

20 sie 2010

Pastuszkowie



Bardzo ciekawe spostrzeżenia zawarł w swoim poście ndb2010 i chciałbym w paru słowach się do nich odnieść na zasadzie pewnego uzupełnienia, otóż przede wszystkim, jeśli się chce mówić o „życiu intelektualnym w Polsce”, to należy brać pod uwagę prostą prawdę, taką mianowicie, że na zatrutej glebie nie wyrasta nic dobrego. Na terenie skażonym – jeśli się nie przeprowadzi odpowiedniej kwarantanny – niemożliwe jest normalne życie. Ale, tu uwaga, nawet w takich warunkach (tj. zatrucia, skażenia) coś wyrasta i jakaś egzystencja się toczy.


Zatrutą glebą i terenem skażonym była „Polska Rzeczpospolita Ludowa” z całym swym gigantycznym zapleczem pseudonaukowców, pseudodziennikarzy, pseudoartystów itd. stanowiących „florę i faunę” żyjącą w obozowych, sowieckich warunkach, czyli świadomie, „twórczo” służących systemowi kłamstwa. Czy ci ludzie po 1989 r. zapadli się pod ziemię? Czy zmienili profesje? Czy okazali jakąś skruchę? Czy przyznali się ze wstydem do jakiejś winy? Przeciwnie, żyją nadal, pracują, zarabiają, doskonale im się wiedzie i nawet rozmnażają się, przekazując swoje mutacje następnemu pokoleniu oraz agresywnie zwalczając tych, którzy życie społeczne, naukowe, kulturalne wiążą z warunkami sumiennego, uczciwego służenia prawdzie i ogólnemu dobru.


Ndb2010 pisze o syndromie sztokholmskim jako jednym z powodów takich a nie innych zachowań „polskich elit” i być może taki mechanizm gdzieniegdzie funkcjonuje, ale ja sądzę, że wyjaśnienie jest o wiele prostsze. Pseudonaukowcy, pseudodziennikarze etc. to osoby pozbawione sumienia, a więc już zobojętniałe i na prawdę, i na dobro (na piękno zwykle też), a zarazem zafascynowane miażdżącą potęgą systemu kłamstwa. Nie ma zresztą co ukrywać, obecne polskie (?) państwo staje się systemem kłamstwa z jeszcze doskonalszym zamordyzmem niż poprzedni peerel. System kłamstwa działa jak walec, który wszelkie nierówności sprowadza do wyznaczonego mechanicznie poziomu – innymi słowy: kto nie z nami, powtarzają od lat funkcjonariusze tego systemu, tego należy wyrzucić z życia społecznego i albo zmusić do milczenia, albo (to propozycje coraz silniejsze, słyszalne, gdy zaczęła się uruchomiona przez ciemniaków i podjęta błyskawicznie przez czerwonych i przez satanistów, religijna wojna z katolikami) do psychiatrycznego leczenia. I, powiedzmy sobie szczerze, Oni są w stanie konsekwentnie swoje groźby realizować, ponieważ doskonale pamiętają z komunizmu, że przemoc jest najskuteczniejszym sposobem na zakończenie niepotrzebnych dyskusji i protestów (może trzeba w tym miejscu przywołać choćby słynne powiedzenie: „trzeba uciszyć tego księdza”, bo jakby klimat lat 80. powrócił). Przypomnijmy sobie, ile głosów autentycznej wściekłości, nieprawdopodobnej wprost furii, jakby żywcem wyjętej z bolszewickich czy hitlerowskich wieców, odzywało się z poradą, by brutalnie, stanowczo rozprawić się z ludźmi modlącymi się w intencji ofiar smoleńskiego zamachu.


Można by się dziwić, skąd u tylu ludzi to wieloletnie oddanie złu i zakłamaniu, skąd ta ślepota i głuchota na dobro, na prawdę, na sprawiedliwość. Otóż system kłamstwa, który stanowi kościec totalitaryzmu czerwonego i brunatnego, paradoksalnie pozwala wielu osobnikom – szczególnie takim, co w warunkach normalnej, zdrowej konkurencji ludzi utalentowanych, w zawodowej rywalizacji natychmiast by odpadli – odnieść niesamowity sukces. Osobnicy, którzy nie powinni pracować jako naukowcy, stają się, pisząc marksistowskie banialuki, doktorami, profesorami itd. Gostkowie, którzy nie powinni być dziennikarzami, zasiadają na długie lata w redakcyjnych fotelach. Spece, którzy nie potrafią kręcić filmów, tworzą „peerelowską szkołę filmową” i tak bez końca. Całe tabuny „elit”, a więc osób, które ubzdurały sobie, że mogą stać na szczycie „hierarchii społecznej”, ciągną do systemu kłamstwa, bo tylko na zatrutej, skażonej glebie sowieckiej kultury mogą wyrastać „ponad masy” i nawet wytwarzając tandetę mogą mieć „wielkie nakłady”, „państwowe nagrody”, „zagraniczne wyjazdy” i klakę. W ten sposób zarazem ludzie zdolni, uczciwi, prawi itd. lądują na marginesie, a dookoła tworzy się elita „nie daj Boże z Iwana pana” po prostu. Ta zaś „elita”, zauważmy, z podniesionym czołem przechodzi z komunizmu do „transformowania komunizmu” i... nadal uważa się za „warstwę liderów”, choć niczym sobie na to nie zasłużyła.


Ten proces „przejścia” jednak nie dzieje się „sam z siebie”, wszak to środowisko „opozycji demokratycznej”, samo zresztą uznające siebie za elitę, namaszcza pod koniec lat 80. właśnie czerwone elity na inżynierów dusz „nowego państwa”. Na przestrzeni 21 lat „transformacji” obie te grupy do tego stopnia się zżywają i zrastają, że obraz gajowego obok sędziwego wujka Wojtka, zasłużonego dla tylu generacji wujka Tadka, wujka Donka, wujka Leszka, wujka Ziutka etc., jaki mogliśmy ujrzeć podczas niedawnej „gali” stanowiący znakomite uzupełnienie do słynnego obrazka wujka Adasia stołującego się swego czasu z wujkiem Jurkiem – to dla nas coś naturalnego, tak jak kiedyś pokazywane na ekranach telewizorów składy politbiura na „trybunach honorowych”.


M. F. Rakowski kiedyś powiedział sentencjonalnie, że gdyby nie komunizm, to on pasałby krowy. Myślę, że nie tylko on. W Polsce po 1989 r. ta żelazna zasada awansowania zawodowego, społecznego, politycznego, naukowego, artystycznego etc. ludzi, którzy powinni być w zupełnie innych miejscach, pozostała nienaruszona.

17 sie 2010

Medytacje smoleńskie



1.
Mało kto już zapewne pamięta, jak w niespełna miesiąc po tragedii w Smoleńsku, czyli 7 maja br., płk dr E. Klich (który, jak już kiedyś pisałem, 10 kwietnia br. mianowany został przez Moskwę na pierwszego polskiego eksperta od katastrofy, bo bez mrugnięcia okiem zgodził się na jej zakwalifikowanie jako wypadek lotniczy, a nie jako zamach na Prezydenta i katyńską delegację) stwierdził, że opublikowanie rozmów w kokpicie to byłby precedens na międzynarodową skalę. Nie zgadzał się na tę publikację choćby z tego względu, że kilka lat wcześniej po opublikowaniu zawartości stenogramów odnośnie do katastrofy nad Ueberlingen został zamordowany kontroler lotów (Peter Nielsen), którego obarczono winą za doprowadzenie do tragedii. Klich powiedział to w takim aluzyjnym kontekście, że po publikacji ktoś mógłby mieć pretensje do pilotów polskiej maszyny, a przecież w katastrofie z początku lipca 2002 r. nad Jeziorem Bodeńskim, chodziło przede wszystkim o niewłaściwą kontrolę lotów. Oczywiście wchodziła wtedy też w grę kwestia winy pilotów, ponieważ rosyjska załoga Tu-154M zamiast postępować zgodnie z zaleceniami TCAS-a1 (przyrządu odpowiedzialnego za wykrywanie niebezpieczeństwa zderzenia z innymi samolotami), robiła to, co sugerował kontroler (niedysponujący pełnymi danymi, o czym za chwilę) – ale ona mimo wszystko zbyt późno zorientowała się, że coś jest nie tak.


Makabryczny wypadek nad Ueberlingen to było zderzenie w środku lipcowej nocy 2002 r. boeinga 757 i Tu-154M. Sprawa była o tyle zagadkowa, że (po wielu innych kolizjach lotniczych w powietrzu) samoloty obligatoryjnie wyposażone były w systemy ostrzegania o zbliżających się na zagrażającą bezpieczeństwu (załogi i pasażerów) odległość statkach powietrznych. TCAS działa tak, że wykrywa znajdujące się w pobliżu maszyny i sygnalizuje ich położenie, wznoszenie się/opadanie/zbliżanie/oddalanie względem danego samolotu (linki na temat TCAS poniżej), a następnie automatycznie podpowiada, jak należy zmienić kurs (za pomocą wizualizacji oraz np. takich komend jak „climb”, „descend”, „don't climb”, „don't descend”). W boeingu i tupolewie systemy działały i alarmowały załogi – pierwsza wykonała manewr podpowiadany przez TCAS, ale kapitan drugiej zignorował wskazówki systemu, tylko zdał się na błędne (jak się wnet okazało) polecenia z wieży kontrolnej. Problem z jej pracownikiem zaś polegał na tym, że w trakcie nocnej zmiany został on zmuszony do doglądania dwóch radarów naraz, poza tym dokonywano w budynku prac technicznych i aparatura chodziła dużo wolniej niż zwykle, a na domiar złego została wyłączona na jakiś czas także komunikacja telefoniczna. Kontroler, koordynując zbyt wiele lotów jednocześnie i nie dysponując odpowiednio szybkim sprzętem, nie zdążył na czas prawidłowo ocenić sytuacji i przekazać właściwych zaleceń, ale należy pamiętać, że do psich obowiązków kontroli naziemnej należy ostrzeganie załogi przed zbyt niskim lub niewłaściwym schodzeniem i przed możliwą kolizją danego statku powietrznego z innymi samolotami.


2.
Pod koniec września 2006 r. nad dżunglą w Brazylii doszło do katastrofy boeinga, który nagle (bez jakichkolwiek alarmujących zgłoszeń załogi – jej rozmowa w zapisie na czarnych skrzynkach po prostu się urwała) zaczął spadać korkociągiem, rozsypując się w powietrzu. Po dokładnej analizie szczątków okazało się, że jedno ze skrzydeł boeinga zostało „odcięte” (co musiało spowodować utratę panowania nad maszyną). Cięcie było tak „równe”, że mogło być dokonane tylko przez jakiś metalowy przedmiot.


W trakcie śledztwa połączono tę katastrofę z innym zdarzeniem – lecący w przeciwnym do boeinga (ten pierwszy zmierzał z Brasil do Manaus, ten drugi do Brasil z Manaus) kierunku ekskluzywny biznesowy embraer lądował awaryjnie w dżungli (na małym lotnisku wojskowym) po utracie części skrzydła. Na jego krawędzi odkryto ślady farby boeinga. Doszło do kolizji obu odrzutowców w powietrzu.


W tym przypadku obie maszyny wyposażone były w systemy TCAS, ale, jak stwierdzono później, system działał na pokładzie boeinga, a u embraera na kilkanaście minut był przypadkowo wyłączony, co z kolei powodowało nie tylko to, że embraer nie widział na radarze boeinga, ale i boeing embraera. Odrzutowce gnały z taką prędkością, że ich feralne minięcie się (z zahaczeniem skrzydłami) zostało przeoczone przez zajęte rozmową załogi. Wina jednak leżała także po stronie wieży kontrolnej, która w trakcie przelotu embraera nad Manaus nie skorygowała jego wysokości (miał się poruszać niżej wedle zgłoszonego i zatwierdzonego planu lotu niż był).


3.
Sięgnijmy teraz po dwa cytaty z barwnych wykładów płk. dr. E. Klicha przed komisją sejmową (link poniżej): „Gdzieś wcześniej było pytanie, ja chyba nie odpowiedziałem, czy strona polska byłaby w stanie zbadać taki wypadek samodzielnie? Myślę, że jednak byśmy musieli wykorzystać tutaj potencjał zagraniczny, bo – przepraszam, moja komisja, to nieładnie – państwowa Komisja Badania Wypadków ma 15 osób, z tego specjalistę od dużych samolotów 1, więc tu musiałoby być potężne wsparcie całego – instytutów… Jest Instytut Techniczny, bo jest Lotniczy Instytut Medycyny Lotniczej i na pewno byśmy poradzili sobie, ale szczególnie odczytywanie rejestratorów, to albo mamy umowy takie, to znaczy ja podpisałem taki of Contact – to jest wsparcie innych krajów w ramach Unii Europejskiej. Francuzi mają doskonałe laboratoria. Brytyjczycy i Niemcy. Włosi już mniejsze i praktycznie to są trzy państwa wiodące. I oni wsparcie by nam dali. To jest bezpłatne [wszystkie podkr. - F.Y.M.]. Między innymi ta katastrofa w Turcji śmigłowca naszego badana jest przez Francuzów. W Niemczech żeśmy robili pewne ekspertyzy. My nie mamy żadnego prawie wyposażenia laboratoryjnego, typu takiego rozkręcić coś, mamy pomieszczenie w piwniczce. To nie jest to. Wojskowa Komisja jest dużo lepiej wyposażona, bo ma piękne urządzenia, doskonałe urządzenia, samochody, laboratoria. Nie dorastamy im z wyposażeniem do pięt pewnie, ale mamy możliwości powoływania ekspertów i wykorzystujemy instytuty do tego jako konkretne działanie czy Politechniki, czy Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych, Politechnika Śląska. Więc to nie szkodzi na profesjonalizmie, ale sami nie mamy tych urządzeń. Musimy się opierać na zewnętrznym wsparciu.”


Teraz o koniach i jeździe: Ja nie wiem, jaki wariant moglibyśmy przyjąć. Mogliśmy przyjąć normę NATO-wską, która jest bardzo nieprecyzyjna. I dalej, ja myślę, że Rosjanie na tę normę NATO-wską by się nie zgodzili dlatego, że państwo zdarzenia decyduje. To jest to prawo państwa zdarzenia. Tu często można wrócić do Białorusi tego wypadku. Myśmy byli państwem zdarzenia i Białorusini cokolwiek dostali, to byli zadowoleni. Ale to wojskowi się dogadali na bieżąco. W takiej katastrofie byłyby ciągle problemy proceduralne, gdybyśmy nie mieli jasno określonego przepisu.

Pani Anodina na ostatnim spotkaniu zaproponowała takie podpisanie umowy, ale po wypadku, bo w tej chwili zmiana koni w czasie jazdy to bałagan totalny byłby. Moim zdaniem. Ja tutaj oczywiście nie jestem decydentem”.


I jeszcze jedno: „My tutaj jesteśmy myszką szarą, jeśli chodzi o doświadczenie, poziom badań, bo oni [Rosjanie – przyp. F.Y.M.] mają tych wypadków, niestety, dużo więcej. Mają potężne lotnictwo”. Potężne, bo wyjątkowo wypadkowe, można dodać. Doświadczenie tam rośnie, im więcej jest katastrof. W krajach normalnych doświadczenie rośnie, im dokładniej badana jest każda z katastrof, co skutkuje doskonaleniem sprzętu i procedur.

Dlaczego jednak mówiłem o tym zdarzeniu i o systemie TCAS, w który wyposażony był też polski tupolew 10 kwietnia? Dlatego że TCAS nie wykrywa takich maszyn, które nie sygnalizują, że są w pobliżu ani też takich, które mają wbudowaną aparaturę uniemożliwiającą ich wykrycie przez radary.


4.
Jak Klich tłumaczył przed komisją skalę zniszczeń polskiego tupolewa? Tak: „Oczywiście samolot z tej wysokości może się bardziej rozbić. Nieraz to są setki metrów w szczątkach. Jak można mówić, że były duże fragmenty samolotu. Bardzo często jest, że są mniejsze. To zależy od wielu, wielu bardzo czynników. Tu prędkość decyduje, nie wysokość. Bo jakby spadł z tej wysokości załóżmy kilku metrów, to koła by mu weszły w skrzydła i nic by się nie stało, ale prędkość. Prędkość go rozbija, prawda? Drzewa, bo tam po drodze były jakieś przeszkody.

Tutaj mogę powiedzieć z całą pewnością, że nie było ciał poza tym generalnym obrysem. To pytanie sto metrów absolutnie. To znaczyłoby, że ktoś by musiał wypaść w czasie tego obrotu, bo tam samolot wykonywał obrót, jak utracił część skrzydła, ale to… To znaczy na sto procent, ja nie byłem na miejscu, nie przeszukiwałem całego terenu, ale wiedziałbym to, bo nie ma nigdzie… Ja mam cały szkic tego miejsca. Tam jest sto punktów i gdyby ciało było gdzieś w odległości stu metrów, na pewno byłoby zaznaczone na szkicu. Więc tego nie ma. Z całą stanowczością mogę stwierdzić.”
.


Jak Klich relacjonował przebieg prac z udziałem polskich i rosyjskich specjalistów? Jak wyglądała kooperacja? Tak: „No i to było dobre, ale Morozow prosi mnie i mówi: słuchaj Edmund, co się dzieje? Twój specjalista pracuje z prokuratorami… (…) Za chwilę, jakaś godzina minęła, mówi: no jeszcze twój specjalista tam jest. Ale dzień się skończył, jakoś sprawa nie była jeszcze na ostrzu noża. (…) Następny dzień: przychodzimy – zaczynaliśmy tam około 9.00 pracę, trwała do późna w nocy często – mówi: słuchaj, co się dzieje? Znowu twój meteorolog pracuje z prokuraturą”.


Co ciekawsze, Klich nie wykluczał nawet, że mogłoby dojść do manipulacji stenogramami rozmów z kokpitu: „Jeśli chodzi o zmiany dotyczące załóżmy, no tak mówmy manipulacji w nagraniach czy innych. Ja tu autorytatywnie nie powiem, bo nie jestem specjalistą, ale myślę, że w tej chwili są takie już możliwości, że każde takie ingerencje chyba są możliwe do sprawdzenia. To informatycy mogliby się wypowiedzieć, ale sądzę, że tak jest. Z drugiej strony ja nie wykluczam, że strona rosyjska przekaże nam w jakimś tam czasie oryginały tych nagrań i tych wszystkich odpisów. Znaczy nie zaleca się publikowania, natomiast przekazanie może być w odpowiednim czasie. Ja nie wiem, kiedy, to nie jest moja rola, żeby występować, żeby mnie przekazano, bo to mnie prywatnie nie jest potrzebne. Po co? A jeśli odpowiedni czynniki w państwie się zwrócą to być może, że będzie to przekazane jako nagranie oryginalne. My zresztą już mamy dla naszego użytku, naszej strony, jest specjalista, który zgrywa wszystkie kanały w oryginale i my mamy. I my słuchamy. Nasi koledzy słuchają w oryginale”.

5.
Wróćmy na chwilę do „stenogramów” (z pominięciem nieistotnych w tej chwili szczegółów) i do tego, co się miało dziać przed katastrofą. Lotnisko, jak wiemy, nie zostaje zamknięte, ruch nie zostaje wstrzymany, polska załoga nie ma zakazu lądowania ani nie dostaje zakazów zniżania się. Ustalona zostaje z wieżą procedura próbnego podejścia i odlecenia na zapasowe lotnisko. O godz. 10:27, tj. gdy Tu-154M za zgodą wieży schodzi już do wysokości 1500 m, odzywa się głos z innego samolotu: „Zakończyłem zrzut, zniżanie na wschód”, a minutę później: „Pozwolili”. Czy to ostatnie zdanie jest przekazem oznaczającym początek akcji?

Kpt. A. Protasiuk wypytuje wtedy (za pośrednictwem drugiego pilota) kolegów z Jaka-40 o Iła. „Ił dwa razy podchodził i chyba gdzieś odlecieli”, pada odpowiedź, ale rozmowa między innym samolotem a wieżą jakby trwała nadal, bo drugi pilot pyta: „Słyszałeś?”. Protasiuk mówi: „Fajnie. Kto tam jest?”, a drugi pilot: „U ciebie też?”


O 10:30, gdy tupolew osiągnął już wysokość 1500 m, kontroler zezwala na zejście do wysokości 500 m. Dwie minuty później odzywa się, pytając: „Zajęliście 500 m?” Protasiuk odpowiada: „Na razie nie. 1000 schodzimy” i oznajmia jasno: „Podchodzimy do lądowania. W przypadku nieudanego podejścia, odchodzimy w automacie”. Kontroler zaś znowu, jakby się nie mógł doczekać: „Wysokość 500 m?”


Protasiuk odpowiada „Podchodzimy do 500 m”. Kontroler znów: „Zajęliście 500 m?” Kapitan potwierdza, a pracownik wieży zadaje wtedy wyjątkowo ciekawe pytanie: „500 m, na wojskowym lotnisku lądowanie wykonywaliście?”.


O 10:37 załoga Jaka informuje tupolewa, że pogarsza się widoczność, czyli, że zaczęło się domglanie. Wieża tego nie sygnalizuje, oznajmiając o 10:39, że jest wolny pas, a następnie „potwierdzając” prawidłowe schodzenie. Minutę później nagrany jest na czarnej skrzynce, jak to ujęto w „stenogramach”, „szum od uderzenia z leśnym masywem”.


6.
Czy załoga, wiedząc, co się dzieje, mogła w jakiś sposób kogoś zaalarmować? Czy zdążyłaby? I kogo, jak? Użyć kodu 7700 oznaczającego sytuację krytyczną, tj. że samolot jest w niebezpieczeństwie? Próbowałem się jakoś „wczuć” w tamte okoliczności, zakładając, że załoga w przeciągu paru sekund odkrywa, że jest błędnie przez wieżę naprowadzana („nie kwitowali”), że kierowana jest w pułapkę, że jest na terytorium wroga i że tupolew lada chwila może zostać zniszczony, a jego szczątki wraz z losem wszystkich ludzi na pokładzie, będą także w rękach tego wroga. W jaki sposób mogli oni przechować dla nas jakąś informację o katastrofie?


Jeden z uczestników wspomnianego wyżej lotu embraera, spodziewając się (gdy piloci zniżali się do awaryjnego lądowania, lecz nie mogli znaleźć w dżungli żadnego dogodnego miejsca), że dojdzie do katastrofy, schował ostatnie słowa dla żony do portfela. Pasażerowie tupolewa, jak można sądzić, byli już przygotowani do lądowania. Czy wraz z załogą odkryli, że tupolew i oni są w niebezpieczeństwie? Czy widzieli przez okna przelatującą maszynę wroga? W jednej z pierwszej relacji dotyczącej odsłuchiwania zawartości czarnych skrzynek przez jednego z polskich prokuratorów, była mowa, jak pamiętamy, o krzyku przerażenia od strony przedziału pasażerskiego (http://kisiel.salon24.pl/172416,wiec-jednak-zamach). W „stenogramach” tego krzyku oczywiście nie ma („To się wytnie”, jak mawiał Smoleń do Laskowika w skeczach „Z tyłu sklepu”).


Czy odgłos przyspieszania silników nie był efektem próby rozpaczliwego ominięcia atakującej maszyny dostrzeżonej za późno i uderzającej w polski samolot (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2010/08/co-to-za-szczatki.html)?


7.
Gdy w lipcu 2000 r. doszło we Francji do katastrofy concorde'a, któremu zapaliły się zaraz po starcie silniki – szczątki maszyny (pomijając oczywiście ciała, które zostały niezwłocznie wydobyte) – zanim przeniesiono je do hangaru – leżały przez kilka tygodni całkiem nieruchomo, nietknięte, tak by można było dokonać dokładnego opisu ich rozrzutu, ich położenia, no i oczywiście, rekonstrukcji przebiegu zdarzenia.


Rosjanie zaś 10 kwietnia 2010 r. natychmiast po katastrofie przytargali i postawili głaz, przy którym Paliaczki mogliby się wypłakać, postawić znicze i położyć kwiaty – i rozpoczęli generalne i bardzo szybkie sprzątanie pobojowiska, mimo że fragmenty tupolewa nie leżały na żadnej szosie, drodze dojazdowej czy osiedlu mieszkaniowym – nie mogły więc wadzić nikomu. Wrak przeniesiono wnet na betonowe płyty, by niszczał w wiosennych deszczach, ubrania ofiar zapakowano do foliowych worków, by gniły, część rzeczy przekazano do utylizacji. Przypominam o tych doskonale znanych faktach, gdyż wynika z nich niezbicie, że Rosjanie nie zastosowali nawet procedur typowych dla badania wypadków lotniczych z udziałem dużych pasażerskich samolotów.


Przez pierwsze parę dni pilnowali jedynie, by nikt „niepowołany” (a więc spoza służb) się nie mógł dostać w miejsce katastrofy, jak zresztą wiemy z relacji nieocenionego doc. S. Amielina, on sam mógł zabrać się za fotografowanie i „rekonstrukcję” dopiero trzy dni po katastrofie (http://freeyourmind.salon24.pl/212643,co-galy-widzialy), a więc gdy już wszystko było zaaranżowane na zicher, ale oczywiście scenariusz z legendarną brzozą i nieuważnymi pilotami był w mediach znany już od pierwszych godzin po zdarzeniu 10 kwietnia, a niektórym wybranym, jak min. R. Sikorski już w kilkanaście minut po katastrofie.


8.
Użycie małej, lekkiej maszyny bezzałogowej było prostym i pomysłowym sposobem do strącenia polskiego samolotu, czyli zmuszenia go do „lądowania”. Taka maszyna może być niewykrywalna i niewidoczna. Jej szczątki są „lotnicze”, więc łatwo mogły się wymieszać ze śmieciami leżącymi w okolicy, no i z fragmentami tupolewa – trudne więc są do rozpoznania dla laików, zresztą i tak uwaga opinii publicznej skierowana jest na samą tragedię, a więc ludziom nie w głowie grzebanie pośród kawałków blachy, gdy zginęło tyle ważnych osób. Zdarzenie wygląda jak wypadek – o zaaranżowanie „okoliczności” zadbali inni, niszcząc drzewa, które i tak niedługo po katastrofie przezornie wycięto, gdyby się komuś głupiemu zachciało sprawdzać, czy np. są ślady lakieru tupolewa na którymś z nich (tak jak „drzazgi” na krawędzi „odpadniętego” skrzydła tupolewa). Wszystko co najważniejsze dla zamachu dzieje się na terenie zamkniętym, jak na poligonie i pod osłoną gęstej mgły. Przy okazji testowana jest nowa broń, bo stara nie wypaliła w czasie wojny z Gruzją (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5958143,Gruzinskie_MSW__rosyjski_samolot_bezzalogowy_spadl.html) (podczas gdy Amerikańcy już od lat 90. załatwiają wojskowe sprawy za pomocą takich zabawek, co wypominają Kremlowi nawet już wysocy wojskowi w Rosji (linki poniżej)).


Jeśli użyto bezpilotowca, to (początkowy przynajmniej) przebieg katastrofy jest zarejestrowany za pomocą jego pokładowej kamery. Można by Rosjan poprosić o ten zapis w ramach pogłębiania warszawsko-moskiewskiego sojuszu.






http://air-news.blog.onet.pl/Rosja-kupila-izraelskie-bsl-za,2,ID372240760,n
http://www.wprost.pl/ar/184238/Rosja-chce-kupic-od-Izraela-samoloty-bezzalogowe/ (w styczniu 2010 r. FSB rozpoczęło pertraktacje dot. zakupu samolotów bezpilotowych)
http://www.rodaknet.com/ROSJA/rp_cykl_rosja_krotowska_hazbijew.htm (analiza „stamtąd” dotycząca perspektyw ros. wojskowości; jest tu m.in. mowa o bezpilotowcach)
http://www.trud.ru/article/25-05-2010/242850_v_rossii_sozdan_udarnyj_bespilotnik.html (Putin i bezpilotowce – ekspozycja z maja 2010 r.)
http://www.polska-zbrojna.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=6849:bezzaogowe-statki-powietrzne-w-siach-zbrojnych-federacji-rosyjskiej-psp-32010&catid=90:przegld-si-powietrznych&Itemid=137
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,7447224,Kommiersant__FSB_chce_kupic_izraelskie_bezzalogowce.html
http://www.youtube.com/watch?v=hYzzXZf6i_o&feature=related (informacja o planach zakupu kolejnych 15 „biezpiłotników” przez Min. Obrony FR zamieszczona 22 kwietnia 2010 r.)
http://www.wso.wroc.pl/bg/Zestawienia/bezzal_aparaty_latajace.htm
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Zapisy-z-czarnych-skrzynek-Tu-154-moga-byc-utajnione,wid,12313362,wiadomosc.html?ticaid=1ab44
http://lotniczapolska.pl/Edmund-Klich:-nie-wiadomo--co-mnie-obowiazywalo,13180
http://www.caa.co.uk/docs/64/DAP_ACD_14_SSR_Transponder.pdf
http://www.radary.az.pl/tcas.php
http://rexturbo.salon24.pl/184640,mak-manipulowanie-aspektami-katastrofy#comment_2678486
http://rexturbo.salon24.pl/184640,mak-manipulowanie-aspektami-katastrofy#comment_2663932
http://www.nats-uk.ead-it.com/aip/current/aic/EG_Circ_2009_P_052_en.pdf
http://www.pilotfriend.com/aero%20information/emergency%20menu.htm
http://www.bfu-web.de/cln_005/nn_226462/EN/Publications/Investigation_20Report/2002/Report__02__AX001-1-2___C3_9Cberlingen__Report,templateId=raw,property=publicationFile.pdf/Report_02_AX001-1-2_Überlingen_Report.pdf
http://www.bfu-web.de/cln_005/nn_226462/EN/Publications/Investigation_20Report/reports__node,param2=flugzeuge.html
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80625,7942108,_Kommiersant___Kapitan_Tu_154_przed_katastrofa__Nie.html (majowe rewelacje z czarnych skrzynek)
http://smolensk-2010.pl/2010-05-19-stenogram-konferencji-prasowej-mak-z-19-05-2010.html
http://aon.edu.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1813&Itemid=85 (Tu ciekawostka: 28 kwietnia br. w Akademii Obrony Narodowej odbyła się konferencja dot. terroryzmu lotniczego; niestety nie debatowano akurat o Smoleńsku (http://aon.edu.pl/files/2010/konferencje_kwiecien/Program_konferencji_28_04_10.pdf))
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20100531&id=my12.txt
http://zbigniewkozak.pl/?p=1220 E. Klich przed komisją sejmową (kopalnia cytatów)
http://www.ntsb.gov/Aviation/Manuals/FDR_Handbook.pdf
http://heading.pata.pl/ils1.htm
http://heading.pata.pl/start.htm
http://nauka.wiara.pl/doc/468645.Nie-leci-z-nimi-pilot (o samolotach bezzałogowych)
http://www.asimo.pl/modele/predator.php
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80591,7588920,Izrael_pokazal_nowy_samolot_bezzalogowy___Jest_w_stanie.html
http://www.zbrojni.pl/patrol/technika/181-wikszy-brat-patrzy
http://www.rodaknet.com/ROSJA/rp_cykl_rosja.htm
http://www.rodaknet.com/ROSJA/rp_cykl_rosja_rastopszyn.htm
http://www.asimo.pl/modele/fulmar.php
http://www.polishnews.com/index.php?option=com_content&view=article&id=1423:katastrofa-polskiego-samolotu-w-rosji&catid=93:historiapolish-history&Itemid=329 Marcisz Bielski o katastrofie i śledztwie
http://www.polishnews.com/index.php?option=com_content&view=article&id=1424:pytania-bez-odpowiedzi&catid=93:historiapolish-history&Itemid=329
http://www.samoloty.pl/index.php/aktualnosci-lotnicze/5652-oblot-zala-421-20
http://www.psz.pl/tekst-29508/Daniel-Michalowski-Nowe-technologie-w-walce-z-terroryzmem
http://wgadowski.salon24.pl/158571,rosyjskie-ufo-nad-polska
http://www.pism.pl/zalaczniki/Biuletyn_636.pdf
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/31168
http://www.rmf24.pl/fakty/news-rosyjscy-eksperci-tu-154-zestrzelony-rakieta,nId,89545
http://www.zala.aero/
http://www.vectorsite.net/twuav_05.html
http://www.valka.cz/clanek_10610.html
http://www.russiandefenseblog.org/ (ikonka przy blogu warta grzechu; to blog uruchomiony w tym roku, dodam)
http://www.uvs-international.org/uvs-info/Yearbook2009/198-202_Reference-Section_CC-RV-&-DP.pdf
http://www.uvs-info.com/Yearbook2007/189_REF_Civil-UAS.pdf
http://www.aeronautics-sys.com/_Uploads/dbsAttachedFiles/Orbiter.pdf
http://www.aeronautics-sys.com/orbiter_mini_uav_muas
http://www.aeronautics-sys.com/aeronautics_leading_unmanned_systems_uav_and_uas
http://www.geopolityka.org/analizy/162-wojsko-polskie-w-ogniu-wojny-informacyjnej-cz-i
http://www.emt-penzberg.de/index.php?id=14&L=1 (niemiecka Luna)
http://www.emt-penzberg.de/fileadmin/download/LUNA_en.pdf
http://www.emt-penzberg.de/fileadmin/download/X-13_en.pdf
http://www.designation-systems.net/dusrm/app2/q-9.html
http://www.designation-systems.net/dusrm/app2/q-1.html
http://www.magnum-x.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1154catid=1&Itemid=11
http://www.iai.co.il/18892-en/BusinessAreas_UnmannedAirSystems.aspx
http://www.iai.co.il/sip_storage/FILES/8/18908.pdf (Ranger)
http://www.militarium.net/viewart.php?aid=590 (Aerostary)
http://www.israeli-weapons.com/weapons/aircraft/uav/i-view/I-View.html
http://www.afhra.af.mil/shared/media/document/AFD-070912-042.pdf (zalety UAV-ów)
http://www.i-mash.ru/news/nov_predpr/6663-novyjj-bla-istra-013-vzletit-v-nachale-2010-goda.html
http://www.defenseindustrydaily.com/Israel-and-Russia-in-UAV-Deal-05459/
http://www.strategypage.com/htmw/htproc/20100503.aspx
http://en.rian.ru/russia/20090410/121045416.html (info z 10 kwietnia 2009 r.)
http://www.aviationtoday.ru/news10545.html (irańskie bezpilotowce)
http://nvo.ng.ru/armament/2010-04-16/9_eitan.html
http://nvo.ng.ru/realty/2010-07-23/1_20_trillion.html
http://bp-la.ru/bpla-a-03-transportnyj-bespilotnik/ (ros. blog poświęcony bezpilotowcom)
http://www.tandef.net/use-uav-target-designation-0
http://www.acrtucson.com/Presentations_n_Publications/pdf/22nd_Bristol_UAV_Conference_April_07.pdf
http://www.fas.org/irp/program/collect/docs/97-0349.pdf
http://www.rusi.org/downloads/assets/Unmanned_Combat_Air_Vehicles.pdf
http://www.afa.org/Mitchell/Reports/MS_UAV_0710.pdf (historia i najświeższe dane o UAV)
http://cobweb.ecn.purdue.edu/~aae556/resources/Israel_paper.pdf
http://ebooks.gutenberg.us/AU_Press_Collection/CADRE_Papers/PDF_Bin/clark.pdf
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/37842 (znakomity felieton T. Sakiewicza)


1Skrót od Traffic Allert and Collision Avoidance.

13 sie 2010

Rosyjski językiem urzędowym w Polsce

Redakcja „Gaziety” zebrała spontaniczne reakcje na decyzje władz polskich, które w ramach włączania Polszy do Wspólnoty Niepodległych Państw, dekretem z 22 lipca 2011 r. wprowadziły język rosyjski do wszystkich instytucji:

„Język polski, jak wiemy, ma charakter żmijowaty, nieustannie słychać to syczenie i szeleszczenie – język rosyjski jest o niebo piękniejszy. My językoznawcy przyjęliśmy z wielką ulgą tę zmianę”, Jan Miodek, Jerzy Bralczyk i Michał Głowiński.

„O wiele łatwiej się śpiewa po rosyjsku niż po polsku, zwłaszcza jak ktoś ma wady wymowy”, Muniek Staszczyk.

„Dlaczego tak późno?”, Wisława Szymborska.

„Nareszcie w Polsce będzie się mówić i pisać językiem Brodskiego, Mandelsztama, Achmatowej, Dostojewskiego, Jerofiejewa”, Adam Michnik.

„Myśleliśmy w Biurze Politycznym nad tym za moich czasów, ale zabrakło nam tej determinacji, którą ma obecna ekipa”, Wojciech Jaruzelski.

„Dzieciom bardzo się podoba pisanie cyrylicą”, nauczycielka jednej ze szkół podstawowych w Warszawie. „Ta decyzja przede wszystkim zmniejszy poziom bezrobocia w naszym środowisku. Wielu moich kolegów i koleżanek – prześladowanych szczególnie i więzionych za rządu Olszewskiego i Kaczyńskiego - będzie mogło spokojnie wrócić do zawodu.”

„Pracuję obecnie nad płytą – to będzie concept album – z nowymi wersjami największych przebojów Mashiny Vremieni – mam na myśli te z lat 70. i 80. Mój projekt na pniu kupiła jedna z polskich wytwórni, nie zdradzę na razie która, bo może inne zechcą przebić stawkę. Chodzi mi naturalnie o to, by ten znakomity radziecki repertuar trafił do nieobeznanego z klasyką rocka, młodego polskiego pokolenia” - Zbigniew Hołdys (http://www.mashina.ru/).

„Nie sądziłem, do faka, że ruski jest taki prosty (śmiech). O wiele prostszy od polskiego. Nie dziwię się, że kiedyś były takie problemy ze zdawaniem matur. Matura po rosyjsku to będzie luzik” - przypadkowy licealista zagadnięty przez redaktora „Gaziety” na Krakowskim Przedmieściu.

„Cieszę się, że za rok znowu będę mógł z kolegami z Lata z Radiem poprowadzić wznowiony niedawno Festiwal Piosenki Radzieckiej – tym razem już z konferansjerką po rosyjsku. Obiecuję, że jak zwykle nie zabraknie dobrego dowcipu na estradzie i tego co publiczność kocha najbardziej: pięknych aranżacji” - Krzysztof Materna (http://www.fonorama.net/festiwale/zielonagora.htm ).

„O wiele łatwiej się zorientować w Warszawie po tych szyldach po rosyjsku” - młody turysta z Moskwy.

„Wielu polskich oficerów entuzjastycznie przyjęło tę decyzję. Po wyjściu Polski z NATO angielski nie był nikomu potrzebny, a starsze pokolenie znakomicie włada rosyjskim” - szef sztabu polskiej armii Władimir Nikołajewicz Sierow.

„Każdy z nas miał już przesyt tej całej amerykańszczyzny w multipleksach i telewizji. Nareszcie może wrócić wielkie, radzieckie kino” - Andrzej Wajda.

„W niedzielę po raz pierwszy mówiłem kazanie po rosyjsku i poczułem wśród wiernych powiew nowego ducha” - Józef Życiński.

„Blogerów ostentacyjnie piszących po polsku powinno się zamykać w psychuszkach” - Jacek Żakowski.

„Nie wiemy, jak w skrócie mówić na naszą gazetę, odkąd przemianowaliśmy ją na "Riespublika". Riepa?” - Paweł Lisicki.


http://fakty.wwl.pl/component/content/article/24-materiay-nadesane/594-Mogila-w-Ossowie-w-ocenie-historyka.html

12 sie 2010

Wokół oświadczenia Episkopatu



To takie wyjątkowo "salomonowe rozstrzygnięcie". Nie jest to na szczęście list potępiający obrońców Krzyża, ale zarazem w tym liście nie ma wyraźnego wskazania tego, kto cały ten konflikt w swym pierwszym wywiadzie zapoczątkował. Gdyby gajowy oznajmił, że teraz czas na upamiętnienie ofiar tragedii i w związku z tym przed pałacem stanie pomnik ku czci poległych, to przecież sytuacja byłaby zupełnie inna - zresztą, Bogiem a prawdą, można było - właśnie na pamiątkę tego, że pod tym Krzyżem zbierało się tylu modlących się Polaków, że taka była wtedy eksplozja polskiego patriotyzmu - ten Krzyż tam po prostu pozostawić, najwyżej dodając przy nim jakąś tablicę z nazwiskami wszystkich ofiar i wyrazami hołdu składanego tymże ofiarom przez polski naród. Tymczasem wywołano wprost wojnę religijną przy współudziale zapitego bydła, kryminalistów i diabli jeszcze wiedzą kogo, bo o reżimowych, zakłamanych dokumentnie mediach nie wspomnę.

Przedziwne jest to, że w tym oświadczeniu jest jednocześnie mowa o tym, że we współczesnej Europie nasilają się procesy dechrystianizacyjne („toczy się walka o miejsce symboli chrześcijańskich w przestrzeni publicznej”), a zarazem stwierdzenie, że „podtrzymywanie konfliktu wokół krzyża szkodzi sprawie jego obrony podejmowanej przez liczne środowiska w Europie, w tym także rządy i parlamenty wielu państw”, które znowu zamydla istotę problemu i skrywa w niedopowiedzeniach prowodyrów całego konfliktu. Co więcej, w tymże oświadczeniu pomija się właśnie to, że antykrzyżowcy sprzeciwiali się Krzyżowi jako takiemu, a nie tylko upamiętniającemu ofiary katastrofy. Manifestowany był otwarcie antychrystianizm i satanizm, a poza tym kwestionowano właśnie obecność Krzyża w przestrzeni publicznej.


Wygląda więc na to, że Episkopat bardziej zaniepokoiły emocje obrońców Krzyża, prowokowanych zresztą w najbardziej plugawy sposób – przy zgoła aprobatywnej obojętności „służb porządkowych” na bandyckie zachowania zapitej żulii – aniżeli to, co ta właśnie żulia, wspierana przez załgane media i załgane autorytety, wyprawiała. Czy to właściwe postrzeganie całej sprawy? Obawiam się, że nie, ponieważ skutki mylone są z przyczynami. Gdy ktoś mnie atakuje, a ja dam mu w twarz, to można na sytuację spojrzeć tak, że ktoś ode mnie oberwał i ma siniaki albo rany – ale też można spojrzeć tak, że broniłem się przed agresorem. Gdy bolszewicy najechali nasz kraj stojący na drodze do leninowskiej ludobójczej rewolucji mającej się rozlać na cały świat, to po przegranej wojnie po dziś dzień wypominają nam śmierć czerwonoarmistów wziętych do niewoli – tak jakby tego typu skutki nie były naturalną konsekwencją najazdu na czyjeś państwo. Należałoby więc dokładnie oddzielić atakujących od broniących się, bo w przeciwnym razie trzeba by przyjąć, że wszyscy są żulią. I ci ludzie, co się modlą i pełnią warty pod Krzyżem, i to skończone bydło, co składa z puszek po piwie krzyż i ma frajdę, mogąc oddać mocz na znicze.

Mądrość polega nie tylko na dogłębnej wiedzy o świecie, ale przede wszystkim na rozpoznawaniu dobra. Ludzie zbierający się na modlitwie pod Krzyżem nikomu krzywdy nie robili i nikomu nie zagrażali – to dopiero gdy pojawili się antykrzyżowcy zaczęła się „religijna wojna”. Przypomnieć może powinienem na koniec jedno z błogosławieństw – to dotyczące prześladowania za wiarę, mówienia wszystkiego złego na daną osobę za to, że jest wyznawcą Chrystusa – ale wydaje mi się, że Episkopatowi znane jest dokładnie 8 błogosławieństw.

W normalnych krajach upamiętnia się ofiary tragicznych wydarzeń z wieloma zabitymi – specjalnymi monumentami. W Polsce, po największej po II wojnie tragedii, z udziałem tak wysokich przedstawicieli władz, duchowieństwa, przeróżnych ważnych instytucji, okazało się po czterech miesiącach, że nawet drewniany krzyż upamiętniający te ofiary to za dużo. Nie stać nas na ten luksus, prawda?

My was też upamiętnimy, tchórze

Upamiętnimy was w podręcznikach historii – wszystko, co robiliście przed zamachem smoleńskim i po nim. Upamiętnimy was stosownie do skali waszego tchórzostwa, zaprzaństwa, cynizmu i hipokryzji – upamiętnimy całe zło, które zdziałaliście dla Polski i Polaków. Upamiętnimy waszą służalczość wobec Moskwy i nienawiść wobec Krzyża. Upamiętnimy was, posyłających policję i straż miejską do obrony zapitego bydła oddającego mocz na znicze i lżącego modlących się ludzi. Upamiętnimy was, sporządzając długą i dokładną listę kłamstw, które wypowiadaliście i wypowiadacie. Upamiętnimy waszą hańbę – i będziemy o niej uczyć następne pokolenia.

Upamiętnimy was, tchórze. W innych krajach po wielkich narodowych tragediach stawia się monumenty, pomniki, obeliski, a nazwiska prezydentów patronują lotniskom czy różnym szacownym instytucjom. Zamiast tablicy po kryjomu wmurowywanej o polskim prezydencie, któremu nie dorastacie do pięt (tak jak i innym ofiarom katastrofy), powinniście byli zawiesić jakąś wyrwaną kartkę z napisem, który wyryliście. I postawić na niej jakąś parafkę, bo przecież nie krzyżyk.


http://www.niezalezna.pl/article/show/id/37663

11 sie 2010

Kazali snimat'

Jeszcze jeden odcinek - dostępny pod adresem: http://www.youtube.com/watch?v=GpreJUWVN0g. Zrobił go http://www.youtube.com/user/pydaev.
"Kazali mi snimat'", stwierdza ze śmiechem, filmując.

video

Co to za szczątki?

Chodzi mi o te pierwsze 22 sekundy, bo potem są zdjęcia pobojowiska dobrze nam znanego. Jak na moje oko te pierwsze szczątki nie pochodzą z tupolewa (i znów słychać jakiś rosyjski śmiech). Film znalazłem przed chwilą tu (http://www.youtube.com/watch?v=OmTXNzaJm4o&feature=related), zrzucono go 18 maja, ale oczywiście skopiowałem, by go zamieścić na swoim blogu na wszelki wypadek. Najwyrazniej autorem zdjęć jest jeden z ros. funkcjonariuszy.


video

Po katastrofie

Nie wiem, czy to zdjęcia z 11 czy 12 kwietnia, ale chłopy uwijają się jak w ukropie, by posprzątać.

video

A przy okazji zachęcam do obejrzenia fragmentu telewizyjnej relacji z udziałem prok. Parulskiego - przerwanej nagle (http://www.pluszaczek.com/2010/08/09/naczelny-prokurator-wojskowy-plk-krzysztof-parulski-tvn-emisja-%e2%80%9ena-zywo%e2%80%9d/).

Katastrofa Tu-134

Akcja ratownicza warta obejrzenia, zwłaszcza zmagania jednego gościa z gaśnicą.

video

22.03.2010

W odległości 1 km od moskiewskiego lotniska, w lesie, spada i rozbija się pasażerski Tu-204, na pokładzie którego jest tylko 8-osobowa załoga (nikt nie zginął). Oprócz skali zniszczeń warto przeanalizować to, jak dokładne (tj. zrobione z bardzo bliska) są migawki pokazujące szczątki samolotu (materiał od 1'13''). Czy ktoś widział takie precyzyjne zdjęcia polskiego tupolewa?

video

10 sie 2010

Makabryczny fotomontaż



Zdjęcie to należy do „drastycznych”, ponieważ przedstawia rzekomo ofiary katastrofy tupolewa, w czym ma nas upewnić biało-czerwona wstęga widoczna na pierwszym planie – tak się bowiem złożyło, że niemal wszystko na tym zdjęciu jest blade, zabłocone lub ciemne, ale akurat ta wstęga nie (to tak jak z tym wieńcem, co się cudownie uchował po katastrofie w przeciwieństwie do natowskiego sprzętu czy różnych kosztowności). Znajduje się na nim jednak kilka fragmentów, które świadczą o niezbyt starannym nakładaniu kawałków innych zdjęć na tenże obraz, mamy więc do czynienia z fotomontażem. W rosyjskim lotnictwie katastrof zdarza się sporo, więc materiał „uzupełniający” było skąd brać, jakby co.

Do tego, by dokładnie zbadać to zdjęcie, trzeba mieć jego dokładną, dobrą kopię (np. stąd http://patrz.pl/zdjecia/zdjecie-ciala-ofiar-katastrofy-w-smolensku). Wspominam o tym, ponieważ w Sieci krążą kopie kopii, które przy powiększeniu dają wyłącznie magmę pikseli. Zwróciłem już uwagę na obecność dziwnych foteli na pobojowisku (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2010/08/fotele.html), zresztą już Siostra111 (http://mysle.web-album.org/photo/275926,tu154) i inni blogerzy sugerowali, że zdjęcia dot. katastrofy są montowane (znakomitym przykładem, jak wiemy, są „analityczne” prace doc. S. Amielina i jego kolegów). Na tym zdjęciu jednak, o które mi chodzi, obok dziwnych foteli, są też dziwne szczątki ludzkie, a ściślej, dziwne ich obrazki, powklejane skądinąd. Jeśli się patrzy na to zdjęcie w jego normalnych (tj. opublikowanych) rozmiarach i w tej perspektywie, w której uchwycony jest plener, to na pierwszy rzut oka nie budzi ono większych wątpliwości. Jest wyraźne, nasłonecznione, a pośród rozmaitych wybebeszonych rzeczy widać jakieś makabryczne elementy, że tak oględnie powiem. Fotografia ta uchodzi za drastyczną, ale jeśli się jej dobrze przyjrzeć, to stanowi głównie rezultat jakiejś ponurej zabawy albo zwyczajnego fałszerstwa „materiału dowodowego” i najprawdopodobniej nie jest żadnym dokumentem, mimo że, jak można sądzić, zdjęcie to miało – w ramach rosyjskiej akcji dezinformacyjnej – ilustrować jedno z miejsc katastrofy tupolewa.

Po lewej stronie tej fotografii, nieco pod wyraźnie widocznym metalowym okuciem do foteli leży postać ludzka – widać lewą wygiętą rękę i twarz łysiejącego mężczyzny z nosem skierowanym ku górze. Już przy powiększeniu do 161% widać, że owa twarz tak naprawdę jest zlepkiem dwóch obrazków, ręka w ogóle nie istnieje, tylko jest prowizorycznie i fragmentarycznie odtworzona, by osobno sfotografowana dłoń „jakoś” (iluzorycznie) łączyła się z „resztą ciała” (której nie widać). Przy powiększeniu 200-procentowym całą tę łataninę widać bardzo dokładnie, w okolicach „twarzy” są ponadto inne powklejane prostokątne, różnobarwne kawałki. Jeśli teraz obrócimy zdjęcie (raz) w lewo, to powinniśmy zobaczyć kawałek twarzy starca (łysy, wyraźnie zaznaczone łuki brwiowe, niedomknięte oczy, duży nos), a pod jego lewym okiem odcinającą się krawędź doklejonego fragmentu innego zdjęcia (wyglądającego jak kawałek pyska jakiegoś E.T. czy innego obcego – vide ciemne ślipię na wysokości nosa starca). Postać sprawia wrażenie leżącej w trumnie i być może dłoń należy do tego dziadka, ale, jak nietrudno dostrzec, reszty zwłok nie widać, gdyż na wysokości tułowia doklejony jest jakiś ciemny prostokąt.

Po prawej stronie zdjęcia jest z kolei widoczna prawa ręka, która na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie jakby należała do jakiejś kobiety usytuowanej plecami do fotografującego (twarzą do ziemi), a tak naprawdę po prostu wystaje zza białego fotela. Przy powiększaniu (i obracaniu) widać jedynie podoklejane, zamazane fragmenty jakiegoś „tła”, nie ma zaś innych szczątków postaci (np. głowy). Oczywiście, można założyć, że to po prostu sama ręka – w końcu w katastrofach ciała ofiar ulegają rozerwaniu, ale jak na moje oko ręka ta wygląda na nieudolnie „dosztukowaną” w montażu do fotela.

Całkiem na prawo na zdjęciu pojawia się postać grubego mężczyzny w niebieskich dżinsach i białej koszuli (bez głowy i rąk, nawiasem mówiąc), któremu nagle urywa się pasek od spodni, ale dosztukowany jest brzuch (właściwie to z wyglądu ułożenia nóg – jakby kolanami do ziemi – można by sądzić, że na brzuchu leży, ale mniejsza z tym). Na linii tego dosztukowania widać (gdy się zdjęcie obróci w lewo, najlepiej przy powiększeniu 322%) linię montażu większej całości, ciągnącą się do gałęzi leżącej obok kobiecej ręki.

Oczywiście nasuwa się pytanie: jeśli nie są to szczątki polskiego samolotu, to co to za szczątki? Ważniejsze jednak wydaje się zagadnienie: jak naprawdę wyglądało miejsce katastrofy.


Fotele


Proszę porównać to zdjęcie, ze zdjęciami zamieszczonymi tu (http://fymreport.polis2008.pl/?p=298 ). Można też wnętrze rządowego tupolewa obejrzeć tu (http://www.autokrata.pl/artykul/tu-154-zdjcia-i-filmy-jakich-nie-zobaczysz-nigdzie-8378/1).

Zdjęcie


Jedno z ciekawszych, jakie znalazłem. A inne są tu (http://fymreport.polis2008.pl/?p=274) (http://fymreport.polis2008.pl/?p=291) i tu (http://polskaweb.eu/news-galerie/303.html#category). Ten ostatni link podesłany mi został przez Cygnus, dzięki :)

Wzorzec Lisa czy raczej Urbana?

To nie jest do końca tak, jak pisze Aleksander Ścios, że w neokomunizmie naganny jest sam konflikt, złe są ostre wypowiedzi, zgubna jest „kontrowersyjność”. I konflikt, i ostre wypowiedzi, i „kontrowersyjność” są bowiem podstawowymi narzędziami sprawowania władzy w neokomunizmie – istota rzeczy sprowadza się zaś wyłącznie do tego – o kogo chodzi. Przecież gdy PiS rządził, to Tusk nawoływał do „obywatelskiego nieposłuszeństwa”, to wtedy organizowano „ruch na rzecz demokracji”, a do „białego miasteczka” ganiały urzędowe poczciwiny z kanapkami; to w owych czasach dzielni profesorowie wypisywali na lustracyjnych blankietach, by pajace całowały ich w d..., młodzi (starsi też) satyrycy (z sercem po właściwej stronie i ręką wystawioną do właściwego płatnika) obowiązkowo wyszydzali jak nie Kaczorów, to mohery lub katoli, a w księgarniach wybuchały „spontaniczne protesty” uczniów przerażonych tym, że Gombro może zniknąć ze spisu lektur. Gdy Tusk z ciemniakami na nieustannie nakręcanym (i politycznie, i medialnie) konflikcie doszedł w końcu do władzy, to jedynie zmieniły się bieguny, ale konflikt pozostał – tym razem to „pisowska opozycja” zaczęła sypać piach w tryby, to „pisowski prezydent” nie dawał rządzić i kompromitował Polskę, to wreszcie „pisowscy wyborcy” okazali się zawadą na drodze pojednania warszawsko-moskiewskiego, paranoikami od smoleńskich spisków i sektą broniącą krzyża.

J. Staniszkis, opisując komunizm, ukuła takie pojęcie 'regulacji przez kryzysy' - myślę, że nadaje się ono także do wyjaśniania specyfiki neokomunizmu; wywoływany przez nomenklaturowe środowiska konflikt bowiem jest po prostu sposobem rozładowywania społecznych napięć, kierowania nastrojami i oddalania zagrożeń, które mogłyby zmieść uzurpatorską władzę z ciepłych posad lub też zagrozić jej żywotnym, pookrągłostołowym interesom. Nie bez przyczyny w latach 80. tyle wysiłku wkładano we właściwe przedstawienie konfliktu – czerwoni przecież portretowali sytuację tak, jakby to Im ktoś zagrażał, jakby to Oni byli w defensywie, jakby to Oni się bronili przed „podziemnymi agresorami” - a nie tak, że to Oni stanowią zagrożenie, że atakują, że są agresywni. Ta sama metoda, obszernie zresztą omówiona w ostatnim numerze „GP” przez P. Lisiewicza w znakomitym tekście „Goebbels, Urban, Palikot” (http://niezalezna.pl/article/show/id/37322 (kto nie czytał jeszcze, gorąco polecam)), stosowana jest do dziś. Konflikt staje się naganny, zły, godny potępienia, straszliwy w skutkach, wywołuje najświętsze oburzenie (establishmentu oraz mainstreamu) tylko i wyłącznie wtedy, jeśli jest wywoływany przez „kontrrewolucję” lub jeśli „kontrrewolucji” można go przypisać.

Widać to jak na dłoni w przypadku iście bolszewickiej walki z Krzyżem upamiętniającym ofiary katastrofy z 10 kwietnia. Zainicjował ten konflikt pewien podły człowiek, który zasiada na miejscu śp. Prezydenta L. Kaczyńskiego, ale natychmiast przypisano ten konflikt osobom, które w celach pokojowych i modlitewnych zbierały się pod tym Krzyżem, wspominając z bólem poległych. Potem już tylko sterowano konfliktem tak, by po jego szybkim i skutecznym podkręceniu można było posłać satanistyczne bojówki osłaniane przez pożal się Boże policję czy borowców, którzy nie byli w stanie zapewnić bezpieczeństwa Prezydentowi Kaczyńskiemu i Jego delegacji, ale już wobec kobieciny broniącej Krzyża potrafili niesamowicie naprężyć muskuły. Mundurowi, którzy w Smoleńsku nie potrafili zabezpieczyć miejsca katastrofy, okazali się niezwykle dzielni, jeśli chodzi gotowość do pacyfikowania bezbronnych ludzi na Krakowskim Przedmieściu i niebywale tolerancyjni, jeśli chodzi o bolszewików, którzy w środku stolicy atakują modlących się Polaków.

Musimy zrozumieć, że bez konfliktu zamordyści by nie mogli sterować społeczeństwami. Konflikt pozwala przekierowywać emocje różnych środowisk na różne grupy obywateli, a w skrajnych sytuacjach, tworzyć dla tych grup getta lub koncłagry. Oczywiście zamordyści, wychodząc z założenia, że tylko oni mogą generować konflikty, nie mają zamiaru godzić się na to, by ktoś z zamordystami na serio wojował – zwłaszcza zbrojnie, bo to już wtedy jest „niewłaściwy”, „zgubny” konflikt, a nawet „bratobójcza wojna”, przed którą wielokrotnie przestrzegali czerwoni bojący się, że zawisną jednak na latarniach, jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli (pisałem o tym w POLIS MPC: „Rozważania o wojnie domowej”). Filozofia zamordysty jest prosta jak myśl Lenina: gdy ja biję, to jest dobrze, ale biada tym, co mnie chcieliby pobić. Tę filozofię znakomicie wyrażał Goebbels stanu wojennego, przedstawiając ks. Jerzego jako osobę wyjątkowo konfliktową, a nawet posiadającą materiały wybuchowe, czyli, co tu dużo kryć, terrorystę. Nieistotne było to, że materiały podrzuciła Bezpieka, grunt, że można się było na ich istnienie powołać. W ten sposób bolszewicka władza – sama posługująca się na co dzień terrorem – miała czelność terrorystami określać ludzi sprzeciwiających się jej.

Ten sam mechanizm socjotechniczny wykorzystywany jest dzisiaj. Okazał się on skuteczny za poprzedniej komuny, okazuje się niezwykle skuteczny za neopeerelu, czyli III RP. Należy jednak pamiętać, że skuteczność działań zmierzających do sztucznego wywoływania konfliktów, a następnie ich policyjnego lub bojówkarskiego pacyfikowania jest ograniczona tym jednym, wspomnianym przeze mnie, czynnikiem niekontrolowalności. Można się bawić zapałkami (że odwołam się do bardzo trafnego sformułowania prezesa PiS-u), ale mając świadomość, że długotrwała zabawa może spowodować pożar. Niewykluczone, że zamordyści chcieliby doprowadzić w Polsce do rozlewu krwi po to, by obarczyć nim właśnie „pisowską opozycję”, „mohery”, „sektę” etc. (co pozwoliłoby sięgnąć po środki policyjne wobec „kontrrewolucji”), ale muszą wiedzieć, że jak się posuną za daleko, to w naszym kraju wybuchnie taki społeczny konflikt, iż niektórzy politycy będą musieli za granicę uciekać i to do krajów bez ekstradycji, by nie wylądować na długie lata za kratkami.


http://cogito.salon24.pl/216829,wzorzec-lisa
http://polis2008.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=764:rozwaania-o-wojnie-domowej&catid=290:dzielnica-publicystow&Itemid=313 („Rozważania o wojnie domowej”)

9 sie 2010

Lekcja z lipca 1985 r.

23 lipca 1985 boeing indyjskich linii lecący z Montrealu do Delhi i Bombaju z międzylądowaniem w Londynie, znikł nad Atlantykiem z radarów irlandzkiej kontroli lotów Shannon i niemal natychmiast wszczęto jego poszukiwania. Po dwóch godzinach znaleziono pływające szczątki maszyny i ciała niektórych ofiar (zginęło 329 osób). Nie było żadnych świadków zdarzenia, nikt nie ocalał, zaś wrak leżał wraz z czarnymi skrzynkami na dnie oceanu.

W trakcie badań patologicznych (zbadano szczegółowo i ofotografowano wydobyte ciała) odkryto, że niemal wszystkie (ze znalezionych) ofiary zginęły w powietrzu, a nie w wyniku utonięcia czy zderzenia z wodą. Uznano zatem, że samolot uległ katastrofie w trakcie lotu. Patologowie jednak nie wykryli śladów eksplozji na ciałach pasażerów.

Rozpoczęto więc wydobywanie szczątków samolotu rozrzuconych na obszarze 16 na 6 km. Po odsłuchaniu i przeanalizowaniu zawartości czarnych skrzynek okazało się, że nie ma żadnego śladu awarii maszyny, a rozmowa załogi urywa się w połowie zdania wypowiadanego przez jednego z pilotów (śledczy spodziewali się, że gdyby cokolwiek niepokojącego działo się na pokładzie, to załoga by o tym mówiła). Stwierdzono wobec tego, że przyczyną katastrofy musiała być albo gwałtowna dekompresja, albo wybuch bomby. Po przeanalizowaniu listy pasażerów okazało się, że jedna z osób (podobnie jak w przypadku zamachu nad Lockerbie), mimo odprawy, nie weszła na pokład samolotu, ale zostawiła bagaż. Owego dnia zresztą na lotnisku w Tokio inna walizka nadana z Kanady (przez tego samego klienta, który zostawił bagaż na pokładzie indyjskiego boeinga), eksplodowała zabijając dwie osoby, a raniąc cztery. Dochodzenie japońskich śledczych pomogło oczywiście w trakcie prac dotyczących katastrofy nad Atlantykiem (bomba – tak jak w Lockerbie – ukryta była w sprzęcie grającym), wzmacniając hipotezę dotyczącą zamachu. Założono więc (biorąc pod uwagę brak określonych obrażeń na ciałach ofiar), że w indyjskim samolocie mogła być w luku bagażowym.

Eksperymentalnie sprawdzano, jaką siłę musiał mieć ładunek (takiej a takiej wielkości, tj. mieszczący się w starym tunerze Sanyo), by spowodować katastrofalne dla boeinga skutki – ale jednocześnie szukano fizycznego dowodu eksplozji. Analizowano każde zdjęcie każdej (z wydobytych z oceanu) części wraku. Dokonano też jego rekonstrukcji. W podłodze przedniego luku bagażowego wykryto wnet blisko 20 otworów, na krawędziach których metal był specyficznie wygięty, zrolowany, wywinięty jak płatki kwiatka. Był to pierwszy namacalny dowód, że doszło do wybuchu. Potem znaleziono inne dziury i ślady.

Zauważyłem, że już po raz kolejny w wypowiedziach ros. pilotów, którzy coraz chętniej zaczynają udzielać wywiadów, powraca wątek awarii polskiego tupolewa (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100809&typ=po&id=po41.txt) – pisano nawiasem mówiąc, o tym, już od pierwszych dni po katastrofie ((http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/8612915.stm)). Kłóci się to twierdzenie o awaryjności, rzecz jasna całkowicie, z „ustaleniami” MAK (link do nich poniżej), ale sugeruje, iż wersja z niegramotnym Wanią co sobie w wieży kontrolnej komendy pomylił może zostać wzbogacona o wersję z Wową, co pakułami załatał jakąś dziurę w maszynie. Taka wersja mogłaby w pewien sposób „uciąć” coraz bardziej irytujące Rosjan (jak wiemy od niezawodnego J. Millera) spiskowe spekulacje rozmaitych sieciowych paranoików. Oczywiście zakłady w Samarze musiałyby się przygotować na wypłatę sowitych odszkodowań, ale reżimowe media mogłyby odetchnąć choćby pod tym względem, że sprawę można by na takich ustaleniach przyczyn definitywnie zamknąć. Nikt by nie musiał dopytywać, czy przed feralnym wylotem z 10 kwietnia sprawdzano polski samolot pod kątem potencjalnej obecności środków wybuchowych, czy też, jak w przypadku indyjskiego boeinga, nie działała na lotnisku maszyna do prześwietlania i ochrona na piechotę, byle jak przejechała detektorami tu i ówdzie. Może ochrona, borowcy (i Bóg wie kto) założyli, że w polskim tupolewie (po rosyjskim remoncie) po prostu nie może być środków wybuchowych i w ogóle niczego nie sprawdzali, bo „jakoś to będzie”? Czy sprawdzono, że nie ma żadnego dziwnego pakunku? A może ci ludzie nie mieli do tego głowy? Może mieli ważniejsze sprawy?

Kilka lat później po katastrofie indyjskiego boeinga 19 lipca 1989 r. amerykański samolot lecący z Denver uległ awarii silnika i hydrauliki (http://www.youtube.com/watch?v=cU2mqOLzlfU). Załoga mimo to sprowadziła go na ziemię w Sioux City – nie udało się jej szczęśliwie wylądować, gdyż samolot uderzył skrzydłem o pas lotniska, uległ kompletnemu rozpadowi, a paliwo eksplodowało, ale spośród blisko trzystu osób katastrofę przeżyło 184. Dlaczego nikt nie mógł przeżyć katastrofy w Smoleńsku, nawet jeśli byłaby „tylko awaria”?


P.S.
A tu nasz znajomy odwiedza miejsce katastrofy i wodzi wzrokiem, wzruszając ramionami (http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/8613794.stm)
http://fymreport.polis2008.pl/?p=251 (kwestia różnic w wyglądzie drzwi tupolewa – może to jest jakiś trop, jeśli chodzi o szukanie śladów eksplozji?)
http://libraryonline.erau.edu/online-full-text/ntsb/aircraft-accident-reports/AAR90-06.pdf (raport dot. katastrofy w Sioux City)
http://aviation-safety.net/investigation/cvr/transcripts/cvr_ua232.pdf stenogramy
http://fakty.interia.pl/raport/lech-kaczynski-nie-zyje/news/przeczytaj-oryginal-raportu-mak-w-sprawie-katastrofy,1481770 (zwróciły w nim moją uwagę następujące kwestie: 1) sformułowanie „trzecie zawrócenie”, 2) w punkcie 8.b.,c. mowa o „pierwszym uderzeniu”, a następnie o „trzecim uderzeniu”, 3) założenie, że pasażerowie zginęli w wyniku przeciążenia 100g, 4) w punkcie 9.c. mowa o „nieznacznym otwartym pożarze zlikwidowanym po 18 minutach”)
http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-wrak-tupolewa-jest-juz-na-lotnisku-w-smolensku-zobacz,nId,272994
http://www.publicsafety.gc.ca/prg/ns/airs/_fl/Kirpalai-en.pdf (raport dot. katastrofy indyjskiego boeinga)


Film Koli mogłyby zanalizować oprócz IES wymienionego kiedyś przeze mnie także te placówki:
http://kryminalistyka.org/badania_audiowizualne.html Centrum Ekspertyz Kryminalistycznych
http://www.ekspertyzy-kryminalistyczne.pl/Audiowizualne Biuro Ekspertyz Kryminalistycznych
http://www.kryminalistyka.pl/pl/ek_index.html Polskie Towarzystwo Kryminalistyczne
http://www.ceiuk.waw.pl/pl/badanie-fonoskopijne/ Centrum Ekspertyz i Usług Kryminalistycznych (oferuje sporządzenie stenogramu zarejestrowanych wypowiedzi)