„Ja nigdy nie brałem udziału w badaniu takiej katastrofy w lotnictwie cywilnym” E. Klich na posiedzeniu sejmowej komisji (06 maja 2010)
Tekst będzie długi, więc proszę zaparzyć sobie kawę w ekspresie i nie spieszyć się z lekturą :)
Zacznę od przeglądu cytatów z wypowiedzi płk. dr. E. Klicha przed komisją sejmową (cyt. za blogiem posła Zbigniewa Kozaka (link poniżej)).
Pierwszy fragment: „Włączyłem TVN 24, widzę, co się dzieje, w związku z tym natychmiast zacząłem się pakować i jadę do Warszawy, bo wiedziałem, że już może być problem prawny. Dlaczego? Dlatego, że samolot jest samolotem – był – samolotem lotnictwa państwowego. Załoga była wojskowa. W związku z tym dotyczy to lotnictwa państwowego, którego nie obejmuje załącznik 13 do konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym.” [podkr. F.Y.M.]
Drugi fragment (znany, ale także warty przypomnienia): „W połowie drogi dostałem telefon od pana Aleksieja Morozowa, to jest obecnie przewodniczący Komisji Federacji Rosyjskiej, zastępca pani Anodiny – szefowej Mieżnonarodnej Awiacionnej Komisji… Komitetu, to znaczy Międzynarodowego Komitetu Lotniczego. Dlatego, że ten Komitet ma większe zadanie niźli badanie, a badanie prowadzi w dwunastu krajach byłego Związku Radzieckiego, to znaczy wszystkich oprócz Państw Bałtyckich.
On zadzwonił i powiadomił mnie, że jest katastrofa w Smoleńsku i traktuje to jako telefoniczne powiadomienie, natomiast formalne będzie później. I było od razu pytanie o procedury, według jakich będzie ten wypadek badany. On zaproponował załącznik 13 do konwencji, bo myślę, że i według jego wiedzy, i ówczesnej mojej wiedzy, to jest jedyny dokument, który podpisała i strona polska, i Federacja Rosyjska jako konwencję chicagowską tak zwaną z ’44 roku.
Ja wtedy nie wypowiedziałem się jednoznacznie, ale też sądziłem, że to będzie jedyne rozwiązanie, to znaczy rozwiązanie, które ma jasne zasady prawne.” [błyskawicznie, jak widać, prysnęły wątpliwości płk. dr. Klicha, wystarczył jednoznaczny ton Morozowa]
Trzeci fragment: „Przybyliśmy na miejsce wypadku, no tam była procedura – my nie mieliśmy wiz więc trochę nas tam przetrzymano, jakieś wypełniania dokumentów, w każdym razie przybyliśmy gdzieś około chyba 20.00 – ciemno już było – na miejsce samego zdarzenia. Tam służby działały już bardzo mocno. I tam na miejscu zostałem powitany właśnie przez tego pana Morozowa i przez szefową MAK-u panią Anodinę.
Poproszono mnie o zobaczenie rejestratorów, to nie są czarne tylko pomarańczowe, gdzie były, w jakim stanie i pan Morozow powiadomił mnie, że rejestratory natychmiast polecą do Moskwy i prosi, żebym wyznaczył dwóch specjalistów: jednego pilota i inżyniera. Pilotem to był oczywiście pan Targalski, a inżynierem pan z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych, ale szef tego Instytutu, który też z nami leciał powiedział, że w samolocie premiera jest lepszy specjalista. I tak żeśmy czekali czy zdążą przylecieć. Okazało się, pomimo że lądowali w Witebsku, te formalności były chyba szybciej załatwione, gdzieś po dwóch godzinach, dwóch i pół ten specjalista znalazł się i natychmiast wieczorem jeszcze w nocy poleciał do Moskwy. No, na tym ten dzień tam się skończył. Zawieziono nas do hotelu.”
I jeszcze czwarty: „ja nie byłem na miejscu, nie przeszukiwałem całego terenu (…) Nie mam żadnego tutaj doświadczenia, nigdy nie brałem udziału w badaniu takiego samolotu lotnictwa państwowego, który przewozi delegacje rządowe. Nie mam wiedzy na ten temat.”. [podkr. F.Y.M.]
Przytaczam te fragmenty nieprzypadkowo. Z tego bowiem, co ustaliła „GP” (http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/57/3133), z tego, co widzieliśmy z relacji polskich dziennikarzy (których służby rosyjskie odpędzały jak intruzów), z tego wreszcie, co powiedział płk. dr Klich, do godzin wieczornych żadni polscy śledczy (ani inne osoby, które mogłyby sporządzić fotograficzną lub filmową dokumentację) nie pojawili się na miejscu katastrofy. Płk dr. Klich mówi zresztą, że jego i jego ludzi prace (rzecz jasna pod stałym nadzorem Rosjan) zaczęły się na dobre dopiero następnego dnia („Oczywiście były pewne problemy poruszania się po lotnisku, bo na każdym wojskowym to jest problem, że nie można samemu sobie chodzić, bo można wpaść gdzieś tam pod coś, więc zawsze jeśli chcieliśmy gdzieś pojechać, na przykład na jakieś urządzenie, do jakiegoś budynku, który był ważny z punktu widzenia wyników badań, to trzeba było zgłaszać, dawali nam kierowcę, który nas wiózł. Był tam przedstawiciel też komisji rosyjskiej.”).
Można z tego wnioskować, że polska strona nie dysponuje absolutnie żadną dokumentacją z pierwszych godzin po katastrofie, a jedynie tym, co przygotowali, czyli „zabezpieczyli” Rosjanie. Pomijam już w tym miejscu, szeroko opisywaną, kwestię zabezpieczania sprzętu natowskiego, telefonów, danych, że o ciałach ofiar nie wspomnę ani też o mitycznej wyprawie polskich archeologów. Oczywiście jest to stan na życzenie polskiego „rządu”, który potrafi dzielnie przeciwstawiać się Stanom Zjednoczonym pchającym się do Polski z tarczą rakietową, ale już wobec Moskwy w przypadku największej polskiej powojennej tragedii, zgina się jak scyzoryk (w osobach wszystkich ministrów ze szczególnym uwzględnieniem rzecznika Grasia potrafiącego nawet padać plackiem przed Rosją).
Jest ciekawy paradoks, ponieważ zrazu nie można było za żadne skarby fotografować i filmować miejsca katastrofy, ale parę parę dni później okazało się, że można na pamiątkę poszczególne szczątki zbierać. No ale mniejsza z tym. Całe wystąpienie płk. dr. Klicha daje asumpt nie tylko do twierdzenia, iż mamy do czynienia z kompletnym bezprawiem w przypadku śledztwa ws. katastrofy z 10 kwietnia, ale też z niekompetencją o szokującej skali.
Tę sytuację w ciekawy sposób na posiedzeniu owej komisji tłumaczył przedstawiciel MON-u niejaki M. Idzik: „Pytanie jest takie: gdybyśmy nie zastosowali konwencji chicagowskiej, co byśmy zastosowali? Ministerstwo Obrony Narodowej ma podpisane porozumienie z Ministerstwem Obrony Federacji Rosyjskiej w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego. To porozumienie nie określa żadnych zasad. Ono mówi, że ma być to wyjaśnione wspólnie. Czyli, abyśmy mogli procedować w trybie tego porozumienia, należałoby podpisać umowę. Podpisać, określić zasady, wobec których jak należałoby postępować. Takiej umowy nie było. Ja ze słów pana pułkownika wysnułem, że na przyszłość można takie porozumienie podpisać, prawda? Tak należy pana intencję odczytywać? Ano właśnie, to była sugestia. Czyli ono na dzień rozpatrywania sprawy nie istniało, nie było zapisane, czyli nie było wobec czego postępować. Zatem przyjęcie procedury, która wynika z konwencji chicagowskiej zapewniało realizację i polecenia Rady Ministrów o najbardziej sprawnym i jawnym procedowaniu, zaś próba przyjęcia procedury odrębnej mogłaby stwarzać wrażenie, że strona polska nie chce przyjąć podstawy działania jako w konwencji chicagowskiej, co mogłoby dopiero spowodować wydłużenie postępowania, wypracować pewnego stanowiska, co na pewno opóźniłoby proces badania i oddaliłoby podanie opinii publicznej wyników tego postępowania.
Ja mam pełną świadomość tego, że jeśli nie konwencja chicagowska, to co? To co?”
Ten cały Idzik, zadając tego rodzaju tępe aż do bólu pytania, powinien jakąś nagrodę dostać od premiera za wykazanie się pełnym zrozumieniem sytuacji (i na sali sejmowej w trakcie pytań, i generalnie na poziomie geopolitycznym i przyjaznych relacji z Moskwą). Takiemu urzędnikowi po prostu przez myśl nie przejdzie, że w sytuacji tak nadzwyczajnej, całkowicie bezprecedensowej, premier może powołać specjalny zespół ekspertów z prawnikami na czele i na poziomie międzyrządowym doprowadzić do podpisania umowy. Abstrahuję już od tego, na co wskazywała „Rz”, czyli umowie z Rosją z 1993 r., o której to umowie, jak można sądzić, gabinet ciemniaków nie miał bladego pojęcia lub wolał nie wiedzieć. A może takiemu Idzikowi się zdaje, że właśnie w sytuacjach ekstremalnych nie ma co się bawić w jakieś specjalne umowy i specjalne zespoły śledczo-eksperckie? Może, tylko w takim razie nie powinien pracować w MON-ie, tylko w administracji stołecznych ogródków działkowych najwyżej.
Zostawmy jednak ludzi z ekstraklasy i zejdźmy na ziemię. Jest bowiem kilka rzeczy, na które warto po tych trzech miesiącach zwrócić uwagę. Po pierwsze, jak wspomniałem, brak dokumentacji ze strony polskiej i totalny bałagan prawny. Po drugie, nieuczestniczenie polskich patomorfologów w sekcjach zwłok (wiemy tylko, że Polacy brali udział tylko przy niektórych identyfikacjach ciał). Po trzecie, rażąca wprost opieszałość strony rosyjskiej, jeśli chodzi o przekazywanie akt śledztwa. Po czwarte, niezwykłe perypetie zawartości czarnych skrzynek. Po piąte, niszczenie dowodów rzeczowych. Po szóste nieprawdopodobna wprost stronniczość ekspertów i mediów. Po siódme, akcja dezinformacyjna, po której trudno ustalić, jaki był tak naprawdę przebieg zdarzeń z udziałem polskiego samolotu (i rosyjskiego Iła). Po ósme, co chyba najważniejsze, kilkunastominutowa, jeśli nie dłuższa, luka czasowa związana z wszczęciem akcji ratunkowej – nie wiemy (i niewykluczone, że się nie dowiemy), czy faktycznie nie było na miejscu tragedii osób, które mogły być reanimowane. Po dziewiąte, kilkugodzinne milczenie „rządu”, jak pamiętamy premier „leci” i „leci” do stolicy i dolecieć nie może – nie wygłasza żadnego przemówienia do Polaków, ale za to przed nadzwyczajnym, popołudniowym posiedzeniem „Rady Ministrów” rozmawia telefonicznie z Putinem. Treść tej rozmowy nie jest nam szerzej znana.
Nie wiemy też, kto tak naprawdę i na jakiej prawnej podstawie podjął decyzję o takim a nie innym procedowaniu „śledczym” po katastrofie 10 kwietnia. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można sądzić, że nie była to samodzielna decyzja Tuska ani tym bardziej gajowego, który na wielu rzeczach się świetnie zna, ale gdy ma na czas wydruki z wikipedii. Co ciekawsze, płk. dr Klich w swych wypowiedziach przed komisją także nie wie, kto zadecydował. Inni przedstawiciele „rządu” uczestniczący w tym posiedzeniu, także. Więc kto? Szef FSB? Ambasador Rosji? Stanisław Ciosek? Czy jakiś batiuszka z WSI? Być może gdy premier na wniosek mec. S. Hambury zostanie przesłuchany przez prokuraturę, zdradzi nam tę wielką tajemnicę.
Na razie pozostaje nam analiza bezcennych wypowiedzi płk. dr. Klicha (ze słynnego programu w Trójce u K. Strzyczkowskiego) na temat procedowania w rosyjskim stylu:
„K.S.: Na konferencji w Moskwie z przedstawicielami MAK powiedział Pan, że nie odniósł Pan wrażenia jakoby na pilotów wywierana była jakakolwiek presja. Niedawno na antenie tvn24 przyznał Pan, że istnieje możliwość wywierania pewnej presji. Zmienił pan zdanie? Może pod wpływem czegoś?
E.K: Nie, nie zmieniłem zdania. Na konferencji w Moskwie nie miałem pełnej wiedzy, ponieważ nie miałem stenogramów jeszcze. Ja miałem tylko jedną kartkę właśnie tak 16 minut gdzieś przed zdarzeniem. Otrzymałem ją w celu ustalenia osoby, która wtedy była w kokpicie, w kabinie pilotów. To była inna osoba. Natomiast natychmiast po konferencji, bo byłem zaskoczony tą informacją – to Pani Anodina to chyba powiedziała, że przekazała coś czego ja nie widziałem i natychmiast po konferencji poprosiłem o cały stenogram. Otrzymałem go i teraz mam pełny obraz. I stąd ta… to nie jest zmiana zdania tylko po prostu mam więcej informacji. I tutaj trochę zostałem zaskoczony – muszę powiedzieć prawdę – tą informacją podaną na konferencji przez MAK.” (http://ndb2010.wordpress.com/analiza-wypowiedzi-sledczych-po-19-maja-2010-roku/)
I jeszcze ciekawostka medialna, którą przytaczam za komentatorką Magdą (artykuł z 10 kwietnia pisany o (od?) godz. 7:50): http://www.samoloty.pl/index.php/artykuly-lotnicze/4986-katastrofa-rzadowego-tupovlewa
I złota myśl płk. dr. Klicha: „Ja dziwię się, że te fobie antyrosyjskie ciągle takie duże są w społeczeństwie.” (w programie K. Strzyczkowskiego)
http://zbigniewkozak.pl/?p=1220 (Klich w sejmie)
http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/54/3049/czy-polscy-piloci-chcieli-sie-zabic
http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/57/3133
28 cze 2010
26 cze 2010
Dyktatura ciemniaków
Chcieliby wszystkiego, chcieliby władzy absolutnej jak PZPR, chcieliby monopolu medialnego (może takiego jak RSW-Prasa-Książka-RUCH?) i uważają to za demokrację. D. Tusk, tzw. polski premier, który kuląc ogon, jak psiak, przekazał Rosjanom śledztwo w sprawie największej powojennej polskiej tragedii, na ustalonych przez tychże Rosjan podstawach prawnych, teraz straszliwie pręży mięśnie twarzy i zaciska zęby, mówiąc o bracie zabitego Prezydenta. Tusk, tzw. polski premier, który wpada we wściekłość, bo ma być debata w publicznej telewizji, już nie pamięta debaty z wyjącymi ciemniakami na widowni, którzy pomagali mu wzmocnić załganą argumentację, z którą wyjechał zapowiadając Irlandię 2 i cud gospodarczy. Jeśli miałby honor, to najpierw przypomniałby sobie, ile sam nakłamał publicznie (http://www.po.org.pl/pl/aktualnosci/newsy/art69,debata-tusk-kaczynski-brawo-tusk.html), i ile nakłamali przedstawiciele jego ciemniackiego gabinetu przez te ostatnie lata, nie robiąc dosłownie NIC dla poprawy bytu Polaków.
Ale to wszystko nic, bo nie tylko to pokolenie, lecz następne będą z tym gabinetem ciemniaków wiązać jedno jedyne wydarzenie: zamach 10 kwietnia w Smoleńsku i śmierć blisko setki osób z Prezydentem na czele. Gabinet ciemniaków będzie na zawsze łączony z tą tragedią i z tą Targowicą piekielną, jakiej się dopuścił w chwili, gdy do tragedii doszło, bo nawet w obliczu tak wielkiego wstrząsu, takiej daniny krwi, ten ciemniacki rząd, z najdzielniejszym premierem na czele, nie był w stanie bronić pamięci poległych, bezpieczeństwa kraju i polskiego interesu narodowego.
Zauważmy - ciemniacy są straszliwie, niesamowicie groźni, gdy chodzi o kaczyzm, o IV RP, o USA („nie jesteśmy 50 stanem”), o Pakt Północnoatlantycki („wyjdziemy z Afganistanu nawet bez decyzji NATO”), o oszołomów, o Macierewicza, o Pospieszalskiego, o Sakiewicza, o Ziemkiewicza itd., ale gdy przemawia Merkel lub Putin, robią się ludzikami wielkości pantofelków. Potrzebny jest mikroskop, żeby tych ludzików wtedy odnaleźć.
Na zawsze będziemy pamiętać to oblicze Tuska, gdy siedział przed ruskim laptopem obok Putina i nasłuchiwał, jak na tureckim kazaniu, co też Ruscy na temat katastrofy gadają. Szef polskiego rządu. Reprezentant polskiego narodu. Zapamiętamy też pośpiech, z jakim Komorowski rzucił się do obsadzania stanowisk po osobach zabitych pod Smoleńskiem. Trzeba położyć kres tej dyktaturze ciemniaków, bo ci ludzie nam zaczną wnet mówić, co mamy myśleć, co mamy mówić i jak się zachowywać – i będą sprawdzać, czy się do ich dekalogu stosujemy, czy jesteśmy zdyscyplinowani, czy jesteśmy karni. Są wszak tak mądrzy i krystaliczni moralnie, nieskazitelni i dzielni, zdekomunizowani jak R. Sikorski i antykorupcyjni jak J. Pitera z J. Palikotem razem wzięci, przyjaźni jak S. Niesiołowski z K. Kutzem, W. Bartoszewski z A. Michnikiem albo A. Wajda z Mazowieckim (ojcem lub synem), śpiewni jak Z. Hołdys i Kora, obiektywni i bezstronni, jak T. Lis, J. Żakowski i M. Olejnik, że właściwie nie pozostaje nam nic innego, jak naśladować ich, upodabniać się do nich, przylgnąć do nich jak do mistrzów życia duchowego i cielesnego.
Jeśli nie udało nam się położyć kresu dyktaturze ciemniaków w 1989 r. i jedną dyktaturę zastąpiła inna, to albo zatrzymamy ciemniaków teraz, albo – jestem tego pewien – zmiażdżą nas w taki sam sposób, jak Gomułka z Jaruzelem miażdżyli prawych Polaków na bruku polskich ulic. Jaruzel, jak wiemy, poparł Komorowskiego, Urban, Cimoszewicz i im podobni też. Gomułka z Siwickim mogą Komorowskiego poprzeć już tylko zza grobu, ale na pewno też popierają, bo zgoda buduje.
Ale to wszystko nic, bo nie tylko to pokolenie, lecz następne będą z tym gabinetem ciemniaków wiązać jedno jedyne wydarzenie: zamach 10 kwietnia w Smoleńsku i śmierć blisko setki osób z Prezydentem na czele. Gabinet ciemniaków będzie na zawsze łączony z tą tragedią i z tą Targowicą piekielną, jakiej się dopuścił w chwili, gdy do tragedii doszło, bo nawet w obliczu tak wielkiego wstrząsu, takiej daniny krwi, ten ciemniacki rząd, z najdzielniejszym premierem na czele, nie był w stanie bronić pamięci poległych, bezpieczeństwa kraju i polskiego interesu narodowego.
Zauważmy - ciemniacy są straszliwie, niesamowicie groźni, gdy chodzi o kaczyzm, o IV RP, o USA („nie jesteśmy 50 stanem”), o Pakt Północnoatlantycki („wyjdziemy z Afganistanu nawet bez decyzji NATO”), o oszołomów, o Macierewicza, o Pospieszalskiego, o Sakiewicza, o Ziemkiewicza itd., ale gdy przemawia Merkel lub Putin, robią się ludzikami wielkości pantofelków. Potrzebny jest mikroskop, żeby tych ludzików wtedy odnaleźć.
Na zawsze będziemy pamiętać to oblicze Tuska, gdy siedział przed ruskim laptopem obok Putina i nasłuchiwał, jak na tureckim kazaniu, co też Ruscy na temat katastrofy gadają. Szef polskiego rządu. Reprezentant polskiego narodu. Zapamiętamy też pośpiech, z jakim Komorowski rzucił się do obsadzania stanowisk po osobach zabitych pod Smoleńskiem. Trzeba położyć kres tej dyktaturze ciemniaków, bo ci ludzie nam zaczną wnet mówić, co mamy myśleć, co mamy mówić i jak się zachowywać – i będą sprawdzać, czy się do ich dekalogu stosujemy, czy jesteśmy zdyscyplinowani, czy jesteśmy karni. Są wszak tak mądrzy i krystaliczni moralnie, nieskazitelni i dzielni, zdekomunizowani jak R. Sikorski i antykorupcyjni jak J. Pitera z J. Palikotem razem wzięci, przyjaźni jak S. Niesiołowski z K. Kutzem, W. Bartoszewski z A. Michnikiem albo A. Wajda z Mazowieckim (ojcem lub synem), śpiewni jak Z. Hołdys i Kora, obiektywni i bezstronni, jak T. Lis, J. Żakowski i M. Olejnik, że właściwie nie pozostaje nam nic innego, jak naśladować ich, upodabniać się do nich, przylgnąć do nich jak do mistrzów życia duchowego i cielesnego.
Jeśli nie udało nam się położyć kresu dyktaturze ciemniaków w 1989 r. i jedną dyktaturę zastąpiła inna, to albo zatrzymamy ciemniaków teraz, albo – jestem tego pewien – zmiażdżą nas w taki sam sposób, jak Gomułka z Jaruzelem miażdżyli prawych Polaków na bruku polskich ulic. Jaruzel, jak wiemy, poparł Komorowskiego, Urban, Cimoszewicz i im podobni też. Gomułka z Siwickim mogą Komorowskiego poprzeć już tylko zza grobu, ale na pewno też popierają, bo zgoda buduje.
22 cze 2010
Glossa do Ściosa
Ścios ma absolutną rację, co do kompromitacji zakłamanych sondażowni, jak jednak doskonale wszyscy wiemy, tymże placówkom „badawczym”, które działają wyłącznie na obszarze perswazji i manipulacji, wcale nie chodzi o dostarczenie rzetelnych danych o rzeczywistości społecznej. Nie po to te placówki powstały i nie po to się w nich zatrudnia speców od „ankietowania” czy „sondowania”. Wystarczy zresztą posłuchać tłumaczeń ludzi szefujących tym placówkom. Potrafią oni albo zrzucać winę na respondentów, albo tłumaczyć się tym, że niewłaściwa „próba” im wyszła. Nie przeszkadza im to jednak wcale w publikowaniu niereprezentatywnych „badań”, które następnie z werwą komentują dziennikarze przyzwyczajeni do tego, że mają się zajmować propagandą, a nie służbą obywatelom. Oczywiście propaganda to też służba, tylko że establishmentowi. W przypadku natomiast zakłamanych sondażowni, których skandaliczne „badania” pojawiają się od wielu już lat, to aż dziw, że część naukowców (rozsądnych, bo nie mam na myśli tych środowisk oddanych nowej lub starej nomenklaturze) nie nawołuje do zamknięcia tychże placówek oraz do niezlecania im jakichkolwiek badań. Należy bowiem utwierdzać opinię publiczną i polskie społeczeństwo w przekonaniu, że nie powinno się udzielać żadnych informacji tymże sondażowniom i nie powinno się im powierzać żadnych „analiz zachowań społecznych”, „preferencji wyborczych” itd. Jeśli konsekwentnie będzie się przekazywać społeczeństwu taką opinię o sondażowniach skończy się na tym, że nie będą one dysponowały nawet szczątkowymi danymi, które mogłyby wykorzystywać do manipulacji i perswazji, a w rezultacie zaczną te placówki upadać, czego im szczerze życzę. Po drugie należałoby konsekwentnie nie powoływać się na „wyniki badań” tego rodzaju sondażowni, by nie upowszechniać ich manipulacji.
To tyle o „badaniach”. Piszę to na marginesie tekstu Aleksandra Ściosa (http://cogito.salon24.pl/197543,bez-zludzen), pod którym to tekstem pojawiła się dyskusja dotycząca strategii uzyskiwania szerszego społecznego poparcia przez J. Kaczyńskiego w II turze wyborów prezydenckich. Zgadzam się i z tym, co napisał Ścios, i z tym, co głosi dr B. Fedyszak-Radziejowska (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100622&typ=my&id=my11.txt) – nie powinno się liczyć na przyciąganie elektoratu komunistycznego, a już zwłaszcza establishmentu komunistycznego, który jest antypolski. Przed chwilą (kwadrans po ósmej) w Jedynce słyszałem „prof. K. Kika”, który mówił o nacjonalizmie, wstecznictwie i reakcji (!) we... współczesnej Polsce – w przeciwieństwie do „postępowych idei lewicowych”; ci ludzie tak właśnie myślą. Nie muszę zresztą dodawać, że od niedzielnego wieczoru wielu postpeerelowskich dziennikarzy aż kwiczy z radości na wieść o „sukcesie” Napieralskiego. Ja uważam, że nawet nie powinno się dążyć do przeciągania środowisk komunistycznych, stojąc na gruncie konserwatywno-niepodległościowym, zwłaszcza jeśli ten grunt uważa się za podstawę sanacji polskiego państwa.
Przywoływana bywa w tym kontekście dyskusji o dalszej strategii PiS-u wypowiedź jednego z przedstawicieli SLD brzmiąca tak: „Nie zagłosuję na Komorowskiego. Po tym, co widziałem w dniu 10 kwietnia w dniu straszliwej katastrofy, kiedy przyjechałem na polecenie Grzegorza Napieralskiego zastępować go na posiedzeniu Konwentu Seniorów, kiedy wszedłem do gabinetu marszałka chwile po skończonym nagrywaniu expose marszałka wypełniającego obowiązki prezydenta, kiedy w jego gabinecie zobaczyłem Sławomira Nowaka, wtedy pomyślałem ze przyjaciel pomaga przyjacielowi. Jak się okazało tam już wtedy był szef sztabu wyborczego pana Komorowskiego, otoczenie pana Komorowskiego zachowywało się jak stado sępów na pobojowisku. Nigdy w życiu nie zagłosuję na Komorowskiego w drugiej turze.” (http://cogito.salon24.pl/197543,bez-zludzen#comment_2802161) Wszystko to fajnie – tylko powstaje jedno pytanie: dlaczego ludzie SLD i świadkowie skandalicznych zachowań Komorowskiego i jego kolesi nie nagłaśniają tej hucpy? Dlaczego nie trąbią od rana do wieczora o stadzie sępów, tylko, tak jak choćby wspomniany Kik, z całkowitym przekonaniem mówią o poparciu w II turze właśnie Komorowskiego?
Odpowiedź jest prosta: bo sami są stadem sępów. Pamiętam to mocne wrażenie, jakie zrobił na mnie klęczący przy trumnach osób poległych w ziemi smoleńskiej, G. Napieralski i sądziłem, że po tragedii z 10 kwietnia jego środowisko zrozumie, na czym polega obrona polskiego interesu i może choć trochę przybliży się do idei niepodległościowej, skoro w takich okolicznościach wysocy przedstawiciele SLD (wraz z kandydatem na prezydenta) zginęli. Tymczasem nie! Środowisko to otrząsnęło się z tej tragedii, jak pies z wody po wyjściu z rzeki. Już przecież sam fakt, że Komorowski ze swymi ludźmi zachowywał się jak zachowywał, że gabinet ciemniaków tak potraktował delegację prezydencką do Katynia, jak potraktował, że żaden z ministrów (ani Klich, ani Sikorski, ani Janicki, ani Arabski) nie podał się z marszu do dymisji, biorąc przynajmniej część odpowiedzialności na siebie za to, co się wydarzyło – powinien nakazywać ludziom SLD trzymanie się jak najdalej od tego stada sępów. Komuniści jednak wcale nie zamierzają tak działać, tylko już, zgodnie ze swoimi obyczajami, kalkulują, gdzie co uda się ugrać jak najlepiej i kiedy znowu będzie można przejść do czerwonej ofensywy zmierzającej do kolejnej obyczajowej i kulturowej rewolucji.
Jeśli więc tragedia smoleńska i krew przyjaciół czy kolegów (tak przecież o poległych ludzie Napieralskiego mówili) spłynęła po środowisku SLD jak wiosenny deszcz po czerwonych dachówkach, to środowisko Kaczyńskiego powinno myśleć głównie o tych wyborcach, którzy wciąż nie zdecydowali się na udział w wyborach, a nie o żadnych „ludziach lewicy”, zgodnie zresztą z hasłem: Polska jest najważniejsza. Dla czerwonych, pragnę przypomnieć, Polska nigdy nie była i nie jest najważniejsza.
To tyle o „badaniach”. Piszę to na marginesie tekstu Aleksandra Ściosa (http://cogito.salon24.pl/197543,bez-zludzen), pod którym to tekstem pojawiła się dyskusja dotycząca strategii uzyskiwania szerszego społecznego poparcia przez J. Kaczyńskiego w II turze wyborów prezydenckich. Zgadzam się i z tym, co napisał Ścios, i z tym, co głosi dr B. Fedyszak-Radziejowska (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100622&typ=my&id=my11.txt) – nie powinno się liczyć na przyciąganie elektoratu komunistycznego, a już zwłaszcza establishmentu komunistycznego, który jest antypolski. Przed chwilą (kwadrans po ósmej) w Jedynce słyszałem „prof. K. Kika”, który mówił o nacjonalizmie, wstecznictwie i reakcji (!) we... współczesnej Polsce – w przeciwieństwie do „postępowych idei lewicowych”; ci ludzie tak właśnie myślą. Nie muszę zresztą dodawać, że od niedzielnego wieczoru wielu postpeerelowskich dziennikarzy aż kwiczy z radości na wieść o „sukcesie” Napieralskiego. Ja uważam, że nawet nie powinno się dążyć do przeciągania środowisk komunistycznych, stojąc na gruncie konserwatywno-niepodległościowym, zwłaszcza jeśli ten grunt uważa się za podstawę sanacji polskiego państwa.
Przywoływana bywa w tym kontekście dyskusji o dalszej strategii PiS-u wypowiedź jednego z przedstawicieli SLD brzmiąca tak: „Nie zagłosuję na Komorowskiego. Po tym, co widziałem w dniu 10 kwietnia w dniu straszliwej katastrofy, kiedy przyjechałem na polecenie Grzegorza Napieralskiego zastępować go na posiedzeniu Konwentu Seniorów, kiedy wszedłem do gabinetu marszałka chwile po skończonym nagrywaniu expose marszałka wypełniającego obowiązki prezydenta, kiedy w jego gabinecie zobaczyłem Sławomira Nowaka, wtedy pomyślałem ze przyjaciel pomaga przyjacielowi. Jak się okazało tam już wtedy był szef sztabu wyborczego pana Komorowskiego, otoczenie pana Komorowskiego zachowywało się jak stado sępów na pobojowisku. Nigdy w życiu nie zagłosuję na Komorowskiego w drugiej turze.” (http://cogito.salon24.pl/197543,bez-zludzen#comment_2802161) Wszystko to fajnie – tylko powstaje jedno pytanie: dlaczego ludzie SLD i świadkowie skandalicznych zachowań Komorowskiego i jego kolesi nie nagłaśniają tej hucpy? Dlaczego nie trąbią od rana do wieczora o stadzie sępów, tylko, tak jak choćby wspomniany Kik, z całkowitym przekonaniem mówią o poparciu w II turze właśnie Komorowskiego?
Odpowiedź jest prosta: bo sami są stadem sępów. Pamiętam to mocne wrażenie, jakie zrobił na mnie klęczący przy trumnach osób poległych w ziemi smoleńskiej, G. Napieralski i sądziłem, że po tragedii z 10 kwietnia jego środowisko zrozumie, na czym polega obrona polskiego interesu i może choć trochę przybliży się do idei niepodległościowej, skoro w takich okolicznościach wysocy przedstawiciele SLD (wraz z kandydatem na prezydenta) zginęli. Tymczasem nie! Środowisko to otrząsnęło się z tej tragedii, jak pies z wody po wyjściu z rzeki. Już przecież sam fakt, że Komorowski ze swymi ludźmi zachowywał się jak zachowywał, że gabinet ciemniaków tak potraktował delegację prezydencką do Katynia, jak potraktował, że żaden z ministrów (ani Klich, ani Sikorski, ani Janicki, ani Arabski) nie podał się z marszu do dymisji, biorąc przynajmniej część odpowiedzialności na siebie za to, co się wydarzyło – powinien nakazywać ludziom SLD trzymanie się jak najdalej od tego stada sępów. Komuniści jednak wcale nie zamierzają tak działać, tylko już, zgodnie ze swoimi obyczajami, kalkulują, gdzie co uda się ugrać jak najlepiej i kiedy znowu będzie można przejść do czerwonej ofensywy zmierzającej do kolejnej obyczajowej i kulturowej rewolucji.
Jeśli więc tragedia smoleńska i krew przyjaciół czy kolegów (tak przecież o poległych ludzie Napieralskiego mówili) spłynęła po środowisku SLD jak wiosenny deszcz po czerwonych dachówkach, to środowisko Kaczyńskiego powinno myśleć głównie o tych wyborcach, którzy wciąż nie zdecydowali się na udział w wyborach, a nie o żadnych „ludziach lewicy”, zgodnie zresztą z hasłem: Polska jest najważniejsza. Dla czerwonych, pragnę przypomnieć, Polska nigdy nie była i nie jest najważniejsza.
21 cze 2010
Back in the USSR?
Zanim wyjdziemy z NATO i dołączymy do WNP, Polacy powinni na własne oczy ujrzeć dokładne zdjęcia satelitarne z 10 kwietnia, którymi nasi sojusznicy dysponują. Oczywiście tymi jedenastoma latami w Pakcie Północnoatlantyckim nie ma co się tak bardzo przejmować, ponieważ jest to nic wobec kilkudziesięcioletniej przynależności do przygotowującego się od lat 60. do nuklearnego ataku na kraje zachodnie, Układu Warszawskiego (sama Rosja sowiecka ćwiczyła taki atak już w 1954 r. na poligonie Tockoje). Jeśli zresztą weźmiemy pod uwagę to, że w 1985 r. przedłużono UW o 20 lat, to właściwie nie należymy do niego raptem 5 lat, a 14 maja br. upłynęło 55 lat od powstania UW. Zdjęcia satelitarne dotyczące przebiegu zdarzeń 10 kwietnia pomogłyby współczesnym Polakom, zwłaszcza tym sentymentalistom usilnie pragnącym powrotu do bloku sowieckiego utwierdzić się w przekonaniu, że właśnie pod takim rosyjskim butem chcą znowu długo i szczęśliwie żyć. Pod butem rosyjskim bowiem jest bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej, nawet, jeśli but ten czasami niektórych, pomniejszych z punktu widzenia Kremla, ludzi zgniata.
W. Biernacki w ostatnim „Nowym Państwie” (5/2010), w tekście „Imperialna Rosja?”, przypomniał, że nasz wschodni sąsiad to kraj, w którym obywatele (rzekłbym: poddani) przez 70 lat żyli w totalitaryzmie. Szmat czasu. Znaczy to, ni mniej ni więcej, że kilka pokoleń Rosjan mentalnie zakorzenionych jest w rzeczywistości wszechobecnego kłamstwa i przemocy, a więc właściwie nie zna doświadczenia wolności. Niewykluczone też, że nie jest w stanie zrozumieć, czym jest prawda, dobroć, solidarność, uczciwość czy prawość. Biorąc jednak pod uwagę to, że mentalność wielu Polaków kształtowana była po wojnie przez Rosjan i ludzi wysługujących się Rosji, powstaje pytanie, czy proces sowietyzacji i rusyfikacji nie dokonał jednak nieodwracalnych zmian także w naszym kraju. Wydawałoby się bowiem, że z polską mentalnością i narodowością nierozerwalnie łączy się umiłowanie wolności – tymczasem spotykamy, słyszymy i widzimy ludzi, którzy zachwalają sobie niewolę, którzy z pełnym zrozumieniem przyjmują i kłamstwo, i przemoc. Mało tego, im większe kłamstwo, im większa przemoc, tym większy respekt u tychże ludzi. Dokładnie tak, jak w czasach komunistycznych.
Potęga komunizmu polega na tym (zwrócił uwagę na to J. Mackiewicz), że wprowadza on niewolnictwo duchowe, że podporządkowuje on sobie ludzi na poziomie duchowym, a nie tylko fizycznym. Zniewolenie duchowe może zaś trwać całymi dziesięcioleciami i być przekazywane z pokolenia na pokolenie jako „realpolitik” w ramach sowieckiego ładu. Zniewolenie duchowe może być czymś tak silnym, że niewolnicy zachowują się „jak należy”, czyli są grzeczni, „słuchają się”, nawet, gdy zmienione zostają warunki społeczno-polityczne (vide pieriestrojka). Niewolnik bowiem ścierpi wszystko - dosłownie wszystko: nędzę, poniżenie, ból - prócz wolności. Wolność dla niewolnika to chaos i niebezpieczeństwo. Niewola zaś to porządek i spokój.
Zdumiewaliśmy się serwilistyczną, promoskiewską postawą gabinetu ciemniaków, postawą, która, w kontekście smoleńskiego zamachu, kwalifikuje tychże ciemniaków przed Trybunał Stanu (jeślibyśmy żyli w niepodległym, wolnym kraju), ale przecież nie mniej zdumiewająca jest postawa paru milionów Polaków, którzy z tym serwilizmem wiążą jakieś swoje wielkie życiowe nadzieje, jakąś wizję naszego (a może już tylko ichniego) kraju. Całkiem realny wydaje się więc scenariusz, w którym niepodległość Polski zostanie pogrzebana nie tylko przez promoskiewskie władze, ale przez sporą część polskich obywateli. Z tego też powodu sztab wyborczy J. Kaczyńskiego powinien pamiętać o tym, o co tak naprawdę w II turze wyborów toczy się cała gra. Podpowiem, że na pewno nie o kwestię finansowania służby zdrowia ani o zagadnienia związane z obyczajowością mniejszości seksualnych.
W. Biernacki w ostatnim „Nowym Państwie” (5/2010), w tekście „Imperialna Rosja?”, przypomniał, że nasz wschodni sąsiad to kraj, w którym obywatele (rzekłbym: poddani) przez 70 lat żyli w totalitaryzmie. Szmat czasu. Znaczy to, ni mniej ni więcej, że kilka pokoleń Rosjan mentalnie zakorzenionych jest w rzeczywistości wszechobecnego kłamstwa i przemocy, a więc właściwie nie zna doświadczenia wolności. Niewykluczone też, że nie jest w stanie zrozumieć, czym jest prawda, dobroć, solidarność, uczciwość czy prawość. Biorąc jednak pod uwagę to, że mentalność wielu Polaków kształtowana była po wojnie przez Rosjan i ludzi wysługujących się Rosji, powstaje pytanie, czy proces sowietyzacji i rusyfikacji nie dokonał jednak nieodwracalnych zmian także w naszym kraju. Wydawałoby się bowiem, że z polską mentalnością i narodowością nierozerwalnie łączy się umiłowanie wolności – tymczasem spotykamy, słyszymy i widzimy ludzi, którzy zachwalają sobie niewolę, którzy z pełnym zrozumieniem przyjmują i kłamstwo, i przemoc. Mało tego, im większe kłamstwo, im większa przemoc, tym większy respekt u tychże ludzi. Dokładnie tak, jak w czasach komunistycznych.
Potęga komunizmu polega na tym (zwrócił uwagę na to J. Mackiewicz), że wprowadza on niewolnictwo duchowe, że podporządkowuje on sobie ludzi na poziomie duchowym, a nie tylko fizycznym. Zniewolenie duchowe może zaś trwać całymi dziesięcioleciami i być przekazywane z pokolenia na pokolenie jako „realpolitik” w ramach sowieckiego ładu. Zniewolenie duchowe może być czymś tak silnym, że niewolnicy zachowują się „jak należy”, czyli są grzeczni, „słuchają się”, nawet, gdy zmienione zostają warunki społeczno-polityczne (vide pieriestrojka). Niewolnik bowiem ścierpi wszystko - dosłownie wszystko: nędzę, poniżenie, ból - prócz wolności. Wolność dla niewolnika to chaos i niebezpieczeństwo. Niewola zaś to porządek i spokój.
Zdumiewaliśmy się serwilistyczną, promoskiewską postawą gabinetu ciemniaków, postawą, która, w kontekście smoleńskiego zamachu, kwalifikuje tychże ciemniaków przed Trybunał Stanu (jeślibyśmy żyli w niepodległym, wolnym kraju), ale przecież nie mniej zdumiewająca jest postawa paru milionów Polaków, którzy z tym serwilizmem wiążą jakieś swoje wielkie życiowe nadzieje, jakąś wizję naszego (a może już tylko ichniego) kraju. Całkiem realny wydaje się więc scenariusz, w którym niepodległość Polski zostanie pogrzebana nie tylko przez promoskiewskie władze, ale przez sporą część polskich obywateli. Z tego też powodu sztab wyborczy J. Kaczyńskiego powinien pamiętać o tym, o co tak naprawdę w II turze wyborów toczy się cała gra. Podpowiem, że na pewno nie o kwestię finansowania służby zdrowia ani o zagadnienia związane z obyczajowością mniejszości seksualnych.
18 cze 2010
Przeżyjmy to jeszcze raz

Ciężko uwierzyć, że sołtys nad sołtysami otrzymuje na Czerskiej tylko 51% poparcia w pierwszej turze, a nie 56%, 67% czy 78%, przecież skoro się już pomaga kandydatowi WSI, to powinno się to robić z rozmachem, a nie tak jakoś na pół gwizdka, zwłaszcza że Czerska nawiązująca do najlepszych tradycji „Trybuny Ludu”, widzi świat dokładnie tak, jak nakazuje politbiuro. Dziwić się można by jedynie, że po 5 latach od snucia wizji o „prezydencie Tusku” i o tym, jaki będzie „premier Rokita”, ludzie z Czerskiej wpadają w ten sam kanał, ale być może w tym kanale zakłamywania rzeczywistości czują się najlepiej. Kłamstwo bowiem musi być jak nałóg, a z niego wcale nie jest łatwo wyjść, zwłaszcza jeśli się wierzy tylko w kłamstwo, w nic innego.
Przeżyjmy więc to, jak sołtys wygrywa w I turze, tak samo, jak miał wygrać Tusk. Później będziemy sołtysa pocieszać tak, jak pocieszano szefa PO - „nie przejmuj się, nadal jesteś królem sondaży”. Sprawa jednak wcale nie jest taka prosta, ponieważ w systemie kłamstwa istotną funkcję pełnią „pracownie badawcze” czy inne „instytuty”, których jedynym zadaniem jest służenie propagandzie, nie zaś jakiekolwiek analizowanie zmiennej rzeczywistości społecznej. W niepodległej Polsce zatem należałoby pozamykać i poodbierać uprawnienia wszelkim placówkom, które dopuszczają się tego rodzaju manipulacji i fałszerstw (niejednokrotnie za publiczne pieniądze), i to „w majestacie uprawiania nauki”. To jest bowiem takie uprawianie nauki, jak w „zakładach marksizmu-leninizmu”, które działały na wielu peerelowskich uczelniach. Gdyby z hukiem powywalano na bruk specjalistów od fałszowania badań opinii publicznej i gdyby groziły surowe kary za oszustwa badawcze, to może jeden z drugim cep by się najpierw dobrze zastanowił, zanim brałby się za manipulowanie na ogólnospołeczną skalę. Rzecz jasna, nie zaszkodziłoby też nałożenie dużych finansowych kar na środki przekazu rozpowszechniające takie fałszerstwa. No ale to wtedy, gdy Polska odzyska niepodległość, bo na razie jest „na dorobku”.
10 kwietnia był końcem i powinien być początkiem. Zamach smoleński tragicznie zamyka dzieje pokracznej i pożałowania godnej III RP zbudowanej na fundamencie totalnego zakłamania i totalnej niesprawiedliwości. Takie budowanie nowego państwa było drogą donikąd. Po 10 kwietnia nawet projekt „IV RP” już wydaje się nieaktualny, ponieważ konstruowany był on w wyraźnej opozycji do tego, co robiono wespół z komunistami po 1989 r., tymczasem Polska potrzebuje zupełnie nowego otwarcia, nie zaś „kolejnego etapu reformy”, rozliczeniem bowiem należy objąć nie tylko czerwonych zbrodniarzy, lecz i ludzi neokomunizmu, ludzi, którzy większe zagrożenie dla Polski widzieli w zwykłych obywatelach niż właśnie w komunistycznych zbrodniarzach, pozwalając tym ostatnim żyć w dostatku i zachować pełnię wpływów ekonomicznych i politycznych w III RP. Sprawą, która przekreśliła całkowicie różową „klasę polityczną”, był tchórzliwy i zaprzański zwrot promoskiewski, którego najbardziej szokującym przykładem była postawa gabinetu ciemniaków po tym, co stało się 10 kwietnia i po tym, jak dziesiątki tysięcy Polaków zaczęło manifestować swoje przywiązanie do ojczyzny.
Do zbudowania nowego państwa niezbędne jest definitywne odrzucenie tego wszystkiego, co przyniosła ze sobą III RP z jej zakłamanymi, uzurpatorskimi „elitami”. Wymaga to także konsekwentnego bojkotowania takich źródeł, jak zlinkowana poniżej „GW”, czy jak TVN, czy wiele innych – z publicznymi mediami włącznie (pomijając jakieś pojawiające się w nich zupełne wyjątki), a zarazem umacniania niezależnych mediów oraz budowania nowych. Stajemy teraz, po 21 latach drogi donikąd i szczególnie po 10 kwietnia, właściwie przed prostym wyborem: Polska czy Rosja. Sołtysa nad sołtysami wsparł ostentacyjnie m.in. piekielny Jaruzel i gen. Dukaczewski, Putin i Gazprom. Jarosława Kaczyńskiego wspiera Prezydent poległy w ziemi smoleńskiej. No i my wszyscy, którzy nie chcieliśmy i nie chcemy, by Polska była rosyjskim protektoratem.
PS. Dziś urodziny śp. Lecha Kaczyńskiego.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8030190,Tura_czy_tury_.html
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/35506
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100618&typ=my&id=my11.txt
http://www.fakt.pl/Rosjanie-chca-przetopic-tupolewa-,artykuly,74908,1.html
Przeżyjmy więc to, jak sołtys wygrywa w I turze, tak samo, jak miał wygrać Tusk. Później będziemy sołtysa pocieszać tak, jak pocieszano szefa PO - „nie przejmuj się, nadal jesteś królem sondaży”. Sprawa jednak wcale nie jest taka prosta, ponieważ w systemie kłamstwa istotną funkcję pełnią „pracownie badawcze” czy inne „instytuty”, których jedynym zadaniem jest służenie propagandzie, nie zaś jakiekolwiek analizowanie zmiennej rzeczywistości społecznej. W niepodległej Polsce zatem należałoby pozamykać i poodbierać uprawnienia wszelkim placówkom, które dopuszczają się tego rodzaju manipulacji i fałszerstw (niejednokrotnie za publiczne pieniądze), i to „w majestacie uprawiania nauki”. To jest bowiem takie uprawianie nauki, jak w „zakładach marksizmu-leninizmu”, które działały na wielu peerelowskich uczelniach. Gdyby z hukiem powywalano na bruk specjalistów od fałszowania badań opinii publicznej i gdyby groziły surowe kary za oszustwa badawcze, to może jeden z drugim cep by się najpierw dobrze zastanowił, zanim brałby się za manipulowanie na ogólnospołeczną skalę. Rzecz jasna, nie zaszkodziłoby też nałożenie dużych finansowych kar na środki przekazu rozpowszechniające takie fałszerstwa. No ale to wtedy, gdy Polska odzyska niepodległość, bo na razie jest „na dorobku”.
10 kwietnia był końcem i powinien być początkiem. Zamach smoleński tragicznie zamyka dzieje pokracznej i pożałowania godnej III RP zbudowanej na fundamencie totalnego zakłamania i totalnej niesprawiedliwości. Takie budowanie nowego państwa było drogą donikąd. Po 10 kwietnia nawet projekt „IV RP” już wydaje się nieaktualny, ponieważ konstruowany był on w wyraźnej opozycji do tego, co robiono wespół z komunistami po 1989 r., tymczasem Polska potrzebuje zupełnie nowego otwarcia, nie zaś „kolejnego etapu reformy”, rozliczeniem bowiem należy objąć nie tylko czerwonych zbrodniarzy, lecz i ludzi neokomunizmu, ludzi, którzy większe zagrożenie dla Polski widzieli w zwykłych obywatelach niż właśnie w komunistycznych zbrodniarzach, pozwalając tym ostatnim żyć w dostatku i zachować pełnię wpływów ekonomicznych i politycznych w III RP. Sprawą, która przekreśliła całkowicie różową „klasę polityczną”, był tchórzliwy i zaprzański zwrot promoskiewski, którego najbardziej szokującym przykładem była postawa gabinetu ciemniaków po tym, co stało się 10 kwietnia i po tym, jak dziesiątki tysięcy Polaków zaczęło manifestować swoje przywiązanie do ojczyzny.
Do zbudowania nowego państwa niezbędne jest definitywne odrzucenie tego wszystkiego, co przyniosła ze sobą III RP z jej zakłamanymi, uzurpatorskimi „elitami”. Wymaga to także konsekwentnego bojkotowania takich źródeł, jak zlinkowana poniżej „GW”, czy jak TVN, czy wiele innych – z publicznymi mediami włącznie (pomijając jakieś pojawiające się w nich zupełne wyjątki), a zarazem umacniania niezależnych mediów oraz budowania nowych. Stajemy teraz, po 21 latach drogi donikąd i szczególnie po 10 kwietnia, właściwie przed prostym wyborem: Polska czy Rosja. Sołtysa nad sołtysami wsparł ostentacyjnie m.in. piekielny Jaruzel i gen. Dukaczewski, Putin i Gazprom. Jarosława Kaczyńskiego wspiera Prezydent poległy w ziemi smoleńskiej. No i my wszyscy, którzy nie chcieliśmy i nie chcemy, by Polska była rosyjskim protektoratem.
PS. Dziś urodziny śp. Lecha Kaczyńskiego.
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,8030190,Tura_czy_tury_.html
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/35506
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100618&typ=my&id=my11.txt
http://www.fakt.pl/Rosjanie-chca-przetopic-tupolewa-,artykuly,74908,1.html
15 cze 2010
Nie jest źle
Sołtys w radiowej Jedynce (znowu po paru dniach), sołtys w RMF-ie... czy nie za mało sołtysa w mediach? Za mało, za mało. Rozglądam się, czy czasem nie idzie on ulicą. Najlepszym rozwiązaniem byłoby urządzenie reality show „Żywot Bronisława” i kamery pokazywałyby całodobowo, co robi kandydat WSI, z kim się spotyka, co je, co ogląda, co czyta i co akurat ma do powiedzenia o NATO, o ZOMO, ewentualnie o „panu Kaczyńskim”. G. Miecugow, który złapał wiatr w żagle w III RP, gdy poprowadził pierwszą edycję Big Brothera mógłby zająć się takim nowym programem, zwłaszcza że byłaby to inwestycja na przyszłość dla wielu przyjaciół gajowego, no i medialny precedens. Inwestycja by to była bez przetargu, tak jak te związane z budowami pod Euro 2012, jak odkrył J. Korwin-Mikke. Po co zresztą przetargi, gdy wszystko można załatwić w rodzinie – a przecież rodzina najważniejsza, zwłaszcza ta w tradycyjnym, sycylijskim rozumieniu.
Ale skoro już o rodzinie mowa i o WSI, to właśnie pojawił się ciekawy spór, gdyż, jak donosi „Nasz Dziennik” za portalem Agencji Lotniczej „Altair” http://www.altair.com.pl/start-4638, mjr M. Fiszer to człowiek związany z WSI (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100615&typ=po&id=po01.txt). Agencja „Altair” z kolei związana z innym brylującym w mediach ekspertem T. Hypkim, tak portretuje Fiszera: „Po zakończeniu współpracy ze Skrzydlatą Polską, mjr Fiszer przeniósł się do miesięcznika Lotnictwo (obecnie z-ca redaktora naczelnego), publikował też w tygodniku Najwyższy CZAS!, a teraz jest komentatorem lotniczym tygodnika ANGORA. W komentarzach i wywiadach stara się odwracać uwagę od rzeczywistych przyczyn katastrofy Tu-154M, głosząc nie mające żadnego pokrycia w faktach teorie o awarii silnika lub instalacji elektrycznej, czy pomyłce w ustawieniu systemu TAWS wskutek wprowadzenia danych w metrach a nie stopach. W wywiadzie dla tygodnika Wprost stwierdził, że Bogdan Klich nie ponosi odpowiedzialności za stan polskiego lotnictwa wojskowego i śmierć ponad 100 osób w katastrofach lotniczych za jego kadencji. – Tym się różnię od pana Hypkiego, że nie dokonuję takich ocen – powiedział Fiszer.” [podkr. - F.Y.M.] Wyglądałoby więc na to, że mamy jakąś klasyczną poddywanową walkę buldogów, tak jakby sypały się oficjalne scenariusze dotyczące smoleńskiej katastrofy, bo przecież, jak niedawno stwierdziła „Gazeta Polska”, Hypki - ten od „winy załogi” - bronił WSI przed PiS-em i straszliwym A. Macierewiczem (http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/187825,smolenskie-klamstwo-wsi), więc też do świętych nie należy.
Jak z kolei przypomina „Fakt” (http://www.fakt.pl/Rosjanie-chowali-do-trumien-nagie-ciala,artykuly,74545,1.html) - choć mówił o tym już parokrotnie mec. R. Rogulski - część ofiar tejże katastrofy składano do trumien bez okrycia, co jakoś szczególnie nie interesuje polskojęzycznych mediów, choć jest to skandal nie z tej ziemi po raz kolejny świadczący o wołającej o pomstę do nieba tępocie obecnego rządu. W radiowej Jedynce tymczasem w serwisie o ósmej A. Klewiado podnieconym głosem czyta, że zapewne białowieski żubr zupełnie spontanicznie i nieoczekiwanie poprze gajowego. Abstrahując od siły tego żubrowego głosu (ilekroć żubr startował w wyborach prezydenckich, to skala jego poparcia była dość skromna), to moim zdaniem byłoby to znakomite uzupełnienie po poparciu charyzmatycznego sołtysa ze strony charyzmatycznego Jaruzela. Mielibyśmy też jasność, co do wyborów, czy popieramy Polskę, czy promoskiewską neokomunę. A propos wyborów – wczoraj już słyszałem w Jedynce „uliczną sondę” dotyczącą tego, że „wielu Polaków” nie wie, na kogo będzie głosować ani nawet, czy pójdzie do wyborów. Nie jest to przypadek, bo przecież zaniżanie frekwencji może jedynie wzmocnić gajowego, a tu przecież wszyscy w sycylijskiej rodzinie czekają na zwycięstwo nowego ojca chrzestnego, a gen. Dukaczewski, jak wiemy, chłodzi już szampana. A propos starych, ale jarych generałów – we wczorajszej Jedynce pojawił się sterany życiem, ale wciąż pełen wigoru M. Barański, tenże sam, co w mundurze czytał serwisy w „Dzienniku” za stanu wojennego, a potem tzn. po „obaleniu komunizmu”, produkował się jak diabli w gadzinówce J. Urbana. No i Barański, jak się dowiedziałem, wydał właśnie książkę, którą nie wiedzieć czemu, nie interesują się żadne media, a „już prawie nakład wyczerpany, bo rozchodzi się jakby w drugim obiegu” (no kto by pomyślał, prawda?, to pewnie w związku z tym planowanym ustawowo gonieniem tych, co mają symbole komunistyczne rozpowszechniać). Barański, jak pisałem wczoraj w komentarzu u rekontry, stwierdził, że gdyby się spotkał ze św. Piotrem, to ten ostatni by powiedział: „Chodź, przynajmniej nie kłamałeś”, ale zachodziłem w głowę, po jakiego gwinta takiego gościa z kurzu otrzepali propagandyści Jedynki i wpuścili przed mikrofon. Wprawdzie prowadzący wywiad stwierdził, że książka Barańskiego demistyfikuje „Solidarność”, ale to było za mało. Wreszcie się wyjaśniło – Barański stwierdził, że nie wierzy w żadną przemianę J. Kaczyńskiego. No i nareszcie odetchnąłem z ulgą, bo już mi się wydawało, że nie rozumiem mądrości etapu i nie znam zakłamanych neopeerelowskich mediów na wylot.
Ale skoro już o rodzinie mowa i o WSI, to właśnie pojawił się ciekawy spór, gdyż, jak donosi „Nasz Dziennik” za portalem Agencji Lotniczej „Altair” http://www.altair.com.pl/start-4638, mjr M. Fiszer to człowiek związany z WSI (http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100615&typ=po&id=po01.txt). Agencja „Altair” z kolei związana z innym brylującym w mediach ekspertem T. Hypkim, tak portretuje Fiszera: „Po zakończeniu współpracy ze Skrzydlatą Polską, mjr Fiszer przeniósł się do miesięcznika Lotnictwo (obecnie z-ca redaktora naczelnego), publikował też w tygodniku Najwyższy CZAS!, a teraz jest komentatorem lotniczym tygodnika ANGORA. W komentarzach i wywiadach stara się odwracać uwagę od rzeczywistych przyczyn katastrofy Tu-154M, głosząc nie mające żadnego pokrycia w faktach teorie o awarii silnika lub instalacji elektrycznej, czy pomyłce w ustawieniu systemu TAWS wskutek wprowadzenia danych w metrach a nie stopach. W wywiadzie dla tygodnika Wprost stwierdził, że Bogdan Klich nie ponosi odpowiedzialności za stan polskiego lotnictwa wojskowego i śmierć ponad 100 osób w katastrofach lotniczych za jego kadencji. – Tym się różnię od pana Hypkiego, że nie dokonuję takich ocen – powiedział Fiszer.” [podkr. - F.Y.M.] Wyglądałoby więc na to, że mamy jakąś klasyczną poddywanową walkę buldogów, tak jakby sypały się oficjalne scenariusze dotyczące smoleńskiej katastrofy, bo przecież, jak niedawno stwierdziła „Gazeta Polska”, Hypki - ten od „winy załogi” - bronił WSI przed PiS-em i straszliwym A. Macierewiczem (http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/187825,smolenskie-klamstwo-wsi), więc też do świętych nie należy.
Jak z kolei przypomina „Fakt” (http://www.fakt.pl/Rosjanie-chowali-do-trumien-nagie-ciala,artykuly,74545,1.html) - choć mówił o tym już parokrotnie mec. R. Rogulski - część ofiar tejże katastrofy składano do trumien bez okrycia, co jakoś szczególnie nie interesuje polskojęzycznych mediów, choć jest to skandal nie z tej ziemi po raz kolejny świadczący o wołającej o pomstę do nieba tępocie obecnego rządu. W radiowej Jedynce tymczasem w serwisie o ósmej A. Klewiado podnieconym głosem czyta, że zapewne białowieski żubr zupełnie spontanicznie i nieoczekiwanie poprze gajowego. Abstrahując od siły tego żubrowego głosu (ilekroć żubr startował w wyborach prezydenckich, to skala jego poparcia była dość skromna), to moim zdaniem byłoby to znakomite uzupełnienie po poparciu charyzmatycznego sołtysa ze strony charyzmatycznego Jaruzela. Mielibyśmy też jasność, co do wyborów, czy popieramy Polskę, czy promoskiewską neokomunę. A propos wyborów – wczoraj już słyszałem w Jedynce „uliczną sondę” dotyczącą tego, że „wielu Polaków” nie wie, na kogo będzie głosować ani nawet, czy pójdzie do wyborów. Nie jest to przypadek, bo przecież zaniżanie frekwencji może jedynie wzmocnić gajowego, a tu przecież wszyscy w sycylijskiej rodzinie czekają na zwycięstwo nowego ojca chrzestnego, a gen. Dukaczewski, jak wiemy, chłodzi już szampana. A propos starych, ale jarych generałów – we wczorajszej Jedynce pojawił się sterany życiem, ale wciąż pełen wigoru M. Barański, tenże sam, co w mundurze czytał serwisy w „Dzienniku” za stanu wojennego, a potem tzn. po „obaleniu komunizmu”, produkował się jak diabli w gadzinówce J. Urbana. No i Barański, jak się dowiedziałem, wydał właśnie książkę, którą nie wiedzieć czemu, nie interesują się żadne media, a „już prawie nakład wyczerpany, bo rozchodzi się jakby w drugim obiegu” (no kto by pomyślał, prawda?, to pewnie w związku z tym planowanym ustawowo gonieniem tych, co mają symbole komunistyczne rozpowszechniać). Barański, jak pisałem wczoraj w komentarzu u rekontry, stwierdził, że gdyby się spotkał ze św. Piotrem, to ten ostatni by powiedział: „Chodź, przynajmniej nie kłamałeś”, ale zachodziłem w głowę, po jakiego gwinta takiego gościa z kurzu otrzepali propagandyści Jedynki i wpuścili przed mikrofon. Wprawdzie prowadzący wywiad stwierdził, że książka Barańskiego demistyfikuje „Solidarność”, ale to było za mało. Wreszcie się wyjaśniło – Barański stwierdził, że nie wierzy w żadną przemianę J. Kaczyńskiego. No i nareszcie odetchnąłem z ulgą, bo już mi się wydawało, że nie rozumiem mądrości etapu i nie znam zakłamanych neopeerelowskich mediów na wylot.
14 cze 2010
Rozważania o zamachu
Kluczem do rozwiązania smoleńskiej zagadki jest zachowanie najwyższych osób w polskim państwie tuż po uzyskaniu przez nie wiadomości o katastrofie. Z kim się owi politycy kontaktowali, z kim uzgadniali decyzje, z kim się konsultowali, z kim nie – w pierwszych godzinach - „lecąc i lecąc, zmierzając i zmierzając, spiesząc i spiesząc” do Warszawy? Kto im podsunął rozwiązanie, by sprawę natychmiast oddać Rosji i by z miejsca kategorycznie wykluczyć podejrzenie, co do zamachu na polską delegację z Prezydentem na czele? Czy sami na to wpadli, czy podsunęła im to „osłona”, czy też wprost przekazali im taką propozycję „bracia Moskale”, zaznaczając, że tak będzie najbezpieczniej i najlepiej dla wszystkich? Nie podejrzewam bowiem, by taki wariant podsunęli Tuskowi i jego żałosnym kolegom udającym wielkich polityków, sojusznicy z NATO. Jestem pewien, że gdyby z tymi sojusznikami w trybie nadzwyczajnym konsultowały się polskie władze, to oni taki wariant stanowczo by odradzali, sugerując natychmiastowe powołanie międzynarodowej komisji oraz postawienie polskich sił zbrojnych w stan podwyższonej gotowości w związku z bezprecedensowym, tragicznym wydarzeniem i z zagrożeniem dla stabilności naszego kraju.
Gdy powstanie kiedyś polska komisja śledcza, która zajmie się rzetelnym badaniem okoliczności związanych z katastrofą, to bezwzględnie będzie musiała przesłuchać Tuska, by dowiedzieć się, jak wyglądały kulisy podejmowania decyzji o zdaniu się 10 kwietnia 2010 r. na Moskwę. Być może na ten genialny pomysł wpadł po prostu promoskiewski od czasu współpracy z F. Siwickim Komorowski, choć wydaje mi się, że musiał to być ktoś od wielu lat związany ze służbami. Sytuacja była nadzwyczajna, więc na pewno z kimś nadzwyczajnym dokonywano błyskawicznej analizy wydarzeń. Ten ktoś mógł po prostu stwierdzić: „z dobrze poinformowanych źródeł w Rosji wiem, że to był wypadek i taką wersję dajecie do mediów; reszta później, zresztą ludzie i tak będą w ciężkim szoku, więc nie zajmą się drążeniem sprawy – jeślibyście jednak chcieli forsować inną wersję, nie ręczę z Rosję”.
Jeśli zamachu dokonały rosyjskie służby, to zlecanie tymże służbom (które rządzą przecież całą Rosją) śledztwa zakrawa na jawną kpinę, ale zarazem na akt zdrady wobec polskiego narodu i zarazem akt niewyobrażalnego wprost serwilizmu wobec agresora. Rosjanom, naturalnie, nie ma co się dziwić – w ich interesie było i jest kierowanie tym śledztwem. I to właśnie ich postawa (i przed katastrofą, i po niej) dodatkowo wzmacnia tezę o zamachu. Gdyby bowiem 10 kwietnia zaszedł wypadek i Rosjanie nie mieliby kompletnie nic z nim wspólnego, to nie robiliby też absolutnie żadnych przeszkód takiemu postawieniu sprawy: „przyjedźcie, Polacy, zbadajcie, powołajcie taką komisję, jaką chcecie, weźcie ekspertów z USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii, my zaś - w tej nadzwyczajnej sytuacji - jesteśmy do dyspozycji, pomożemy, niczego nie będziemy ruszać, też jesteśmy wstrząśnięci tą sprawą”. Nie byłoby wkręcania żarówek, zamykania pilotów Jaka-40, przeganiania fotoreporterów, tajemniczego Iła (http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-zagadkowe-odchylenie-od-kierunku-pasa-rosyjskiego-ila-76,nId,283221), wycinki drzew, niezabezpieczania terenu po wywiezieniu ciał, plombowania trumien, niezrozumiałych fragmentów w „stenogramach”, iście sowieckiej dezinformacji itd.
Gdyby to był wypadek, kontrolerzy lotu zachowywaliby się zupełnie inaczej. Przede wszystkim mówiliby: 1) poczekajcie może mgła ustąpi, 2) zorganizujemy dodatkowe oświetlenie, 3) wolno was będziemy sprowadzać – uważajcie, bardzo nierówny teren w okolicy; spróbujcie nadlecieć z drugiej strony – a w ostateczności: 4) jeśli macie jakieś problemy z aparaturą pokładową lub maszyną, dokonajcie lądowania awaryjnego, my zaś już teraz wysyłamy tam, gdzie posadzicie maszynę, natychmiastową pomoc. Pomijam w tym miejscu wielokrotnie komentowane skandaliczne zachowanie polskich władz (przed katastrofą i po niej), pomijam postaci szefa BOR-u, szefa MON-u, Arabskiego itd., pomijam też dziwaczne, tchórzliwe zachowanie dziennikarzy na miejscu i działania agentury w kraju.
Cele, które przyświecały Moskwie, mogły być następujące: 1) upokorzenie Polski/ zemsta za Gruzję, 2) oczyszczenie przedpola (zniknięcie PiS-u ze sceny polit. w Polsce), 3) przejęcie złóż gazu łupkowego lub zatrzymanie badań związanych z tymi złożami, 4) utworzenie marionetkowego rządu lub destabilizacja sytuacji w naszym kraju (zamieszki w Polsce jak w Kirgistanie – a nie konsolidacja wielu Polaków), 5) poszerzenie imperium (po odzyskanej Ukrainie), 6) zdobycie danych NATO, 7) sprawdzenie aktualnych zdolności bojowych NATO, 8) sprawdzenie reakcji „sojuszników” Polski, 9) manifestacja siły – przypomnienie światu, jak straszna i groźna może być znowu Rosja.
Dobry iluzjonista strzeże swoich tajemnic jak oka w głowie. Jego największe, popisowe numery polegają na tym, że wiemy, iż to „tylko sztuczki”, ale nie mamy pojęcia, jak tych sztuczek dokonał. Podobnie jest z tym, co dokonały specsłużby rosyjskie 10 kwietnia. Wiemy, że to był zamach, lecz usiłujemy dociec, w jaki sposób został przeprowadzony.
http://naszapolska.pl/index.php/component/content/article/42-gowne/1066-marszaek-i-generaowie
http://wiadomosci.onet.pl/11037,1607882,,5,temat.html
Gdy powstanie kiedyś polska komisja śledcza, która zajmie się rzetelnym badaniem okoliczności związanych z katastrofą, to bezwzględnie będzie musiała przesłuchać Tuska, by dowiedzieć się, jak wyglądały kulisy podejmowania decyzji o zdaniu się 10 kwietnia 2010 r. na Moskwę. Być może na ten genialny pomysł wpadł po prostu promoskiewski od czasu współpracy z F. Siwickim Komorowski, choć wydaje mi się, że musiał to być ktoś od wielu lat związany ze służbami. Sytuacja była nadzwyczajna, więc na pewno z kimś nadzwyczajnym dokonywano błyskawicznej analizy wydarzeń. Ten ktoś mógł po prostu stwierdzić: „z dobrze poinformowanych źródeł w Rosji wiem, że to był wypadek i taką wersję dajecie do mediów; reszta później, zresztą ludzie i tak będą w ciężkim szoku, więc nie zajmą się drążeniem sprawy – jeślibyście jednak chcieli forsować inną wersję, nie ręczę z Rosję”.
Jeśli zamachu dokonały rosyjskie służby, to zlecanie tymże służbom (które rządzą przecież całą Rosją) śledztwa zakrawa na jawną kpinę, ale zarazem na akt zdrady wobec polskiego narodu i zarazem akt niewyobrażalnego wprost serwilizmu wobec agresora. Rosjanom, naturalnie, nie ma co się dziwić – w ich interesie było i jest kierowanie tym śledztwem. I to właśnie ich postawa (i przed katastrofą, i po niej) dodatkowo wzmacnia tezę o zamachu. Gdyby bowiem 10 kwietnia zaszedł wypadek i Rosjanie nie mieliby kompletnie nic z nim wspólnego, to nie robiliby też absolutnie żadnych przeszkód takiemu postawieniu sprawy: „przyjedźcie, Polacy, zbadajcie, powołajcie taką komisję, jaką chcecie, weźcie ekspertów z USA, Niemiec, Wielkiej Brytanii, my zaś - w tej nadzwyczajnej sytuacji - jesteśmy do dyspozycji, pomożemy, niczego nie będziemy ruszać, też jesteśmy wstrząśnięci tą sprawą”. Nie byłoby wkręcania żarówek, zamykania pilotów Jaka-40, przeganiania fotoreporterów, tajemniczego Iła (http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-zagadkowe-odchylenie-od-kierunku-pasa-rosyjskiego-ila-76,nId,283221), wycinki drzew, niezabezpieczania terenu po wywiezieniu ciał, plombowania trumien, niezrozumiałych fragmentów w „stenogramach”, iście sowieckiej dezinformacji itd.
Gdyby to był wypadek, kontrolerzy lotu zachowywaliby się zupełnie inaczej. Przede wszystkim mówiliby: 1) poczekajcie może mgła ustąpi, 2) zorganizujemy dodatkowe oświetlenie, 3) wolno was będziemy sprowadzać – uważajcie, bardzo nierówny teren w okolicy; spróbujcie nadlecieć z drugiej strony – a w ostateczności: 4) jeśli macie jakieś problemy z aparaturą pokładową lub maszyną, dokonajcie lądowania awaryjnego, my zaś już teraz wysyłamy tam, gdzie posadzicie maszynę, natychmiastową pomoc. Pomijam w tym miejscu wielokrotnie komentowane skandaliczne zachowanie polskich władz (przed katastrofą i po niej), pomijam postaci szefa BOR-u, szefa MON-u, Arabskiego itd., pomijam też dziwaczne, tchórzliwe zachowanie dziennikarzy na miejscu i działania agentury w kraju.
Cele, które przyświecały Moskwie, mogły być następujące: 1) upokorzenie Polski/ zemsta za Gruzję, 2) oczyszczenie przedpola (zniknięcie PiS-u ze sceny polit. w Polsce), 3) przejęcie złóż gazu łupkowego lub zatrzymanie badań związanych z tymi złożami, 4) utworzenie marionetkowego rządu lub destabilizacja sytuacji w naszym kraju (zamieszki w Polsce jak w Kirgistanie – a nie konsolidacja wielu Polaków), 5) poszerzenie imperium (po odzyskanej Ukrainie), 6) zdobycie danych NATO, 7) sprawdzenie aktualnych zdolności bojowych NATO, 8) sprawdzenie reakcji „sojuszników” Polski, 9) manifestacja siły – przypomnienie światu, jak straszna i groźna może być znowu Rosja.
Dobry iluzjonista strzeże swoich tajemnic jak oka w głowie. Jego największe, popisowe numery polegają na tym, że wiemy, iż to „tylko sztuczki”, ale nie mamy pojęcia, jak tych sztuczek dokonał. Podobnie jest z tym, co dokonały specsłużby rosyjskie 10 kwietnia. Wiemy, że to był zamach, lecz usiłujemy dociec, w jaki sposób został przeprowadzony.
http://naszapolska.pl/index.php/component/content/article/42-gowne/1066-marszaek-i-generaowie
http://wiadomosci.onet.pl/11037,1607882,,5,temat.html
11 cze 2010
Kunszt
Im dłużej się zastanawiam nad smoleńskim zamachem, tym więcej zaczynam dostrzegać kunsztu służb, które za nim stały. Oczywiście rola strony polskiej w tymże zamachu jest wciąż kwestią otwartą, ale chyba nikt z nas nie spodziewał się, że tyle mediów i tylu polityków z marszu zacznie z takim szczerym zaangażowaniem forsować wersję podawaną przez Moskwę. Myślę, że dopiero te tygodnie „posmoleńskie” pokazały wielu „sceptykom”, jak niewiele neopeerel się różni od peerelu oraz udowodniły, że neokomunizm to realne zagrożenie dla naszego kraju. Jeśli doda się do tego gorączkowe ruchy sołtysa Jamajki i bezpieczniaków już w parę godzin po katastrofie (przeszukania w domach lub pokojach hotelowych wybranych ofiar i gromadzenie zupełnie niewymaganych przez Rosjan „próbek DNA”), można nabrać wprost pewności, że i nad Wisłą było szatanów sporo, co na śmierć przynajmniej części ludzi z delegacji prezydenckiej czekało wprost z niecierpliwością, tak jakby już wiedziało, że ona nastąpi. Ciekawa też jest postawa komunistów, którzy – chyba wedle tych samych wzorców, co kiedyś KPP-owcy w trakcie stalinowskich czystek – najpierw nieco „boleli” nad stratą osób ze swoich szeregów (nawet mnie, rasowemu antykomuniście zdawało się, że coś „towarzyszy” ruszyło po Smoleńsku), a teraz, jak gdyby nigdy nic, znowu czapkują Kremlowi. Widać taka już ta czerwona natura czerwonych.
Kunszt smoleńskiego zamachu polega na tym, iż dopuszcza on różne wersje swej realizacji. Jak to sobie Rosjanie zapewnili? Po pierwsze, za pomocą ciemniaków nad Wisłą. Ten ostentacyjnie prozachodni, prounijny, europejski aż do szpiku kości rząd w podskokach zaczął mizdrzyć się do kremlinów, jakby to była epoka Z. Messnera, a nie rok 2010. Putin z kolegami musiał wiedzieć, że właśnie w taki sposób ciemniacy zareagują – no, może być też tak, iż takie reakcje z ciemniakami (czy ich koordynatorami) wprost ustalił. Po drugie, pojawił się słynny generał Mgła, tak że świadkowie głównie widzieli „tumana”, nic więcej; zerwała się linia energetyczna, co od razu odcięło od prądu ludzi w okolicy, jakby komuś się uwidziało coś rejestrować; z pomocą wcale się nie spieszyli (akademicki kwadrans); wszystko się działo na zamkniętym wojskowym terenie, do którego po katastrofie nikt bez zgody służb kompletnie nie miał dostępu. Po trzecie – tę uwagę kieruję zwłaszcza do tych, co oglądali stary, ale naprawdę jary film „Koziorożec 1 (Capricorn One)” z mistyfikacją polegającą na tym, iż pozoruje się w studiu telewizyjnym lądowanie amerykańskiej załogi na Marsie (paranoicy od spiskowych teorii powątpiewają w wyprawę kosmiczną Juri Gagarina, ale to osobna historia) – tak naprawdę o tym, co się wydarzyło wiemy od rosyjskich służb, które w czym jak w czym, ale w mistyfikacjach są niedoścignione. Służby te przekazują nam zdjęcia, analizy (niektórzy blogerzy z rexturbo na czele twierdzą np. że sprawiające wrażenie spontanicznych i niemainstreamowych analizy dr. inż. Siergieja Amielina, przez to, że zmierzają do udowodnienia „winy załogi” są po prostu taką wersją służb „dla polskiej inteligencji”) - zaś te materiały budzą pewne wątpliwości choćby z tego powodu, iż pojawiają się w tychże materiałach pewne sprzeczności (zwracała na nie uwagę choćby intheclouds (http://clouds.salon24.pl/192486,dwa-miejsca-katastrofy-cz-1), której wpis teraz jest niedostępny, a wcześniej, tj. gdy był dostępny i omawiał zdjęcia z rosyjskojęzycznego forum http://smolensk.ws/blog/222.html, nie wiedzieć czemu, nie znalazł się na SG w kategorii „Katastrofa smoleńska”, tak samo zresztą jak kolejny wpis Łażącego Łazarza (http://antydziad.salon24.pl/192936,ujawniono-udzial-rosji-w-zamachu-czesc-2); czy za chwilę też nie będzie on dostępny?). Na razie nie znikają materiały z forum http://grypa666.wordpress.com/zdjecia-ze-smolenska/, gdzie gromadzone jest dosłownie wszystko związane ze smoleńskim zamachem i gdzie np. natknąłem się na komentarz przypominający o katastrofie samolotu AirFrance, który zahaczył skrzydłem/skrzydłami o drzewa w lesie, spadł, zapalił się, ale zginęło raptem kilka osób na sto kilkadziesiąt na pokładzie (http://www.youtube.com/watch?v=_EM0hDchVlY).
Jeśli ktoś nie oglądał „Superwizjera” poświęconego Smoleńskowi (linki poniżej – i proszę sobie zgrać, zanim to zniknie; nawiasem mówiąc znalazłem je na wspomnianym wyżej forum rosyjskojęzycznym), bo w materiale tym pojawiają się przeróżni świadkowie, ale akurat nie „kontrolerzy” czy „strażacy” – sami polscy dzielni i dociekliwi reporterzy zaś kręcą się wokół miejsca katastrofy, grzecznie wysłuchując zakazów funkcjonariuszy „nie nada”. No i padają tam w tym reporterskim wideo też wypowiedzi sanitariuszek rosyjskich, które najpierw doliczyły się pięciu, a niedługo później... dziewięćdziesięciu ciał na pobojowisku. Jest to o tyle zaskakujące, że – jak pamiętamy z relacji min. Kopacz – ciał w dobrym stanie było 14, a 10 nadawało się do identyfikacji po znakach szczególnych. Reszta natomiast wymagała identyfikacji genetycznej.
Nieważne już to, co mówiła Kopacz (jak wiemy wszak od mec. Rogalskiego, nie było w Moskwie żadnej sekcji zwłok z udziałem polskich patomorfologów, a jedynie identyfikacja niektórych ofiar z udziałem pani minister; polskim patomorfologom nie przekazano też próbek biologicznych zwłok do badania np. toksykologicznego) – powstaje bowiem pytanie: co to za 90 ciał tam było? Może być tak, że sanitariuszki zmyślały, ale też może być tak, iż widziały scenografię pewnego przedstawienia związanego z katastrofą. Nie można wszak podejrzewać, by te sanitariuszki wiedziały, jak wyglądają osoby, które przebywały na pokładzie polskiego tupolewa. Co więcej, na drastycznych zdjęciach, które mają pokazywać zwłoki pasażerów Tu-154M – jak już zauważyli niektórzy komentatorzy – widnieją ciała jakieś pobielone, w strojach „letnich” (10 kwietnia było dość zimno), pojawiają się nawet szczątki wskazujące na to, że to ciało dziecka. Tak się więc przy okazji zastanawiam, czy w ogóle polska prokuratura wojskowa dysponuje jakimkolwiek materiałem poglądowym znad całego pobojowiska? Czy dokonano jakiegoś oblotu, sfilmowania pozostałości po katastrofie? Czy dokonano szczegółowej filmowej i fotograficznej dokumentacji właśnie zwłok i szczątków, zanim Rosjanie zaczęli tam wycinać drzewa, nawozić ziemię i zwyczajnie „czyścić teren”? Czy też tejże prokuraturze dostarczono tego, co zgromadziły wyłącznie rosyjskie służby? Nie muszę dodawać, że jeśli te materiały zostały zrobione tak, jak słynne „stenogramy” lub tak, jak zabezpieczano miejsce katastrofy już po wywiezieniu zwłok, to polska prokuratura wojskowa może sobie obejrzeć właśnie „Koziorożca 1” w ramach korepetycji z historii medialnej manipulacji na masową skalę.
Czy wciąż nie mamy wciąż do czynienia z wielką mistyfikacją? To pytanie jako pierwszy postawił Aleksander Ścios, nakazujący wielką ostrożność przy uwzględnianiu jakichkolwiek materiałów rosyjskojęzycznych. Taka mistyfikacja nie byłaby możliwa, gdyby na szczytach władzy w Polsce nie zasiadali ciemniacy – ludzie widzący jedynie czubki własnych nosów, ludzie zdolni jedynie do nadskakiwania możniejszym tego świata, a niezdolni do odpowiedzialnego rządzenia polskim państwem. Rosyjskie służby przeprowadzając zamach wiedziały, że polskie społeczeństwo będzie w szoku, zaś przed ciemniakami wystarczy odegrać teatr (jak to dosadnie ujął A. Besancon - „potiomkinowską żałobę” (http://www.rp.pl/artykul/491391_Besancon__Zaloba__potiomkinowska.html)) i to w zupełności wystarczy, by byli usatysfakcjonowani.
Na koniec rosyjska teoria spiskowa sprzed paru lat, choć brzmi znajomo (http://www.rmf24.pl/fakty/news-rosyjscy-eksperci-tu-154-zestrzelony-rakieta,nId,89545) i jedna przestroga dla nas wszystkich (http://www.tvn24.pl/-1,1660269,0,1,tablice-ks-jerzego-zabrala--woda,wiadomosc.html).
http://www.youtube.com/watch?v=H40-WqF-fDA („Superwizjer”)
http://www.youtube.com/watch?v=5AJl4CXsBdA&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=H2ikxZnRPEY&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=dB08tmbl2TQ&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=W1gqkU8rhdA&feature=related swiadkowie
http://www.youtube.com/watch?v=ZUo1qgly3BQ&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=30s34ipA-Hg&NR=1
http://www.fakt.pl/Przerwana-rozmowa-z-ofiara-katastrofy,artykuly,71850,1.html (o 8:19)
http://www.youtube.com/watch?v=CB0-yQGz3d8&feature=related Kopacz
http://www.youtube.com/watch?v=h0KjUXOFiSM&feature=related Kopacz wywiad o identyfikacji
http://www.youtube.com/watch?v=JdB6H9kgItU&feature=related Kopacz w sejmie
zdjęcia zwłok http://smolensk.ws/blog/224.html
http://www.rmf24.pl/fakty/news-rosyjscy-eksperci-tu-154-zestrzelony-rakieta,nId,89545
http://www.tvp.info/informacje/polska/wycofalismy-sie-z-prosby-o-nawigatorow/1915524
http://clouds.salon24.pl/192486,dwa-miejsca-katastrofy-cz-1 (cenzura na s24)
http://antydziad.salon24.pl/192936,ujawniono-udzial-rosji-w-zamachu-czesc-2 (cenzura na s24)
http://grypa666.wordpress.com/zdjecia-ze-smolenska-2/
http://grypa666.wordpress.com/10-iv-swiadkowie/
http://www.youtube.com/watch?v=_EM0hDchVlY (katastrofa samolotu AirFrance w 1988 r. - samolot zahacza skrzydłem o drzewa; zginęły 3 osoby, 50 rannych, 133 osoby przeżyły (http://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_lotu_Air_France_296))
http://smolensk1004.wordpress.com/
Kunszt smoleńskiego zamachu polega na tym, iż dopuszcza on różne wersje swej realizacji. Jak to sobie Rosjanie zapewnili? Po pierwsze, za pomocą ciemniaków nad Wisłą. Ten ostentacyjnie prozachodni, prounijny, europejski aż do szpiku kości rząd w podskokach zaczął mizdrzyć się do kremlinów, jakby to była epoka Z. Messnera, a nie rok 2010. Putin z kolegami musiał wiedzieć, że właśnie w taki sposób ciemniacy zareagują – no, może być też tak, iż takie reakcje z ciemniakami (czy ich koordynatorami) wprost ustalił. Po drugie, pojawił się słynny generał Mgła, tak że świadkowie głównie widzieli „tumana”, nic więcej; zerwała się linia energetyczna, co od razu odcięło od prądu ludzi w okolicy, jakby komuś się uwidziało coś rejestrować; z pomocą wcale się nie spieszyli (akademicki kwadrans); wszystko się działo na zamkniętym wojskowym terenie, do którego po katastrofie nikt bez zgody służb kompletnie nie miał dostępu. Po trzecie – tę uwagę kieruję zwłaszcza do tych, co oglądali stary, ale naprawdę jary film „Koziorożec 1 (Capricorn One)” z mistyfikacją polegającą na tym, iż pozoruje się w studiu telewizyjnym lądowanie amerykańskiej załogi na Marsie (paranoicy od spiskowych teorii powątpiewają w wyprawę kosmiczną Juri Gagarina, ale to osobna historia) – tak naprawdę o tym, co się wydarzyło wiemy od rosyjskich służb, które w czym jak w czym, ale w mistyfikacjach są niedoścignione. Służby te przekazują nam zdjęcia, analizy (niektórzy blogerzy z rexturbo na czele twierdzą np. że sprawiające wrażenie spontanicznych i niemainstreamowych analizy dr. inż. Siergieja Amielina, przez to, że zmierzają do udowodnienia „winy załogi” są po prostu taką wersją służb „dla polskiej inteligencji”) - zaś te materiały budzą pewne wątpliwości choćby z tego powodu, iż pojawiają się w tychże materiałach pewne sprzeczności (zwracała na nie uwagę choćby intheclouds (http://clouds.salon24.pl/192486,dwa-miejsca-katastrofy-cz-1), której wpis teraz jest niedostępny, a wcześniej, tj. gdy był dostępny i omawiał zdjęcia z rosyjskojęzycznego forum http://smolensk.ws/blog/222.html, nie wiedzieć czemu, nie znalazł się na SG w kategorii „Katastrofa smoleńska”, tak samo zresztą jak kolejny wpis Łażącego Łazarza (http://antydziad.salon24.pl/192936,ujawniono-udzial-rosji-w-zamachu-czesc-2); czy za chwilę też nie będzie on dostępny?). Na razie nie znikają materiały z forum http://grypa666.wordpress.com/zdjecia-ze-smolenska/, gdzie gromadzone jest dosłownie wszystko związane ze smoleńskim zamachem i gdzie np. natknąłem się na komentarz przypominający o katastrofie samolotu AirFrance, który zahaczył skrzydłem/skrzydłami o drzewa w lesie, spadł, zapalił się, ale zginęło raptem kilka osób na sto kilkadziesiąt na pokładzie (http://www.youtube.com/watch?v=_EM0hDchVlY).
Jeśli ktoś nie oglądał „Superwizjera” poświęconego Smoleńskowi (linki poniżej – i proszę sobie zgrać, zanim to zniknie; nawiasem mówiąc znalazłem je na wspomnianym wyżej forum rosyjskojęzycznym), bo w materiale tym pojawiają się przeróżni świadkowie, ale akurat nie „kontrolerzy” czy „strażacy” – sami polscy dzielni i dociekliwi reporterzy zaś kręcą się wokół miejsca katastrofy, grzecznie wysłuchując zakazów funkcjonariuszy „nie nada”. No i padają tam w tym reporterskim wideo też wypowiedzi sanitariuszek rosyjskich, które najpierw doliczyły się pięciu, a niedługo później... dziewięćdziesięciu ciał na pobojowisku. Jest to o tyle zaskakujące, że – jak pamiętamy z relacji min. Kopacz – ciał w dobrym stanie było 14, a 10 nadawało się do identyfikacji po znakach szczególnych. Reszta natomiast wymagała identyfikacji genetycznej.
Nieważne już to, co mówiła Kopacz (jak wiemy wszak od mec. Rogalskiego, nie było w Moskwie żadnej sekcji zwłok z udziałem polskich patomorfologów, a jedynie identyfikacja niektórych ofiar z udziałem pani minister; polskim patomorfologom nie przekazano też próbek biologicznych zwłok do badania np. toksykologicznego) – powstaje bowiem pytanie: co to za 90 ciał tam było? Może być tak, że sanitariuszki zmyślały, ale też może być tak, iż widziały scenografię pewnego przedstawienia związanego z katastrofą. Nie można wszak podejrzewać, by te sanitariuszki wiedziały, jak wyglądają osoby, które przebywały na pokładzie polskiego tupolewa. Co więcej, na drastycznych zdjęciach, które mają pokazywać zwłoki pasażerów Tu-154M – jak już zauważyli niektórzy komentatorzy – widnieją ciała jakieś pobielone, w strojach „letnich” (10 kwietnia było dość zimno), pojawiają się nawet szczątki wskazujące na to, że to ciało dziecka. Tak się więc przy okazji zastanawiam, czy w ogóle polska prokuratura wojskowa dysponuje jakimkolwiek materiałem poglądowym znad całego pobojowiska? Czy dokonano jakiegoś oblotu, sfilmowania pozostałości po katastrofie? Czy dokonano szczegółowej filmowej i fotograficznej dokumentacji właśnie zwłok i szczątków, zanim Rosjanie zaczęli tam wycinać drzewa, nawozić ziemię i zwyczajnie „czyścić teren”? Czy też tejże prokuraturze dostarczono tego, co zgromadziły wyłącznie rosyjskie służby? Nie muszę dodawać, że jeśli te materiały zostały zrobione tak, jak słynne „stenogramy” lub tak, jak zabezpieczano miejsce katastrofy już po wywiezieniu zwłok, to polska prokuratura wojskowa może sobie obejrzeć właśnie „Koziorożca 1” w ramach korepetycji z historii medialnej manipulacji na masową skalę.
Czy wciąż nie mamy wciąż do czynienia z wielką mistyfikacją? To pytanie jako pierwszy postawił Aleksander Ścios, nakazujący wielką ostrożność przy uwzględnianiu jakichkolwiek materiałów rosyjskojęzycznych. Taka mistyfikacja nie byłaby możliwa, gdyby na szczytach władzy w Polsce nie zasiadali ciemniacy – ludzie widzący jedynie czubki własnych nosów, ludzie zdolni jedynie do nadskakiwania możniejszym tego świata, a niezdolni do odpowiedzialnego rządzenia polskim państwem. Rosyjskie służby przeprowadzając zamach wiedziały, że polskie społeczeństwo będzie w szoku, zaś przed ciemniakami wystarczy odegrać teatr (jak to dosadnie ujął A. Besancon - „potiomkinowską żałobę” (http://www.rp.pl/artykul/491391_Besancon__Zaloba__potiomkinowska.html)) i to w zupełności wystarczy, by byli usatysfakcjonowani.
Na koniec rosyjska teoria spiskowa sprzed paru lat, choć brzmi znajomo (http://www.rmf24.pl/fakty/news-rosyjscy-eksperci-tu-154-zestrzelony-rakieta,nId,89545) i jedna przestroga dla nas wszystkich (http://www.tvn24.pl/-1,1660269,0,1,tablice-ks-jerzego-zabrala--woda,wiadomosc.html).
http://www.youtube.com/watch?v=H40-WqF-fDA („Superwizjer”)
http://www.youtube.com/watch?v=5AJl4CXsBdA&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=H2ikxZnRPEY&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=dB08tmbl2TQ&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=W1gqkU8rhdA&feature=related swiadkowie
http://www.youtube.com/watch?v=ZUo1qgly3BQ&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=30s34ipA-Hg&NR=1
http://www.fakt.pl/Przerwana-rozmowa-z-ofiara-katastrofy,artykuly,71850,1.html (o 8:19)
http://www.youtube.com/watch?v=CB0-yQGz3d8&feature=related Kopacz
http://www.youtube.com/watch?v=h0KjUXOFiSM&feature=related Kopacz wywiad o identyfikacji
http://www.youtube.com/watch?v=JdB6H9kgItU&feature=related Kopacz w sejmie
zdjęcia zwłok http://smolensk.ws/blog/224.html
http://www.rmf24.pl/fakty/news-rosyjscy-eksperci-tu-154-zestrzelony-rakieta,nId,89545
http://www.tvp.info/informacje/polska/wycofalismy-sie-z-prosby-o-nawigatorow/1915524
http://clouds.salon24.pl/192486,dwa-miejsca-katastrofy-cz-1 (cenzura na s24)
http://antydziad.salon24.pl/192936,ujawniono-udzial-rosji-w-zamachu-czesc-2 (cenzura na s24)
http://grypa666.wordpress.com/zdjecia-ze-smolenska-2/
http://grypa666.wordpress.com/10-iv-swiadkowie/
http://www.youtube.com/watch?v=_EM0hDchVlY (katastrofa samolotu AirFrance w 1988 r. - samolot zahacza skrzydłem o drzewa; zginęły 3 osoby, 50 rannych, 133 osoby przeżyły (http://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_lotu_Air_France_296))
http://smolensk1004.wordpress.com/
8 cze 2010
Nareszcie fakty
Dni mijają, a my coraz więcej wiemy – niedługo Radio Erewań nam powie, że tak naprawdę, to okradziono konta rosyjskich funkcjonariuszy pilnujących miejsca po katastrofie smoleńskiej, a nie że jakieś ofiary ktoś z pilnujących ograbił. Pozostanie wtedy ustalić, kto łupi uczciwych funkcjonariuszy? Może jakaś polska mafia?
Tak czy tak dowiedzieliśmy się, że nie kradł OMON ani żadni funkcjonariusze i właściwie to nikt nie kradł, aczkolwiek potem się okazało, że jednak kradli żołnierze, tudzież, jak to określono na jednym z portali, „poborowi”. Poinformowano nas, że żołnierze zostali aresztowani, ale też zaraz też doniesiono, że nie zostali aresztowani, ponieważ „nie popełnili ciężkiego przestępstwa”, a tak poza tym, to znaleźli się przypadkowo w okolicach pobojowiska. Hm, niewykluczone też, dodałbym, iż ktoś z Polaków podrzucił im te karty bankomatowe, sam je uprzednio ukradłszy lub też tak naprawdę, to oni odzyskali te karty, schwytawszy polskich złodziei na gorącym uczynku – to wszystko, sądzę, jest jeszcze do ustalenia.
Zanim do tych ustaleń dojdzie, to już możemy się dowiedzieć, że lotnisko Siewiernoje nie ma własnej stacji meteorologicznej, tylko podaje prognozę „na oko”, jak donosi „Fakt”. Oczywiście nie ma to większego znaczenia dla śledztwa dotyczącego przyczyn katastrofy z 10 kwietnia, gdyż wiemy, iż rosyjskie oko o wiele więcej i dokładniej widzi niż polskie. Sporo na ten temat dowiedzieli się reporterzy „SE”, którzy odkryli, iż Rosjanie ukryli przed nami część rozmów w kokpicie, oczywiście dla naszego dobra (http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/rosjanie-ukryli-zapisy-rozmow_141868.html). Bali się bowiem, jak zareagujemy, gdy poznamy pełną prawdę (np. o tym, że gen. Błasik w ostatniej chwili wskoczył za stery i stąd to wymowne milczenie kpt. Protasiuka, milczenie, nad którym biedzili się rozmaici paranoicy z Sieci (http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-rosjanie-ukryli-zapisy-rozmow-w-kokpicie-prezydenckiego,nId,282154)). Mjr A. Szczęsny, na którego odkrycia powołują się reporterzy „SE”, nie kryje, że odkrył szczegóły rozmów z analizy fragmentów niezrozumiałych.
Z tymi całkowicie zrozumiałymi obawami Rosjan, o których wspomina „SE”, to jest podobnie jak z Wanią i Wową z „wieży kontrolnej”, co podawali załodze tupolewa zaniżoną widoczność, „by zniechęcić pilotów do lądowania”. Dziarscy „kontrolerzy”, jak dowiedzieliśmy się wczoraj wieczorem, nie zniechęcili jednak nie tylko załogi Tu-154M, ale i Jaka-40, która wylądowała „mimo zakazu” (http://www.tvn24.pl/-1,1659687,0,1,kontroler-jak_40-nas-zignorowal,wiadomosc.html), bo kapitan nie dosłyszał. To zresztą wiele tłumaczy – głusi wojskowi piloci na pokładzie polskich samolotów rządowych to temat rzeka i mam nadzieję, że T. Hypki, który wprawdzie pilotem nie jest, ale to właśnie dobrze, bo dzięki temu wie więcej, tym zagadnieniem głuchoty się zajmie, bo wszystkimi innymi już zdążył się zająć i nam dogłębnie wyjaśnić (z analizą fragmentów niezrozumiałych „stenogramu” włącznie).
Piszę o tym wszystkim, ponieważ we wczorajszym trójkowym programie R. Ziemkiewicza A. Stankiewicz z „Kommiersanta”, tzn. tfu, „Newsweeka” uznał, że publikacja „stenogramów” zamyka sprawę katastrofy, a ponadto Polacy „są już zmęczeni” dociekaniami przyczyn i „szybko zapominają o całej sprawie”. Być może Stankiewicz mówił „naród”, a myślał „dziennikarze”, ale przecież z samego wyliczenia rewelacji nagłaśnianych przez ostatnie dwa dni można dostać zawrotu głowy, więc może Stankiewicz nie śledzi tego, co się dzieje w polskojęzycznych mediach, bo był ostatnio na Jamajce? Nikt bowiem niczym nie jest zmęczony – ani P. Graś, ani J. Miller (http://www.rmf24.pl/opinie/wywiady/kontrwywiad/news-jerzy-miller-zapisy-pracy-silnikow-dowodza-ze-piloci,nId,282152), ani ganiający po wałach Donek z Bronkiem. Wszyscy uwijają się jak w ukropie albo w przededniu końca świata. Całe szczęście, że – jak zapewnił nas Graś – nie będą nas wszystkich ewakuować w kajdankach.
http://www.fakt.pl/Rosyjscy-kontrolerzy-prognozowali-pogode-na-quot-Indianina-quot-,artykuly,73926,1.html
http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-kommersant-rosjanie-podejrzani-o-kradziez-w-smolensku,nId,282150
http://www.tvp.info/informacje/swiat/zlodzieje-pieniedzy-przewoznika-schwytani/1894335
http://www.tvn24.pl/-1,1659704,0,1,pulk-chcial--by-rosyjski-nawigator-lecial-tu_154,wiadomosc.html
Tak czy tak dowiedzieliśmy się, że nie kradł OMON ani żadni funkcjonariusze i właściwie to nikt nie kradł, aczkolwiek potem się okazało, że jednak kradli żołnierze, tudzież, jak to określono na jednym z portali, „poborowi”. Poinformowano nas, że żołnierze zostali aresztowani, ale też zaraz też doniesiono, że nie zostali aresztowani, ponieważ „nie popełnili ciężkiego przestępstwa”, a tak poza tym, to znaleźli się przypadkowo w okolicach pobojowiska. Hm, niewykluczone też, dodałbym, iż ktoś z Polaków podrzucił im te karty bankomatowe, sam je uprzednio ukradłszy lub też tak naprawdę, to oni odzyskali te karty, schwytawszy polskich złodziei na gorącym uczynku – to wszystko, sądzę, jest jeszcze do ustalenia.
Zanim do tych ustaleń dojdzie, to już możemy się dowiedzieć, że lotnisko Siewiernoje nie ma własnej stacji meteorologicznej, tylko podaje prognozę „na oko”, jak donosi „Fakt”. Oczywiście nie ma to większego znaczenia dla śledztwa dotyczącego przyczyn katastrofy z 10 kwietnia, gdyż wiemy, iż rosyjskie oko o wiele więcej i dokładniej widzi niż polskie. Sporo na ten temat dowiedzieli się reporterzy „SE”, którzy odkryli, iż Rosjanie ukryli przed nami część rozmów w kokpicie, oczywiście dla naszego dobra (http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/rosjanie-ukryli-zapisy-rozmow_141868.html). Bali się bowiem, jak zareagujemy, gdy poznamy pełną prawdę (np. o tym, że gen. Błasik w ostatniej chwili wskoczył za stery i stąd to wymowne milczenie kpt. Protasiuka, milczenie, nad którym biedzili się rozmaici paranoicy z Sieci (http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-rosjanie-ukryli-zapisy-rozmow-w-kokpicie-prezydenckiego,nId,282154)). Mjr A. Szczęsny, na którego odkrycia powołują się reporterzy „SE”, nie kryje, że odkrył szczegóły rozmów z analizy fragmentów niezrozumiałych.
Z tymi całkowicie zrozumiałymi obawami Rosjan, o których wspomina „SE”, to jest podobnie jak z Wanią i Wową z „wieży kontrolnej”, co podawali załodze tupolewa zaniżoną widoczność, „by zniechęcić pilotów do lądowania”. Dziarscy „kontrolerzy”, jak dowiedzieliśmy się wczoraj wieczorem, nie zniechęcili jednak nie tylko załogi Tu-154M, ale i Jaka-40, która wylądowała „mimo zakazu” (http://www.tvn24.pl/-1,1659687,0,1,kontroler-jak_40-nas-zignorowal,wiadomosc.html), bo kapitan nie dosłyszał. To zresztą wiele tłumaczy – głusi wojskowi piloci na pokładzie polskich samolotów rządowych to temat rzeka i mam nadzieję, że T. Hypki, który wprawdzie pilotem nie jest, ale to właśnie dobrze, bo dzięki temu wie więcej, tym zagadnieniem głuchoty się zajmie, bo wszystkimi innymi już zdążył się zająć i nam dogłębnie wyjaśnić (z analizą fragmentów niezrozumiałych „stenogramu” włącznie).
Piszę o tym wszystkim, ponieważ we wczorajszym trójkowym programie R. Ziemkiewicza A. Stankiewicz z „Kommiersanta”, tzn. tfu, „Newsweeka” uznał, że publikacja „stenogramów” zamyka sprawę katastrofy, a ponadto Polacy „są już zmęczeni” dociekaniami przyczyn i „szybko zapominają o całej sprawie”. Być może Stankiewicz mówił „naród”, a myślał „dziennikarze”, ale przecież z samego wyliczenia rewelacji nagłaśnianych przez ostatnie dwa dni można dostać zawrotu głowy, więc może Stankiewicz nie śledzi tego, co się dzieje w polskojęzycznych mediach, bo był ostatnio na Jamajce? Nikt bowiem niczym nie jest zmęczony – ani P. Graś, ani J. Miller (http://www.rmf24.pl/opinie/wywiady/kontrwywiad/news-jerzy-miller-zapisy-pracy-silnikow-dowodza-ze-piloci,nId,282152), ani ganiający po wałach Donek z Bronkiem. Wszyscy uwijają się jak w ukropie albo w przededniu końca świata. Całe szczęście, że – jak zapewnił nas Graś – nie będą nas wszystkich ewakuować w kajdankach.
http://www.fakt.pl/Rosyjscy-kontrolerzy-prognozowali-pogode-na-quot-Indianina-quot-,artykuly,73926,1.html
http://www.rmf24.pl/raport-lech-kaczynski-nie-zyje-2/kaczynski-fakty/news-kommersant-rosjanie-podejrzani-o-kradziez-w-smolensku,nId,282150
http://www.tvp.info/informacje/swiat/zlodzieje-pieniedzy-przewoznika-schwytani/1894335
http://www.tvn24.pl/-1,1659704,0,1,pulk-chcial--by-rosyjski-nawigator-lecial-tu_154,wiadomosc.html
7 cze 2010
Pogrzeb PO
Co tu dużo kryć, piękną mowę pogrzebową wygłasza gen. S. Petelicki, choć jak znam życie, gabinet ciemniaków jeszcze się nie zorientował, iż to specjalistom od Irlandii 2 zbiorowy grobowiec wykopano. Krzątają się jeszcze, śmieją głośno, odgrażają pięściami, nadymają, miny stroją, a tu już napisy końcowe płyną w górę i film się kończy – najwyżej dowcipny reżyser może jeszcze pokazywać odrzucone sceny z planu zdjęciowego, które zawierają jakieś komiczne potknięcia wywołujące u widzów zbierających się do wyjścia z sali kinowej zdrowe rozbawienie. Oczywiście najlepszym tłem muzycznym do tychże scen powinna być słynna piosenka The Doors „This Is The End”, bo to faktycznie koniec.
Na pewno taką sceną jest opisywane przez Petelickiego pożegnanie żołnierzy amerykańskich w Morągu. Tak, nie przejęzyczyłem się – to bowiem, co opowiada Petelicki, wygląda jak pożegnanie: „Całkowitą piarowską i organizacyjną klapą dla ministra Klicha okazało się uroczyste powitanie w Morągu 25 maja szkoleniowych wyrzutni rakiet Patriot i obsługujących je amerykańskich żołnierzy. W swoim długim przemówieniu minister Klich przypomniał Amerykanom nasze zwycięstwa pod Grunwaldem, Kircholmem i Wiedniem, a następnie ostrzegł ich, żeby nie nadużywali polskiej gościnności i przestrzegali polskiego prawa. Amerykanie wzięli sobie to do serca i wyjeżdżają już w czerwcu, by wrócić dopiero za trzy miesiące.
Prawdziwe problemy ministra zaczęły się, dopiero gdy ambasador USA Lee Feinstein rozpoczął swoje przemówienie. Nadleciał wtedy niezidentyfikowany śmigłowiec Mi-8, który narobił takiego hałasu, że amerykański dyplomata musiał przerwać przemówienie. Minister pytał szefa Sztabu Generalnego, czy wie, co to za śmigłowiec. Generał Mieczysław Cieniuch nie wiedział. Dopiero po dziesięciu minutach oczekiwania ambasador mógł zakończyć swoje przemówienie.
Jako następny wystąpił amerykański pułkownik, który chciał podziękować za gościnę i zapewnić, że żołnierze amerykańscy będą przestrzegali polskiego prawa – ale nikt go nie słuchał, bo ktoś dał komendę do defilady i polscy żołnierze zaczęli maszerować. Zdezorientowani Amerykanie podążyli za nimi, a TVN 24 przerwał transmisję.”
Czy można sobie wymyślić lepszą scenę na końcówkę filmu: amerykański ambasador zagłuszany przez nadlatujący śmigłowiec, startująca przed czasem defilada i psychiatra na stanowisku szefa MON-u, sztorcujący żołnierzy USA? Można – znowu się odwołam do tekstu Petelickiego: „Tragicznym symbolem nieudolności władzy są zdjęcia pokazywane w TVN 24. Na pierwszym samotna kobieta klęczy i modli się przy przerwanej tamie, a na drugim czterech żołnierzy na łodzi kręci się wkoło, bo każdy wiosłuje w inna stronę, a mieszkańcy, których mają ratować, krzyczą „O rany! Oni nie umieją wiosłować! Za chwilę rozwalą nam płot!”.” No i koniecznie trzeba by pokazać widzom te amfibie ratujące luksusowe auta członków rządu, w tym, jak pisze Petelicki, samego premiera. Widok tego ostatniego w t-shircie na niedawnej konferencji prasowej nawet na mnie zrobił wrażenie, pomyślałem bowiem, że jeszcze chwila, a D. Tusk zacznie występować przed kamerami w dresie. Może więc powinien wrócić z kolegami na sportowe boisko, a nie do ministerialnych gabinetów? Tylko Jamajka koniecznie do lasu ze swoją dwururką.
Hiobowe wieści dobiegają wszak nie tylko z kraju, bo oto od jakiegoś już czasu chwieje się w posadach ukochany przez ciemniaków rząd kanclerzowej Angeli, a poza tym, ku zgrozie nie tylko ludzi z Czerskiej, prezydentem Niemiec może zostać pastor J. Gauck, a nie „poczciwina Wulff”. Kreml natomiast na pewno nie zapomni szybko ciemniakom wczorajszego „bluźnierstwa” dotyczącego OMON-u. Czy może być gorzej?
http://www.rp.pl/artykul/490249_Petelicki__Polska_zle_dowodzona.html
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7978140,Czy_pastor_Gauck_popsuje_plany_Angeli_Merkel__.html
http://wyborcza.pl/1,75477,7974526,Prezydent_Niemiec___poczciwina_Wulff.html
http://www.polskatimes.pl/fakty/swiat/254039,kanclerz-merkel-traci-poparcie-przez-plan-pomocowy-dla,id,t.html
http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-niemiecka-kanclerz-traci-poparcie-w-kraju,nId,276813
Na pewno taką sceną jest opisywane przez Petelickiego pożegnanie żołnierzy amerykańskich w Morągu. Tak, nie przejęzyczyłem się – to bowiem, co opowiada Petelicki, wygląda jak pożegnanie: „Całkowitą piarowską i organizacyjną klapą dla ministra Klicha okazało się uroczyste powitanie w Morągu 25 maja szkoleniowych wyrzutni rakiet Patriot i obsługujących je amerykańskich żołnierzy. W swoim długim przemówieniu minister Klich przypomniał Amerykanom nasze zwycięstwa pod Grunwaldem, Kircholmem i Wiedniem, a następnie ostrzegł ich, żeby nie nadużywali polskiej gościnności i przestrzegali polskiego prawa. Amerykanie wzięli sobie to do serca i wyjeżdżają już w czerwcu, by wrócić dopiero za trzy miesiące.
Prawdziwe problemy ministra zaczęły się, dopiero gdy ambasador USA Lee Feinstein rozpoczął swoje przemówienie. Nadleciał wtedy niezidentyfikowany śmigłowiec Mi-8, który narobił takiego hałasu, że amerykański dyplomata musiał przerwać przemówienie. Minister pytał szefa Sztabu Generalnego, czy wie, co to za śmigłowiec. Generał Mieczysław Cieniuch nie wiedział. Dopiero po dziesięciu minutach oczekiwania ambasador mógł zakończyć swoje przemówienie.
Jako następny wystąpił amerykański pułkownik, który chciał podziękować za gościnę i zapewnić, że żołnierze amerykańscy będą przestrzegali polskiego prawa – ale nikt go nie słuchał, bo ktoś dał komendę do defilady i polscy żołnierze zaczęli maszerować. Zdezorientowani Amerykanie podążyli za nimi, a TVN 24 przerwał transmisję.”
Czy można sobie wymyślić lepszą scenę na końcówkę filmu: amerykański ambasador zagłuszany przez nadlatujący śmigłowiec, startująca przed czasem defilada i psychiatra na stanowisku szefa MON-u, sztorcujący żołnierzy USA? Można – znowu się odwołam do tekstu Petelickiego: „Tragicznym symbolem nieudolności władzy są zdjęcia pokazywane w TVN 24. Na pierwszym samotna kobieta klęczy i modli się przy przerwanej tamie, a na drugim czterech żołnierzy na łodzi kręci się wkoło, bo każdy wiosłuje w inna stronę, a mieszkańcy, których mają ratować, krzyczą „O rany! Oni nie umieją wiosłować! Za chwilę rozwalą nam płot!”.” No i koniecznie trzeba by pokazać widzom te amfibie ratujące luksusowe auta członków rządu, w tym, jak pisze Petelicki, samego premiera. Widok tego ostatniego w t-shircie na niedawnej konferencji prasowej nawet na mnie zrobił wrażenie, pomyślałem bowiem, że jeszcze chwila, a D. Tusk zacznie występować przed kamerami w dresie. Może więc powinien wrócić z kolegami na sportowe boisko, a nie do ministerialnych gabinetów? Tylko Jamajka koniecznie do lasu ze swoją dwururką.
Hiobowe wieści dobiegają wszak nie tylko z kraju, bo oto od jakiegoś już czasu chwieje się w posadach ukochany przez ciemniaków rząd kanclerzowej Angeli, a poza tym, ku zgrozie nie tylko ludzi z Czerskiej, prezydentem Niemiec może zostać pastor J. Gauck, a nie „poczciwina Wulff”. Kreml natomiast na pewno nie zapomni szybko ciemniakom wczorajszego „bluźnierstwa” dotyczącego OMON-u. Czy może być gorzej?
http://www.rp.pl/artykul/490249_Petelicki__Polska_zle_dowodzona.html
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7978140,Czy_pastor_Gauck_popsuje_plany_Angeli_Merkel__.html
http://wyborcza.pl/1,75477,7974526,Prezydent_Niemiec___poczciwina_Wulff.html
http://www.polskatimes.pl/fakty/swiat/254039,kanclerz-merkel-traci-poparcie-przez-plan-pomocowy-dla,id,t.html
http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-niemiecka-kanclerz-traci-poparcie-w-kraju,nId,276813
6 cze 2010
Wpuszczeni do kanalizacji

Nie ma jak porządny strzał w stopę, a coś takiego dziś zafundował gabinetowi ciemniaków nie kto inny, jak sam P. Graś, gość, który swoją butą stara się dorównywać sołtysowi Jamajce (ewentualnie Wałkowi), co zresztą czasem mu się udaje. Rzecznik rządu, jak wiemy, najpierw podał breaking newsa o OMON-owcach, którzy wprawdzie zamiast pilnować ciał i szczątków kradli na miejscu katastrofy, ale zostali schwytani i wnet dostaną wyroki. Wiadomość krążyła przez jakiś czas po mediach, ale już późnym popołudniem okazało się, że polska prokuratura (prowadząca śledztwo w sprawie okradania ofiar) nic na temat rewelacji podanych przez Grasia nie wie, zaś ABW mające rzekomo pomagać rosyjskim specsłużbom w złapaniu złodziei nabrało wody w usta. Czuć było, że coś wisi w powietrzu i faktycznie, niedługo później z katiuszy wystrzeliło rosyjskie MSW gwałtownie zaprzeczając tego rodzaju kalumniom jakoby tamtejsi funkcjonariusze dopuścili się kradzieży, o jakich mówił Graś i jakoby ktokolwiek z milicjantów został zatrzymany (http://www.salon24.pl/news/22806,msw-rosji-zarzuty-wobec-omon-owcow-to-bluznierstwo-i-cynizm).
Wygląda więc na to, że Grasia i jego wesołą kompanię ktoś wpuścił w niezły kanał, ponieważ teraz – to jest za taką potwarz – rosyjski niedźwiedź, którego tak ciemniacy obtańcowywali przez dwa miesiące, śpiewając „wsio w pariadkie”, może się zgniewać i machnąć łapą na odlew, tak że z całego wesołego oberka mogą się zrobić żałobne podrygi. Czy ta akcja to jakaś manifestacja siły polskich specsłużb, które, mówiąc językiem Michalkiewicza, przypominają (nie tylko Grasiowi), skąd „koalicji rządzącej” wyrastają nogi – a więc, że łaska pańska, tj. łaska służb na bardzo pstrym koniu jeździ? Może też być inaczej, sami Rosjanie, po niedawnej manifestacji niezadowolenia w związku z „samowolką” polskich władz, czyli przyspieszonym opublikowaniem „stenogramów”, wokół których blogerzy urządzili sobie jeden wielki sitcom i końskie rżenie, które na pewno pod murami Kremla zostało dosłyszane - „podpustili diezu” po to, by w kanale utopić nie tylko ciemniaków, ale i polskich bezpieczniaków?
Samo bowiem posądzenie rosyjskich funkcjonariuszy o zachowanie typowe dla hien cmentarnych natychmiast rozwala cały domek z kart, jaki MAK w porozumieniu z promoskiewską agenturą nad Wisłą i z niezliczonymi rzeszami pożytecznych idiotów z Czerskiej i okolic, przez ostatnie tygodnie z taką pieczołowitością układało. Jeśli więc ktoś sądził, że takiego newsa można bezkarnie wrzucić do mediów (zwłaszcza przy eskalacji nastrojów antykremlowskich w Polsce), to się chyba wczoraj urodził, bo nie spostrzegł, że ktoś w prezencie wyszykował niezłego szczura. Chyba karuzela zaczęła się kręcić teraz w drugą stronę i ciekaw jestem, kto z niej zacznie wylatywać, machając grabiami.
http://www.tvn24.pl/-1,1659473,0,1,gras-zlodzieje-kart-zlapani-prokuratura-nic-nie-wiemy,wiadomosc.html
Wygląda więc na to, że Grasia i jego wesołą kompanię ktoś wpuścił w niezły kanał, ponieważ teraz – to jest za taką potwarz – rosyjski niedźwiedź, którego tak ciemniacy obtańcowywali przez dwa miesiące, śpiewając „wsio w pariadkie”, może się zgniewać i machnąć łapą na odlew, tak że z całego wesołego oberka mogą się zrobić żałobne podrygi. Czy ta akcja to jakaś manifestacja siły polskich specsłużb, które, mówiąc językiem Michalkiewicza, przypominają (nie tylko Grasiowi), skąd „koalicji rządzącej” wyrastają nogi – a więc, że łaska pańska, tj. łaska służb na bardzo pstrym koniu jeździ? Może też być inaczej, sami Rosjanie, po niedawnej manifestacji niezadowolenia w związku z „samowolką” polskich władz, czyli przyspieszonym opublikowaniem „stenogramów”, wokół których blogerzy urządzili sobie jeden wielki sitcom i końskie rżenie, które na pewno pod murami Kremla zostało dosłyszane - „podpustili diezu” po to, by w kanale utopić nie tylko ciemniaków, ale i polskich bezpieczniaków?
Samo bowiem posądzenie rosyjskich funkcjonariuszy o zachowanie typowe dla hien cmentarnych natychmiast rozwala cały domek z kart, jaki MAK w porozumieniu z promoskiewską agenturą nad Wisłą i z niezliczonymi rzeszami pożytecznych idiotów z Czerskiej i okolic, przez ostatnie tygodnie z taką pieczołowitością układało. Jeśli więc ktoś sądził, że takiego newsa można bezkarnie wrzucić do mediów (zwłaszcza przy eskalacji nastrojów antykremlowskich w Polsce), to się chyba wczoraj urodził, bo nie spostrzegł, że ktoś w prezencie wyszykował niezłego szczura. Chyba karuzela zaczęła się kręcić teraz w drugą stronę i ciekaw jestem, kto z niej zacznie wylatywać, machając grabiami.
http://www.tvn24.pl/-1,1659473,0,1,gras-zlodzieje-kart-zlapani-prokuratura-nic-nie-wiemy,wiadomosc.html
4 cze 2010
Dyscyplina
Ilość osób związanych służbowo lub światopoglądowo z WSI oraz skala ich zaangażowania w dowodzenie „nacisków” na załogę i/lub „winy” pilotów każe podejrzewać, że za zamachem z 10 kwietnia stały nie tylko służby rosyjskie. Dezinformacja, z jaką od dwóch miesięcy mamy do czynienia w Polsce, rozkłada się na kilka nurtów: 1) przytaczanie wprost wypowiedzi „rosyjskich ekspertów” (głównie wojskowych), 2) upowszechnianie wypowiedzi prorosyjskich „ekspertów” w Polsce, 3) zwalczanie jakichkolwiek prób wyjaśniania przyczyn katastrofy, prób doszukujących się winy nie po tej stronie, którą wskazali „rosyjscy eksperci” i prorosyjscy „eksperci”. Siła, jaką się wkłada w te trzy nurty dezinformacji, jest zarazem świadectwem determinacji środowisk związanych z Moskwą, które już w niczym innym, jak właśnie w poparciu Kremla, nie widzą dla siebie ratunku. Determinacja ta jest olbrzymia i przypomina upór peerelowskich grup trzymających władzę. Jest to zjawisko o tyle ciekawe, że nawet otwarcie prorządowe sondażownie sygnalizują od jakiegoś czasu narastanie nastrojów społecznych świadczących o zupełnej nieskuteczności promoskiewskiej propagandy. Ponadto narasta niezadowolenie wśród wojskowych, które z kolei dowodzi jak dalece gabinet ciemniaków oderwał się od rzeczywistości.
To działanie ciemniaków pod prąd opinii publicznej i to kurczowe trzymanie się żłoba może wynikać ze złudnego zgoła poczucia „opanowania sytuacji”. Niewykluczone, iż D. Tuska i jego żałosnych ministrów zapewniają służby (stare i nowe), że 1) nic nie zdoła odepchnąć tej ekipy od władzy, że 2) bunt w wojsku ma charakter marginalny, że 3) wystarczy w kółko tłuc Polakom do głowy te same ruskie kłamstwa i oni dadzą sobie wtedy spokój z dociekaniem przyczyn smoleńskiej katastrofy, że 4) jakby co, to „mamy pełne wsparcie Putina”, a może nawet, że i 5) głosy wyborcze z I tury prezydenckich wyborów już są dokładnie policzone. Z drugiej jednak strony pojawiają się przecież głosy dla ciemniaków nie do zlekceważenia, takie choćby jak legendarnego gen. M. Dukaczewskiego, który wprawdzie zapewnia, iż sołtys Jamajka ma pełne poparcie służb (to się nazywa porządna rekomendacja – i Putin, i Jaruzel, i Gazprom, i WSI), ale też na B. Klichu nie pozostawia suchej nitki, co z kolei znaczyłoby, że jednak służby domagają się jakichś dodatkowych zmian „w rządzie”. Ba, problem w tym, że na takie zmiany już jest za późno, bo ludzi całkowicie skompromitowanych, a więc T. Arabskiego, B. Klicha, M. Janickiego należało wyrzucić z posad już 10 kwietnia po katastrofie (i wtedy wyglądałoby to na uzasadnione, racjonalne, wytłumaczalne ich działaniem na szkodę polskiego państwa) i postawić w stan oskarżenia, no ale Tusk musiałby nie być Tuskiem przecież. Dziś natomiast, tj. po dwóch miesiącach lansowania przez „rząd”, moskiewskiego punktu widzenia, tego rodzaju decyzje byłyby trudne do pogodzenia z głównymi nurtami promoskiewskiej propagandy, wina wszak, że do tragedii doszło, leży po stronie zmarłych na pokładzie tupolewa, a np. nie po stronie żyjących notabli.
Dukaczewski jednocześnie przypomina, że zagrożenie dla poczciwców ze służb i rekomendowanych przez nich kandydatów na prezydenta wcale nie minęło (mimo że tylu oszołomów z L. Kaczyńskim na czele zniknęło w smoleńskiej mgle), ponieważ „część informacji [z aneksu – przyp. F.Y.M.] może jeszcze być użyta w kampanii”. Tę rewelację podsuwa były szef WSI w dwóch kierunkach – tj. w stronę pupila służb, sołtysa Jamajki (by uważał), i w stronę tych, co prowadzą akcję osłonowo-propagandową (by byli czujni, bo nie wiadomo, czy gdzieś grom z jasnego nieba nie walnie). Najwyraźniej więc ludziom służb nie udało się zabezpieczyć wszystkich łupów po „wypadku lotniczym” i po zamachu stanu, jakiego w biały dzień dokonał wtedy sołtys, i podejrzewają, że jeszcze rykoszetem może wrócić kwestia przestępczych działań WSI i tychże WSI współpracowników. Ten nastrój wyrażanego otwartym tekstem (i to w zaprzyjaźnionych ze służbami, jeśli nie prowadzonych przez te służby, mediach) niepokoju może się wiązać z tym, iż bracia Moskale wcale nie „zabezpieczają tyłów” tak, jak się bracia z Polszy spodziewali. „Akcja >Stenogram<” okazała się jednym wielkim niewypałem, a przecież wydawało się, iż po niej ustaną wszelkie „spekulacje”, a „spiskowcy-paranoicy” zamilkną przygwożdżeni moskiewską prawdą. Akcja ta z kolei mogła być przywołaniem do porządku promoskiewskich środowisk w Polsce, które „za mało robią”, czyli nie forsują wersji Kremla z dostatecznie dużym zaangażowaniem (a więc takim, jak za L. Breżniewa). Warto w tym kontekście przywołać coraz częstsze wyrazy niezadowolenia na łamach rosyjskiej prasy związane z niesłabnięciem „rusofobicznych” nastrojów w Polsce. Wygląda więc na to, iż bracia Moskale spodziewali się, że nad Wisłą jednozgodnie we wszystkich mediach powtarzać się będzie to, co już 10 kwietnia podali do wierzenia Rosjanie – a nie że będą jakieś narastające, pełne zniecierpliwienia i złości debaty dotyczące tego, że nie doszło do żadnego lotniczego wypadku.
Nie zdziwiłbym się więc, gdyby w kolejnej fazie dyscyplinowania „naszych ludzi w Warszawie”, bracia Moskale zaczęli właśnie odsłaniać „tyły” wielkiej „operacji Smoleńsk”. Dokładnie na tej samej zasadzie, na jakiej sowieci najpierw przyjaźnili się i współpracowali z hitlerowcami, a następnie walczyli z nimi. Jedynym bowiem sojusznikiem służb rosyjskich są służby rosyjskie – kto tego nie wie, ten nie wie o współczesnej Rosji nic.
http://www.tvn24.pl/-1,1659197,0,1,bogdan-klich-nie-ma-jaj-i-kregoslupa,wiadomosc.html
http://wtemaciemaci.salon24.pl/189377,merde
http://wtemaciemaci.salon24.pl/190111,namordnik
To działanie ciemniaków pod prąd opinii publicznej i to kurczowe trzymanie się żłoba może wynikać ze złudnego zgoła poczucia „opanowania sytuacji”. Niewykluczone, iż D. Tuska i jego żałosnych ministrów zapewniają służby (stare i nowe), że 1) nic nie zdoła odepchnąć tej ekipy od władzy, że 2) bunt w wojsku ma charakter marginalny, że 3) wystarczy w kółko tłuc Polakom do głowy te same ruskie kłamstwa i oni dadzą sobie wtedy spokój z dociekaniem przyczyn smoleńskiej katastrofy, że 4) jakby co, to „mamy pełne wsparcie Putina”, a może nawet, że i 5) głosy wyborcze z I tury prezydenckich wyborów już są dokładnie policzone. Z drugiej jednak strony pojawiają się przecież głosy dla ciemniaków nie do zlekceważenia, takie choćby jak legendarnego gen. M. Dukaczewskiego, który wprawdzie zapewnia, iż sołtys Jamajka ma pełne poparcie służb (to się nazywa porządna rekomendacja – i Putin, i Jaruzel, i Gazprom, i WSI), ale też na B. Klichu nie pozostawia suchej nitki, co z kolei znaczyłoby, że jednak służby domagają się jakichś dodatkowych zmian „w rządzie”. Ba, problem w tym, że na takie zmiany już jest za późno, bo ludzi całkowicie skompromitowanych, a więc T. Arabskiego, B. Klicha, M. Janickiego należało wyrzucić z posad już 10 kwietnia po katastrofie (i wtedy wyglądałoby to na uzasadnione, racjonalne, wytłumaczalne ich działaniem na szkodę polskiego państwa) i postawić w stan oskarżenia, no ale Tusk musiałby nie być Tuskiem przecież. Dziś natomiast, tj. po dwóch miesiącach lansowania przez „rząd”, moskiewskiego punktu widzenia, tego rodzaju decyzje byłyby trudne do pogodzenia z głównymi nurtami promoskiewskiej propagandy, wina wszak, że do tragedii doszło, leży po stronie zmarłych na pokładzie tupolewa, a np. nie po stronie żyjących notabli.
Dukaczewski jednocześnie przypomina, że zagrożenie dla poczciwców ze służb i rekomendowanych przez nich kandydatów na prezydenta wcale nie minęło (mimo że tylu oszołomów z L. Kaczyńskim na czele zniknęło w smoleńskiej mgle), ponieważ „część informacji [z aneksu – przyp. F.Y.M.] może jeszcze być użyta w kampanii”. Tę rewelację podsuwa były szef WSI w dwóch kierunkach – tj. w stronę pupila służb, sołtysa Jamajki (by uważał), i w stronę tych, co prowadzą akcję osłonowo-propagandową (by byli czujni, bo nie wiadomo, czy gdzieś grom z jasnego nieba nie walnie). Najwyraźniej więc ludziom służb nie udało się zabezpieczyć wszystkich łupów po „wypadku lotniczym” i po zamachu stanu, jakiego w biały dzień dokonał wtedy sołtys, i podejrzewają, że jeszcze rykoszetem może wrócić kwestia przestępczych działań WSI i tychże WSI współpracowników. Ten nastrój wyrażanego otwartym tekstem (i to w zaprzyjaźnionych ze służbami, jeśli nie prowadzonych przez te służby, mediach) niepokoju może się wiązać z tym, iż bracia Moskale wcale nie „zabezpieczają tyłów” tak, jak się bracia z Polszy spodziewali. „Akcja >Stenogram<” okazała się jednym wielkim niewypałem, a przecież wydawało się, iż po niej ustaną wszelkie „spekulacje”, a „spiskowcy-paranoicy” zamilkną przygwożdżeni moskiewską prawdą. Akcja ta z kolei mogła być przywołaniem do porządku promoskiewskich środowisk w Polsce, które „za mało robią”, czyli nie forsują wersji Kremla z dostatecznie dużym zaangażowaniem (a więc takim, jak za L. Breżniewa). Warto w tym kontekście przywołać coraz częstsze wyrazy niezadowolenia na łamach rosyjskiej prasy związane z niesłabnięciem „rusofobicznych” nastrojów w Polsce. Wygląda więc na to, iż bracia Moskale spodziewali się, że nad Wisłą jednozgodnie we wszystkich mediach powtarzać się będzie to, co już 10 kwietnia podali do wierzenia Rosjanie – a nie że będą jakieś narastające, pełne zniecierpliwienia i złości debaty dotyczące tego, że nie doszło do żadnego lotniczego wypadku.
Nie zdziwiłbym się więc, gdyby w kolejnej fazie dyscyplinowania „naszych ludzi w Warszawie”, bracia Moskale zaczęli właśnie odsłaniać „tyły” wielkiej „operacji Smoleńsk”. Dokładnie na tej samej zasadzie, na jakiej sowieci najpierw przyjaźnili się i współpracowali z hitlerowcami, a następnie walczyli z nimi. Jedynym bowiem sojusznikiem służb rosyjskich są służby rosyjskie – kto tego nie wie, ten nie wie o współczesnej Rosji nic.
http://www.tvn24.pl/-1,1659197,0,1,bogdan-klich-nie-ma-jaj-i-kregoslupa,wiadomosc.html
http://wtemaciemaci.salon24.pl/189377,merde
http://wtemaciemaci.salon24.pl/190111,namordnik
3 cze 2010
Niekończąca się historia
Nie minął dzień, a się okazało, że pośpiech, z jakim i premier, i naczelny sołtys rzucili się do upubliczniania rosyjskich „stenogramów” („taśm prawdy”, jak to ktoś zgrabnie określił) okazał się przedwczesny i to z paru powodów. Przede wszystkim swe niezadowolenie, a nawet swoiste votum separatum wyraziła od razu Moskwa (a kogóż ostatnio, jak nie braci Moskali słuchają się ciemniacy ze szczególną czujnością?), po drugie ppłk B. Stroiński, który wyznał, iż podpisał inny dokument, a nie ten (jego podpisu, jak wiemy, faktycznie nie ma na „stenogramach”), co dodaje pikanterii całej sprawie w sytuacji, w której na „stenogramach” jest jak byk wybite, iż to „wiersja no 1”. Po trzecie, wszyscy spece Czerskiej ze swymi czerstwymi twarzami i mózgami, co się przez ostatnie dwa miesiące na wszystkich frontach udzielali, by dowieść istnienia nacisków na pilotów, musieli się objeść smakiem, ponieważ żadnych delicji w tym g...nym dokumencie nie znaleźli. Oczywiście nie przeszkodziło im to w dalszym lżeniu polskich pilotów, no ale to lżenie kontynuowano w kontekście coraz głośniejszych uwag o tym, że „wieża” błędnie naprowadzała tupolewa, co w warunkach takiej widoczności, jaka była, stanowiło bez wątpienia jedną z głównych przyczyn katastrofy. O możliwej innej wspomniał wczoraj w „Misji specjalnej” Janusz Więckowski, dowodząc, że dobry stan silnika na pobojowisku świadczy, iż ten musiał odpaść wcześniej, tj. przed uderzeniem w leśny masyw (obliczenia dotyczące utraty prędkości na ostatnich dwóch kilometrach o połowę (z 300 km/h do 173 km/h to by potwierdzały – niemożliwe wydaje się jednak, by załoga tego nie zauważyła i głośno nie skomentowała). Jak pamiętamy zaś nowa komisja Burdenki, tj. MAK, wykluczyła jakiekolwiek awarie na pokładzie polskiego samolotu.
Wczoraj prop-agit-majstrowie z „Sygnałów Dnia”, którzy od wieków mówią na antenie Jedynki to, co myśli partia, ponad wszelką wątpliwość po lekturze „stenogramów” wykluczyli zamach, gdy tymczasem właśnie coraz więcej przesłanek potwierdza tezę, że 10 kwietnia nie było żadnego wypadku, lecz umyślnie spowodowana katastrofa. Ja zresztą spodziewam się, że im więcej tych przesłanek będzie, tym usilniej promoskiewskie środowiska będą zatykać uszy i dalej bredzić o zwykłym lotniczym wypadku. Akurat rosyjskiej komisji się nie dziwię, wszak MAK sprawuje pieczę i nad rosyjskimi lotniskami, i nad zakładami remontowymi, w związku z tym i nieprawidłowości na Smoleńsk-Siewiernyj, i machloje (albo wprost sabotaż) związane z paromiesięcznym (od mają do grudnia 2009) remontem głównym tupolewa w Samarze (http://lotniczapolska.pl/Tupolew-po-remoncie,10883), uderzają właśnie w MAK, ponieważ podważają profesjonalizm, bezstronność oraz uczciwość tejże komisji (co do których nikt z rozsądnie myślących Polaków nie ma, sądzę, najmniejszych wątpliwości). Rosjanie mataczą na skalę przypominającą pierwszą zbrodnię katyńską – ale tym razem mają bardzo wielu sprzymierzeńców w naszym kraju. Na szczęście jednak to mataczenie jest czytelne dla coraz większej liczby nie tylko polskich obywateli.
W „stenogramach” pod literą „D” figuruje „kontroler lotu”, ale – jak sugerowałem w poprzednim wpisie – to są przynajmniej dwie osoby (P. Plusnin i W. Ryżenko) rozmawiające z załogą, wobec tego powinny być osobno oznaczone. W „wieży” był jeszcze najpewniej ktoś z FSB, gość, którego nikt dotąd nie przesłuchał. Nie wiemy też, czy brał udział w dialogu z tupolewem. Jak to wczoraj z uśmiechem stwierdził R. Jaxa-Małachowski: „sądzę, że takich pracowników jest trudno przesłuchać”. Nie wątpię, zwłaszcza, jeśli rolą takiego funkcjonariusza było np. dopilnowanie sprawnego przebiegu zamachu. Wiemy już od Ryżenki, iż w gestii „kontrolera” leży i zakaz lądowania, i zamknięcie lotniska w sytuacji braku wizualnego kontaktu „kontrolera” ze zbliżającym się do ziemi samolotem (i gdy załoga nie widzi pasa) – banialuki więc (rozpowszechniane m.in. przez płk. E. Klicha w jednej z poprzednich „Misji specjalnych”, a przez czerskie Ministerstwo Prawdy już od 10 kwietnia (http://wyborcza.pl/1,75478,7752603,Odradzano_ladowanie.html)), jakoby w Rosji się nie zakazywało i nie zamykało, można spokojnie wyśmiać. W „stenogramach” też pojawia się ciekawe wtrącenie dotyczące „zrzutu” („wybroska”), na które zwrócił uwagę Eye of the Beholder (http://beholder.salon24.pl/189665,zrzut-w-smolensku-o-8-28-wg-stenogramu-tak). Wyglądałoby to na fragment rozmowy „kontrolera” (a może gościa z FSB?) z Iłem:
„Komunikat brzmi: "закончил выброску, снижение на восток", przetłumaczone na polski jako "Zakończyłem ZRZUT, zniżanie na wschód". Potem jest jeszcze "разрешили" ("Pozwolili"), a oba te zdania rozdzielone są wypowiedziami oznaczonymi jako anonimowe i nierozpoznane, a więc zapewne bardzo słabej jakości. To właśnie zdaje się sugerować, że jest to fragment rozmowy między innym samolotem a np. kontrolą lotów, "podsłuchany" przez pilotów Tupolewa.”
Bloger zwraca też uwagę na wymianę zdań między polskimi pilotami:
„O 10:29:47, tj. niecałe dwie minuty po wspomnianym wyżej rosyjskim komunikacie o "zrzucie", kapitan Protasiuk mówi: "Kto tam jest?", na co drugi pilot odpowiada: "U ciebie też?". Czyżby zauważyli obecność w pobliżu innego samolotu?”
Czyżby więc spece od dezinformacji nie wyczyścili wszystkich „wrażliwych danych” do końca, czy może raczej – co o wiele bardziej prawdopodobne – inicjują zupełnie nowy wątek w całej tej sprawie? Jaki? Ano taki, że nie tylko „Wania” zawalił „na wieży”, ale i może „Kolja” coś tam ciekawego swoją rozdygotaną „kamierką” wyłapał wśród migocących pikseli na pobojowisku.
http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/misja-specjalna/wideo/02062010-2240/1831290
Wczoraj prop-agit-majstrowie z „Sygnałów Dnia”, którzy od wieków mówią na antenie Jedynki to, co myśli partia, ponad wszelką wątpliwość po lekturze „stenogramów” wykluczyli zamach, gdy tymczasem właśnie coraz więcej przesłanek potwierdza tezę, że 10 kwietnia nie było żadnego wypadku, lecz umyślnie spowodowana katastrofa. Ja zresztą spodziewam się, że im więcej tych przesłanek będzie, tym usilniej promoskiewskie środowiska będą zatykać uszy i dalej bredzić o zwykłym lotniczym wypadku. Akurat rosyjskiej komisji się nie dziwię, wszak MAK sprawuje pieczę i nad rosyjskimi lotniskami, i nad zakładami remontowymi, w związku z tym i nieprawidłowości na Smoleńsk-Siewiernyj, i machloje (albo wprost sabotaż) związane z paromiesięcznym (od mają do grudnia 2009) remontem głównym tupolewa w Samarze (http://lotniczapolska.pl/Tupolew-po-remoncie,10883), uderzają właśnie w MAK, ponieważ podważają profesjonalizm, bezstronność oraz uczciwość tejże komisji (co do których nikt z rozsądnie myślących Polaków nie ma, sądzę, najmniejszych wątpliwości). Rosjanie mataczą na skalę przypominającą pierwszą zbrodnię katyńską – ale tym razem mają bardzo wielu sprzymierzeńców w naszym kraju. Na szczęście jednak to mataczenie jest czytelne dla coraz większej liczby nie tylko polskich obywateli.
W „stenogramach” pod literą „D” figuruje „kontroler lotu”, ale – jak sugerowałem w poprzednim wpisie – to są przynajmniej dwie osoby (P. Plusnin i W. Ryżenko) rozmawiające z załogą, wobec tego powinny być osobno oznaczone. W „wieży” był jeszcze najpewniej ktoś z FSB, gość, którego nikt dotąd nie przesłuchał. Nie wiemy też, czy brał udział w dialogu z tupolewem. Jak to wczoraj z uśmiechem stwierdził R. Jaxa-Małachowski: „sądzę, że takich pracowników jest trudno przesłuchać”. Nie wątpię, zwłaszcza, jeśli rolą takiego funkcjonariusza było np. dopilnowanie sprawnego przebiegu zamachu. Wiemy już od Ryżenki, iż w gestii „kontrolera” leży i zakaz lądowania, i zamknięcie lotniska w sytuacji braku wizualnego kontaktu „kontrolera” ze zbliżającym się do ziemi samolotem (i gdy załoga nie widzi pasa) – banialuki więc (rozpowszechniane m.in. przez płk. E. Klicha w jednej z poprzednich „Misji specjalnych”, a przez czerskie Ministerstwo Prawdy już od 10 kwietnia (http://wyborcza.pl/1,75478,7752603,Odradzano_ladowanie.html)), jakoby w Rosji się nie zakazywało i nie zamykało, można spokojnie wyśmiać. W „stenogramach” też pojawia się ciekawe wtrącenie dotyczące „zrzutu” („wybroska”), na które zwrócił uwagę Eye of the Beholder (http://beholder.salon24.pl/189665,zrzut-w-smolensku-o-8-28-wg-stenogramu-tak). Wyglądałoby to na fragment rozmowy „kontrolera” (a może gościa z FSB?) z Iłem:
„Komunikat brzmi: "закончил выброску, снижение на восток", przetłumaczone na polski jako "Zakończyłem ZRZUT, zniżanie na wschód". Potem jest jeszcze "разрешили" ("Pozwolili"), a oba te zdania rozdzielone są wypowiedziami oznaczonymi jako anonimowe i nierozpoznane, a więc zapewne bardzo słabej jakości. To właśnie zdaje się sugerować, że jest to fragment rozmowy między innym samolotem a np. kontrolą lotów, "podsłuchany" przez pilotów Tupolewa.”
Bloger zwraca też uwagę na wymianę zdań między polskimi pilotami:
„O 10:29:47, tj. niecałe dwie minuty po wspomnianym wyżej rosyjskim komunikacie o "zrzucie", kapitan Protasiuk mówi: "Kto tam jest?", na co drugi pilot odpowiada: "U ciebie też?". Czyżby zauważyli obecność w pobliżu innego samolotu?”
Czyżby więc spece od dezinformacji nie wyczyścili wszystkich „wrażliwych danych” do końca, czy może raczej – co o wiele bardziej prawdopodobne – inicjują zupełnie nowy wątek w całej tej sprawie? Jaki? Ano taki, że nie tylko „Wania” zawalił „na wieży”, ale i może „Kolja” coś tam ciekawego swoją rozdygotaną „kamierką” wyłapał wśród migocących pikseli na pobojowisku.
http://www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/misja-specjalna/wideo/02062010-2240/1831290
1 cze 2010
Skandal
Nabiedzili się bracia Moskale nad przekładaniem rozmów z kokpitu tupolewa, ale chyba translatorów mieli z licencjatem z polskiego albo takich, co w Sieci tłumaczą teksty mechanicznie, gdyż jedna trzecia wypowiedzi jest niezrozumiała. Pojawiają się wypowiedzi porwane lub brzmiące nie po polsku. Przeczytałem ten „dokument” parę razy i uważam, że nadaje się on jedynie do kosza – w związku z tym skandalem jest nie tylko to, że taki śmieć został przekazany Polsce jako efekt „analiz fonoskopijnych” rosyjskiej komisji, ale i że ten śmieć z pełną powagą został upubliczniony przez tzw. Radę Bezpieczeństwa Narodowego jako coś mogące stanowić jakąkolwiek wartość w badaniu przyczyn smoleńskiej tragedii.
Jak pamiętamy z relacji ludzi, którzy ponoć usłyszeli od ludzi, co słuchali zawartości skrzynek, piloci mieli wołać „Jezu, Jezu”, a wołają coś zupełnie innego. Miały być „treści intymne”, a ja nie widzę żadnych, chyba że chodzi o uwagę, iż ktoś „zapierdala, bo musi jeszcze nalatać 40 godzin”. Ktoś z tych znakomicie poinformowanych w naszym kraju słyszał ponoć krzyki pasażerów – tu zaś mamy odgłosy łamanego drzewa (musiały być potężniejsze niż ryk silników, jak się domyślamy). Tak to jednak jest zawsze z głuchym sowieckim telefonem, że co innego wchodzi na początku „linii”, a co innego wychodzi na jej końcu, tylko zasada dezinformacji jest święta i niewzruszona.
Ludzie sowieccy wyspecjalizowani w preparowaniu „materiałów dowodowych” muszą jednak zachować jakieś pozory wiarygodności, więc nie są w stanie zakłamać wszystkiego i dają nam przekaz zaszumiony (szumami typu: „wkurzy się, jeśli jeszcze...” (10:38)), jak na starosowiecką tradycję przystało, sądząc zarazem, że odszumić tego nie damy rady, tylko, jak „dziennikarze” i „eksperci” na jawnych lub ukrytych stażach w wojskówce lub Bezpiece, będziemy ten szum rozpowszechniać i rozlewać kłamstwa na coraz większe obszary polskiej przestrzeni społecznej.
Widzimy już tymczasem, że bracia Moskale nie poszli na całość, czyli nie zastosowali stalinowskiej zasady tworzenia spreparowanych „dokumentów” od początku do końca (vide komisja Burdenki), tylko tworzą „meta-dokumenty”, korzystając z jakichś elementów tego, co działo się faktycznie i dodając coś od siebie (jednoznaczne „komentarze” w rosyjskiej i polskojęzycznej prasie) lub zacierając to, co z punktu widzenia rosyjskiej dezinformacji powinno zostać zatarte. Wbrew temu, co sugerowali niektórzy blogerzy (ze mną włącznie) pół żartem/pół serio - brak jest spreparowanych wyrazistych „komend” nakazujących pilotom lądowanie – komend zmajstrowanych z zapisów głosu gen. Błasika lub Prezydenta. Tak daleko się bracia Moskale nie posunęli. Jest (na ile wiarygodne, to nas na razie nie interesuje) hasło Kazany, który stwierdza „no to mamy problem”, ale akurat Kazana to nie ten człowiek, który wedle promoskiewskich ekspertów mógł/miał naciskać. Inną oficjalną wersję wydarzeń wszak znamy już od 10 kwietnia.
Na tym nie koniec. „Kontroler ruchu lotniczego” (czy to jedyna osoba, która się kontaktowała z załogą?, czy to głosy różnych osób?) ze Smoleńska nie zakazuje tupolewowi lądowania, ustala tylko z załogą, że w ramach próbnego podejścia zejdą do wysokości 100 metrów, a następnie odlecą na zapasowe lotnisko. Kapitan Protasiuk mówi do Kazany: „nie damy rady usiąść”, „... zrobimy jedno podejście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie” i po chwili: „Możemy pół godziny powisieć i odlecieć na zapasowe” (10:26). Te wypowiedzi świadczą, że nie ma żadnej decyzji o lądowaniu. Załoga Jaka zapewnia z kolei nieco wcześniej, że można spróbować lądowania, ale też dodaje, że ruski Ił „dwa razy odchodził i chyba gdzieś odlecieli”.
O 10:32 Protasiuk ponownie oznajmia, że w przypadku nieudanego podejścia odchodzą. O 10:35 „kontroler” mówi: „i od 100 metrów być gotowym do odejścia na drugi krąg”. Nie wchodząc w dalsze szczegóły, które są dostępne w „stenogramie”, zwracam uwagę na to, że „kontroler” zapewnia załogę wielokrotnie, że prawidłowo podchodzą („na kursie i ścieżce”), a o godz. 10:39 mówi: „lądowanie dodatkowo 120 – 3 metry”. Gdy schodzą poniżej 250 m odzywa się po raz pierwszy TAWS. Na ustalonej z wieżą wysokości 100 m TAWS reaguje już komendą „PULL UP”, a na wysokości 80 m drugi pilot mówi: „Odchodzimy”, w tym jednak momencie maszyna nie przestaje schodzić, co dzieje się przy... całkowitym milczeniu załogi. Poniżej 50 m (nie wchodzę tu w kwestię prawidłowości tych danych) „kontroler” posyła załodze komendę „horyzont”, a potem kiedy są poniżej 30 m. Gdy zaś zgniatane są drzewa, „kontroler” radzi, by Polacy odlecieli.
Czy możliwe, by piloci nie odkryli, iż są błędnie naprowadzani i nie skomentowali tego w kabinie na zasadzie (trzymając się stylistyki, o jaką zadbała rosyjska komisja): „skurwiel dał złe dane”? Czy możliwe, by po decyzji „odchodzimy” piloci lądowali jakby nigdy nic? Czy raczej to katastrofalne opadanie jest po prostu przesłanką do mówienia o blokadzie sterów? I czy odkrycia, że stery są zablokowane nikt by nie wypowiedział na głos? Na razie, jak to elegancko określił Ścios, jesteśmy w kinie Putina. Albo na jego wysypisku.
http://rzeczpospolita.pl/pliki/var/Transkrypcja_rozmow_zalogi_samolotu_Tu-154_M.pdf
http://cogito.salon24.pl/189083,kino-pulkownika-putina
Jak pamiętamy z relacji ludzi, którzy ponoć usłyszeli od ludzi, co słuchali zawartości skrzynek, piloci mieli wołać „Jezu, Jezu”, a wołają coś zupełnie innego. Miały być „treści intymne”, a ja nie widzę żadnych, chyba że chodzi o uwagę, iż ktoś „zapierdala, bo musi jeszcze nalatać 40 godzin”. Ktoś z tych znakomicie poinformowanych w naszym kraju słyszał ponoć krzyki pasażerów – tu zaś mamy odgłosy łamanego drzewa (musiały być potężniejsze niż ryk silników, jak się domyślamy). Tak to jednak jest zawsze z głuchym sowieckim telefonem, że co innego wchodzi na początku „linii”, a co innego wychodzi na jej końcu, tylko zasada dezinformacji jest święta i niewzruszona.
Ludzie sowieccy wyspecjalizowani w preparowaniu „materiałów dowodowych” muszą jednak zachować jakieś pozory wiarygodności, więc nie są w stanie zakłamać wszystkiego i dają nam przekaz zaszumiony (szumami typu: „wkurzy się, jeśli jeszcze...” (10:38)), jak na starosowiecką tradycję przystało, sądząc zarazem, że odszumić tego nie damy rady, tylko, jak „dziennikarze” i „eksperci” na jawnych lub ukrytych stażach w wojskówce lub Bezpiece, będziemy ten szum rozpowszechniać i rozlewać kłamstwa na coraz większe obszary polskiej przestrzeni społecznej.
Widzimy już tymczasem, że bracia Moskale nie poszli na całość, czyli nie zastosowali stalinowskiej zasady tworzenia spreparowanych „dokumentów” od początku do końca (vide komisja Burdenki), tylko tworzą „meta-dokumenty”, korzystając z jakichś elementów tego, co działo się faktycznie i dodając coś od siebie (jednoznaczne „komentarze” w rosyjskiej i polskojęzycznej prasie) lub zacierając to, co z punktu widzenia rosyjskiej dezinformacji powinno zostać zatarte. Wbrew temu, co sugerowali niektórzy blogerzy (ze mną włącznie) pół żartem/pół serio - brak jest spreparowanych wyrazistych „komend” nakazujących pilotom lądowanie – komend zmajstrowanych z zapisów głosu gen. Błasika lub Prezydenta. Tak daleko się bracia Moskale nie posunęli. Jest (na ile wiarygodne, to nas na razie nie interesuje) hasło Kazany, który stwierdza „no to mamy problem”, ale akurat Kazana to nie ten człowiek, który wedle promoskiewskich ekspertów mógł/miał naciskać. Inną oficjalną wersję wydarzeń wszak znamy już od 10 kwietnia.
Na tym nie koniec. „Kontroler ruchu lotniczego” (czy to jedyna osoba, która się kontaktowała z załogą?, czy to głosy różnych osób?) ze Smoleńska nie zakazuje tupolewowi lądowania, ustala tylko z załogą, że w ramach próbnego podejścia zejdą do wysokości 100 metrów, a następnie odlecą na zapasowe lotnisko. Kapitan Protasiuk mówi do Kazany: „nie damy rady usiąść”, „... zrobimy jedno podejście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie” i po chwili: „Możemy pół godziny powisieć i odlecieć na zapasowe” (10:26). Te wypowiedzi świadczą, że nie ma żadnej decyzji o lądowaniu. Załoga Jaka zapewnia z kolei nieco wcześniej, że można spróbować lądowania, ale też dodaje, że ruski Ił „dwa razy odchodził i chyba gdzieś odlecieli”.
O 10:32 Protasiuk ponownie oznajmia, że w przypadku nieudanego podejścia odchodzą. O 10:35 „kontroler” mówi: „i od 100 metrów być gotowym do odejścia na drugi krąg”. Nie wchodząc w dalsze szczegóły, które są dostępne w „stenogramie”, zwracam uwagę na to, że „kontroler” zapewnia załogę wielokrotnie, że prawidłowo podchodzą („na kursie i ścieżce”), a o godz. 10:39 mówi: „lądowanie dodatkowo 120 – 3 metry”. Gdy schodzą poniżej 250 m odzywa się po raz pierwszy TAWS. Na ustalonej z wieżą wysokości 100 m TAWS reaguje już komendą „PULL UP”, a na wysokości 80 m drugi pilot mówi: „Odchodzimy”, w tym jednak momencie maszyna nie przestaje schodzić, co dzieje się przy... całkowitym milczeniu załogi. Poniżej 50 m (nie wchodzę tu w kwestię prawidłowości tych danych) „kontroler” posyła załodze komendę „horyzont”, a potem kiedy są poniżej 30 m. Gdy zaś zgniatane są drzewa, „kontroler” radzi, by Polacy odlecieli.
Czy możliwe, by piloci nie odkryli, iż są błędnie naprowadzani i nie skomentowali tego w kabinie na zasadzie (trzymając się stylistyki, o jaką zadbała rosyjska komisja): „skurwiel dał złe dane”? Czy możliwe, by po decyzji „odchodzimy” piloci lądowali jakby nigdy nic? Czy raczej to katastrofalne opadanie jest po prostu przesłanką do mówienia o blokadzie sterów? I czy odkrycia, że stery są zablokowane nikt by nie wypowiedział na głos? Na razie, jak to elegancko określił Ścios, jesteśmy w kinie Putina. Albo na jego wysypisku.
http://rzeczpospolita.pl/pliki/var/Transkrypcja_rozmow_zalogi_samolotu_Tu-154_M.pdf
http://cogito.salon24.pl/189083,kino-pulkownika-putina
Na zdarowie!

FireBlade w komentarzu na blogu P. Śmiłowicza, znakomitego teoretyka rzeczywistości, zadał pytanie, o co chodzi z następującym zestawem zdań wybitnego myśliciela: "Bo katastrofa, oprócz tego że była wielką tragedią, była też szczególnym testem zdrowia psychicznego społeczeństwa. Na podstawie tego, co kto o niej sądzi, można wiele powiedzieć o jego umysłowej kondycji." Otóż ja wyjaśnię za Śmiłowicza.
Katastrofa była testem zdrowia psychicznego społeczeństwa. Ktoś spowodował katastrofę, by sprawdzić, czy Polacy są zdrowi na umyśle. Domyślamy się, że Śmiłowiczowi (http://piotrsmilowicz.salon24.pl/188753,czarna-skrzynka-czy-walizka-lekarska) nie chodzi o Kreml, bo nie tylko na Kremlu są ludzie zdrowi na umyśle (w redakcji "Newsweeka" zresztą też, jak najbardziej), którzy nikogo do ziemi nie posyłają bez potrzeby (a już na pewno nie w celach testowych), lecz o pilotów, gen. Błasika i Prezydenta Kaczyńskiego, których stany umysłów kremlowscy psychiatrzy zdiagnozowali już w pierwszych minutach po katastrofie.
Teraz następne zdanie z łamigłówki. Śmiłowiczowi chodzi o to, że to, co się mówi "o niej" (tzn. katastrofie i tragedii) świadczy o kondycji psychicznej mówiącego. To mówiąc, Śmiłowicz expressis verbis wyraża swoją kondycję, która, jak widzimy, jest bez zarzutu - widać zresztą na zdjęciu na blogu, że chłop zdrowy, krzepki, rozum swój ma. Zresztą wystarczy gościa w radiu posłuchać, jak komentuje, zdrowo, krzepko, rozumnie, jak na redaktora „Newsweeka” czy innego „Komsomolca” przystało.
Zdrowie psychiczne polega wszak na tym, by widzieć świat tak, jak Śmiłowicz, który wzorzec czerpie ze swojskiego rozumu kremlowskiego kuranta i co ten ostatni zapieje, to Śmiłowicz swoim trelem mu odpowiada. Podobną receptę na zdrowie i na zdrowe widzenie świata mieli twórcy psychuszek, którzy jak się komuś przywidziało w Kraju Rad, iż ludzi prześladuje Bezpieka, że nie ma wolności słowa, że się za mało zarabia lub że życie pod knutem sowieckim jest gówniane, no to kierowali gada na elektrowstrząsy oraz inne zabiegi uzdrawiające umysł.
Warto więc wczytywać się w słowa Śmiłowicza: „I o ile dotychczasowe informacje o katastrofie były czymś w rodzaju wstępnego rozpoznania lekarskiego, tak ujawnione zapisy z czarnych skrzynek będą już dosyć szczegółową diagnozą. U niektórych zapewne sugerującą konieczność podjęcia rozmów z lekarzami” - bo nie znamy dnia ani godziny. I kto wie, czy tenże Śmiłowicz już jutro, gdy kremlowski kurant go we śnie nawiedzi albo o bladym świcie się odezwie, nie narzuci na plecy białego kitla i nie zacznie z ambulansem z czerwoną gwiazdą w miejsce czerwonego krzyża jeździć po polskich miastach, by wyłapywać tych paranoików, co budzą się i zasypiają ze słowem „zamach” na ustach. On się znakomicie nadaje na takiego psychuszkowego weteryniarza. Nie on jeden, co tu dużo kryć.
http://piotrsmilowicz.salon24.pl/188753,czarna-skrzynka-czy-walizka-lekarska#comment_2686373
Katastrofa była testem zdrowia psychicznego społeczeństwa. Ktoś spowodował katastrofę, by sprawdzić, czy Polacy są zdrowi na umyśle. Domyślamy się, że Śmiłowiczowi (http://piotrsmilowicz.salon24.pl/188753,czarna-skrzynka-czy-walizka-lekarska) nie chodzi o Kreml, bo nie tylko na Kremlu są ludzie zdrowi na umyśle (w redakcji "Newsweeka" zresztą też, jak najbardziej), którzy nikogo do ziemi nie posyłają bez potrzeby (a już na pewno nie w celach testowych), lecz o pilotów, gen. Błasika i Prezydenta Kaczyńskiego, których stany umysłów kremlowscy psychiatrzy zdiagnozowali już w pierwszych minutach po katastrofie.
Teraz następne zdanie z łamigłówki. Śmiłowiczowi chodzi o to, że to, co się mówi "o niej" (tzn. katastrofie i tragedii) świadczy o kondycji psychicznej mówiącego. To mówiąc, Śmiłowicz expressis verbis wyraża swoją kondycję, która, jak widzimy, jest bez zarzutu - widać zresztą na zdjęciu na blogu, że chłop zdrowy, krzepki, rozum swój ma. Zresztą wystarczy gościa w radiu posłuchać, jak komentuje, zdrowo, krzepko, rozumnie, jak na redaktora „Newsweeka” czy innego „Komsomolca” przystało.
Zdrowie psychiczne polega wszak na tym, by widzieć świat tak, jak Śmiłowicz, który wzorzec czerpie ze swojskiego rozumu kremlowskiego kuranta i co ten ostatni zapieje, to Śmiłowicz swoim trelem mu odpowiada. Podobną receptę na zdrowie i na zdrowe widzenie świata mieli twórcy psychuszek, którzy jak się komuś przywidziało w Kraju Rad, iż ludzi prześladuje Bezpieka, że nie ma wolności słowa, że się za mało zarabia lub że życie pod knutem sowieckim jest gówniane, no to kierowali gada na elektrowstrząsy oraz inne zabiegi uzdrawiające umysł.
Warto więc wczytywać się w słowa Śmiłowicza: „I o ile dotychczasowe informacje o katastrofie były czymś w rodzaju wstępnego rozpoznania lekarskiego, tak ujawnione zapisy z czarnych skrzynek będą już dosyć szczegółową diagnozą. U niektórych zapewne sugerującą konieczność podjęcia rozmów z lekarzami” - bo nie znamy dnia ani godziny. I kto wie, czy tenże Śmiłowicz już jutro, gdy kremlowski kurant go we śnie nawiedzi albo o bladym świcie się odezwie, nie narzuci na plecy białego kitla i nie zacznie z ambulansem z czerwoną gwiazdą w miejsce czerwonego krzyża jeździć po polskich miastach, by wyłapywać tych paranoików, co budzą się i zasypiają ze słowem „zamach” na ustach. On się znakomicie nadaje na takiego psychuszkowego weteryniarza. Nie on jeden, co tu dużo kryć.
http://piotrsmilowicz.salon24.pl/188753,czarna-skrzynka-czy-walizka-lekarska#comment_2686373
Subskrybuj:
Posty (Atom)
