01.12.2016

Kwadratura kół

Rolex w swej najnowszej notce[1] stawia śmiałą tezę, że wyniki prowadzonych obecnie ekshumacji zaważą na społecznym odbiorze wydarzenia z 10 Kwietnia na dziesięciolecia. Rzekłbym w odpowiedzi: mogą, owszem, ale nie muszą – wiele zależy od tego, co dokładnie zostanie ujawnione i w jaki sposób będzie przedstawiane publicznie. Co więcej, można się zastanowić również nad tym, czy ekshumacje (AD 2016 i przewidziane na przyszły rok) nie są dokonywane tylko i wyłącznie po to, by „zamknąć temat” jakimś – powiedzmy – polubownym rozwiązaniem. Takim mianowicie do przyjęcia dla różnych środowisk politycznych (toczących między sobą straszliwe burze w szklance wody[2]), a jednocześnie łagodzącym emocje społeczne wokół sprawy tragedii z 10-04, które i tak już z roku na rok słabną.  

Zacny Rolex na pewno wie, że w XXI wieku (choć już i w wieku poprzednim to się dało obserwować) informacja jest już jakimś rodzajem władzy nad ludźmi. Kto ma dostęp do informacji wielkiej wagi, ten ma większą władzę aniżeli ten, kto dysponuje dostępem do błahostek. Informacje podlegają uhierarchizowaniu i – o czym doskonale pamiętamy z historii zwłaszcza naszego kraju – bywają informacje tak wysokiej rangi, że „nie mogą” przez długi czas ujrzeć światła dziennego, wobec tego spoczywają w rozmaitych depozytach, sejfach, tajnych archiwach itp. Dlaczego tego typu informacje są chowane? Ano głównie dlatego, że mogłyby wywołać (trudny do opanowania) rezonans społeczny (zakłócając pewne status quo), który mógłby poskutkować jakimiś poważnymi perturbacjami na styku społeczeństwo – władza. Oczywiście, dotykamy tu przy okazji pewnej newralgicznej sfery w obszarze państwowości, bywa bowiem tak, że pewne informacje są utajniane/chowane ze względu na bezpieczeństwo państwa, a więc po to, by tymi informacjami nie posłużyły się np. jakieś obce wywiady.

W przypadku 10-04 mamy zaś przedziwną sytuację, jakby „tajność goniła tajność” albo osobliwość – osobliwość. Innymi słowy, nic, kompletnie nic, nie dzieje się normalnie (czyli tak, jak to zwykle się dzieje, gdy dochodzi do wypadków lotniczych). Nie chcę już wracać do kwestii szeroko omówionych w moich opracowaniach (poczynając od Czerwonej strony Księżyca), chodzi mi zwłaszcza o pewną ogólną, zauważalną metodologię tego, co jest „robione” wokół 10-04 – robione i medialnie, i instytucjonalnie, i politycznie. Pewne podstawowe pytania są od lat albo skrupulatnie przemilczane, albo systematycznie zagłuszane. Pewne sprawy są zwyczajnie pomijane. Pewnych materiałów jak nie było tak nie ma. I nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się jakoś radykalnie zmienić.

Do takiego pesymizmu może skłaniać właśnie to, jak obecnie przebiegają ekshumacje (w przypadku śp. S. Melaka i śp. T. Merty zapadło głuche milczenie – może to tylko chwilowe?), jak i to, jakich kombinacji alpejskich dokonuje środowisko „GP”, lansując teraz (wraz z min. A. Macierewiczem) wersję przebiegu wydarzeń (w Smoleńsku) z „uderzeniem kołami” przez „prezydenckiego tupolewa”[3]. Jest to istna kwadratura kół, ponieważ samolot uderzywszy z impetem kołami zaryłby się głęboko w ziemię, tymczasem na wielu zdjęciach z 10-04 widać odwrócone koła. Autorzy linkowanego tekstu w „GP” wyjaśniają jak chłop koniowi pod górkę, cytuję, że „miejsce katastrofy było przez Rosjan manipulowane” (pierwszy raz dowiaduję się, iż można manipulować miejscem), „na miejscu katastrofy w ciągu kilku dni po tragedii, dokonywano wielu manipulacji”. Pytanie jednak, czy „manipulowano miejscem” też zaraz po ogłoszeniu „katastrofy”? Czy Ruscy „odwrócili koła” zaraz po przybyciu na polankę samosiejek? Czyż M. Wierzchowski nie widział właśnie odwróconych kół nadbiegłszy z felczerami do lasku[4]? No tak, ale kto miałby na takie pytania odpowiedzieć, skoro autorzy z „GP” nie są w stanie ich sobie zadać?

Kwadratura koła zachodzi też, jak sądzę, w przypadku śledztwa prowadzonego pod auspicjami cywilnej prokuratury, może bowiem pojawić się problem tego typu, czy coś ujawniać, czy nie – i za jaką cenę. Na posiedzeniu ZP z udziałem prof. M. Badena[5] (marzec 2012) zaproszony gość twierdził, że najczęściej pojawiającymi się obrażeniami u osób, których dotknęła katastrofa lotnicza, są obrażenia twarzy, tymczasem p. A. Melak wspominał wtedy:

Oglądałem zwłoki brata. Rozpoznałem najpierw na podstawie zdjęcia, jakie prokuratura przedstawiła mi w Moskwie. (…) i nie widziałem żadnych uszkodzeń twarzoczaszki, tzn. przedniej strony twarzy brata. Później miałem możność oglądania brata na stole sekcyjnym. Miał ślady po sekcji w postaci przecięcia mostka i w poprzek zszycia, natomiast uszkodzeń twarzy nie było. Czy jest to możliwe, tak, że ciało całe było. Wiem z opowiadań innych rodzin, wiem, że niektóre ciała wyglądały tak, jakby te osoby zasnęły – były w całości, nie było widać widocznych uszkodzeń. Czy jest to możliwe w tego typu zdarzeniu (…)?



[2] O tym, że mamy do czynienia z burzami w szklance wody świadczy dobitnie to, że powołano komisję śledczą ds. Amber Gold, a nie do sprawy 10-04, jakby ta ostatnia nie była dużo ważniejsza od finansowej afery.

10.11.2016

Brak zainteresowania

Wydawać by się mogło, że długo oczekiwana konferencja prokuratorów przyciągnie uwagę i mediów, i szczególnie dziennikarzy śledczych, a tu nie dość, że ledwie ją dostrzeżono[1], to jeszcze w jej trakcie wykazywano „brak zainteresowania” wieloma kwestiami. Co najciekawsze zaś, mimo że prokuratorzy zapowiedzieli, iż czas spotkania z przedstawicielami masowych środków przekazu jest praktycznie nieograniczony, to TVP Info (było nie było rządowa obecnie telewizja) przerwała po paru pytaniach transmisję i wróciła do… „analizowania” wyników wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, jakby konferencja prokuratorów nie była wydarzeniem większej wagi dla Polski. O ile więc do dnia owej konferencji media niezależne i zależne, pokorne i niepokorne podgrzewały nastroje społeczne związane z zapowiadanymi ekshumacjami, o tyle gdy już do konferencji rzeczywiście doszło, nigdzie nie ukazała się „relacja minuta po minucie”, choć przynajmniej parę kwestii (sygnalizowanych na konferencji) powinno niejednego żurnalistę postawić na równe nogi.

O jakie kwestie chodzi? Takie np. jak brak dokumentacji fotograficznej i filmowej z „miejsca katastrofy”. Nie wiadomo, czy chodzi o całkowity brak czy częściowy, dość że nikt z dziennikarzy nie spytał: to jak to, panowie, po tak długim czasie (6 i pół roku od „katastrofy”) prokuratura nie dysponuje zapisami „wydobywania ciał” i „składania ich do trumien” na „miejscu upadku tupolewa prezydenckiego”? Podobnie, zdaniem prokuratorów, sprawa się ma z dokumentacją foto- i wideo jeśli chodzi o przeprowadzane (rzekomo) sekcje zwłok w Moskwie w pierwszych dniach po „lotniczym wypadku”. Gdyby i tego było mało, to Federacja Rosyjska odmawia przesłuchania (na polski wniosek) rus. biegłych, którzy mieli brać w rozmaitych czynnościach procesowych udział. Ten zagadkowy (jak na tego rodzaju Zdarzenie) stan rzeczy jakoś nie zaintrygował naszych zdolnych i bystrych dziennikarzy. TVP Info, nawiasem mówiąc, okraszała relację z konferencji moonfilmem S. Wiśniewskiego, ale nikt (przynajmniej podczas telewizyjnej transmisji) nie zapytał o to, co w takim razie z materiałami filmowymi sporządzonymi w Smoleńsku przez polskiego montażystę i czy on sam zostanie ponownie przesłuchany przez prokuraturę; wszak miałby wiele do opowiedzenia[2].

Brak zainteresowania za strony mediów pozostających obecnie w opozycji do rządu i instytucji „przejętych” przez PiS, jawi się nawet jako zrozumiały (im szybciej „zapomnimy o wszystkim”, tym lepiej). O wiele bardziej zastanawiająco wygląda postawa mediów prorządowych. Parę dni temu bloger Propatrian[3] przypomniał tekst opublikowany w styczniu 2015 na stronie portalu wPolityce[4], który dotyczył „taśmy prawdy” nagranej na pokładzie PLF 031, czyli jaka-40 (lecącego z dziennikarzami), a który to tekst w niczym nie stracił na aktualności, atoli przedstawiciele tygodnika młodych rybaków, jak choćby dzielny red. M. Pyza, co zabierał przecież głos na konferencji, nie wrócili do wątku tejże „taśmy prawdy” (przechowywanej ponoć wtedy, tj. w styczniu 2015, w wojskowej prokuraturze). Zagadnienie „spadku” po NPW w ogóle się nie pojawiło podczas konferencji, choć byłoby o co i o kogo pytać. Jak np. wyglądała dokumentacja pracy polskich prokuratorów wojskowych oraz innych specjalistów, którzy pojawili się jak nie w Smoleńsku to później w Moskwie? Kogo prokuratorzy cywilni już przesłuchali, a kogo zamierzają wezwać na przesłuchanie? I tak dalej. Być może wyjaśnienie tej „pozbawionej zainteresowania” (konferencją) postawy mediów prorządowych leży w tym, iż prok. M. Pasionek już na początku zastrzegł, że prokuratorzy nie będą poszukiwać trotylu (w ciałach ofiar), by udowodnić zamach ani dążyć do tego, by w przypadku niewykrycia trotylu wykluczać zamach.

Bez większego echa przeszła więc konferencja prokuratorów, a już w ogóle bez echa przechodzi najnowszy wywiad udzielony przez L. Misiaka[5] (ex-GP) L. Pietrzakowi dla „Warszawskiej Gazety”[6]. Misiak mówi w nim: Przykro to stwierdzić, ale wciąż mamy do czynienia z ukrywaniem kluczowych informacji, które mogłyby pomóc w ustaleniu prawdy. Mam na myśli zwłaszcza wiedzę Służby Kontrwywiadu Wojskowego, ale nie tylko. Do dziś na przykład nie ujawniono, że dwa miesiące przed katastrofą Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego uznała za niezbędne uzyskanie przez tą służbę dostępu do bieżącej kontroli radarowej lotów z Okęcia i w ogóle nad Polską. To zastanawiający zbieg okoliczności. Czyżby powodem były słowa Bronisława Komorowskiego wypowiedziane w  2009 r. w RMF FM „prezydent gdzieś będzie leciał i wszystko się zmieni”? Nigdy w historii nie zdarzyło się, by ta służba żądała dostępu do radarów lotniczych. Od 2 lutego 2010 r. ABW miała dostęp do „wtyczek” radarowych. Co takiego się stało, że nagle ta wiedza stała się dla ABW niezbędna? I kto personalnie kazał podjąć taką decyzję? ABW jest wykonawcą polityki rządu, premiera i jego najbardziej zaufanego otoczenia, w tak istotnych sprawach z pewnością działa za jego wiedzą, być może nawet z jego nakazu. Może coś na ten temat wie Jacek Cichocki, sekretarz kolegium ds. służb specjalnych w kancelarii premiera Donalda Tuska?

Ta historia to tylko jeden z wątków poruszonych w rozmowie. Misiak opowiada też szczegółowo o systemie ACARS („prezydenckiego tupolewa”), którego sprawa powinna być wyjaśniona już dawno przez MON, tymczasem: [i]nformacje na temat ACARS wciąż są przez MON z niewiadomych przyczyn utajnione. Znają je też amerykańscy producenci awioniki jaka była zainstalowana w Tu-154 M 101. 17 października 2012 r. Antoni Macierewicz w „Rozmowie niezależnej” na vod.gazetapolska.pl  pogratulował mnie i mojemu koledze ujawnienia informacji o istnieniu na pokładzie Tu-154M 101 systemu ACARS, który, jak wyraził się, „śledził lot i pracę urządzeń samolotu oraz na bieżąco informował stronę polską o przebiegu lotu i działaniu poszczególnych elementów samolotu. Rząd pana Donalda Tuska musi dysponować pełnym zapisem przebiegu wydarzeń. Oni wiedzą co się stało i ukrywają tę prawdę. To jest rzecz nieprawdopodobna i wstrząsająca, że z kamienną twarzą ci ludzie kłamią od rana do wieczora. Kłamali, kłamią i nadal chcą kłamać, mając w ręku wszystkie dowody w tej sprawie”.

Misiak nie kryje swojego rozczarowania działaniami A. Macierewicza i „podkomisji”. Zwraca zresztą uwagę, że Macierewicz: unika ostatnio jak ognia słowa zamach, coraz częściej natomiast w jego wypowiedziach słyszymy słowo usterka, a przy tym podkreśla, że samolot uległ destrukcji w powietrzu. Na wersję „usterkową” pierwszy zwrócił uwagę Sławomir M. Kozak w swojej książce pt. „Operacja terror”, która ukazała się właśnie na rynku. Misiak dodaje też: Na dobrą sprawę nadal nie wiemy – bo nie przedstawiono nam na to przekonywujących dowodów m.in. zapisów radarowych - gdzie, o której godzinie, w jakich okolicznościach zaginął samolot Tu154 M 101. Zapisy radarowe posiadają SKW, prokuratura, która przejęła je z Okęcia zaraz po katastrofie i ABW, która przed katastrofą uzyskała dostęp do radarów. Niech te źródła upublicznią zapisy wszystkich  wylotów 10 kwietnia 2010 r. z Okęcia od godz. 5 do 9 i lotów na kierunku wschodnim między godzinami 5 i 9 czasu polskiego, bo w tym czasie rozegrał się dramat. Jeśli zapisy nie zostały zmanipulowane, punkty nawigacyjne, nad którymi przelatywał polski samolot pozwolą odtworzyć czas i dokładny przebieg lotu z Okęcia aż do momentu krytycznego. Wrak dotąd nie został Polsce przekazany i w Polsce zbadany, nie znamy więc, mam na myśli opinię publiczną, żadnych dowodów. Na zwrot wraku wpływu nie mamy, ale zapisy radarowe są w Polsce.

Jedną z ciekawostek, które w wywiadzie podaje Misiak jest ta informacja: Ciekawe, czy prokuratura przejęła całą dokumentację Pułku, m.in. dotyczącą obowiązkowych lotów komisyjnych maszyn przed wykonaniem lotu VIP-owskiego oraz wylotów wojskowych samolotów: Tu-154 M, Jak-40, CASA, 10 kwietnia 2010 r., pism z rozkazami o wymontowaniu boi ratunkowych  z Tu-154 M 101 czy innych urządzeń etc. Ciekawe, czy czegoś nie brakowało i jakie wnioski wyciągnęli z tej wiedzy prokuratorzy. Nic o tym nie wiemy, bo prokuratura milczy. Chodzi mi oczywiście o wzmiankę o samolocie CASA. Czyżby Misiak dotarł do jakichś śladów po locie CASY z poranka 10-04[7], czy też chodzi mu tu o wykorzystanie CASY w dniu 7-04-2010? I kolejna warta odnotowania (choć w dyskusjach blogerów było to zagadnienie uwzględniane od kilku już lat) rzecz w wywodzie Misiaka: nie podnosi się, że w Smoleńsku są dwa lotniska, na tym drugim, Smoleńsk-Jużnyj, w czasie, gdy wydarzyła się katastrofa, panowała piękna słoneczna pogoda, tak wynika z komunikatów pogodowych, dostępnych w Internecie. Jest tam nowoczesna, nie siermiężna jak na Siewiernym, wieża kontroli lotów. Jużnyj ma krótszy pas niż Siewiernyj, ale Tupolew bez problemu by na nim wylądował, jak twierdzą specjaliści.

Możliwe, że pytania stawiane przez Misiaka są zbyt trudne, by wzbudziły zainteresowanie niezależnych i/lub zależnych mediów. Zdumiewające jednak jest to, jak - mimo upływu lat - zrekonstruowanie faktycznego przebiegu wydarzeń z 10-04 jest cały czas uniemożliwiane – przez różne środowiska i instytucje.



[1] Proszę sprawdzić dzisiejsze relacje na portalach informacyjnych – nadal, tak jak wczoraj, media „żyją” wyborami w USA.
[2] Vide choćby jego obszerne relacje przed Zespołem Parlamentarnym (luty 2011).
[7] Ślad po CASIE jest też w dokumentacji KBWLLP, por. http://freeyourmind.salon24.pl/346023,samoloty-zastepcze-i-inne

03.11.2016

2 wozy strażackie Wiśniewskiego vs wóz Sępa




Kadry z filmu R. Sępa

Brak wozu strażackiego w okolicach polanki samosiejek.



https://www.youtube.com/watch?v=2R-5uw73QlI 

02.11.2016

Dwa ułamki z filmu z wywiadem udzielonym przez moonwalkera

(po prawej rus. mundurowy się uśmiecha)

(nic się nie dzieje za bramą boczną lotniska)


28.10.2016

PCz-3

...przy którym stoi P. Kraśko i R. Sęp (operator TVP), gdy ich zatrzymują rus. służby. Ten wóz, wedle raportu MAK, miał jako pierwszy dotrzeć na "miejsce katastrofy".

9:40 w TVP Info

Na pasku informacja o jaku-40, mimo że P. Paszkowski na antenie mówi o tu-154M.
https://www.youtube.com/watch?v=2R-5uw73QlI