12 lip 2014

Ósma osiem?


W foto-albumie V. Igoreva, który podjął się próby chronologicznego ustawienia (w pol. czasie) kilkuset zdjęć „smoleńsko-katyńskich” z 10-04, można znaleźć takie, które ma pochodzić z godz. 8:08 (pol. czasu), pokazujące z jednej strony osoby licznie przybywające dopiero na Cmentarz, z drugiej zaś dwóch prezydenckich akustyków: min. J. Sasina i jego wiernego adiutanta A. Kwiatkowskiego oraz funkcjonariuszy BOR-u - u drogi[1]. Uwagę przykuwa podenerwowany wyraz twarzy Kwiatkowskiego, jakby to była chwila „zbierania się” na Siewiernyj, gdy już akustycy dostali jakieś alarmujące wieści; Sasin mówi coś do jednego z trzech borowców, stojąc do obiektywu tyłem. O podobnej godzinie, tu o 8:05, parlamentarzyści bawią wciąż na stacji Gniezdowo, z której przybywają do Katynia (zaznaczam znów, wg ustaleń Igoreva) o 8:22, kiedy to będą sobie jeszcze robić zdjęcia z wieńcem (8:29) i przed towarowym wagonem (9:07), nie spiesząc się specjalnie nigdzie – i nie zaniepokojeni niczym, najwyraźniej, jakby pozostawało wiele wolnego czasu.

Wróćmy jednak do Sasina i Kwiatkowskiego, cofając się o godzinę. Jeśli owa 8:08 byłaby tu prawidłowo określona przez Igoreva i byłaby to faktycznie sytuacja szykowania się akustyków prezydenckich z borowcami do wyjazdu na XUBS, to nie muszę przypominać, że to ich zbieranie się na lotnisko byłoby na 35 minut przed „upadkiem tupolewa” (tym w „godzinie Morozowa”, czyli o 8:41)[2]. Byłby to zarazem kolejny przykład „prekognicji” lub „jasnowidzenia” – typowych dla „historii smoleńskiej” i szeroko omawianych w blogosferze. Ale jeśli uwzględnimy hipotezę wczesnego wylotu PLF 101 (skrótowo HWW), o której obszernie pisałem w cyklu Uchod experiment – zwłaszcza w Suplemencie[3] – to o żadnej prekognicji ani jasnowidzeniu nie powinno być tu mowy. Jeśliby już o 8:08 Sasin, Kwiatkowski i borowcy szykowali się do wyjazdu na Siewiernyj, to by znaczyło, iż 1) mają wtedy informacje, że „coś się stało” (byłoby to zachowanie zgodne z tymi późniejszymi relacjami z 10-04, które mówiły o „Zdarzeniu” przy XUBS koło 8-mej pol. czasu a 10-tej rus.[4]), oraz że 2) do tego pierwszego, czyli prezydenckiego ministra, zatelefonował lub lada moment zadzwoni z pobojowiska Wierzchowski (chyba wszyscy nie żyją)[5].

Oczywiście taki scenariusz „wyjazdowy” kłoci się z opowieściami Sasina, który generalnie mając gigantyczne problemy z ustaleniem precyzyjnych momentów czasowych różnych zdarzeń, swój wyjazd (z BOR-em) z Katynia na smoleńskie północne lotnisko sytuuje akurat w miarę dokładnie, jak na swoje możliwości pamięciowe: na jakieś kilkanaście minut po 9-tej pol. czasu (http://freeyourmind.salon24.pl/404659,2-przesluchanie-sasina-cz-1). Po dziewiątej, nie po ósmej. O 9:05 Sasin ma dzwonić do żony (żeby się nie denerwowała, jeśli usłyszy w mediach coś dotyczącego mojej osoby)[6], chwilę potem ma oddzwaniać do niego Wierzchowski z „miejsca katastrofy”. Później ma nastąpić odjazd Sasina na XUBS. Można by więc liczyć jakąś 9:15 jako „chwilę wyjazdu”, zgodnie z taką relacją prezydenckiego ministra. Jest to usytuowanie (czasowe) zrozumiałe na tle oficjalnych „ustaleń”, co do godziny „katastrofy”. Na ile jednak Sasin ma właściwe poczucie czasu i rzetelnie odtwarza zdarzenia, to osobna rzecz, zeznając wszak przed ZP, lokuje on (wraz z szefem ZP, nawiasem mówiąc) planowany przylot Prezydenta na Siewiernyj na dość osobliwą godzinę: 8.55[7] (http://freeyourmind.salon24.pl/403331,1-przesluchanie-sasina). Scenariusz z wyjazdem akustyków prezydenckich i borowców niedługo po ósmej (8:15?) nie zgadza się także, co jasne, ze „stenogramami CVR”, zgodnie z którymi o 8:08 PLF 101 pozostaje jeszcze nad Białoruską SSR. Jak poza tym widać na innych zdjęciach z Katynia, przez następne kilkadziesiąt minut (licząc od owej 8:08), nie ma na Cmentarzu żadnego wielkiego zaniepokojenia ni poruszenia wśród oczekujących na uroczystości (mające się zacząć o 9:30), tak jakby dopiero pierwsze wieści z anteny TVN24 z godz. 9:19 (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/byy-dwie-maszyny-ktora-sie-rozbia.html) miały „uruchomić lawinę”.
   
Ktoś może odrzec na to wszystko: a skąd nam niby wiadomo, że to katyńskie zdjęcie (z ósmej osiem) obrazuje chwilę przed wyjazdem Sasina, Kwiatkowskiego i borowców na XUBS? Może wtedy, tj. o 8:08, prezydenccy urzędnicy dopiero zajechali na Cmentarz i właśnie witają się w Katyniu z funkcjonariuszami, którzy wyszli im po gospodarsku naprzeciw na parking[8], zaś chwilę potem Sasin z Kwiatkowskim zajmą się sprawdzaniem nagłośnienia i krzesełek, o czym tyle opowiadali podczas prezentacji filmu Mgła i publicznych spotkań? Sasin w książce Mgła (s. 39) wspomina: poświęciłem chyba ze trzy kwadranse na zwiedzanie centrum, soboru, murów obronnych [Smoleńska, rankiem 10 Kwietnia – przyp. F.Y.M.]. Stamtąd pojechałem na cmentarz. Musiała być jakaś ósma lub kilka minut przed ósmą, kiedy dotarłem na miejsce. Kilkadziesiąt minut spędziłem, doglądając wszystkiego, sprawdzając ustawienie krzeseł itp. – aczkolwiek przed ZP „smoleńsko-katyński” zegarek nieco mu się przesuwa, bo Sasin twierdzi: na cmentarz przybyłem około godziny, tak myślę, wpół do ósmej. I dodaje zaraz: Miałem okazję też spotkać państwa parlamentarzystów, rozmawiać, ale również sprawdzić te wszystkie sprawy, które chciałem (…), czyli właśnie te kwestie nagłośnienia, czy też wydać dyspozycje odnośnie rozsadzenia poszczególnych członków delegacji. Problem w tym, że ‘państwo parlamentarzyści’ pojawiają się przed Memoriałem dopiero koło 8:30, a na Cmentarz wchodzą z wolna grupkami w okolicach 9-tej[9], wcześniej robiąc sobie np. pamiątkowe zdjęcia przy rus. wagonie towarowym.

Z zestawienia fotografii u Igoreva wynika także, iż do godz. 8:08 krzesełka katyńskie są już (od wczesnych godzin porannych) przygotowane, a ekipy telewizyjne ze sprzętem cierpliwie czekają, rozłożone z wyprzedzeniem. Tak więc do „sprawdzania” nic żaden akustyk nie ma. Nie widać ponadto (nie tylko w albumie Igoreva, lecz w ogóle na przestrzeni lat) żadnych zdjęć z krzątającymi się Sasinem i Kwiatkowskim przy „krzesełkach i nagłośnieniu” między 8:08 a 9:07, a przecież zostaliby zauważeni lub choćby przypadkowo sfotografowani (jak np. układają karteczki z nazwiskami itp.)[10]. Brak również sceny wyjazdu akustyków i borowców po 9-tej. Spójrzmy więc na sprawę inaczej: czy nie jest możliwe, by taki wyjazd z Katynia na XUBS o takiej a takiej porze (po owej 8:08) się 10 Kwietnia odbył – kiedy jeszcze nie wszyscy przybywający na uroczystości zdołali nawet wejść na Cmentarz? Jeśliby się taki wyjazd odbył, to by znaczyło, iż po pierwsze: PLF 101 odpowiednio wcześniej wyleciał i o 8:08 nie byłby już nad żadną Białorusią – po drugie zaś: alarmujące informacje o Delegatach Sasin i Kwiatkowski wraz z borowcami potraktowali koło owej 8:08 poważnie. Do tego zaś by nie mogło dojść, gdyby wiedzieli oni, iż PLF 101 pozostaje jeszcze w powietrzu i ma przed sobą kilkadziesiąt minut lotu – vide „lądowanie o 8:55” – innymi słowy: gdyby Sasin etc. byli pewni, że informacja o jakimkolwiek „zjechaniu z pasa”[11] lub innych „problemach z lądowaniem” jest fałszywa.

Jak zweryfikować ten scenariusz? Niezbędne wydaje się spojrzenie kogoś z zewnątrz – choć i to spojrzenie nie wydaje się być „niezmącone”. W filmie J. Kruczkowskiego Na własne oczy[12] operator Polsat News towarzyszący red. W. Baterowi (któremu w Suplemencie poświęciłem sporo miejsca, zwracając uwagę na „wehikuł czasu”, jakim Bater się 10 Kwietnia porusza) – K. Łapacz, relacjonuje:

w którymś momencie szybkim krokiem przychodzi Wiktor i mówi: „Bierz kamerę i chodź”. (…) Tempo jego marszu było na tyle szybkie, że nie bardzo zrozumiałem, co takiego niesamowitego i ważnego znalazł, że tak szybko musimy to zrobić, tak? (…) Doszliśmy do parkingu przed Cmentarzem – i on powiedział, że… tak na początku, jakby, nie wiem, chciał mnie wprowadzić w to, czy… Powiedział: „Popsuł się samolot”. „Jak to się popsuł samolot? Przepraszam, kółko mu odpadło, migacz odpadł, czy co?” Trywializuję teraz, ale tak trochę wtedy to wyglądało, że ja mówię: „jak to, co się stało?” „No, spadł samolot.” „No, ale gdzie spadł samolot?” „No, nie ma samolotu.” Mówię: „Dobrze, Wiktor, spokojnie, jeszcze raz – o co chodzi?” (…) „Była katastrofa.” „Nie, nie, absolutnie, nie, poczekaj.” „Ponoć… wszyscy nie żyją.” Wziąłem głęboki oddech, mówię: „Dobra, chwila, przeanalizujmy sytuację, co się dzieje, tak? Jesteśmy na parkingu.” Patrzę dookoła. BOR chodzi, przepraszam, z kąta w kąt, no ale OK, mają swoje sektory, przemieszczają się, tak? No, są spokojni. Mówię: „Wiktor, przepraszam, ale przecież gdyby się cokolwiek stało, to ci ludzie… już by ich tutaj dawno nie było, tak? A na pewno nie chodziliby… tak spokojnie.” „Mówię ci, była katastrofa. Co robić?” Pytanie było takie, czy dzwonić do Warszawy, czy informować Warszawę. Pytam się Wiktora: „Ale skąd to wiesz?” „Nie mogę ci powiedzieć.” „OK, no dobrze, ale”, mówię, „na pewno nie dzwoń jeszcze do Warszawy, bo przecież nie mamy żadnego potwierdzenia, żadnej informacji – jest to zbyt poważna sprawa, żeby wszczynać… jakąkolwiek akcję, tak, żeby informować stację.” No i właściwie, jak wypowiedziałem te słowa, nie minęło, mówię, no, parę minut, jak ci faceci, którzy chodzili po swoich sektorach, jak jeden mąż zawinęli się – wsiedli do samochodu – i na bombach odjechali w kierunku lotniska.

Pośród zdjęć u Igoreva można też znaleźć to z Baterem. Widać go przy stanowisku operatorskim o godz. 7:19[13]. Kilkadziesiąt minut później, o 7:53 (tu 9:53 rus. czasu) Bater z L. Kelly z Reutersa kierują się jednak z wolna do wyjścia z Cmentarza, zgodnie z danymi fotki zrobionej przez moskiewską przewodniczkę J. Kalkutę[14] – zaś o 8:04 (jeśli wierzyć ustawieniu czasu w tym aparacie; autor zdj. P. Pyzik)) ktoś podobny do Batera odbiera telefon od kogoś/telefonuje już będąc w pobliżu parkingu, a więc i szosy witebskiej (wiodącej do Smoleńska). Z relacji Łapacza (podobnie zresztą, choć z odmiennymi detalami, wspomina u Torańskiej sam Bater) wynika jednoznacznie, iż Bater & Co. (czyli Kelly, Zychowicz, Prus itd.) udają się z Katynia na lotnisko Siewiernyj dopiero po odjeździe furgonetki BOR-u. To być może tłumaczyłoby „otwarty wjazd” dla ekipy Batera na Siewiernyj (dzięki uprzednim „przetarciu szlaku” przez BOR i Sasina z Kwiatkowskim). Łapacz jednak nie jest w stanie podać dokładnej godziny ich przyjazdu na XUBS, na którym zastaje całkowity spokój i nic nie widać – w związku z tym nie wie on, co w ogóle ma tam filmować (Wiktor krzyczy do mnie: „Graj mi to! Graj mi to!” Ja tak rozejrzałem się dookoła i mówię: „Ale co?!”)[15].

Z kolei z artykułu Zychowicza opublikowanego nazajutrz po „katastrofie”[16], wynikałoby, że niedługo po 9-tej pognali z Katynia na Siewiernyj, no bo do „Zdarzenia” miało dojść o słynnej 8:56. „Zdarzenie” jednak, jak świetnie wiemy, zaczęło się wnet w narracji „cofać” do godzin 8:50, 8:40, 8:39, 8:38, 8:35 itd. – choć jednocześnie – co też winniśmy pamiętać – zrazu („Zdarzenie”) łączone z obecnością „Frołowa”[17] (podejrzewano nawet, iż PLF 101 przebywał w tym samym czasie w strefie lotniska, co ił-76) zaczęło się czasowo od manewrów ruskiego transportowca „oddalać”. Nikt też z ekspertów od lotnictwa i drzewostanu smoleńskiego nie widział w tych zjawiskach ruchu na rus. osi czasu, na której można się jednocześnie i cofać, i oddalać, żadnego problemu, gdyż od samego początku „historii smoleńskiej” rus. czas był z gumy (ruskiej). Jeśliby więc tą „pierwotną” godziną uruchomienia maskirowki przy XUBS była 7:56 pol. czasu? Wtedy wyjazd Sasina i Kwiatkowskiego z borowcami, a zaraz po nich pogoń lotnej brygady Batera, pasowałyby do takiego scenariusza, choć nie pasowałoby to w ogóle do moskiewskiej legendy o 10-04, zgodnie z którą przed godz. 7-mą 56 nie ma nawet „zapisu CVR” z pokładu PLF 101, a co dopiero katastrofy – „nagrania” przecież zaczynają się „po ósmej”[18], dokładnie o 8:02.     


[1] http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2014/07/kadry-katynskie-i-inne-z-10-04.html Na marginesie dodam, że jeden z mężczyzn po lewej, mimo że łudząco podobny do M. Wierzchowskiego z KP (por. http://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/04/13/trio/), nie wydaje się, mimo wszystko, być MW.
[2] A nie pół godziny po, jak wylicza (po 2 latach) jeden z borowców por. http://freeyourmind.salon24.pl/402171,opowiesci-dziwnej-tresci. Por. też reprint materiału z Naszego Dziennika z redakcyjnym komentarzem Bibuły http://www.bibula.com/?p=54030. Komentarz ten, mimo że słuszny i dowcipny, nie uwzględnia jednego czynnika, wszechobecnego w relacjach olbrzymiej większości świadków/uczestników zdarzeń z 10-04: dostosowywania się do ofic. narracji i zaklepanej w niej fałszywej osi czasu. Jeśli więc borowiec opowiada po latach, że „pół godziny po upadku samolotu” miała się dostać na XUBS grupa ludzi BOR-u z Katynia, to może to wprawdzie znaczyć koło 9:10 pol. czasu (trzymając się ofic. danych), ale wcale nie musi znaczyć nic konkretnego. Nie sposób bowiem od lat ustalić: 1) w której chwili/jak dostrzeżono, iż coś się dzieje niebezpiecznego z Delegatami – jak też 2), w jaki sposób rozchodziły się (w jakich kręgach) poufne informacje o zagrożeniu. Zakładając zaś słuszność HWW, można przyjąć, że stosunkowo wcześnie (w czasie wykonywania holdingu PLF 101 w strefie wojskowego smoleńskiego lotniska) mogły się pojawić pierwsze symptomy narastającego zagrożenia, które to symptomy załoga i/lub pasażerowie mogli próbować przekazywać choćby telefonicznie, na zewnątrz.   
[4] http://freeyourmind.salon24.pl/297779,zakrzywienie-czasoprzestrzeni Por. też mój Suplement i tam wątek wcześniejszego przylotu PLF 101 w okolice Smoleńska. Oczywiście ofic. narracja „wyparła z obiegu publicznego” z czasem wersje „Zdarzenia przy XUBS” sytuowane w pobliżu 8-mej rano (10 rus. czasu), przesuwając to „Zdarzenie” na okolice 9-tej rano (11-tej rus.). Jak jednak starałem się wykazać w cyklu Uchod experiment, należy „dane czasowe” oficjalnie podawane wziąć w nawias i unieważnić na potrzeby autentycznego śledztwa. Tylko wtedy bowiem, tj. po takim gruntownym unieważnieniu, możliwe jest odtworzenie jakiegoś przebiegu wypadków z całego gąszcza sprzeczności i dezinformacji.
[5] Przepraszam, bo bym... bym minął się z prawdą – dostałem informację tuż przed samym wyjazdem. Już po odbyciu tych, tej rozmowy z żoną i po próbach połączenia –  najważniejszej rzeczy zapomniałem. Zadzwonił do mnie... Oddzwonił pracownik mój (…) p. Wierzchowski, który był na lotnisku, i... jakby niezwykle emocjonalny sposób zaczął mi relacjonować, co się tam wydarzyło, ponieważ, jak się okazało, dotarł na miejsce katastrofy. I zaczął mi, zaczął mi mówić ja... jakby... No, to też było irracjonalne zachowanie z mojej strony, bo ja jakby tak sobie już wyobraziłem pewien obraz, który się stał, prawda, czyli jakiegoś drobnego wypadku przy lądowaniu samolotu, pra[wda]... Miałem taki obraz, że być może się koło, koła nie otworzyły, prawda, czy coś takiego. Kiedy on, jakby... (…) nie był w stanie nawet słów za bardzo z siebie wydobyć. To była taka ba... niezwykle dramatyczna relacja... On krzyczał, płakał, prawda, to było jakieś takie niezwykle... mmm... I ja mu zacząłem go uspokajać przez telefon, mówię: „stary, no, uspokój się, chyba się nic takiego strasznego nie wydarzyło, prawda?” I, i, i mówię: „no, ale co?”, mówię, „zjechał ten samolot z pasa?” Prosiłem go jakby o sprecyzowanie. On zaczął mówić: „nie”, mówi, „słuchaj jest w ogóle masakra, samolot jest rozbity, koła do góry (…). Więc znaczy, ja w tym momencie zacząłem zdawać sobie sprawę, że sytuacja jest znacznie groźniejsza niż, niż mi się wydawało (…) Spytałem się jego, czy coś może powiedzieć na temat ofiar, prawda, czy ktoś zginął (…),  czy ktoś żyje, czy ma jakieś informacje na te... co z Prezydentem? On mi na to powiedział, że... wykrzyczał, że oni chyba wszyscy nie żyją. To była taka... taka informacja. (http://freeyourmind.salon24.pl/404659,2-przesluchanie-sasina-cz-1)
[6] To jedna z najbardziej enigmatycznych wypowiedzi Sasina. Czym bowiem miałaby się niepokoić żona (w kontekście „katastrofy lotniczej tupolewa”, jeśli prezydencki minister przybyłby do Smoleńska dzień wcześniej samochodem? No i z jakiej racji miałyby się media od razu Sasinem zainteresować? Miałyby go włączyć w poczet „ofiar katastrofy”, skoro nie leciał? 
[7] A nie 8:30 czy np. 8:00 (vide mój Suplement).
[8] Wiele by mógł pomóc w ustaleniu dalszego przebiegu zdarzeń materiał nakręcony przez ks. Zawiślaka, który idzie z autokaru podczas tej sceny z Sasinem, Kwiatkowskim i borowcami, lecz tego ujęcia tam, niestety, brak: http://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/04/13/nakladanie-sie-obrazow/
[9] Zdaniem J. Szczypińskiej (por. T. Torańska, Smoleńsk, s. 62) parlamentarzyści są na parkingu „może 8:35”, a po interwencji ruskiej milicji, zostają wpuszczeni poza kolejką na Memoriał.
[10] Konsul L. Putka będąca w Katyniu, indagowana przez Torańską o Sasina, mówi: Pana Sasina widziałam tylko przez chwilę. Na mszy i potem na lotnisku (Smoleńsk, s. 72). Co poniekąd mogłoby potwierdzać hipotezę, iż dość wcześnie Sasin zniknął z Cmentarza (z Kwiatkowskim i borowcami, jak można sądzić).
[12] Por. też http://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/04/13/migawki-z-filmu-j-kruczkowskiego/ i http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-zamiast-trailera-lotc3b3w-do-katynia.pdf. Ciekawy przegląd wyrywkowych migawek Polsat News (począwszy od 8:00) załączony jest na YT tu: http://www.youtube.com/watch?v=sZp1eW4SH7c (za linka dziękuję MMarioli). Zgodnie z tym materiałem już o 9:02 pojawia się na pasku Polsatu news: Awaria prezydenckiego samolotu. Problemy z lądowaniem w Smoleńsku – ale…, uwaga, nie ma korespondencji Batera po wstępnej zapowiedzi pięknej V. Madej z godz. 9:04: A my mamy informację z ostatniej chwili: jest awaria prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Oczywiście najwie-, więcej szczegółów na razie nie znamy, ale w kolejnych serwisach będziemy państwa o tej sytuacji informować. Nasuwa się zatem pytanie, jak ostatecznie wygląda 10 Kwietnia program poranny Polsat News po godz. 9-tej i czy ten linkowany materiał (zrzucony dopiero 4-10-2011) nie powstał już w czasach różnych „postprodukcji”? Skąd takie paranoiczne podejrzenie? Korespondencja Batera pojawia się bowiem w nim dopiero o 9:12, po zapowiedzi Madej i z tego, co opowiada Bater, wynikałoby, że jest on nadal w Katyniu, a nie w okolicy Siewiernego (zatrzymał się więc ze swym wehikułem czasu w tym materiale wideo): A my teraz wracamy do awarii prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Przypomnę, Lech Kaczyński udaje się do Katynia, by tam złożyć hołd Polakom zamordowanym przez NKWD i też w Katyniu na miejscu, na Prezydenta, czeka korespondent Polsat News, Wiktor Bater. Witaj, Wiktorze. [Bater] Dzień dobry, witam państwa. [Madej] Powiedz, czy wiadomo, co się dzieje? Co się stało z prezydenckim samolotem? [Bater] Yyy… Potworne zamieszanie. Z nieoficjalnych, absolutnie nieoficjalnych informacji uzyskanych przeze mnie od grupy delegacji, która miała spotykać Prezydenta Kaczyńskiego  na lotnisku w Smoleńsku, wynika, że samolot Prezydenta rozbił się po, przy podchodzeniu do lądowania. Informacja najnowsza jest taka – cytuję swojego rozmówcę, jak mówię, anonimowego, że nie ma co zbierać. Yyy… Nie wiadomo, co będzie na Cmentarzu w Katyniu. W tej chwili wszyscy chodzą zdezorientowani – nie ma żadnych informacji. Yyy… Ja widziałem przed chwilą kolumnę ambasadzkich, dyplomatycznych samochodów i samochodów naszego MSZ, które przyjechały z Warszawy oraz BOR. Pojechały, ruszyły na sygnale spod Cmentarza w Katyniu w kierunku Smoleńska. [tu materiał się urywa i po chwili] My jedziemy tam też uzyskać więcej informacji. Samolot jest rozbity, nic więcej w tej chwili na chwilę obecną nie jesteśmy w stanie przekazać – jest całkowita blokada informacji. [Madej] Ale to powiedz jeszcze, kiedy w takim razie możemy potwierdzić te informacje? Kiedy możemy się spodziewać, że te informacje zostaną potwierdzone? [Bater] Jak tylko my dojedziemy do lotniska, będziemy mogli naocznie się przekonać, co się stało. Cały czas wydzwaniamy do naszych dyplomatów, usiłując się dowiedzieć. Wtedy, kiedy będzie odblokowana informacja – to jest pytanie nie do nas, tylko do przedstawicieli ambasady, Kancelarii Prezydenta, kiedy zechcą udzielić jakichkolwiek informacji. Na razie, powtarzam, żadnych informacji nie udzielają. Do momentu, kiedy my tam nie dojedziemy, nie będziemy prawdopodobnie nic wiedzieli. [Madej] Wiktor Bater, Katyń. Wiktorze, dziękuję ci za te informacje [materiał się urywa]; por. też http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/godz-903-czy-913.html.
Oczywiście to znów „tylko” materiał na YT i to pozbawiony ciągłości (tak jak zrzucone ponad rok wcześniej, bo dn. 6-08-2010 wideo Pył na wietrze: http://www.youtube.com/watch?v=HVdE_mNa-I0 od 8’01’’, na którym po wypowiedzi Madej jest taka relacja Batera: W tej chwili ja rozmawiałem z przedstawicielami polskiego MSZ, którzy czekali na lotnisku w Smoleńsku na polskiego Prezydenta – oni powiedzieli, potwierdzili, że samolot się rozbił podczas podchodzenia do lądowania. Był to prezydencki samolot Tu. Yyy… Na lotnisku leżą ciała zabitych, ci, których, tych, którzy zginęli w katastrofie – nie wiadomo, czy ktoś wyżył, powiedzieli na razie świadkowie, czyli ci przedstawiciele MSZ-u, z którymi, powtarzam, rozmawiałem, że nie widać jakichkolwiek oznak życia. Nie widać, nie wygląda to, nie wygląda na to, żeby ktokolwiek mógł przeżyć tę katastrofę. Yyy… W tej chwili jedziemy, na lotnisku w Smoleńsku jest mgła, być może powodem tej katastrofy były złe warunki atmosferyczne, yyy…, żadnych więcej informacji nie jesteśmy w stanie uzyskać. Jeszcze przed chwilą rozmawiałem z przedstawicielami naszej ambasady, którzy również potwierdzili te informacje: była katastrofa, był mały pożar, pożar został zlikwidowany, trwa akcja ratunkowa – wszystkie inne informacje będziemy zbierać. [Madej] Jak daleko, powiedz, jesteś od miejsca katastrofy? [Bater] W tej… w tej chwili zbliżamy się… W tej chwili zbliżamy się do lotniska – są drogi pozamykane, stoi wszędzie milicja – ja jestem w tej chwili za kierownicą, stąd też również moja ta relacja jest trochę… yyy… nerwowa, dlatego że yyy… staramy się dotrzeć tam jak najszybciej. Dzielą nas od lotniska być może… 2, 3 kilometry [tu materiał się urywa i wchodzi kanał TVN24]).
Na tym tle (tych dwóch alternatywnych relacji) inne, słynne doniesienie Batera, to z „telefonem o nieszczęściu” z godz. 8:40, a „katastrofą” o 8:36 (http://www.youtube.com/watch?v=_96X6s2eRvI) nabiera jeszcze większej tajemniczości. Podobnie kwestia tego, co/kto blokował 10 Kwietnia, jeśli chodzi o upublicznianie informacji o losach Delegatów. Ta sprawa zasługiwałaby na osobne drobiazgowe śledztwo – można wszak postawić pytanie ogólniejszej natury: na ile relacje medialne z 10-04 w ogóle są autentyczne, a nie od samego początku sterowane, kontrolowane, zapętlone (zwłaszcza moonfilmem) etc. Zagadnienie to byłoby tym poważniejsze, im wcześniej (a nie np. od ca. 8:35) wiedziano by poufnie, iż coś z Delegatami dzieje się niedobrego. Istnieje wiele przesłanek (wskazywałem na nie już w Czerwonej stronie Księżyca) przemawiających za tym, iż zrazu wprowadzona jest blokada informacyjna (jakby „nic się nie stało”), potem zaś w sposób sztuczny, stopniowo i niejako w zwolnionym tempie, „odsłaniana jest” zadziwiająca „historia smoleńska”, poczynając od „awarii prezydenckiego samolotu”, poprzez „problemy z lądowaniem jaka-40”, na „wszyscy zginęli w katastrofie tupolewa”, kończąc (choć właściwie nie kończąc, skoro potem pojawia się news podawany przez P. Paszkowskiego z MSZ „trzy osoby mogły ocaleć”, a ilość „ofiar katastrofy” waha się w przedziale „87-134”).
[13] Bater u Torańskiej (Smoleńsk, s. 88) szacuje, że: mniej więcej o 8:15 weszliśmy przez bramkę – była jedna – na teren Cmentarza Katyńskiego. Lidia (…) powiedziała, że pogoda się chrzani, pewnie deszcz zacznie padać. Patrzę, chmury wysoko, padać nie powinno, ale pogoda zmieniała się w oczach.
Zarówno ta „dana czasowa”, jak i skorelowane z nią „dane meteo” wydają się być wzięte z czapki-niewidki, czyli mówiąc inaczej, dostosowane do moskiewskiej narracji (w ramach której russkij gen. Tuman stąpa w siedmiomilowych butach, spowijając wszystko mgłą). Po pierwsze, gdyby Bater przybył do Katynia po 8:15 i dopiero wtedy Łapacz miałby się rozstawiać ze swym sprzętem, podpinać go, sprawdzać etc., to zdołaliby raptem nagrać jeden wywiad, a nie kilkanaście wraz z przebitkami na tablice z nazwiskami pomordowanych – nim wyjechaliby na lotnisko. Po drugie, na zdjęciach TVP Info pokazujących 10 Kwietnia w serwisie o godz. 8:30 Katyń widać dobrą, słoneczną pogodę (http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/04/kadry-z-pyc582u-na-wietrze-katyc584-8-30.png).
[18] Jeśli zaś ktoś miał okazję odsłuchiwania „prezentacji MAK” (nie ma tu różnicy, czy chodzi o nagrania w rus. wersji: https://www.youtube.com/watch?v=py-S6XgYMKk czy te ujęte w wersji anglojęzycznej: https://www.youtube.com/watch?v=nbX6ZZIvNBM), to zaczyna się ona dość specyficznie, bo od godz. 10:22 rus. czasu, a więc z ewidentnym pominięciem dużej partii materiału – tej zwłaszcza z „mińskim zawiadomieniem” o 4-0-0 meters fog w Smoleńsku, o którym to „zawiadomieniu” wiele pisałem w Suplemencie, dowodząc, że musiało ono zostać dograne do „zapisów CVR” (por. też http://freeyourmind.salon24.pl/583527,kotwica-smolenska). Dzięki temu „pominięciu” nie sposób dokonać niezależnej analizy „głosów kontrolerów mińskich”, których to głosów, jak dowodzą wersje „stenogramów” opublikowane przez KBWLLP i NPW, miało być trzy (przypominam to, gdyż w Syndromie katyńskim pojawia się gostek przedstawiany jako „miński kontroler”, który miał nie tylko przekazać komunikat o 4-0-0 meters, ale też prowadzić całą korespondencję z polską załogą). Wersje oficjalne i „apokryficzne” „zapisów CVR” analizowałem w opracowaniu http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-raport-cvr.pdf    

Jeszcze jedna seria katyńskich zdjęć

(za linka dziękuję MMarioli)













https://picasaweb.google.com/lh/photo/6W3Iwy_361KDmy_1m1a-wtMTjNZETYmyPJy0liipFm0