14 kwi 2014

Bilokacja wyższego rzędu

Od momentu, kiedy za sprawą dokumentalnego filmu J. Kruczkowskiego (10.04.10 - Na własne oczy), wyszło na jaw, iż faktycznie moonwalker S. Wiśniewski, czyli polski montażysta, „niedługo po katastrofie” spotkał się przy bramie głównej Siewiernego z dziennikarzami oraz że faktycznie przy tej bramie stały autokary czekające na prezydencką delegację - można mówić o pewnym drobnym przełomie w śledztwie, przełomie pozwalającym wstępnie usytuować pewne „przylotniskowe” zdarzenia względem siebie. Takiej próby podjął się już lordJim, montując na gorąco materiał zbierający różne relacje moonwalkera (http://www.youtube.com/watch?v=0jjHLzt3eyc).

Podstawowa kwestia, naturalnie, nad którą się biedzą blogerzy od kilku już lat, to ta: którego dnia i o której godzinie kręcony był reportaż ze spaceru moonwalkera po „miejscu katastrofy” (czarna skrzynka samolotu, który się rozwalił). Zgodnie z „zegarem Wiśniewskiego” zaprezentowanym 24 kwietnia 2010, o czym kiedyś informował Janosik (http://janosik.salon24.pl/266509,wisniewski-24-kwietnia-ujawnil-godzine-filmu-8-50-23), a który to „zegar” w pełni został pokazany podczas lutowego (2011) posiedzenia ZP, księżycowe wideo miało się zacząć o 8:49:02 a zakończyć o 8:56/8:57 (stopklatka nie jest na tymże posiedzeniu przedstawiona, zaś na YT Wiśniewski zrzucił swoje wersje moonfilmu bez „zegara”, ale za to misternie zapaskudzone czerwonymi napisami dotyczącymi „praw autorskich”, por. np. http://www.youtube.com/watch?v=iQ_5PrVDl9g; jednocześnie SW nigdy na YT nie zrzucił mgielnego sitcomu, a więc „rejestrowania pogody” z hotelowego okna, co również utrudnia weryfikację tego materiału).

Jeśliby produkcja moonfilmu na pobojowisku ustała przed godz. 9-tą (10 Kwietnia, zakładając), a w okolicach czasowych tejże 9-tej (tuż przed/tuż po) SW pojawiłby się przy bramie głównej XUBS – to mielibyśmy przypadek bilokacji smoleńskiej wyższego rzędu (inny taki przypadek opisywałem tu: http://freeyourmind.salon24.pl/286838,bilokacja-o-8-38 – dotyczący „prezydenckiego tupolewa”). Nie mogłoby być mowy wtedy o żadnym zatrzymaniu i innych makarowach przy łbie, a jedynie o błyskawicznym przetransportowaniu moonwalkera z „miejsca katastrofy” pod bramę, przy której zjeżdżaliby się z Katynia pierwsi dziennikarze i przy której już byłby (przybyły najwcześniej, bo zawrócony z powodu braku wizy na 10-04, J. Mróz z TVN24, także widoczny na filmie Kruczkowskiego: http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-zamiast-trailera-lotc3b3w-do-katynia.pdf). Niestety, rozmowy Wiśniewski-Mróz jak dotąd nie ma na żadnej migawce, więc polegać tu możemy jedynie na relacjach moonwalkera (http://freeyourmind.salon24.pl/416196,posiedzenie-z-udzialem-moonwalkera-1) i byłego reportera TVN24 (http://freeyourmind.salon24.pl/323106,spotkanie-mroz-wisniewski).

Jak pisałem w lipcu 2011 w notce Top secret (http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/07/top-secret.html), Mróz relacjonujący gdzieś koło godz. 9:15 przez telefon (poza anteną) ludziom z TVN24, że spotkał świadka, który potwierdza, iż półtora kilometra od lotniska roztrzaskał się samolot, zaznacza, że nie może ujawnić jego personaliów – w filmie Poranek zaś Mróz wyjaśnia, iż świadkiem tym był Wiśniewski, który w bardzo krótkim czasie po katastrofie zjawił się pod bramą lotniska. Czy Mróz spotkał SW wcześniej niż W. Bater z K. Łapaczem, L. Kelly, J. Prus i P. Zychowiczem? To wciąż do ustalenia. Reporter TVN24 twierdzi jednak w Poranku, że już o 8:51 telefonował do redakcji z informacją otrzymaną na lotnisku od ludzi z polskiej delegacji oczekującej, jakoby doszło do zniknięcia „prezydenckiego tupolewa” z radarów i prawdopodobnego rozbicia się samolotu; powinien zatem być wcześniej od Batera na XUBS. Bater natomiast, jak pamiętamy, opowiadał, iż o 8:40 otrzymał pierwszy telefon (z lotniska) że doszło do nieszczęścia (http://www.youtube.com/watch?v=_96X6s2eRvI, por. też http://freeyourmind.salon24.pl/468918,problem-z-relacjami-w-batera), co, gdybyśmy odliczyli jakieś 20 minut na trasę Katyń-XUBS, pozwalałoby lokować przybycie ekipy Batera w okolicach 9-tej. I w tych samych okolicach czasowych lokowałby się (zgodnie z migawkami Łapacza) moonwalker przy głównej bramie.

Wydaje się zupełnie nieprawdopodobne, by Ruscy, złapawszy moonwalkera na pobojowisku przed 9-tą, zawieźli go od razu pod bramę główną, by tam figurował on jako pierwszy naoczny i w dodatku polski świadek „katastrofy” – a nie poddali go jakiemuś choćby rutynowemu przesłuchaniu, ustaleniu tożsamości, sprawdzeniu, co zarejestrował i czy nie robił też zdjęć aparatem, komórką (które, jak SW twierdzi, też przy sobie miał) etc. – zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, ile wysiłku włożyły ruskie służby z mundurowymi tłumnie wyrastającymi z lasu, by uniemożliwić polskim dziennikarzom zobaczenie, sfotografowanie i sfilmowanie czegokolwiek z bliska „miejsca katastrofy”. Ale czy prawdopodobne może być w takim razie, iż moonwalker nie niepokojony przez nikogo przeszedł sobie 10 Kwietnia w godz. 8:49-8:57 (zgodnie z „zegarem kamery”) przez tak pilnie strzeżoną (przez kordony) zonę, zarejestrował, co się w niej dzieje – i nie tylko nie został zatrzymany, ale i jego film nie został zarekwirowany?

Ktoś powie: może zrazu nie strzeżono całej polanki samosiejek i stąd paradowanie polskiego montażysty przez księżycowy krajobraz z podręczną kamerą – ale przecież na samym filmie SW widać, że na pobojowisku już są omonowcy w charakterystycznych kombinezonach. Ktoś powie: może Wiśniewskiego nie zauważyli albo sądzili z początku, iż to nie jest polski rieportier, poza tym (ten ktoś mógłby ciągnąć) gdyby zona rzeczywiście była szczelnie otoczona kordonami i strzeżona od samego początku 10 Kwietnia, to moonwalker by do niej po prostu żadnymi „bocznymi ścieżkami” nie wszedł, tylko odepchnięto by go tak, jak spychano dziennikarzy. Zona zaś musiała być poniekąd „otwarta”, bo przecież przybyć mieli z lotniska przedstawiciele polskiej delegacji oczekującej, których należało wpuścić na „teren powypadkowy”. Ale i przy takim założeniu wyłania się problem – pisałem niedawno, że przybyły na miejsce około 5 minut po katastrofie J. Bahr widzi wóz dowodzenia (http://freeyourmind.salon24.pl/578518,tajemnica-wozu-dowodzenia), którego nie sposób dostrzec na filmie Wiśniewskiego zrobionym ponoć (tj. zgodnie z „zegarem kamery”) 8 minut po katastrofie. Co więcej, czarna skrzynka samolotu, który się rozwalił, a na którą się natknął od pierwszych chwil filmowania, Wiśniewski, leży (zgodnie z moonfilmem) od strony ul. Kutuzowa, od której mieli nadejść Bahr z G. Kwaśniewskim (kierowcą ambasadora). Bahr z Kwaśniewskim by ją przeoczyli? Nie wspominaliby o niej w swoich relacjach?

O położeniu czarnych skrzynek wspominał natomiast płk dr E. Klich na jednym z posiedzeń (http://ww2.senat.pl/k7/kom/kon/2011/089on.pdf  s. 12): Morozow mówi: „To chodźmy, zobaczymy, jak wyglądają rejestratory, dlatego że chcielibyśmy te rejestratory szybko przesłać do Moskwy”. (…) Te rejestratory żeśmy zobaczyli. Czy one były w tym samym miejscu, co w momencie katastrofy? Przypuszczam, że raczej mogły być tam doniesione, a może były w tym samym miejscu, w każdym razie były w takim błotnistym terenie. Zostały zabezpieczone i poleciały do Moskwy. W swej książce Klich precyzuje miejsce „okazania”: Wreszcie dochodzimy do rumowiska, Morozow pokazuje nam ogon samolotu i dwa rejestratory. Mówi: „Wyznaczcie dwóch ludzi, polecą do Moskwy badać skrzynki.” (Moja czarna skrzynka, s. 23). Jak więc nietrudno się domyśleć – nie jest to miejsce sfilmowania czarnej skrzynki przez moonwalkera.

Ktoś powie: może Ruscy dla wygody przenieśli rejestratory w okolice ogona, zaś Wiśniewski złapał czarną skrzynkę w obiektyw jeszcze zanim do tego przeniesienia doszło. No problemo. Dlaczego jednak w takim razie w „raporcie MAK” podano, iż znaleziono rejestratory dopiero o godz. 13:02 rus. czasu (http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/es-fym.pdf s. 18), skoro przynajmniej jeden byłby do „znalezienia” już w pierwszych minutach „po wypadku”? Ktoś powie: może tak tylko podano, jakie to ma znaczenie, co nas mogą obchodzić ruskie ustalenia? Ktoś powie: w „raporcie MAK” jest też mowa o przyjeździe pierwszej straży dopiero o 8:55 pol. czasu, a przecież na moonfilmie są już wtedy dwa wozy – innymi słowy Ruscy tradycyjnie coś pomieszali w swoich ustaleniach i nie jest to ważne.


W ten sposób jednak dochodzimy do zastanawiającego ciągu niezgodności. Nie zgadza się (na moonfilmie) z oficjalnymi ustaleniami liczba wozów strażackich i nie zgadza się położenie rejestratorów ani czas znalezienia (przynajmniej pierwszego z nich). Nie zgadza się relacja Bahra z tym, co jest u Wiśniewskiego (wóz dowodzenia). Nie zgadza się również ubiór strażaków (z tym ze zdjęć z innych źródeł, na których przeważają jednolite bure stroje – u moonwalkera są też granatowe i seledynowe). Pomijam już takie drobiazgi, jak (wspomniany przez SW przy różnych okazjach) brak zapachu paliwa, znajdujący na moonfilmie potwierdzenie w paleniu papieroska przez jednego z uczestników akcji przeciwpożarowej na „miejscu katastrofy”. Gdyby zaś nie był to reportaż na gorąco z 10-04, ale np. na chłodno z ćwiczeń przy Siewiernym w dn. 9-04, to mnóstwo niezgodności by zniknęło. Także osobliwość bilokacji wyższego rzędu przy bramie głównej XUBS. SW wtedy, przerwawszy 10 Kwietnia filmowanie z parapetu o godz. 8:37:34 (pol. czasu) dajmy na to, udałby się pod tę bramę, by wystąpić w roli ocziewidca. To by dopiero była historia, gdyby się dało ją stuprocentowo potwierdzić.

11 kwi 2014

Zamiast trailera "Lotów do Katynia"

Dobrze, że po 4 latach można usłyszeć głosy różnych ludzi (zwykle schowanych za kamerami) i zobaczyć zdjęcia, których wcześniej „nie było” – dobrze też, że tego rodzaju film, jak 10.04.10 – Na własne oczy Jacka Kruczkowskiego powstał. Można by go streścić jako: poszukiwania miejsca katastrofy. Zresztą pojawił się ów film 10 kwietnia 2014 nieco na marginesie całego „żywiołowego sporu” między brzozo-beczkowcami a wybuchowcami; „sporu”, który przybrał na takiej sile, iż ciężko było nadążyć za konferencjami prasowymi, które się sypały jedna za drugą wczorajszego dnia, tak jak ekspertyza za kontr-ekspertyzą, a wizualizacja za kontr-wizualizacją (choć nie wiadomo wciąż, czy wizualizację RIA NOVOSTI jest coś w stanie intelektualnie przebić).

Myślę, że film Kruczkowskiego jako pierwszy z dotychczasowych wideo-dokumentów stara się przede wszystkim koncentrować na dostarczeniu jakiejś faktografii (archiwalia plus relacje świadków ze Smoleńska i Katynia), a nie od razu interpretacji tego, co mogło się 10 Kwietnia dziać – na pewno więc trzeba Na własne oczy obejrzeć parokrotnie (na własne oczy), co, sądzę, będzie możliwe, gdy film będzie dostępny na YT. Poniżej moje opracowanie do pobrania.


Miłej lektury (proszę się nie zrażać objętością, większość stanowią ilustracje) :)




P.S. Niestety, nocą wyruszam w długą drogę, a jutro przed południem, z racji różnych obowiązków, będę poza Siecią, tak, że trudno mi powiedzieć, kiedy będę mógł włączyć się w dyskusję wokół filmu Kruczkowskiego i zaprezentowanych w nim materiałów i relacji świadków. Mój głos w dyskusji jednak to powyższe opracowanie.    

10 kwi 2014

Tajemnica wozu dowodzenia

4 czerwca 2010 na łamach Naszego Dziennika ukazuje się wywiad z amb. J. Bahrem dotyczący 10 Kwietnia (osobom, które nie czytały, podaję link: http://stary.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100604&typ=po&id=po31.txt). Czerwiec 2010 to czas, kiedy już na sto procent wiadomo, iż do „smoleńskiej katastrofy” nie doszło o godz. 8:56 pol. czasu, jak to zrazu podawano, lecz o 8:41, czego „dowodzą” m.in. opublikowane na przełomie maja i czerwca owego roku, dokładnie dn. 01-06-2010, pierwsze „stenogramy” rozmów w kokpicie „prezydenckiego Tu-154M” (dla przypomnienia: http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/205876,Opublikowano-stenogramy-z-tupolewa-Zobacz). Wyliczenia dokładnej „godziny katastrofy” są o tyle ważne, iż w linkowanej wyżej rozmowie Bahr opowiada, że przybył na miejsce nie później niż 5 minut po katastrofie. Nietrudno ustalić, że byłoby to o 8:46, podczas gdy pierwszy kadr wideo polskiego montażysty, wedle tego, co prezentował przed ZP (https://www.youtube.com/watch?v=BP3lInh8yrg) miał zostać zarejestrowany o 8:49:02 – z czego by wynikało (biorąc pod uwagę to, iż Bahr ze swym rajdowym kierowcą mieli przedzierać się w stronę polanki samosiejek od ul. Kutuzowa), że S. Wiśniewski powinien po drodze sfilmować także ambasadora i G. Kwaśniewskiego. Tak się jednak nie stało, jak wiemy.

Załóżmy jednak, co przecież nie jest nieprawdopodobne, że 10 Kwietnia na XUBS „katastrofę” ogłoszono dopiero o godz. 8:56 (pol. czasu), a więc, że odpowiednio o 9:01 Bahr pojawia się w okolicach „wraku”, tj., jak to mówi w wywiadzie, kilkadziesiąt metrów od palących się szczątków maszyny. Co wyjątkowego i ważnego widzi Bahr ze swego miejsca? Ze swojego miejsca widziałem jedynie wóz, który – jak później mi wytłumaczono – był czymś w rodzaju centrum dowodzenia. I ten wóz nas oddzielał od tego miejsca, gdzie znajdowała się główna część samolotu. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można sądzić, iż chodzi o ten duży biały wóz (http://4.bp.blogspot.com/-ASYENAYrH5s/TYYD-qA17XI/AAAAAAAAAog/c5d_KEifgK0/s1600/info30.png), który zostaje sfilmowany przez R. Sępa z TVP długo później, gdy Sępowi wraz z P. Kraśką uda się dotrzeć w okolice jednego z wozów strażackich blokujących dziennikarzom dostępu do polanki samosiejek (zdjęcia Sępa zostają wyemitowane dopiero o 10:17 w TVP Info, parę minut przed premierową emisją „reportażu” Wiśniewskiego, więc trudno podać precyzyjny czas ich zrobienia http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/tvp-info-10iv-od-940.html).    

Jeśli wóz ten jest już o 9:01 na pobojowisku (założenie mniej optymistyczne, tj., iż byłby on tam już o 8:46, rozwalałoby wszak „datownik” i „zegar” księżycowego materiału moonwalkera), to znajduje się on tam dosłownie parę minut po „zatrzymaniu” Wiśniewskiego, który skończyłby filmować o 8:56/8:57 (skoro jego film trwa w porywach 7’52’’ https://www.youtube.com/watch?v=iQ_5PrVDl9g). Uwzględniając to, że droga dojazdowa do polanki samosiejek nie była owego dnia kilkupasmową trasą szybkiego ruchu, jak i to, że do ostatnich sekund moonfilmu nie słychać odgłosów zbliżającego się wozu ciężarowego (tak jak słychać nadjeżdżanie drugiego strażackiego auta, gdy moonwalker przechodzi za ogonem i strażakami – a więc pracę silnika, chrzęst kół etc.), napotykamy problem postaci nie tyle logicznej, co logistycznej – w jaki sposób biały wóz dostał się w ciągu paru minut w to miejsce, w którym go widać (potem na zdjęciach Sępa)?


Jest jeszcze inne zagadnienie, może nawet o wiele bardziej intrygujące, lecz zarazem wyjątkowo trudne do rozwiązania: w jaki sposób obsługa tego wozu wiedziała, którędy się poruszać po „terenie katastrofy”, by nie przejechać po ciałach (te wszak jeszcze nie mogły być „ewakuowane”)? No bo chyba nie można zakładać, iż wóz ten stał w tymże miejscu na polance samosiejek, zanim do „katastrofy” doszło.    

5 kwi 2014

Zagadka Murawiowa



Niewtajemniczonym wyjaśniam od razu, że niejaki (Anatolij Iwanowicz) Murawiow to ruski funkcjonariusz (ponoć były lotnik, wg ustaleń „komisji płk. Latkowskiego”), który 10 Kwietnia pełni obowiązki „dyspozytora” XUBS i – co ważne, choć zarazem zagadkowe – dysponuje wiedzą dotyczącą przybywających na Siewiernyj statków powietrznych, którą dzieli się z „kontrolerami” XUBS. Już wprawdzie w obszernym opracowaniu dot. „stenogramów szympansów” stawiałem tezę, że część korespondencji ujawnionej jako ta związana z działaniami różnych ludzi na Siewiernym, zdradza istnienie jakiejś komunikacji ukrytej, niewykluczone, że szyfrowanej w jakiś sposób (jak to w wojsku) (por. http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-raport_zapisy_z_xubs-1.pdf s. 10), trzeba jednak dodać, iż taka dodatkowa (operacyjna) komunikacja jest możliwa, jeśli istnieją dodatkowe źródła informacji. Tego rodzaju zaś źródła z oczywistych względów muszą funkcjonować 10 Kwietnia, a Murawiow należy do wybrańców mających do tychże źródeł jakiś dostęp.

Po raz pierwszy wydzwania on do Plusnina o godz. 6:43 (pol. czasu, zgodnie z zapisami „MAK”, bo w „stenogramach” sporządzonych przez KBWLLP czas się wielokrotnie rozjeżdża), informując o tym, że o 6:33 wyleciał (ponoć) z Wnukowa „Frołow”. Nie wiadomo, od kogo tego rodzaju wiadomość Murawiow otrzymuje, lecz zwróćmy uwagę, iż jest to informacja dotycząca startu jednego z (planowanych na 10-04) samolotów. Murawiow, jak wiemy z lektury „stenogramów szympansów”, nie będzie dysponować analogicznymi danymi o starcie „Wosztyla” i „Protasiuka”. Natomiast w jakiś sposób „dyspozytor” Murawiow dowiaduje się o tym, że jak-40 zbliża się do białorusko-ruskiej granicy powietrznej, czyli do punktu ASKIL. Taką wiadomość przekazuje on bowiem Plusninowi już o godz. 6:50, a więc 7 minut po tej o wylocie „Frołowa” (po kiego gwinta ruski transportowiec udaje się na XUBS, skoro nie ma informacji o wylocie „prezydenckiego tupolewa” – też nie zostaje wyjaśnione; por. http://freeyourmind.salon24.pl/460465,frolow). PLF-031 ma być o godzinie 6:55 w ASKIL, wg Murawiowa (por. Zapisy z XUBS (1), s. 23; por. też http://freeyourmind.salon24.pl/522673,lot-wosztyla).

I jest to wiadomość dość niezwykła – świadczy ona właśnie, że 10 Kwietnia działają jakieś kanały informacji dotyczące polskich statków powietrznych (podobnie będzie z PLF 101, jak za chwilę przypomnę), które nie zostaną odtworzone podczas trwającego już blisko 4 lata, śledztwa – w żadnym z „raportów” czy „załączników” (ani „filmów śledczych”). Skąd „dyspozytor XUBS” takie dane o „Wosztylu” ma, jeśli załoga jaka-40 (zgodnie ze „stenogramami”), nie zgłasza się jeszcze ani moskiewskiej kontroli obszaru, ani „kontrolerom” z Siewiernego - i jeśli wydzwaniającemu do moskiewskiej „Logiki” Plusninowi żadnych informacji o wylotach/przylotach z Warszawy nie przekazano? Skąd? Zagadka. Można podejrzewać, iż np. białoruska kontrola (Mińsk?) przekazała Murawiowowi jakieś dane, ale wcale nie jest to pewne – zresztą równie dobrze to może być informacja od jakiejś innej „kontroli obszaru”, takiej bardziej „lokalnej”, która koordynuje to, co się ma dziać 10 Kwietnia i prowadzi stałą obserwację przestrzeni powietrznej od zachodniej strony smoleńskiego wojskowego lotniska.

Czemu informacje dostarczane są Murawiowowi akurat, a nie od razu Plusninowi lub choćby Krasnokuckiemu? – ktoś spyta. Czy także nie Krasnokuckiemu, to znowu nie do końca pewne, ponieważ ten ostatni będzie wcześniej mówił o „wylocie tutki” aniżeli Kurtiniec z „Logiki” (który miał „kontrolerów” z Siewiernego o losach PLF 101 zawiadamiać; por. Zapisy (1), s. 13-14) czy wspomniany Murawiow (Krasnokucki o godz. 7:40 powie: po moim danym Tuszka wylietajet polskaja, blja, nam nie zaprasziwajutsja, to est’ oni ljetat’ sami (…), por. http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-raport_zapisy_z_xubs-2.pdf, s. 33). W polskich Uwagach do „raportu MAK”, które ujrzały światło dzienne 19 grudnia 2010, a więc na niespełna miesiąc przed publikacją ruskiego „raportu końcowego”, pojawia się, jak wiemy, kwestia kontroli obszaru na zachód od XUBS sprawowanej przez… obsługę lotniska Smoleńsk-Jużnyj. Na s. 7 polskiego dokumentu pojawia się zapytanie (bez odpowiedzi): Czy informacje o planowanym przejściu punktu nawigacyjnego ASKIL przez samoloty lecące do lotniska Smoleńsk „Północny” są uzyskiwane na tym lotnisku od służb z lotniska Smoleńsk Południowy i z czego to wynika? Pytanie to jest tak skonstruowane, że powinno się zaczynać raczej od słowa dlaczego, a nie od czy – ale może nie chciano nad Wisłą „przesądzać sprawy” (ewentualnie chciano uzyskać informację, kto jeszcze, oprócz Jużnego, kontrolował przestrzeń w okolicach Smoleńska?).

Pytanie z Uwag pojawia się zapewne w kontekście innej informacji podawanej przez Murawiowa, o godz. 8:21 – informacji dotyczącej jakby „prezydenckiego tupolewa” (zwonił Jużnyj (…)  PLF 101-aja rassczitywajet w dwadcat’ pierwuju minutu na schiemu orientir, por. http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-raport_zapisy_z_xubs-3.pdf, s. 42, por. też pdf tel_per (opublikowany przez „MAK”, s. 14)). Jak  sygnalizowałem w Zapisach ((3), s. 42) – informacja, iż chodzi o zbliżenie się „prezydenckiego tupolewa” do ASKIL, pojawia się wyłącznie w wersji „stenogramów szympansów” opublikowanej przez KBWLLP – brak jej w „stenogramach” sygnowanych przez „MAK”. W tych ostatnich bowiem (vide cytat powyżej), wg ustaleń „kontrolerów” z Jużnego (których do tej pory ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani żadna kamera śledcza w obiektyw nie złapała), piloci PLF 101 orientacyjnie wyliczają godzinę 8:21 jako… pojawienie się na kręgu nadlotniskowym. „Komisja płk. Latkowskiego” w swej wersji „stenogramów” tłumaczy wypowiedź Murawiowa następująco: PLF 101 liczył w dwudziestej pierwszej minucie na krąg orientacyjnie – i ta „komisja” wyjaśnia: Murawiow informuje, że tupolew według kontroli obszaru, wejdzie w krąg nadlotniskowy Siewiernego około 10:21 czasu miejscowego, czyli praktycznie właśnie teraz (por. Ostatni lot (II), s. 343; por. też Zapisy (1), s. 21 i korespondencję XUBS-„Frołow”, jak też zgłaszanie się „Frołowa” (Plusninowi) z godz. 6:47: 78-8-17-j, dobroje utro ot ekipaża, 20-ja minuta schiema).

Oczywiście, gdyby praktycznie właśnie teraz, jak to ujęła „komisja płk. Latkowskiego”, tzn. o godz. 8:21 PLF 101 wchodził w krąg nadlotniskowy XUBS, to nie byłby to ten z kolei tupolew, którego znamy ze „stenogramów CVR” (por. http://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-raport-cvr.pdf s. 28), w których o owej 8:21 załoga „Protasiuka” jest jeszcze przed zgłoszeniem moskiewskiej kontroli, iż zbliża się do ASKIL.  Wróćmy jednak do Murawiowa i jego źródła/źródeł informacji. Jeśliby te niezwykle istotne dane (dotyczące polskich statków powietrznych) otrzymywał on od ludzi z Jużnego (a tak Murawiow twierdzi w rozmowie telefonicznej z Plusninem), to po pierwsze, świadczyłoby to, iż obsługa południowego lotniska miała lepsze radary aniżeli ta z XUBS, a po drugie, że mogła mieć także łączność z polskimi załogami. Tymczasem ani kwestia „kontrolerów” z Jużnego, ani tamtejszego sprzętu radiolokacyjnego, ani – zupełnie fundamentalna, co tu dużo kryć – połączeń między Jużnym a polskimi pilotami, nie była opisywana i analizowana w jakiejkolwiek „dokumentacji smoleńskiej”. Nie natknąłem się na żadną relację (np. członków „komisji Millera”), która dotyczyłaby jakiegokolwiek spotkania i przesłuchania ludzi z południowego smoleńskiego lotniska. A przecież ci ostatni mieliby co opowiadać, jeśli faktycznie 10 Kwietnia kontaktowaliby się z polskimi załogami, szczególnie z PLF 101, bo „stenogramy CVR” absolutnie nic na ten temat nie mówią.

Chociaż… zależy które i zależy o jakim kontakcie. Istnieją bowiem wersje „apokryficzne” tychże „stenogramów”. Słynna i szeroko komentowana rozmowa ówczesnego szefa MON B. Klicha z „Akredytowanym” płk. dr. E. Klichem, zawiera taką uwagę tego pierwszego: nie dysponuję w tej chwili żadną obszerniejszą wersją poza tą pańską, dotyczącą tak szczegółowych parametrów, jak na przykład kwestia, że o godzinie 10.15 czy tamtego czasu o 8.15 był pierwszy kontakt, a o godz. 9.40 czy 7.40 były warunki graniczne, a potem już się obniżyły poniżej tego poziomu, ciśnienia itd. To jest ważny materiał dla mojej wiedzy… (http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/375125,rozmowa-dwoch-klichow,3). Z lektury dalszego ciągu tej konwersacji wynikałoby, że chodzi o wersję zdarzeń opracowaną na podstawie relacji funkcjonariusza „meteo” XUBS – z czego z kolei należałoby wnioskować, iż chodziłoby o kontakt „wieża”-PLF 101. To oczywiście także się nie zgadza z oficjalną wersją wypadków – co więcej, nie zgadza się z tym opisem, który (na podstawie relacji owego „meteo”) podaje „Akredytowany” w swej książce. W relacji książkowej „Akredytowanego” zaś pojawiają się również osobliwości kłócące się z oficjalną wersją. Takie, przypomnę, jakoby po odlocie „Frołowa” z Siewiernym kontaktowała się załoga jakiegoś statku powietrznego i jakoby nie udzielono jej zgody na lądowanie (Moja czarna skrzynka, Dokumenty (s. 11)):

O godz. 9.10 [rus. czasu – przyp. F.Y.M.] KL [tu: „kierownik lotów” – przyp. F.Y.M.] nawiązał łączność z samolotem Ił-76 [o 7:10 pol. czasu w „stenogramach szympansów” nie ma łączności z „Frołowem”, tylko z „Wosztylem” – przyp. F.Y.M.], któremu podał następujące warunki do lądowania: widzialność 1200m (w dokumentacji stacji meteorologicznej od godz. 9.00. do godz. 9.26. nie ma żadnych zapisów o taki[ej] widzialności) [w „stenogramach szympansów” nie pojawia się komunikat skierowany do „Frołowa” o widzialności 1200m – jest tylko z godz. 7:08 komunikat o widzialności 1000m, aczkolwiek w wersji KBWLLP przyjmuje on formułę „tysiąc [pięćset?]”; por. Zapisy (1), s. 57 – przyp. F.Y.M.]. Przy pierwszym podejściu widzialność była 1200m i samolot przeszedł na drugie zejście. Przy drugim podejściu widzialność pogorszyła się do 800m (mgła) i po nieudanej próbie lądowania samolot został skierowany na lotnisko [w] Twerze. Próby lądowania samolotu Ił-76 były po lądowaniu samolotu Jak-40 (czas ten dokładnie nie jest w tej chwili znany). Po odlocie samolotu Ił-76 z KL nawiązała łączność załoga jakiegoś samolotu, który chciał lądować na lotnisku w Smoleńsku i KL nie wydał zgody na lądowanie. 

Wracając znów do „dyspozytora” Murawiowa i jego zagadki. Załoga PLF 101 w żadnym ze „stenogramów CVR” nikomu (nie tylko po ruskiej, ale i po białoruskiej stronie) nie zgłasza z wyprzedzeniem czasowym, ani że będzie orientacyjnie o 8:21 na wysokości kręgu nadlotniskowego XUBS, ani że o 8:21 będzie przechodzić ASKIL. Skąd więc Murawiow ma taką wiadomość, która zupełnie nie pasuje do „smoleńskiej układanki”? Chyba że… nie jest to np. info o PLF 101, a o jego dublerze. Zresztą, ciekawa rzecz; trzymając się wersji „MAK” (czyli tej ze zgłoszeniem godziny wejścia „na schiemu”), Plusnin (do którego Murawiow te słowa odnoszące się ponoć do PLF 101 kieruje) reaguje dziwnie – tj. zdumiewa się (do nas idzie?), po czym mówi do Krasnokuckiego, że do nas się wybiera. Krasnokucki pyta, o kogo chodzi, a Plusnin, że o tego Polaka (etot poljak) (por. pdf open_micr, s. 32). Jest godz. 8:21, dyspozytor XUBS dopiero co przekazał „wieży” XUBS, iż załoga (takiego a takiego) statku powietrznego orientacyjnie wylicza, że będzie na kręgu nadlotniskowym XUBS o 8:21 właśnie, a „kierownik lotów” (KL) Plusnin zamiast sprawdzać na radarach i (ewentualnie) wywoływać załogę, gdyby nie widział echa PLF 101 na monitorze (wywoływać dokładnie tak, jak to było z PLF 031 w odpowiedzi na komunikat skierowany przez załogę „Wosztyla” do moskiewskiej kontroli) – urządza komedię z telefonowaniem na… smoleńskie cywilne lotnisko Jużnyj, by się dowiedzieć czegoś więcej. Plusnin zatem nie dzwoni do Moskwy (Krasnokucki też) do „centrum”, nie sprawdza też, czy faktycznie PLF 101 może już pojawiać się na nadlotniskowym kręgu, nie próbuje nawet łączyć się z załogą, tylko po prostu dzwoni na Jużnyj. Nie pyta też Murawiowa, skąd ten to wszystko wie.

Po paru minutach, gdy już Plusnina połączą z Jużnym, ten dowie się (jakby to nie było oczywiste w przypadku lotu tej rangi), że Moskwa kieruje, a w związku z tym KL XUBS będzie prosił o przekazanie Moskwie, że widoczność na Siewiernym jest poniżej 400m, a więc nie ma sensu go (w domyśle Polaka) gnać na tenże Siewiernyj (tak jakby Polaka coś gnało). Jużnyj odpowiada, że już to (Moskwie) przekazali – na co Plusnin wyraża obawę, co to będzie, jeśli pilot nie będzie znał ruskiego. (Ma się rozumieć, nie dość że mgła i widoczność fatalna, to jeszcze nieznajomość ruskiego u załogi – ale po co w takim razie Plusnin robił sobie powtórkę z angielskiego parę minut po 8-mej pol. czasu?) Niestety, w tym właśnie miejscu (pdf tel_per, s. 16) odpowiedź Jużnego jest „niezr.”, a więc jakiś wojskowy fachowiec od chirurgii zapisów wyeliminował wypowiedź, która mogłaby potwierdzić, czy Jużnyj komunikował się z PLF 101, czy nie (tj. czy Polak zna ruski), zaś o 8:23:30 (zgodnie z oficjalnymi danymi) pojawia się pierwsza po rusku wypowiedź PLF 101 skierowana do „Korsaża”, po której następna będzie dotyczyć dalniego priwoda, tj. dalszej radiolatarni (por. http://freeyourmind.salon24.pl/541428,priwod).  

Jak wspomniałem wyżej, wersja KBWLLP mówi o ASKIL (w godz. 8:21), a nie o kręgu nadlotniskowym. Ta tylko wersja „tłumaczyłaby” poniekąd opieszałość Plusnina. W dokumentacji „MAK-u” jednak pozostawiono czarno na białym „na schiemu”, która to fraza domagałaby się natychmiastowej reakcji „wieży” Siewiernego na szykowanie się PLF 101 do operowania na XUBS. Takiej zaś reakcji wśród szympansów nie ma, tak jakby wiedzieli „kontrolerzy”, że żaden PLF 101 nie wchodzi na krąg nadlotniskowy smoleńskiego północnego aeroporta. O czym/kim więc mówi wtedy Plusninowi Murawiow?

2 kwi 2014

Zegarek por. Wosztyla



Tak jak można się było spodziewać, Anatomia upadku 2, to już nie ten bombastyczny przekaz, co w poprzednim „odcinku”. Gdyby zresztą zestawić kiedyś 10.04.10 i dwa następne śledcze filmy A. Gargas, to by wyszły opisy trzech różnych zdarzeń (z których każde miało, co oczywiste na ruskiej ziemi, swoich naocznych świadków). Na szczęście głównym bohaterem Anatomii upadku 2 okazuje się (po latach) por. A. Wosztyl, który opowiada nie tylko o tym, jak słyszał dźwięki silników, a potem huki, trzaski, detonacje etc., ale też, że „dyżurny kierownik lotu”, z którym rozmawiał niedługo po „katastrofie”, powiedział, że na jego telefonie połączenie, które ze mną miał [było – przyp. F.Y.M.] o godzinie 8.38. I jak Wosztyl dodaje: pomimo tego, że były osoby, które wiedziały konkretnie, o której to miało miejsce, to jednak pozwalano mediom kreować rzeczywistość, która nie miała nic wspólnego z faktami. Obawiam się jednak, że i w tej kreacji był jakiś udział samego dowódcy PLF 031, który wielu rzeczy nie tylko nie prostował, ale nawet po odejściu „do cywila” w lutym 2012 niespecjalnie się udzielał, by zmienić obraz tego, co media „wykreowały”. Jeśli bowiem o 8:38 odbywała się rozmowa: Smoleńsk-Warszawa, a ściślej XUBS-EPWA, to biorąc pod uwagę rozmaite jeszcze inne wydarzenia, które ją poprzedziły (tu już w relacji Wosztyl nie jest tak precyzyjny, jeśli chodzi o dane czasowe: Zobaczyłem człowieka wychodzącego z wieży – nie był to człowiek, który by się spieszył. Nie wyglądało na to, że coś się złego działo, że ktoś wybiega z budynku, w międzyczasie się ubiera i coś próbuje zrobić. Po prostu wyszedł sobie człowiek ubrany i spokojnie idąc zobaczył nas i była taka chwila zawahania. On się rozejrzał dookoła i się okazało, że musiał obok nas przejść. Wtedy Remek zapytał się: Szto s naszoj tuszkoj? Klient się tak spojrzał i jakoś tak beznamiętnie powiedział: Uljetał.) – nasuwa się oczywiste pytanie: kiedy w takim razie „doszło do zdarzenia”?

Szkoda, że z tym właśnie pytaniem nie zwróciła się Gargas do eks-gubernatora S. Antufjewa, który na piechotę „w pantoflach” przez błoto miał dotrzeć sam na „miejsce katastrofy”, by opowiadać przed kamerą: Widzę. Natknąłem się od razu na ciała. Jedno, drugie. Ludzie byli rozebrani. Potem krzyczę. Jerzy Bahr mi mówi: Panie gubernatorze, co tam? Ja mu mówię: Wszyscy zginęli. Była cisza. Stoję. W jednym kole pojawił się płomień, bo tam było paliwo. Paliwo rozlało się. Był jego zapach i cicho. Cicho. Antufjew wszak (jak już kiedyś pisałem http://freeyourmind.salon24.pl/286838,bilokacja-o-8-38) miał o 8:38 słyszeć ten nierealny, nienaturalny dźwięk silników samolotu i nagle zrobiło się cicho. To trochę inaczej niż u Wosztyla, który już wtedy rozmawiał z Okęciem, ale na pewno bliżej wersji Wosztyla (tej zrelacjonowanej w prokuraturze, kiedy to, jak pisali kiedyś L. Misiak z G. Wierzchołowskim, miał sytuować przylot PLF 101 „około godziny 8:35”) niż tej oficjalnej. Ba, aż się więc prosiło o wspomnienie choćby fragmentu mgielnego sitcomu nakręconego przez S. Wiśniewskiego – bo przecież tam powinien być przylot tupolewa, o którym ze szczegółami opowiadał Wosztyl, i się nagrać. A jak pamiętamy, się chyba nie nagrał. Oczywiście, może być tak, że smoleński „zegar Wiśniewskiego” chodzi odmiennie od „zegara Wosztyla”, ale to akurat Wiśniewski był „zaraz po katastrofie” z kamerą na „miejscu katastrofy”, a nie Wosztyl.

Słyszałem, jak samolot zbliża się do lotniska w Smoleńsku. Słyszałem jednostajny dźwięk silników, które zaczęły… ten dźwięk zaczął narastać, co było związane ze wzrostem obrotów tego silnika. Później zacząłem słyszeć dźwięki, które były bardzo niepokojące – to były trzaski, huki, dudnięcia. Te dźwięki zaczęły się nakładać jeden na drugi… w pewnym momencie. Doszło do dźwięku niszczonej konstrukcji, detonacji i na sam koniec usłyszałem dźwięk milknącego silnika. Potem nastała martwa cisza. To było coś, co było przerażające i mam nadzieję, że więcej tego nie usłyszę – wspomina Wosztyl. Natomiast G. Połtawczenko, będący także wtedy na lotnisku, opowiada (10 Kwietnia na naradzie w namiocie przy Putinie): Gdy samolot przybliżał się, to szumu silników nie słyszałem. Potem uderzenia i dziwne dźwięki niecharakterystyczne dla katastrofy. I bądź tu mądry.

Bądź tu mądry, gdy znowu kilku lordów Vaderów (wśród nich „pracownik MON” w czarnym kapturze) zdradza jakieś niezwykle tajne sprawy, gdy znowu leśni dziadkowie się wyłaniają z gęstwin smoleńskich – i gdy autorka filmu zarazem odwołuje się z powagą do ruskiej dokumentacji (vide słynny „protokół oględzin”) i ją kwestionuje. Może na Gargas robią wrażenie spadające czapki z głów milicjantom od fali uderzeniowej (Milicjantom czapki spadły – w tym momencie poszła fala uderzeniowa w powietrzu. Fala uderzeniowa poszła od uderzenia o ziemię. Oni stali daleko. Była mgła. Słyszeli, że gdzieś szum maszyny. Potem gwałtownie dodał mocy silnika – od razu duk! I ludziom z głów pospadały czapki), o czym opowiadają do kamery anonimowi funkcjonariusze MCzS. Dla mnie bowiem już te opowieści magicznego czaru nie mają, szczególnie że pamiętam, jak Gargas ze swą ekipą zwiedzała warsztat (przy „miejscu katastrofy”), w budynku którego żadna szyba nie poszła w trakcie działania „fali uderzeniowej” (por. http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/widok-z-warsztatu.html).

Ale dwie rzeczy są warte zwrócenia uwagi w Anatomii upadku 2 (sam film można obejrzeć z kronikarskiego obowiązku – rewelacji się nie spodziewając, bo mnóstwo rzeczy jest powtórzonych z innych materiałów). Po pierwsze to, co opowiada Antufjew, iż jeden z „kontrolerów” (prawdopodobnie Krasnokucki) informował oczekujących, że łączność się zerwała z załogą PLF 101, kiedy samolot podchodził do lądowania. Po drugie to, że Wosztyl potwierdza (kiedyś pisali o tym autorzy Zbrodni smoleńskiej), iż R. Muś dzwonił z jaka-40 do wieży: Po jakimś czasie, będąc w samolocie, Remek Muś rozmawiał z wieżą. Chciał się dopytać, co się stało, czy coś wiedzą, czy mają jakąś konkretną informację. I wtedy człowiek z wieży powiedział: Wyjdź przed samolot, tutaj, przy wieży przecież stoicie. I wtedy się dowiedzieliśmy, że ten dziwny budynek niski, mały, to jest wieża, bo nawet nie byłem tego świadom. I wyszedł kontroler, blondyn króciutko ostrzyżony i przyszedł, mówi, że zabiją go. Ale co się stało? Że zabiją go. I chciał papierosa zapalić, i nie mógł – taki był roztrzęsiony, że nie mógł odpalić papierosa od zapalniczki. On był tak załamany tym wszystkim, co się zdarzyło, że po prostu siedział i tylko powtarzał, że zabiją go. Ta rozmowa bowiem już się „nie nagrała” na „taśmach” z XUBS.  

A, i taki jeszcze drobiazg, że nikt nie wspomina ani o dymie, ani o wyciu syren na XUBS.

30 mar 2014

Między Kuala Lumpur a Smoleńskiem



Co skłoniło dziennikarza BBC (J. Sopela) do wyciągnięcia historii „smoleńskiej” w kontekście malezyjskiego zaginionego 8 marca 2014 Boeinga 777 (MH370), którego wraku ani pasażerów/załogi przez trzy tygodnie nie udało się znaleźć – nie wiadomo. Sopel tego na antenie nie tłumaczy – po prostu przedstawia zaproszoną do studia p. M. Kochanowską, córkę śp. dr. J. Kochanowskiego – i podejmuje z nią rozmowę na temat zarówno MH370, jak i PLF101, choć każdy, ktoś śledził rozmaite analizy dotyczącego tego, co mogło się z malezyjskim Boeingiem stać, na pewno dostrzegł, iż nie zestawiano w nich „Kuala Lumpur” i „Smoleńska”.  

Materiał BBC można obejrzeć tutaj (od 5’17’’):
ja jedynie odniosę się do kilku kwestii, które są w nim poruszone. M. Kochanowska przyznaje tu (nie do końca jest jasne, w czyim imieniu), że historia malezyjskiego Boeinga jest śledzona przez nią i inne osoby (dosł. We have been following the plane crash in Malesia very very (…) carefully ourselves. It brings very vivid memories of 10-th of Apil for us). Pomijając już to stwierdzenie o “katastrofie lotniczej w Malezji” (które zapewne jest skrótem myślowym), problem w tym, że trudno się doszukać podobieństw między zniknięciem bez śladu MH370, a tym, co pokazywano 10 Kwietnia w mediach odnośnie do PLF 101 i prezydenckiej delegacji.

Sopel prowadzi rozmowę zrazu w kierunku przeżyć rodzin pasażerów, które muszą stawiać czoła wszędobylskim mediom. Ten wątek pominę. Intrygujące jest taka wypowiedź prowadzącego program, który stawia kwestię dowodu na to, że do śmierci bliskiej osoby doszło: I just wonder whether you can understand that feeling of…  ‘I need proof! I need proof that I’ve lost my love one! I can’t accept (…)’. W kontekście historii malezyjskiej sprawa braku dowodu na to, że doszło do lotniczego wypadku, jest więcej niż oczywista, gdyż nie tylko rodziny tę sprawę podnosiły, ale nawet w mediach pojawiały się najprzeróżniejsze spekulacje, włącznie z tymi, iż samolot został bezpiecznie sprowadzony na ziemię, a przebywający na jego pokładzie żyją. Kochanowska uśmiecha się, gdy dziennikarz przywołuje kwestię dowodu, następnie z powagą opowiada o grozy śmierci w wypadku lotniczym (kontrastując ją ze śmiercią w naturalnych warunkach, np. w obecności lekarza, kiedy można ciało zidentyfikować), zaznacza jednak, iż w przypadku historii z 8 marca br. nie ma wraku ani ciał. I wspomina sytuację z 10 Kwietnia, lecz w pewnym interesującym momencie jej wspomnienie zostaje przez Sopela przerwane, niestety:

We have exactly the same issues [chodzi o brak transparentności dochodzenia, na co się uskarżają rodziny pasażerów MH370 – przyp. F.Y.M.], even though in our case, there was wreckage… there allegedly were bodies…

W tym momencie Sopel mówi o tym, że pokazywane jest widzom zdjęcie Kochanowskiego; zatem kwestia ciał (w związku z „katastrofą smoleńską”) zostaje nieco zmarginalizowana, a przecież to właśnie ona budziła (i budzi po dziś dzień) bardzo wiele wątpliwości (by wspomnieć makabryczne wprost odkrycia w związku z nielicznymi ekshumacjami). Mnie przy tej okazji jakoś zastanowiło stwierdzenie Kochanowskiej: there allegedly were bodies…, a więc, że (oficjalnie) stwierdzono, iż były ciała – każdy bowiem, kto pamięta zdjęcia/migawki z 10-04, może bez trudu też przypomnieć sobie, że przez cały dzień nie było żadnych kadrów z ciałami ofiar „smoleńskiego wypadku” – pomijając oczywiście mnóstwo zdjęć trumien (i nocne kadry, kiedy pokazano przez chwilę zwłoki trzech osób przykryte prześcieradłami). Sopel jednak, jak nadmieniłem, ucina tę kwestię, ale może to przypadek, natomiast Kochanowska ciągnie zagadnienie wątpliwości rodzin smoleńskich, informując, że zupełnie niedawno pojawił się raport dotyczący nieprawidłowości ruskiego śledztwa i zapewne chodzi o to, co ostatnio, tj. 20 marca br., publikowała NPW a propos „badania próbek krwi” (http://www.npw.gov.pl/491-Prezentacjanewsa-53927-p_1.htm). I Kochanowska dodaje jeszcze: and therefore we’re asking to open the investigation again, ale i tego wątku dziennikarz BBC nie zamierza podejmować, znów koncentrując się na sprawie przeżyć samych bliskich ofiar, a nie na prawidłowym dochodzeniu tego, co się z ofiarami mogło stać. A przecież to niezwykła historia, że po 4 latach od „smoleńskiego wypadku” ktoś chce na nowo uruchamiać śledztwo, czyż nie? Niezwykła także w kontekście poszukiwań MH370.