23 lut 2015

Ciekawostka dotycząca Specnazu

W. Suworow tak pisze w książce "GRU...":

22 lut 2015

10-32

Godzina 10:32 rus. czasu (10-04-2010) wedle trzech różnych dokumentów. Na sprawę zwróciła uwagę MMariola na swym blogu.



W wersji "MAK" nie ma frazy z wyrażeniem "ASKIL" oraz z "PLF 101", jak widać powyżej.

1 lut 2015

"Buriełom", "Buriełom", bez odbioru



Osoby, które „siedzą” w dokumentacji „smoleńskiej”, pamiętają, że w tzw. polskich „Uwagach” do „projektu końcowego raportu MAK” (tych z grudnia 2010) pojawia się problem zależności, w jakiej pozostają do siebie: kontrola lotów z południowego i ta z północnego smoleńskiego lotniska[1]: „czy informacje o planowanym przejściu punktu nawigacyjnego „ASKIŁ” [tak w oryg. – przyp. F.Y.M.] przez samoloty lecące do lotniska Smoleńsk „Północny” są uzyskiwane na tym lotnisku od służb z lotniska Smoleńsk Południowy i z czego to wynika?[2]”. Zagadnienie to z pogranicza katastrofologicznej czarnej magii, ponieważ oba aeroporty (w owym czasie, a nawet wcześniej) „praktycznie nie działały”, jak zapewnia legenda, dziwne więc powinno być to, że jeśli „nie działały”, to czemu miałyby „współdziałać” ze sobą. Z drugiej jednak strony, gdyby nieczynne były te smoleńskie porty lotnicze[3], to nikt by w ich wieżach nie siedział, szczególnie w sobotnie kwietniowe przedpołudnie (2010) – ani tym bardziej nic by się podczas tego siedzenia nie nagrywało. Tymczasem zaś – jak wiemy z „zapisów z XUBS” (opublikowanych najpierw fragmentarycznie przez KBWLLP, potem całościowo przez „MAK”, a później znów przez KBWLLP) – 10 Kwietnia właśnie siedzieli jacyś osobnicy i na Siewiernym, i na Jużnym, jakby kontrolujący czyjeś loty. Na nieczynnym Siewiernym to nawet domyślamy się, po co siedzieli – po to, żeby „odganiać Polaków, co się pchali” jeszcze zanim wylecieli. Ale po co siedziano na Jużnym (UUBS/LNX), skoro tam „żaden Polak się nie pchał”, a przynajmniej oficjalnie nie[4]? Do sprawy Jużnego – zapewne mimowolnie[5] – nawiązuje świeża bumaga NPW/IES-u, o czym za chwilę.

Podczas głośnej „konferencji końcowej MAK” (styczeń 2011) padło głośne stwierdzenie, że w wieży Siewiernego mogły siedzieć szympansy – co zresztą się od razu w blogosferze polskiej upowszechniło. Stwierdzenie to nie było takie odległe od realiów – przynajmniej tych, z jakimi mamy do czynienia podczas lektury „zapisów z XUBS” – gdyż „kontrolerzy” na Siewiernym przypominają małpki, z których jedna ma zatkane usta, druga oczy, a trzecia uszy. Szympansy z „Korsaża” nie wiedzą, co i kiedy wylatuje z Polski ani nawet czy wylatuje cokolwiek. Nie dostrzegają tego (już lecącego) za bardzo na żadnych radarach. Nie słyszą (o tym lecącym) nawet od kogoś z moskiewskiej kontroli obszaru. Nie mają pojęcia, na jakie zapasowe lotnisko miałby lecieć „Polak”, którego chcieliby „odgonić”. I co najciekawsze – za pośrednika mają najwyraźniej „kontrolę” z Jużnego właśnie, która informuje szympansów z XUBS o zbliżającym się przylocie PLF 101. Jakiś baran więc mógłby ten fakt zinterpretować tak, że może jednak ludzie z Jużnego skomunikowali się, tak, skomunikowali, jakoś z załogą PLF 101 – co zresztą nie byłoby niczym dziwnym w kontekście pojawiającego się w planie lotu „prezydenckiego tupolewa” punktu RALOT położonego na południe od Smoleńska[6]. Fortuna należy się temu wszakże, kto jest w stanie w którejkolwiek z licznych wersji „stenogramów CVR” znaleźć ślad po komunikacji Jużnego (kryptonim „Buriełom”[7]) z pilotami PLF 101.

Oczywiście „znawcy problematyki”, tj. ci nawiedzeni spece od analiz „końcóweczki”, utną sprawę wyjaśnieniem, że zwyczajnie nie było takiej korespondencji. Gdyby zaszła, to przecież by pozostał po niej czytelny ślad „na drutach”. Z kolei sceptyk, a więc taki gość, co nic nie wie i żadnym ekspertem nie jest, bo być nie może (wiedząc, że nic nie wie) – mógłby zwrócić uwagę na to, że właśnie z „drutami” były od samego początku „historii smoleńskiej” niesamowite problemy. By nie rzec: turbulencje. Kanonicznym przykładem jest „drut” z jaka-40, z którego to „drutu” jakiś (nie wiadomo, czy pełny, czy tylko częściowy) „zapis” ujrzał światło dzienne dopiero po blisko 5 latach od „Zdarzenia” z 10-04, a więc gdy sam mityczny jak-40 bn. 044 dawno wylądował w muzeum[8] po latach służby w stołecznym specpułku. Sceptyk mógłby też (drapiąc się po głowie) dodać, że nigdy nie widział, by światło dzienne ujrzały zapisy z czarnej skrzynki owego jaka-40, choć wydawać by się mogło, że podczas długiego postoju na lotnisku Siewiernyj 10 Kwietnia było sporo czasu na ich zabezpieczenie i nie musiały też one leżakować w jakimś moskiewskim sejfie. Co gorsza, ciągnąłby sceptyk, „drutowe” zapisy z samego „Korsaża” zgrywane były, jak podają źródła[9], tydzień po „katastrofie”. Niby tydzień w dziejach wszechświata to mgnienie oka, ale zarazem szmat czasu na dokonanie „korekty nagrania” w mrowisku mundurowych. Gdyby i tego było mało, zakończyłby sceptyk, to „nie zgrano” żadnych „zapisów z drutów” z 7-04-2010 z XUBS (by można było porównać współpracę „kontrolerów” z innymi załogami – z tą kooperacją, którą prezentują „zapisy” z 10-04) ani z UUBS, czyli z Jużnego – z 10-04, mimo że z ludźmi z tego lotniska komunikują się szympansy z XUBS w sprawie PLF 101. Sceptyk więc uznałby po głupiemu, że to wszystko to… (by użyć komunistycznej nomenklatury) „planowe niedobory” w materiale dowodowym, czyli celowo spowodowane braki. Takie dokładnie jak z monitoringami na przeróżnych lotniskach – monitoringami, co poginęły bez śladu, ale może kiedyś - nie tyle za 5, co za 50 lat - zostaną ujawnione.       

Wracając na aeroport Jużnyj, skoro już coś nowego się łaskawie pojawiło zimą 2015 r., przemielone uprzednio przez powolne wojskowe młyny. Czego nas w tej materii uczy najnowsza dokumentacja NPW/IES-u? Nie jest tego nazbyt wiele, lecz zawsze lepsze coś niż zupełnie nic. Otóż dokumentacja ta zdaje się potwierdzać jakąś (wzmiankowaną w polskich „Uwagach”) nadrzędność UUBS (LNX) względem XUBS – tak jakby kontrola z UUBS stanowiła „pierwszą strefę smoleńską”, jeśli chodzi o kontakty z załogami statków powietrznych w tamtym właśnie obszarze: „Jużnyj przekazuje [Korsażowi – przyp. F.Y.M.], że on, y, wychodzi na schemat o czternastej dwie”, czytamy na s. 347 dokumentacji IES-u[10] - z tego, co odsłuchano „wspak”. W tejże dokumentacji jest (s. 328) ponadto ślad po korespondencji między jedną z rus. załóg (niestety, dokładnego/orientacyjnego dnia owego przylotu do Smoleńska nie podano) podchodzącą do lądowania z kursem 79 (a więc od zachodu XUBS) i prowadzącą korespondencję… i z kontrolą Jużnego, i Siewiernego[11].

W interesującym nas szczególnie kontekście 10-04 mamy (oficjalnie) historię trzech przylotów – polskich statków powietrznych: PLF 031 i PLF 101 oraz rus. „Frołowa” w międzyczasie. Zauważmy, że każdorazowo z jakiegoś zewnętrznego źródła „Korsaż” uzyskuje wstępne informacje o zbliżającym się samolocie – i w oficjalnej dokumentacji (tej zrazu upublicznionej przez KBWLLP i „MAK”) nie jest podane dokładnie, skąd te informacje płyną w przypadku PLF 031 i rus. transportowca. Podane jest natomiast, co najważniejsze, że jeśli chodzi o PLF 101, to przekazuje je kontrola Jużnego akurat. Jak zwracałem uwagę nie tylko w „Suplemencie”[12], w subtelnej kwestii tego, co jest właściwie przekazywane na temat nadlatującego PLF 101, panują zdumiewające rozbieżności między bumagami „MAK-u” i KBWLLP. „Dyspozytor Murawiow”, o którym szerzej pisałem w kwietniu ub. roku[13], ma – powołując się na Jużnyj – podawać (jak legenda głosi, o godz. 10:21 rus. czasu), że „dwadzieścia jeden po” PLF 101 ma… no i tu następuje ten rozjazd – wg „MAK-u”: orientacyjnie szacować pojawienie się na kręgu nadlotniskowym (XUBS, jak można się domyśleć, a nie np. UUBS), a wg KBWLLP: zbliżać się do punktu ASKIL, czyli powietrznej granicy białorusko-ruskiej.

Nawet jeśli zbagatelizujemy te rozbieżności między katastrofologicznymi gremiami eksperckimi, które „wszystko już wiedzą”, to i tak kłopot w tym, że – przynajmniej wedle „stenogramów CVR” (bez względu na ich „wersję”) – załoga PLF 101 nikomu (tj. ani białoruskim, ani ruskim służbom) nie zgłasza z wyprzedzeniem ani tego, kiedy będzie przekraczać ASKIL, ani tego, kiedy wejdzie na krąg nadlotniskowy. Pytanie więc, czy Murawiow sobie wymyślił to, co (powołując się na Jużnyj) podaje, czy jednak mówi on coś, co mu jednak przekazano po jakiejś faktycznie zaistniałej komunikacji (owego Jużnego) z PLF 101[14]. Jakieś światło na tę sprawę mogłyby rzucić „druty Jużnego”, że się tak wyrażę. Do nich jednak jeszcze nie dotarła żadna instytucja badawczo-śledcza ani dziennikarz zależny lub niezależny, pokorny bądź niepokorny, których nad Wisłą są setki. Ale spokojnie, nie denerwujmy się, nie rzucajmy się, przecież przed nami kolejnych 5 lat prac analitycznych w dziedzinie katastrofologii. Tak więc nie wiemy wprawdzie jak dotąd, czy szympansy zastanawiając się, „czy strefa pozwoliła zabrać go nam”[15] (tu PLF 031) nie mają na myśli (jako „strefy”) „nieczynnego” Jużnego – lecz się dowiemy za 5 lat. Nie wiemy, co znaczy wymiana zdań między Ryżenką a Plusninem: „Trzeba go zawrócić” – „A przecież on według Południowego”[16] – ale cierpliwości. Nie wiemy, skąd Plusnin o 7:03 pol. czasu wie: „Kurde, na Jużnym już mgła”[17] ani czy rzeczywiście wtedy zapada mgła 10 Kwietnia na tymże lotnisku – nic to jednak, kiedyś się to wyklaruje. Nie wiemy, w jakiej sprawie „Z Południowego zadzwonili…”[18] na XUBS (ponoć przed godz. 7:50) i gdzie jest zapis tej telefonicznej rozmowy – atoli to się za parę lat wyjaśni. Wiemy już natomiast z „drutów XUBS”, że Plusnin (niby o 8:21) dzwoni osobiście „przez miasto” na Jużnyj[19], by się dowiedzieć „pod czyim kierownictwem teraz idzie polski samolot”, tylko że właśnie w trakcie tej newralgicznej rozmowy ma się, niestety, zgłosić załoga PLF 101, która się „pcha” i dialog telefoniczny XUBS – UUBS ulegnie przerwaniu.         


[2] Składnia tego pytania jest zastanawiająca. Zaczyna się ono od „czy”, a następnie pojawia się pytanie następne „i z czego to wynika?”, jakby „czy” nie było wcale potrzebne :) lub jakby nie można było wprost sformułować całego zagadnienia zależności między kontrolą UUBS a XUBS za pomocą słowa „dlaczego”?
[4] Jak sygnalizowałem w „Suplemencie” (https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-suplement.pdf s. 264) wśród „danych FMS-a” (PLF 101) figuruje trasa z UUBS, czyli Jużnego, na EPWA. Kiedy jednak taki lot został wykonany KBWLLP nie podaje, ale może za 5 lat się dowiemy.
[5] Trudno bowiem miarodajnie określić, co w tej upublicznianej oficjalnie dokumentacji stanowi autentyczny przekaz, a co przekaz uzyskany przypadkowo. Sygnalizowałem niejednokrotnie, że dokumentacja ta publikowana jest nad Wisłą z wieloma wadami, jakby autorzy chcieli się zabezpieczyć na wypadek przyszłego dochodzenia dotyczącego powstawania tejże dokumentacji. KBWLLP, jak pamiętamy, jest chroniona ustawowo (znowelizowana ust. „Prawo Lotnicze”). Inne instytucje zabezpieczane są przez zwierzchnie ministerstwa lub po prostu przez parlament, którego członkowie mają interes w nieujawnianiu tajemnic związanych z 10-04 (mam na myśli i stronę „rządową”, i „opozycyjną” – obie bowiem grają do tej samej bramki) – lub wreszcie przez zaprzyjaźnione „gazety lub czasopisma”, lub stacje telewizyjne.
Generalną cechą „materiałów dowodowych” jest ich „zabrudzenie”. To rzecz warta szczególnego podkreślenia – nie ma chyba żadnego takiego materiału, który nie budziłby żadnych wątpliwości. (Pomijam szereg materiałów „znikniętych” (czyli utajnionych) bądź takich, które się „nie odnalazły” (utajnionych albo zniszczonych).) Klasycznym przykładem są tu „druty z XUBS”, tj. „zapisy” zawierające ślady po innych nagraniach aniżeli tylko te, które miały być dokonane 10 Kwietnia (stwierdza to wyraźnie IES w opisie dołączonym do swej publikacji, ale już wcześniej sygnalizowano te „osobliwości”, por. https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-raport_zapisy_z_xubs-1.pdf s. 2: „…jest stary zapis z października-listopada 2009”). W tej sytuacji nie sposób ocenić, czy kiedykolwiek (pierwotnie) istniały nagrania oryginalne „niezabrudzone”, czy też od razu rejestracja odbywała się na zabrudzonym nośniku, by ułatwić dalsze modyfikowanie danych na potrzeby „badania/śledztwa”. Jeśli już mowa o „zabrudzeniach” (w „materiale dowodowym”), to warto zerknąć do dokumentacji KBWLLP (np. por. skan zamieszczony tu: https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-1.pdf s. 55, gdzie „Przebieg parametrów lotu dla instalacji przeciwoblodzeniowej” obejmuje „lot” z… 10-04-1990).    
[7] W dokumentacji „MAK-u” jest ewidentnie „Buriełom”, nie wiadomo więc, skąd się w bumadze IES-u wzięło „Bieriełom”. Jakiś paranoik mógłby pomyśleć: by wprowadzić taki zamęt, że „Bieriełom” to nie „Buriełom”, po prostu. Podobny zamęt panuje w „Zbrodni smoleńskiej”, w której fachowcy wojskowi z uporem piszą „Korsarz”, a nie „Korsaż”.
[9] Por. opracowanie IES-u, s. 19.
[14] Jest jeszcze taka możliwość, że Murawiow nie opowiada tu o PLF 101, lecz o dublerze „prezydenckiego tupolewa”.

30 sty 2015

Czytając wspak pewne bumagi



Gdy pokazywałem Rolexowi (parę dni temu) zdjęcie płyty CD „Verbatim” z najświeższej, głośnej dokumentacji NPW, to obaj zaśmialiśmy się na widok materiału dowodowego albo ściślej nośnika tego materiału[1]. Podejrzewam, że wiele już dyskusji przetoczyło się wokół treści opublikowanych zwłaszcza w liczącym, bagatela, 379 stron opracowaniu Instytutu Ekspertyz Sądowych. Niestety, nie byłem w stanie ich śledzić z wielu względów niezależnych ode mnie – ale sądzę też (chyba że się mylę?), iż mało kto zajął się stronami 335-341 i odsłuchanym wspak zapisem z „kanałów 7 i 8 z taśmy 5”. Jest tam akurat korespondencja radiowa między załogą samolotu (zapewne iła-76) ozn. 78784[2] a jedną z wież XUBS (zapewne zachodnią) dotycząca podchodzenia do lądowania z kierunku 79 („posadka siem’diesiat diewiat gradusów”), czyli od zachodniej strony smoleńskiego Siewiernego. Tak tak, od tej „nieczynnej” strony, jak głosi oficjalna narracja od blisko 5 lat, czyli tam, gdzie, jak opowiadał w swej epokowej książce najwybitniejszy smoleński dendrolog i fotoamator, doc. S. Amielin, radiolatarnie zamieniono na obory, a tereny przyległe na miejsca wypasu bydła. Potwierdziła to potem osobiście i udokumentowała „komisja płk. Latkowskiego”, robiąc zdjęcia temu pasącemu się bydłu (por. https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-suplement.pdf, s. 276).

Zwróćmy uwagę na s. 339 dokumentu IES-u, gdzie jest ostatnia faza podejścia do lądowania wykonywanego przez ruską załogę. Po komunikacie „pięć na kursie” pojawia się „7-8-4, podchodzisz do dalszej (…)” [w dokumentacji IES-u: „podchoditie k dal’niemu” przetłumaczono nie za szczęśliwie jako „podejdź do dalszej”] w domyśle: radiolatarni. Ta zaś, co ważne, musiałaby być położona w odległości ca. 4 km od zachodniego progu pasa – co zresztą zgadzałoby się z ustaleniami „komisji płk. Latkowskiego”, o których już sporo pisałem w moich analizach. (Co jeszcze ważniejsze, ta dalsza NDB po zachodniej stronie smoleńskiego Siewiernego, oznaczana jako DRL-1, miałaby być wklepana do FMS-a przez załogę „prezydenckiego tupolewa” w dn. 10-04-2010 jako jeden z punktów nawigacyjnych po punkcie ASKIL[3]). Podczas owego podchodzenia do lądowania (z dokumentacji IES-u) nie ma żadnych problemów – ruski pilot zgłasza wieży, że widzi pas, deklaruje, iż ląduje, kontroler zapewne komunikuje „pas wolny” i wykonane zostaje przyziemienie, po czym załoga jeszcze dostaje polecenie, gdzie ma skierować samolot na postój.

Oczywiście, dokładna data tego nagrania nie jest podana przez IES[4], któremu, nawiasem mówiąc, udało się (po latach) zrekonstruować nieobecną w innych, wcześniejszych, „rekonstrukcjach” wypowiedź mjr. A. Protasiuka „Dwie sto”, która miałaby paść o godz. 8:40:32,8, tj. niedługo po Protasiukowym „Czietyrje” (z 8:39:57,3). „Czietyrje” wypowiedzianym przez pierwszego pilota PLF 101 w reakcji na stwierdzenie ruskiego „kontrolera” z XUBS, że (Polacy) podchodzą do dalszej (NDB), na kursie, ścieżce, w odległości sześciu (kilometrów)[5]. Wracam jednak do dialogu (pilot-wieża) w dokumentacji IES-u. Załoga 78784 wykonuje trzeci zakręt na wysokości 1500m (wcześniej zaś dostaje polecenie „do trzeciego utrzymujcie tysiąc pięćset”, por. s. 335) i podchodzi (na czwartym) do lądowania z odległości 10 km i na wysokości 500m. Warto wspomnieć, że już w odległości 65 (km, por. s. 336) rus. załoga otrzymuje od wieży pełną informację dotyczącą warunków panujących na lotnisku (co by świadczyło o tym, że zasięg radarów XUBS nie jest wcale taki mały, jak to opowiadała oficjalna narracja dot. 10-04). Na s. 337 zaś kontroler ustala z pilotem, w jaki sposób ma być wykonywany odcinek między trzecim a czwartym zakrętem: „(…) wykonuj trzeci do czwartego, zniżanie tysiąc pięćset, dalej naliczaj lewą krótszą”. Tak to przynajmniej tłumaczą rusycyści pracujący dla IES-u, choć w oryginale pojawia się (ze znakiem zapytania) „liewuju mału”, czyli najprawdopodobniej bliższa NDB. Jak pamiętamy z poprzednich[6] „zapisów z XUBS”, gdy 10 Kwietnia do Smoleńska[7] przylatuje „Frołow”, to - komunikując się z mundurowymi szympansami z wieży - posługuje się frazą „prawaja bolszaja” („prawa wielka/duża”), mając na myśli dalszą NDB po wschodniej stronie wojskowego lotniska. Analogicznie więc, jak można sądzić, byłyby nazywane w rus. żargonie lotniczym radiolatarnie: „lewa wielka/duża” (jako dalsza NDB) i „lewa mała” (jako bliższa NDB) po zachodniej stronie, czyli z KM 79.

Nas jednak niespecjalnie interesuje „Frołow”, a pilot podchodzący na Siewiernym do lądowania z zachodu (w najświeższej dokumentacji IES-u) – niewiadomego dnia i godziny (może np. któregoś z dni kwietnia 2010[8]?). Uzyskuje on zgodę na przyziemienie jeszcze zanim zajmie wysokość 1500m (por. s. 338), do tego stopnia sprawne są nawigacyjne naziemne urządzenia wspomagające pilota w prawidłowym i bezpiecznym podejściu do lądowania – o czym zapewne musi wiedzieć kontrola z zachodniej wieży. Tej wieży, która tak niewiele miała do powiedzenia 10 Kwietnia i z której żadnych „taśm” do tej pory instytucje badawcze i śledcze nie opublikowały. Nie trzeba by chyba przypominać, że „Frołow”, który (co nawet swego czasu głosiła KBWLLP) przymierzał się do podchodzenia od zachodu właśnie 10 Kwietnia, a – jak powiada ofic. narracja – miał się od ppłk. P. Plusnina dowiedzieć, że „tam nic nie ma”; ale właśnie dokumentacja IES-u w tej drobnej materii wykazuje przedziwną, jakby to powiedział jakiś uczony, „ekwilibrystykę pojęciową”. Rusycyści pracujący dla IES-u tak tłumaczą wypytywanie „Frołowa” o podejście od zachodniej strony („A, wosiem’-siemnadcatyj, a, s obratnym startom, kak pogodka?”, s. 150): „A, osiem-siedemnasty, a na powrót jaka pogoda?” – jakby „Frołowowi” chodziło o coś w rodzaju drogi do macierzystego portu, a nie o drugi kierunek, z którego można na smoleńskim lotnisku przyziemić. Niby dokumentacja (IES-u) ma dotyczyć spraw lotniczych, a w tak podstawowej kwestii jak kierunek lądowania pojawia się taki klops (na s. 151 jest takie samo tłumaczenie, więc nie ma tu mowy o lapsusie językowym lub błędzie w druku).   
  
Co gorsza, nie gdzie indziej, a w tejże dokumentacji IES-u (cały czas chodzi mi o „zapisy z XUBS”), znajdziemy rozmaite wypowiedzi, kierowane do „Witalia”, który, wedle wszelkich znaków na ruskim niebie i ziemi (znaków, które pojawiają się, rzecz jasna, w oficjalnych bumagach), w zachodniej wieży sobie w najlepsze siedzi 10 Kwietnia. Pech chce jednak, że nie tylko nie mamy, jak wspomniałem, mimo upływu już prawie 5 lat, żadnych taśm z zachodniej wieży XUBS, ale gdyby tego było mało to (w dokumentacji IES-u) na żółto zaznaczono wypowiedzi płynące z zachodniej wieży, zapewne, żeby się jakoś na białych stronicach nie rzucały czytelnikowi w oczy. (Tak niewiele się w tej wieży działo w dn. 10-04 – są one zatem zupełnie śladowe, co zrozumiałe.) Wspomnę dla porządku tylko, że zachodnia wieża miała się odezwać 10 Kwietnia jedynie raz w korespondencji z PLF 101: „Połosa swobodna”, czyli stwierdzając, że pas do lądowania jest wolny. Czy owego dnia (bo to sprawa najistotniejsza w całym powyższym kontekście) nie nagrało się więcej nieco na magnetofonach, tudzież „drutach”[9] Siewiernego? Na odpowiedź na to pytanie trzeba będzie nam cierpliwie poczekać następne 5 lat, tak wolno bowiem mielą wojskowe młyny. Chyba nikt nie sądzi też, że jacykolwiek katastrofolodzy i inni mistrzowie od „analiz końcóweczki” się tym zagadnieniem wcześniej zajmą. Po co mieliby to robić, skoro „wszystko już wiemy”?


[1] Na ile to w ogóle jest materiał dowodowy w jakiejś sprawie, to rzecz na osobną dyskusję. Samo to, iż IES przyznaje, że wykorzystuje tzw. trzecią kopię („zapisów z XUBS”) (por. s. 27 i 31), a więc tę wykonaną w 2012 r. (!), stawia pod znakiem zapytania sensowność podjętych badań fonoskopijnych, tudzież ich metodologiczną poprawność. Pomijam już kwestię kilkuletniego niepublikowania (przez NPW za IES-em) zawartości „taśm z jaka”, która to zawartość stanowi w istocie tyle materiału co kot napłakał. Materiał ten jest upstrzony jakimiś dodatkami „z innych źródeł”, jakby wcale nie chodziło o upublicznienie treści wyłącznie z taśmy z magnetofonu PLF 031 lub też jakby chodziło o „zapchanie” materiału dodatkami, by plik tekstowy prezentował się jako obszerniejszy niż byłby „bez dodatków”. Zastanawiam się przy tej okazji natomiast, czy ta powtarzająca się od lat (nie tylko w pracach IES-u; KBWLLP stosowała podobne zabiegi) metoda miksowania materiałów, prowadząca de facto do tego, że oficjalne publikacje są obciążane błędami formalnymi, nie ma na celu swoistego zabezpieczenia tych czy innych instytucji (i osób stojących za konkretnymi publikacjami) w przypadku przyszłego dochodzenia obejmującego działania tychże osób/instytucji. Ktoś może wszak po prostu „bronić się”, że dane opracowanie, analiza, materiał etc. (przez to, że opublikowane z wadami) jest „nieważne” – i po nadwiślańsku umywać ręce od sprawy, a tym samym od odpowiedzialności za np. poświadczanie nieprawdy.  
[4] Choć nie należy wykluczać takiego scenariusza, iż jacyś fachowcy wojskowi uznaliby, że to zapisany na taśmie magnetofonowej materiał sprzed 20 lat i znaleźliby się świadkowie, leśne dziadki zamieszkujące okolice obór i miejsc wypasu bydła, pamiętające ze szczegółami tamten lot i lądowanie od zachodu „sprzed 20 lat” – tak jak A. Macierewiczowi z biegiem lat udaje się znaleźć coraz więcej świadków „eksplozji w przestworzach” („prezydenckiego tupolewa”), którzy, co jasne, coraz więcej sobie z upływem czasu przypominają. I coraz dokładniej.
[6] Dwie wersje (tę „MAK”-u i tę KBWLLP) omawiałem tu: https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-raport_zapisy_z_xubs-1.pdf, https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-raport_zapisy_z_xubs-2.pdf, https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-raport_zapisy_z_xubs-3.pdf. W obecnej sytuacji wersja IES-u stanowi „trzecią” (jeśli nie czwartą, bo KBWLLP, gwoli ścisłości, opublikowało dwie – najpierw tę niepełną ze słynnej zimowej konferencji/prezentacji wraz z premierowymi fragmentami mgielnego sitcomu S. Wiśniewskiego – konferencji niedługo po „zamknięciu badań” przez radziecki „MAK”; potem zaś tę dołączoną do „raportu końcowego” KBWLLP).
[7] Od południowego wschodu, czyli z punktu OGALI – przynajmniej wedle oficjalnej narracji.
[8] Anonimowi fachowcy wojskowi stojący za książką „Zbrodnia smoleńska. Anatomia zamachu”, twierdzą (s. 658) na podstawie sobie tylko znanych, ruskich, źródeł, że: „4 i 5 kwietnia samoloty Ił-76M wykonywały loty po trasie Taganrog-Wnukowo-Smoleńsk-Twer. RA-78835 pilotowany przez kpt. Karonę, zaś RA-78817 prze[z] mjr. Frołowa. Po wykonaniu zadań maszyny wróciły do Taganrogu.” Iły te, zdaniem autorów „Zbrodni smoleńskiej”, miały pełnić funkcje zabezpieczające przed wizytami D. Tuska i W. Putina 7-04-2010. Na ile jednak ci autorzy podają informacje, a na ile dezinformacje – właśnie jeśli chodzi o szczegółowe dane dotyczące ruskich samolotów – to jedynie oni oraz diabli smoleńskie wiedzą. Jak starałem się wszak wykazać w „Uchod experimencie” (chodzi o linkowany już „Suplement”), potrafią w ciekawy sposób przeinaczać rozmaite dane. Nie zdziwiłbym się więc, gdyby w ramach przygotowań do wizyt z 7-04 loty z jakimś cargo wykonał ił-76 RA-78784 – i to jego komunikacja z wieżą XUBS by się gdzieś „w pełni nie wykasowała”.
[9] Określenie „drut” upowszechnia z całkowitą powagą najnowsza dokumentacja IES-u.