8 mar 2015

Strażacy z moonfilmu



Ponowne oglądnięcie filmu J. Kruczkowskiego
skłoniło mnie do wyodrębnienia paru istotnych klatek z księżycowego materiału „polskiego montażysty” S. Wiśniewskiego – chodzi o kadry ze „strażakami” w różnych (poza klasycznymi, burobrązowymi) kombinezonach – koloru seledynowego, ciemnozielonego i granatowego. Strażaków tak ubranych nie sposób znaleźć na innych zdjęciach „zaraz po katastrofie” (pomijam oczywiście filmik zrobiony komórką, a przypisywany I. Fominowi).






7 mar 2015

Taśmy z jaka-40



Wielokrotnie w moich analizach sygnalizowałem to, by podchodzić do oficjalnych bumag (dot. 10 Kwietnia) z wielką atencją, ponieważ zwykle diabeł (smoleński lub warszawski – różne bowiem są aktywne) kryje się w szczegółach. W przypadku „taśm z jaka-40” diabłów jest tak wielu, że nie wiadomo, czy udałoby się ich doliczyć bez chińskiego kalkulatora – ja więc zmuszony jestem skupić się na niewielu, zwłaszcza że i tak mnóstwo miejsca „Wosztylowi” poświęciłem[1] i nie czuję się w obowiązku do pewnych zagadnień wracać. Wypada jednak na wstępie zaznaczyć, że co jak co, ale właśnie najprzeróżniejsze „taśmy” i „zapisy” związane z „wypadkiem lotniczym w Smoleńsku” wykazują się od samego początku tej niesamowitej historii wszelkimi możliwymi wadami – a to coś jest niezapisane, a to coś zaginęło, a to coś się nadpisało, a to coś urwało, a to coś się przekręciło, a to coś się komuś przesłyszało przy specjalistycznym odsłuchu, a to znowu coś zrazu niby było i potem tego już jakoś nie ma – lub też nie było, a się nagle pojawia po jakimś czasie. Wersji „zapisów” jest wiele, bo i wiele było „zgrywek materiału dowodowego”, stąd też w tym gąszczu niezwykłości jakiś baran mógłby pomyśleć, że ów materiał dowodowy po prostu na przestrzeni lat konstruowano (stąd tyle niedoróbek), czyli zrazu go nie posiadano. Tak oczywiście mógłby myśleć tylko taki niedouczony wariat, któremu się wydaje, że katastrofa smoleńska to konstrukt rozmaitych fachowców wojskowych i ich zaprzyjaźnionych redaktorów odpowiadających za medialne obrazowanie świata – nie zaś zdarzenie faktyczne.

Z „taśmami z jaka-40” z jednej strony jest podobnie jak z innymi „zapisami”, ale… jeszcze ciekawiej. Można rzec nawet: najciekawiej. O ile bowiem legendarne „czarne skrzynki (prezydenckiego tupolewa)” powędrowały w kartonach do Moskwy[2], skąd już ich nikt nie wyciągnął mimo usilnych dyplomatycznych starań, o tyle przecież „taśmy z jaka” już 10 Kwietnia wylądowały w Warszawie i żadna ruska ręka nad nimi pieczy nie sprawowała – ni cywilna, ni umundurowana. Tymczasem zawartości tychże taśm nie opublikowano w nadwiślańskich mediach np. już 11 kwietnia 2010 – albo niechby w poniedziałek 12-04-2010, tylko dopiero po ok. 5 latach od „katastrofy PLF 101”. Z nieoficjalnych źródeł „zbliżonych do” (tu należy wstawić wielokropek) dowiedziałem się podczas mojego tegorocznego lutowego pobytu w Polsce, że na pokładzie PLF 031 magnetofon rejestrował łączność już od startu jaka-40 z Okęcia – co zresztą byłoby zupełnie uzasadnione – natomiast, jak wiemy z lektury głośnego materiału opublikowanego nie tak dawno przez NPW za IES-em, „taśmy z jaka” zaczynają się od… komunikatu „Korsaża”, komunikatu skierowanego do załogi PLF 031, jakby dopiero po przekroczeniu ruskiej granicy powietrznej polscy piloci zorientowali się naprędce, że powinni włączyć rejestrację radiowej korespondencji[3]. Co więcej (kontynuując wątek uzasadnionej, pełnej rejestracji wszystkich radiowych połączeń), taki kompletny zapis „taśm z jaka” musiano, jak podejrzewam, przygotować po 10-tym Kwietnia, choćby z tego podstawowego względu, że wszczęto nad Wisłą prokuratorsko-wojskowe dochodzenie przeciwko załodze PLF 031, która miała rzekomo złamać przepisy lotnicze podczas podchodzenia do lądowania na Siewiernym. Jak można zatem sądzić (jeśli ten mój powyższy wywód jest słuszny), istnieją kompletne stenogramy obrazujące to, jak wyglądała łączność radiowa pilotów „Wosztyla” z zewnętrznym światem – na trasie EPWA – XUBS[4]. Nie zdziwiłbym się także, gdyby były one w posiadaniu np. samego por. Wosztyla, a nie tylko ludzi z NPW, dajmy na to. Określenie „zewnętrzny świat” nie jest przypadkowe w tym kontekście – nie powinniśmy bowiem zakładać, by rejestrowały się wyłącznie korespondencje (PLF 031) z instytucjami kontroli ruchu lotniczego (polskimi, białoruskimi i ruskimi), ale również komunikaty innych załóg lotniczych.   

Nie trzeba być intelektualistą dużego formatu (jak ci z Ministerstwa Prawdy Michnika lub ci najwięksi z Ministerstwa Prawdy Macierewicza), by dostrzec w tych kilku przesłankach: niepublikowanie „taśm  z jaka” przez ca. 5 lat, opublikowanie ich zawartości w podwójnie[5] okrojonej wersji, wymieszanie zapisu mającego pochodzić z magnetofonu PLF 031 z treściami pochodzącymi z innych źródeł (tu ukłony dla IES-u za danie/produkt w postaci „farsz, mydło i powidło”[6]) – rękę jakiegoś fachowca wojskowego pełniącego funkcję, by tak obrazowo rzec, redaktora naczelnego (tego fragmentu „smoleńskiego przekazu”[7]). Skoro o wybitnych intelektach mowa – zwłaszcza tych „smoleńskich” – to taki cyngiel Macierewicza, M. Pyza, zamiast swego czasu strzelać do takiego wróbla, jak ja[8], mógłby spróbować upolować tę czającą się w zielonej kniei dziczyznę, co odpowiada właśnie za takie a nie inne „redagowanie” materiału dowodowego związanego z 10-04 – np. z jakiem-40. To byłby dopiero połów „w Sieci”. Jak jednak świetnie wiemy, sam Pyza należy do „smoleńskich” świadków (tych od PLF 101, dodam dla jasności) – i to nie byle jakich, gdyż 10 Kwietnia osobiście, tj. na własne dziennikarskie nieomylne uszy, słyszał z hotelu Nowyj (zapewne podczas śniadania przed wyjazdem części ekipy TVP do Katynia[9]), jak „ten samolot (…) podchodził do lądowania. Słyszeliśmy wielokrotnie szum silników nad naszymi głowami, ale nic wtedy jeszcze nie budziło niepokoju” [10] – co stara się on skrupulatnie wykasować z pamięci i sumienia. Samo istnienie bowiem kogoś, kto parceluje, co należy upublicznić (wracam do kwestii „redaktora od materiału dowodowego” – nie Pyzy) i w jaki sposób, prowokuje do dziecinnego pytania: „dlaczego?” Czemu „taśmy z jaka”, mimo upływu lat, nie mogą zostać opublikowane w całości tylko w wybrakowanym kształcie? Czemu coś musi zostać odsunięte na bok? Co takiego (z zapisanych treści) przeszkadza w ujawnieniu wszystkiego, co się pierwotnie zarejestrowało? Te pytania, które nie tylko ja sobie powinienem zadać, ale wszystkie osoby poważnie zajmujące się sprawą 10 Kwietnia. Początek „stenogramów” opublikowanych przez NPW/IES nie pozwala zrekonstruować wszak jednej z kluczowych kwestii, jeśli chodzi o przylot PLF 031 do ruskiej strefy powietrznej – korespondencji między polską załogą a moskiewską kontrolą obszaru. Nie było tej komunikacji? „Wosztyl” wleciał bez zgody Moskwy? Jak to się działo? Nie znamy też szczegółów łączności PLF 031 z „Mińskiem”. Czy białoruscy kontrolerzy faktycznie podali Polakom częstotliwość „Korsaża” jako częstotliwość „Moskwy”[11] wprowadzając załogę w błąd? Czy żadna ruska instytucja nie zainteresowała się w takim razie wlatującym do Rosji natowskim samolotem i nie nawiązała z nim łączności (jeśliby polska załoga nie zgłaszała się moskiewskiej kontroli obszaru)? Nie zainteresował się tym wlotem PLF 031 żaden ruski samolot wojskowy patrolujący przestrzeń przygraniczną?

I tak dalej. Nie mogąc wyjaśnić tych zagadkowych kwestii, zdani jesteśmy znów wyłącznie na domysły, a zaznaczam, są to problemy, które powinny zostać choćby częściowo rozwiązane podczas lektury stenogramów odzwierciedlających radiową łączność PLF 031 ze światem. Na początku mej niniejszej notki wspomniałem jednak o drobiazgach, które czasami dają się wyłuskać nawet z oficjalnych, systematycznie pokiereszowanych i dezorientujących opinię publiczną, bumag. Taki drobny szczegół pojawiający się w „stenogramach jaka-40” to niezidentyfikowany obiekt latający określany jako „samolot o niezrozumiałym sygnale wywoławczym zakończonym 3-4” (s. 24-25); (fragmentaryczna) korespondencja między nim a… nie wiadomo właściwie kim, zostaje zarejestrowana nomen omen „na drucie” PLF 031 i usytuowana na osi czasu w kwadransie przed lądowaniem „Wosztyla”, między 9:03 rus. czasu a 9:11[12]. Piszę „nomen omen” ponieważ, jak przynajmniej wynika z tego, co podaje IES, korespondencja ta nie zostaje zarejestrowana na „taśmach z XUBS”, co daje powód do pytania nie tylko, co to za samolot, lecz i kiedy dokładnie się (i w jakich okolicznościach) pojawił. Czy był to trzeci samolot w okolicach XUBS wraz z „Wosztylem” i „Frołowem”? Naturalnie, można przyjąć, iż z zapisów z XUBS skasowała się ta korespondencja (załogi „3-4”) – ale można też założyć tak, że zaszła ona w innym przedziale czasowym, dlatego też nie pojawia się „na drutach Siewiernego”, czyli w dokumentacji „MAK” w określonym odcinku czasu. Ale na tym jeszcze nie koniec. „Samolot 3-4” nie pojawia się także w dokumentacji KBWLLP[13], która to komisja przecież miała, bo musiała mieć, dostęp do taśm „Wosztyla” i na ich podstawie opracowywała swoją (rozszerzoną, a więc pouzupełnianą „z innych źródeł”) wersję „zapisów z XUBS” (tę z Załącznika 8 do „raportu Millera”). Ki czort więc? Ki czort, gdyż o ile można sobie wyobrazić, że „kopie zapisów” ruskich (jeśli chodzi o „druty Siewiernego”) ewoluowały w Moskwie z tygodnia na tydzień, miesiąca na miesiąc i roku na rok, stosownie do katastrofologicznych postępów i potrzeb badawczych, o tyle tu byśmy napotykali na nowe zjawisko: nadwiślańską ewolucję polskich zapisów. Pytanie więc: ile jest „taśm z jaka”? Może za 5 lat pojawi się odpowiedź.


[1] Jeśli ktoś szuka jakiejś syntetycznej wiedzy w tej materii, proponuję lekturę tego opracowania: https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-suplement.pdf
[3] Na s. 19 dokumentu IES-u dot. „taśm z jaka” czytamy wprawdzie, że „zapis z pokładowego rejestratora (…) rejestrowany był w trybie automatycznego uruchamiania i zatrzymywania rejestracji”, nie wyjaśniają nam jednak autorzy tego dokumentu, czemu w takim razie automatycznie nie uruchomił się magnetofon np. podczas komunikacji PLF 031 z „Mińskiem” – skoro (jak znów dowiadujemy się z lektury, s. 19-20) – uruchomił się on podczas łączności jakiejś ruskiej załogi (tu Aerofłota 285) z „Mińskiem” właśnie. Ewidentnie też na 19 stronie (dokumentu) podane jest, że „pierwsze nagranie” („taśm z jaka”) obejmuje fragment „od nawiązania łączności z Korsażem” – innymi słowy „wcześniejszych” nagrań brak w materiale dowodowym (lub ściślej tym, który przedstawiono IES-owi do fonoskopijnej analizy).
[4] Tu należałoby poczynić (optymistyczne, a więc niekoniecznie racjonalne) założenie, iż „taśmy z jaka” nie uległy żadnej manipulacji przed ich zdeponowaniem w prokuraturze wojskowej. Ku pewnemu pesymizmowi w tej materii skłania nie tylko ogrom „wypadków”, które przytrafiały się na przestrzeni lat, poszczególnym materiałom dowodowym (zapisom z monitoringów, zapisom telewizyjnym, relacjom świadków etc.), lecz przede wszystkim to, że „nie zachował się” zapis CVR PLF 031. Trudno ten brak uznać za zbieg okoliczności, jeśli chodzi o 10-04.   
[5] Podwójnie, gdyż „zapis z drutu” (PLF 031) zaczyna się od komunikatu „Korsaża”, a urywa o 9:18 rus. czasu (na komunikacie „Kołujemy po głównej prosto. Y, Papa-Lima-Fox zero-trzy-jeden”), choć – jak przynajmniej w lipcowym (2010) wywiadzie dla rządowej telewizji twierdził chor. R. Muś – magnetofon miał zostać wyłączony dopiero „po tym jak Rosjanie odeszli na inne lotnisko” (por. http://www.wykop.pl/ramka/402058/dostalismy-zgode-na-50-metrow/ - nie wiem, czemu, ale materiał z wywiadem z Musiem nie chciał mi się otworzyć na stronie TVN24).
[6] Nie będę przytaczał szczegółów, każdy może ich znaleźć multum, przeglądając dokument IES-u. Z ciekawostek warto przytoczyć pytanie: „Idziesz na obiad czy nie?” (s. 34) zadawane o 8:58 rano rus. czasu, czyli o 6:58 rano polskiego – wedle oficjalnych danych. Oczywiście zaraz ktoś powie, że to „przebitka” z innego zapisu, np. popołudniowego, o czym mogą świadczyć wypowiedzi dotyczące wylotów „po siedemnastej piętnaście” (s. 39) – zaznaczone na szaro. Pytanie w takim razie jednak, po jakiego gwinta tego typu przedziwne komunikaty (mające się przecież nijak do sytuacji PLF 031) są dołączone do stenogramu mającego być rezultatem odsłuchu zapisu radiowej korespondencji „Wosztyla” z godzin porannych.
[7] To, że takich redaktorów jest więcej, wydaje się pewne.
[9] Można jedynie żałować, że nie zdołał opowiedzieć o tym w filmie J. Kruczkowskiego „Na własne oczy” – filmie zbierającym relacje niektórych dziennikarzy, reporterów i operatorów ze Smoleńska z 10-04 (szerzej pisałem o wideo Kruczkowskiego tu: https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-zamiast-trailera-lotc3b3w-do-katynia.pdf), a z tego, co mi wiadomo, ma ten film być wyemitowany w telewizji 10-04 bieżącego roku. Kto więc nie miał okazji będzie mógł się z materiałem zapoznać.
[11] Taka absurdalna interpretacja pojawia się m.in. w „Zbrodni smoleńskiej” – książce autorstwa anonimowych fachowców wojskowych.

Samolot 3-4 nie pojawia się w dokumentacji KBWLLP




Samolot 3-4








23 lut 2015

Ciekawostka dotycząca Specnazu

W. Suworow tak pisze w książce "GRU...":

22 lut 2015

10-32

Godzina 10:32 rus. czasu (10-04-2010) wedle trzech różnych dokumentów. Na sprawę zwróciła uwagę MMariola na swym blogu.



W wersji "MAK" nie ma frazy z wyrażeniem "ASKIL" oraz z "PLF 101", jak widać powyżej.

1 lut 2015

"Buriełom", "Buriełom", bez odbioru



Osoby, które „siedzą” w dokumentacji „smoleńskiej”, pamiętają, że w tzw. polskich „Uwagach” do „projektu końcowego raportu MAK” (tych z grudnia 2010) pojawia się problem zależności, w jakiej pozostają do siebie: kontrola lotów z południowego i ta z północnego smoleńskiego lotniska[1]: „czy informacje o planowanym przejściu punktu nawigacyjnego „ASKIŁ” [tak w oryg. – przyp. F.Y.M.] przez samoloty lecące do lotniska Smoleńsk „Północny” są uzyskiwane na tym lotnisku od służb z lotniska Smoleńsk Południowy i z czego to wynika?[2]”. Zagadnienie to z pogranicza katastrofologicznej czarnej magii, ponieważ oba aeroporty (w owym czasie, a nawet wcześniej) „praktycznie nie działały”, jak zapewnia legenda, dziwne więc powinno być to, że jeśli „nie działały”, to czemu miałyby „współdziałać” ze sobą. Z drugiej jednak strony, gdyby nieczynne były te smoleńskie porty lotnicze[3], to nikt by w ich wieżach nie siedział, szczególnie w sobotnie kwietniowe przedpołudnie (2010) – ani tym bardziej nic by się podczas tego siedzenia nie nagrywało. Tymczasem zaś – jak wiemy z „zapisów z XUBS” (opublikowanych najpierw fragmentarycznie przez KBWLLP, potem całościowo przez „MAK”, a później znów przez KBWLLP) – 10 Kwietnia właśnie siedzieli jacyś osobnicy i na Siewiernym, i na Jużnym, jakby kontrolujący czyjeś loty. Na nieczynnym Siewiernym to nawet domyślamy się, po co siedzieli – po to, żeby „odganiać Polaków, co się pchali” jeszcze zanim wylecieli. Ale po co siedziano na Jużnym (UUBS/LNX), skoro tam „żaden Polak się nie pchał”, a przynajmniej oficjalnie nie[4]? Do sprawy Jużnego – zapewne mimowolnie[5] – nawiązuje świeża bumaga NPW/IES-u, o czym za chwilę.

Podczas głośnej „konferencji końcowej MAK” (styczeń 2011) padło głośne stwierdzenie, że w wieży Siewiernego mogły siedzieć szympansy – co zresztą się od razu w blogosferze polskiej upowszechniło. Stwierdzenie to nie było takie odległe od realiów – przynajmniej tych, z jakimi mamy do czynienia podczas lektury „zapisów z XUBS” – gdyż „kontrolerzy” na Siewiernym przypominają małpki, z których jedna ma zatkane usta, druga oczy, a trzecia uszy. Szympansy z „Korsaża” nie wiedzą, co i kiedy wylatuje z Polski ani nawet czy wylatuje cokolwiek. Nie dostrzegają tego (już lecącego) za bardzo na żadnych radarach. Nie słyszą (o tym lecącym) nawet od kogoś z moskiewskiej kontroli obszaru. Nie mają pojęcia, na jakie zapasowe lotnisko miałby lecieć „Polak”, którego chcieliby „odgonić”. I co najciekawsze – za pośrednika mają najwyraźniej „kontrolę” z Jużnego właśnie, która informuje szympansów z XUBS o zbliżającym się przylocie PLF 101. Jakiś baran więc mógłby ten fakt zinterpretować tak, że może jednak ludzie z Jużnego skomunikowali się, tak, skomunikowali, jakoś z załogą PLF 101 – co zresztą nie byłoby niczym dziwnym w kontekście pojawiającego się w planie lotu „prezydenckiego tupolewa” punktu RALOT położonego na południe od Smoleńska[6]. Fortuna należy się temu wszakże, kto jest w stanie w którejkolwiek z licznych wersji „stenogramów CVR” znaleźć ślad po komunikacji Jużnego (kryptonim „Buriełom”[7]) z pilotami PLF 101.

Oczywiście „znawcy problematyki”, tj. ci nawiedzeni spece od analiz „końcóweczki”, utną sprawę wyjaśnieniem, że zwyczajnie nie było takiej korespondencji. Gdyby zaszła, to przecież by pozostał po niej czytelny ślad „na drutach”. Z kolei sceptyk, a więc taki gość, co nic nie wie i żadnym ekspertem nie jest, bo być nie może (wiedząc, że nic nie wie) – mógłby zwrócić uwagę na to, że właśnie z „drutami” były od samego początku „historii smoleńskiej” niesamowite problemy. By nie rzec: turbulencje. Kanonicznym przykładem jest „drut” z jaka-40, z którego to „drutu” jakiś (nie wiadomo, czy pełny, czy tylko częściowy) „zapis” ujrzał światło dzienne dopiero po blisko 5 latach od „Zdarzenia” z 10-04, a więc gdy sam mityczny jak-40 bn. 044 dawno wylądował w muzeum[8] po latach służby w stołecznym specpułku. Sceptyk mógłby też (drapiąc się po głowie) dodać, że nigdy nie widział, by światło dzienne ujrzały zapisy z czarnej skrzynki owego jaka-40, choć wydawać by się mogło, że podczas długiego postoju na lotnisku Siewiernyj 10 Kwietnia było sporo czasu na ich zabezpieczenie i nie musiały też one leżakować w jakimś moskiewskim sejfie. Co gorsza, ciągnąłby sceptyk, „drutowe” zapisy z samego „Korsaża” zgrywane były, jak podają źródła[9], tydzień po „katastrofie”. Niby tydzień w dziejach wszechświata to mgnienie oka, ale zarazem szmat czasu na dokonanie „korekty nagrania” w mrowisku mundurowych. Gdyby i tego było mało, zakończyłby sceptyk, to „nie zgrano” żadnych „zapisów z drutów” z 7-04-2010 z XUBS (by można było porównać współpracę „kontrolerów” z innymi załogami – z tą kooperacją, którą prezentują „zapisy” z 10-04) ani z UUBS, czyli z Jużnego – z 10-04, mimo że z ludźmi z tego lotniska komunikują się szympansy z XUBS w sprawie PLF 101. Sceptyk więc uznałby po głupiemu, że to wszystko to… (by użyć komunistycznej nomenklatury) „planowe niedobory” w materiale dowodowym, czyli celowo spowodowane braki. Takie dokładnie jak z monitoringami na przeróżnych lotniskach – monitoringami, co poginęły bez śladu, ale może kiedyś - nie tyle za 5, co za 50 lat - zostaną ujawnione.       

Wracając na aeroport Jużnyj, skoro już coś nowego się łaskawie pojawiło zimą 2015 r., przemielone uprzednio przez powolne wojskowe młyny. Czego nas w tej materii uczy najnowsza dokumentacja NPW/IES-u? Nie jest tego nazbyt wiele, lecz zawsze lepsze coś niż zupełnie nic. Otóż dokumentacja ta zdaje się potwierdzać jakąś (wzmiankowaną w polskich „Uwagach”) nadrzędność UUBS (LNX) względem XUBS – tak jakby kontrola z UUBS stanowiła „pierwszą strefę smoleńską”, jeśli chodzi o kontakty z załogami statków powietrznych w tamtym właśnie obszarze: „Jużnyj przekazuje [Korsażowi – przyp. F.Y.M.], że on, y, wychodzi na schemat o czternastej dwie”, czytamy na s. 347 dokumentacji IES-u[10] - z tego, co odsłuchano „wspak”. W tejże dokumentacji jest (s. 328) ponadto ślad po korespondencji między jedną z rus. załóg (niestety, dokładnego/orientacyjnego dnia owego przylotu do Smoleńska nie podano) podchodzącą do lądowania z kursem 79 (a więc od zachodu XUBS) i prowadzącą korespondencję… i z kontrolą Jużnego, i Siewiernego[11].

W interesującym nas szczególnie kontekście 10-04 mamy (oficjalnie) historię trzech przylotów – polskich statków powietrznych: PLF 031 i PLF 101 oraz rus. „Frołowa” w międzyczasie. Zauważmy, że każdorazowo z jakiegoś zewnętrznego źródła „Korsaż” uzyskuje wstępne informacje o zbliżającym się samolocie – i w oficjalnej dokumentacji (tej zrazu upublicznionej przez KBWLLP i „MAK”) nie jest podane dokładnie, skąd te informacje płyną w przypadku PLF 031 i rus. transportowca. Podane jest natomiast, co najważniejsze, że jeśli chodzi o PLF 101, to przekazuje je kontrola Jużnego akurat. Jak zwracałem uwagę nie tylko w „Suplemencie”[12], w subtelnej kwestii tego, co jest właściwie przekazywane na temat nadlatującego PLF 101, panują zdumiewające rozbieżności między bumagami „MAK-u” i KBWLLP. „Dyspozytor Murawiow”, o którym szerzej pisałem w kwietniu ub. roku[13], ma – powołując się na Jużnyj – podawać (jak legenda głosi, o godz. 10:21 rus. czasu), że „dwadzieścia jeden po” PLF 101 ma… no i tu następuje ten rozjazd – wg „MAK-u”: orientacyjnie szacować pojawienie się na kręgu nadlotniskowym (XUBS, jak można się domyśleć, a nie np. UUBS), a wg KBWLLP: zbliżać się do punktu ASKIL, czyli powietrznej granicy białorusko-ruskiej.

Nawet jeśli zbagatelizujemy te rozbieżności między katastrofologicznymi gremiami eksperckimi, które „wszystko już wiedzą”, to i tak kłopot w tym, że – przynajmniej wedle „stenogramów CVR” (bez względu na ich „wersję”) – załoga PLF 101 nikomu (tj. ani białoruskim, ani ruskim służbom) nie zgłasza z wyprzedzeniem ani tego, kiedy będzie przekraczać ASKIL, ani tego, kiedy wejdzie na krąg nadlotniskowy. Pytanie więc, czy Murawiow sobie wymyślił to, co (powołując się na Jużnyj) podaje, czy jednak mówi on coś, co mu jednak przekazano po jakiejś faktycznie zaistniałej komunikacji (owego Jużnego) z PLF 101[14]. Jakieś światło na tę sprawę mogłyby rzucić „druty Jużnego”, że się tak wyrażę. Do nich jednak jeszcze nie dotarła żadna instytucja badawczo-śledcza ani dziennikarz zależny lub niezależny, pokorny bądź niepokorny, których nad Wisłą są setki. Ale spokojnie, nie denerwujmy się, nie rzucajmy się, przecież przed nami kolejnych 5 lat prac analitycznych w dziedzinie katastrofologii. Tak więc nie wiemy wprawdzie jak dotąd, czy szympansy zastanawiając się, „czy strefa pozwoliła zabrać go nam”[15] (tu PLF 031) nie mają na myśli (jako „strefy”) „nieczynnego” Jużnego – lecz się dowiemy za 5 lat. Nie wiemy, co znaczy wymiana zdań między Ryżenką a Plusninem: „Trzeba go zawrócić” – „A przecież on według Południowego”[16] – ale cierpliwości. Nie wiemy, skąd Plusnin o 7:03 pol. czasu wie: „Kurde, na Jużnym już mgła”[17] ani czy rzeczywiście wtedy zapada mgła 10 Kwietnia na tymże lotnisku – nic to jednak, kiedyś się to wyklaruje. Nie wiemy, w jakiej sprawie „Z Południowego zadzwonili…”[18] na XUBS (ponoć przed godz. 7:50) i gdzie jest zapis tej telefonicznej rozmowy – atoli to się za parę lat wyjaśni. Wiemy już natomiast z „drutów XUBS”, że Plusnin (niby o 8:21) dzwoni osobiście „przez miasto” na Jużnyj[19], by się dowiedzieć „pod czyim kierownictwem teraz idzie polski samolot”, tylko że właśnie w trakcie tej newralgicznej rozmowy ma się, niestety, zgłosić załoga PLF 101, która się „pcha” i dialog telefoniczny XUBS – UUBS ulegnie przerwaniu.         


[2] Składnia tego pytania jest zastanawiająca. Zaczyna się ono od „czy”, a następnie pojawia się pytanie następne „i z czego to wynika?”, jakby „czy” nie było wcale potrzebne :) lub jakby nie można było wprost sformułować całego zagadnienia zależności między kontrolą UUBS a XUBS za pomocą słowa „dlaczego”?
[4] Jak sygnalizowałem w „Suplemencie” (https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-suplement.pdf s. 264) wśród „danych FMS-a” (PLF 101) figuruje trasa z UUBS, czyli Jużnego, na EPWA. Kiedy jednak taki lot został wykonany KBWLLP nie podaje, ale może za 5 lat się dowiemy.
[5] Trudno bowiem miarodajnie określić, co w tej upublicznianej oficjalnie dokumentacji stanowi autentyczny przekaz, a co przekaz uzyskany przypadkowo. Sygnalizowałem niejednokrotnie, że dokumentacja ta publikowana jest nad Wisłą z wieloma wadami, jakby autorzy chcieli się zabezpieczyć na wypadek przyszłego dochodzenia dotyczącego powstawania tejże dokumentacji. KBWLLP, jak pamiętamy, jest chroniona ustawowo (znowelizowana ust. „Prawo Lotnicze”). Inne instytucje zabezpieczane są przez zwierzchnie ministerstwa lub po prostu przez parlament, którego członkowie mają interes w nieujawnianiu tajemnic związanych z 10-04 (mam na myśli i stronę „rządową”, i „opozycyjną” – obie bowiem grają do tej samej bramki) – lub wreszcie przez zaprzyjaźnione „gazety lub czasopisma”, lub stacje telewizyjne.
Generalną cechą „materiałów dowodowych” jest ich „zabrudzenie”. To rzecz warta szczególnego podkreślenia – nie ma chyba żadnego takiego materiału, który nie budziłby żadnych wątpliwości. (Pomijam szereg materiałów „znikniętych” (czyli utajnionych) bądź takich, które się „nie odnalazły” (utajnionych albo zniszczonych).) Klasycznym przykładem są tu „druty z XUBS”, tj. „zapisy” zawierające ślady po innych nagraniach aniżeli tylko te, które miały być dokonane 10 Kwietnia (stwierdza to wyraźnie IES w opisie dołączonym do swej publikacji, ale już wcześniej sygnalizowano te „osobliwości”, por. https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-raport_zapisy_z_xubs-1.pdf s. 2: „…jest stary zapis z października-listopada 2009”). W tej sytuacji nie sposób ocenić, czy kiedykolwiek (pierwotnie) istniały nagrania oryginalne „niezabrudzone”, czy też od razu rejestracja odbywała się na zabrudzonym nośniku, by ułatwić dalsze modyfikowanie danych na potrzeby „badania/śledztwa”. Jeśli już mowa o „zabrudzeniach” (w „materiale dowodowym”), to warto zerknąć do dokumentacji KBWLLP (np. por. skan zamieszczony tu: https://yurigagarinblog.files.wordpress.com/2014/02/fym-uchod-experiment-1.pdf s. 55, gdzie „Przebieg parametrów lotu dla instalacji przeciwoblodzeniowej” obejmuje „lot” z… 10-04-1990).    
[7] W dokumentacji „MAK-u” jest ewidentnie „Buriełom”, nie wiadomo więc, skąd się w bumadze IES-u wzięło „Bieriełom”. Jakiś paranoik mógłby pomyśleć: by wprowadzić taki zamęt, że „Bieriełom” to nie „Buriełom”, po prostu. Podobny zamęt panuje w „Zbrodni smoleńskiej”, w której fachowcy wojskowi z uporem piszą „Korsarz”, a nie „Korsaż”.
[9] Por. opracowanie IES-u, s. 19.
[14] Jest jeszcze taka możliwość, że Murawiow nie opowiada tu o PLF 101, lecz o dublerze „prezydenckiego tupolewa”.